Login lub e-mail Hasło   

Janek

JANEK
Wyświetlenia: 919 Zamieszczono 14/08/2012

     

 

Janek     

 

 

       Janek był dobrym mężem i ojcem. Ożenił się w wieku trzydziestu pięciu lat. Wcześniej poświęcał się karierze zawodowej i gromadzeniu kapitału. Uważał, że Powinien najpierw zadbać o swoje wykształcenie, które bardzo pomagaw życiu.

  Urodził się w siedemdziesiątym piątym roku Łodzi. Od małego był bardzo zdolnym dzieckiem. Szybko zaczął mówić i wszystkim się interesował. Na spacerach z rodzicami pytało wszystko.

  W szkole podstawowej był niezbyt lubiany przez rówieśników, bo dużo czasu poświęcał nauce. Kiedy inne dzieci grały w piłkę lub biegały, on siedział na murku szkolnym i czytał książki. Był szczególnie uzdolniony. Czytał płynnie już w pod koniec pierwszej klasy, a wiedza bardzo łatwo wchodziła mu do głowy.

Z przedmiotami ścisłymi również nie miał problemów. Matematyka była jego konikiem. Co roku otrzymywał wyróżnienia i liczne nagrody. Rodzice byli bardzo dumni z syna.

  Ojciec był znanym i cenionym prawnikiem, a mama prowadziła własną firmę reklamową. Często w sprawach zawodowych radziła się młodego Janka. Jego świeże spojrzenie i głowa pełna pomysłów doskonale się sprawdzały w tych sprawach. Mama nawet często rozmawiała z nim o pracy w tym zawodzie i mówiła, że jak dorośnie to odziedziczy firmę i będzie godnie ją zastępował.

  Szkoła średnia, pierwsza miłość i pierwszy zawód miłosny. Dziewczyna, do której poczuł jak mu się wydawało coś wielkiego, okazała się zwykłą materialistką i straszną egoistką, której zależało tylko na pieniądzach i na tym, że mogła się pokazywać z nim w klubach dla bogatych snobów.

  Był raczej nieśmiały i nie lubił dyskotek ani klubów nocnych. Robił to wszystko dla niej. Okazało się, że nie była warta jego uczuć. Po tej znajomości stracił zaufanie do dziewczyn i przez jakiś czas nie chciał się z nikim wiązać.

Swoją żonę Justynę poznał na uczelni i od razu wpadli sobie w oko. Spędzali ze sobą cały wolny czas, chociaż mieli go niewiele.

Po pewnym czasie stali się dla siebie bardzo bliscy. Wiedzieli o sobie prawie wszystko. Mieli wspólne zainteresowania i lubili przebywać w tym samym gronie. Mieli wspólnych przyjaciół i znajomych.

  Studia ukończyli z bardzo dobrymi wynikami i w nagrodę Janek zafundował Justynie podróż do Wenecji. Tam zbliżyli się jeszcze bardziej.

  Justyna była śliczną blondynką o pięknych niebieskich oczach. Była szczupła, zgrabna i bardzo zakochana w Janku. Zresztąz wzajemnością.

  Kiedy pewnego dnia Janek wrócił do domu Justyny nie było. Pomyślał, że pojechała do rodziców. Często odwiedzała mamę i tatę, ale zawsze dzwoniła do niego i mówiła, że będzie trochę później. Jednak tego dnia było inaczej. Janek czekał kilka godzin w końcu wziął telefon i zadzwonił do teściów.

- Dzień dobry mamo, czy Justynka z dziećmi są u Was? Trochę się martwię bo jest już po dziesiątej, a ona nie zadzwoniła nawet do mnie.

- Nie Justunki dzisiaj nie było, może została dłużej w pracy?

- Tak, ale miała jeszcze odebrać dzieci ze szkoły.

- A dzwoniłeś do niej?

- Tak dzwoniłem kilka razy, ale chyba ma wyłączony telefon. Będę jeszcze próbował. No to pa mamo.

- Pa synku, zadzwoń jak się czegoś dowiesz..

Telefonował jeszcze kilka razy, ale bez rezultatu.

  W końcu o jedenastej zadzwonił telefon.

- Czy rozmawiam z panem Janem Ostrowskim?

- Tak przy telefonie.

- Dzwonię ze szpitala…

- Czy coś się stało mojej żonie? Zapytał drżącym głosem jakby przeczuwał, że stało się coś strasznego.

- Niestety mam złą wiadomość…Pana żona miała wypadek samochodowy, samochód ciężarowy… zepsute hamulce… bardzo mi przykro … próbowaliśmy ją reanimować, ale nie mogliśmy już nic zrobić.

- A co z dziećmi?

- Bardzo mi przykro… cała trójka…

  Janek już dalej nie słyszał, słuchawka wyleciała mu z rąk. Usiadł na podłodze i nie mógł uwierzyć w to co się stało. Jego życie skończyło się zanim na dobre się zaczęło. W jednej chwili stracił wszystko co kochał. Dzieci, Justyna. W słuchawce słychać było wołanie: Halo! nic panu nie jest? Halo! Siedział na podłodze, trzymając się za głowę i cały czas powtarzał: jak ja to powie rodzicom Justyny. Była ich jedyna córką. Całe życie poświęcili jej. Kochali ją ponad wszystko, a teraz jej nie ma.

Ciężko było pozbierać się po tej tragedii, ale przecież życie trwa dalej i trzeba żyć też dla innych.

  Janek długo po pogrzebie zanosił codziennie kwiaty na groby dzieci i jedną czerwoną róże na grób Justyny. Potem postanowił uciec w pracę, żeby nie myśleć już o tym co się stało. Myśli jednak wracały. W domu wszystko przypominało mu o Justynie i o dzieciach. Czasem zamykał oczy i wyobrażał sobie, że wszystko jest jak dawniej, że zaraz wejdą do domu… Ale kiedy otwierał oczy nic się nie zmieniało. Najgorsza była cisza, która nie pozwalała się na niczym skupić.

  Minęło kilka miesięcy. Pewnego dnia zdarzyło się coś dziwnego. Janek z ojcem szedł ulicą pełną ludzi i cały czas miał wrażenie jakby ktoś na niego patrzył. Co kilka sekund oglądał się za siebie. Czuł jakby cos miało się zaraz stać. Weszli do banku. W środku była tylko jedna osoba. Janek wyjął z teczki potrzebne dokumenty. Kiedy podnosił głowę osoba ta właśnie go mijała i zmierzała w kierunku wyjścia. Spojrzeli na siebie jakby się znali od dawna. Była to młoda dziewczyna, miała na oko dwadzieścia pięć lat i miała przepiękne oczy. Chyba wyszła na chwile z pracy, bo była ubrana w biały fartuch, taki jak noszą ekspedientki w sklepach. Janek szybko zrobił opłaty i wyszedł z ojcem przed bank. Dostrzegł dziewczynę jak oddalała się w tłumie ludzi. Odwróciła się jeszcze i uśmiechnęła. Janek czuł, że musi z nią porozmawiać.

- Tato…wiesz co? Muszę jeszcze gdzieś wpaść na chwilkę zobaczymy się na obiedzie dobrze?

- Jasne, tylko się nie spóźnij bo mama będzie znów się martwić.

- Postaram się, do zobaczenia!

Pobiegł w stronę gdzie ostatni raz widział dziewczynę. Po kilku minutach zobaczył ją. Ona jakby wiedziała, że za nią idzie. Zatrzymała się i odwróciła, a potem ruszyła w jego stronę. Szli coraz szybciej. Gdy się wreszcie spotkali ona objęła go za szyję i cichutko do ucha wyszeptała:

- Ty mnie kochasz.

Nie było to pytanie, ale stwierdzenie. Janka przeszły dreszcze,ale były takie przyjemne. Był trochę zaskoczony, a z drugiej stromy czekał na to i wiedział, że ona to powie.

- Tak , kocham cię,

- Wiem, widziałam to w Twoich oczach. Wierzysz w coś takiego? W przeznaczenie?

- Tak... to znaczy nie!, nie wiem. Sam nie wiem co się dzieje. Tam… w banku Czułem, że muszę Cię zobaczyć, porozmawiać, chociaż nie wiem dlaczego?

- Nie wiesz dlaczego? Bo mnie kochasz. Zawsze o mnie myślałeś, zawsze byłam w twojej głowie…

- To wszystko jest jakieś dziwne.

- Może spotkamy się wieczorem i pogadamy?

- Dobrze, powiedz mi chociaż jak masz na imię, ja jestem Janek.

- Wiem jak masz na imię…

- Skąd wiesz? My się znamy?

- Maria.

- Co?

- Maria, tak mam na imię.

-Jasne, to znaczy bardzo ładne imię… To o której i gdzie się spotkamy?

- Może przed tym bankiem o ósmej? Zaprowadzę Cię w pewne miejsce gdzie ktoś na Ciebie czeka.

- Super, to do wieczora. Już nie mogę się doczekać.

   Stał jeszcze chwilę w tym miejscu i próbował sobie wszystko poukładać. Spojrzał na zegarek. Za dziesięć minut piąta.

- Kurcze! Obiad! Mama mnie zabije!

Pobiegł do samochodu i z piskiem opon ruszył nie patrząc na ograniczenia prędkości po piętnastu minutach był przed domem rodziców. Przy obiedzie cały czas myślał o dziewczynie, którą spotkał.

- Janku, o czym tak myślisz? Przez dobre pół godziny nie odezwałeś się ani do mnie, ani do mamy. Masz jakieś problemy?

- Nie tato, wszystko w porządku. Jestem tylko trochę zmęczony.

- Połóż się w salonie i zdrzemnij się chwilkę to ci dobrze zrobi.

Faktycznie jesteś jakiś blady. Kiedy ostatnio robiłeś badania?

- Nie pamiętam, jakoś pół roku temu…

- Musisz dbać o siebie.

- Dobrze mamo.

Położył się, ale nie mógł zasnąć. Cały czas spoglądał na zegarek.

Czas leciał tak wolno. Wydawało się jakby zaraz całkiem miał się zatrzymać.

Parę minut po siódmej zerwał się z kanapy, dopił resztę kawy i wyszedł na spotkanie.

Na ulicach o tej porze były straszne korki więc postanowił pójść pieszo.

Kiedy szedł na spotkanie zaczynał lekko kropić deszcz. Przypomniał sobie, że w dniu kiedy pierwszy raz pocałował Justynę była dokładnie taka sama pogoda. Z daleka zobaczył dziewczynę. Powoli odwracała się w jego stronę i nagle przejaśniło się. Zrobiło się tak jasno jakby ktoś włączył jupitery. Wszystko dokoła zaczęło się zmieniać. Zniknęły drzewa, ludzie, samochody… Zamknął oczy, a kiedy je otworzył zobaczył jak przez mgłę, że jest w innym miejscu. Po chwili zaczęły do niego docierać przytłumione, ale coraz bardziej wyraźne głosy.

- Nareszcie! Wiedziałam, że się obudzisz!

Gdy wzrok całkiem wrócił zobaczył pochylającą się nad nim Justynę.

Obok były dzieci. Justyna płakała z radości i trzymała go za rękę.

·    Co się stało?

·    Byłeś w śpiączce, ale już teraz będzie dobrze, zobaczysz wyjdziesz z tego…

·    Długo tu jestem?

·    Spałeś trzy miesiące, wszyscy myśleli, że…,ale ja cały czas wierzyłam… i cały czas się modliłam…

·    Ale co się stało?

·    Miałeś wypadek, podobno zasnąłeś za kierownicą i uderzyłeś czołowo w murowaną kapliczkę niedaleko naszego domu. Z samochodu nie było co zbierać, to jakiś cud, ze przeżyłeś…  

 

  

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1433
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1099
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 799
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1054
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 366
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 476
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1114
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 852
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 645
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 659
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 995
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 448
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1458
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 704
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Sylwia.,  14/08/2012

Niesamowita historia, aż dreszcze przechodzą, dobrze, że skończyła się dobrze i Janek przeżył.

  berni*,  14/08/2012

Wszystko dobre co dobrze się kończy! Czytałem z zaciekawieniem.Pozdrawiam.

  greenway,  14/08/2012

Wow...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska