Login lub e-mail Hasło   

Lepiej czuć ból niż nie czuć nic.

Z ciężkim sercem usiadła przy klawiaturze, totalnie nie wiedząc, co chce napisać, ale czuła tak wielką potrzebę wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, że nic innego się nie liczy...
Wyświetlenia: 710 Zamieszczono 15/08/2012

Z ciężkim sercem usiadła przy klawiaturze, totalnie nie wiedząc, co chce napisać, ale czuła tak wielką potrzebę wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, że nic innego się nie liczyło.
Czas płynął ciągle do przodu. Nie tylko same godziny, ale dni, tygodnie, miesiące.
Z każdym kolejnym porankiem była coraz bardziej niepewna wszystkiego naokoło. 
Co gorsze nie wiedziała, co tak na prawdę jest fikcją i wymysłem jej umysłu, a co rzeczywistością.
Zatracała się w bezdennej wewnętrznej ciszy.
Wśród ludzi szczęśliwa, zadowolona z siebie i życia, chowała swoje prawdziwe 'ja' gdzieś głęboko, gdzie dostęp mieli tylko Ci wybrani.
Jej życie tak zmieniało się z każdą chwilą, że sama nie mogła się w tym połapać, coraz częściej traciła kontakt z rzeczywistością nie mogąc jej zaakceptować.
Bała się, bała się każdego kolejnego wieczoru, każdego przebudzenia o poranku.
Leżąc w łóżku nie mogła zasnąć, w jej głowie kłębiły się różne myśli, pojawiały się i znikały pytania, na które odpowiedzi nie znała, bądź też nie chciała znać.
Przestawała powoli rozumieć siebie.
Codziennie patrząc w lustro próbowała dojrzeć jeszcze jakieś pozostałości tego małego, rozwrzeszczanego i beztroskiego brzdąca, którym niegdyś była.
Ale niestety, stawało się to coraz trudniejsze.
Ktoś kiedyś oskarżył ją o brak wiary.
Lecz tego jej akurat nie brakowało.
Bardzo wierzyła w ludzi, ufała im i myślała, że wszystko w życiu jakoś się poukłada.
Niestety ostała bardzo zraniona.
Świat w jednej chwili zawalił się, a ona została sama, w tłumie otaczających ją przyjaciół czuła się opuszczona, niezrozumiana.
Po dłuższym czasie wiara w ludzi zaczęła do niej wracać.
Nie była jednak to ta sama wiara, jak kiedyś.
Coś się wypaliło, coś umarło.
Bała się ponownie zaufać, bo nie chciała kolejny raz zbierać serca z podłogi, nie chciała popełniać tych samych głupich błędów, pragnęła po prostu zapomnieć i żyć od nowa.
Wtedy pojawił się ktoś, kto wyciągnął rękę, kto pomógł jej wstać i poprowadził ku jasności, przy nim czuła, że odżywa. Znowu pokochała, zaufała.
Jej szczęście było nie do opisania. Te chwile miały być wynagrodzeniem za wszystkie wcześniejsze cierpienia, niepowodzenia i całe zło, które ją spotkało.
W pewnej chwili ktoś podciął jej skrzydło, tak tylko jedno. 
Przynajmniej tak ona to odczuwała.
Została w jednej chwili zepchnięta na drugi plan. 
Bolało i paliło ją to od środka, znowu ogarniała ją pustka.
Tym razem to ona się pomyliła.
Doświadczenie życiowe nie pozwoliło jej wierzyć, że to jeszcze nie koniec, że to chwilowy kryzys, chwila zwątpienia.
Kolejny raz upadła.
Męczyła ją każda kolejna minuta, która przynosiła nowe myśli, nieopisane żadnymi słowami.
Gdy była już prawie na dnie, wrócił.
Zmartwiony i zaskoczony jej stanem ponownie podał rękę i wyciągnął z otchłani piekieł.
Nie wiedziała dlaczego.
Nie potrafiła sobie tego wszystkiego ułożyć.
Dalej nie wierzyła w to, co ją spotkało.
Bała się ponownego odrzucenia, nie chciała być tylko wyjściem awaryjnym, chciała czegoś więcej, chciała obecności, rozmowy, poczucia bliskości. 
Swoimi chorymi podejrzeniami niszczyła to, co było piękne.
Pewnego dnia nie wytrzymała.
Rzucając kolejny raz uczuciami o ścianę, podjęła decyzję.
Chciała to skończyć, raz na zawsze.
Jej psychika nie pozwalała na normalne, szczęśliwe życie.
Wychodząc ostatni już raz z domu zabrała ulubiony notes i długopis.
Szła przed siebie nie myśląc o konsekwencjach.
Próbowała zawrócić, nie umiała.
W głowie szumiał jej wiatr rozganiając tysiące pytań dlaczego? po co? w jakim celu? co to da?
Nie chciała już nic słyszeć.
Decyzja była nieodwołalna.
Usiadła nad brzegiem urwiska.
Otworzyła zeszyt na ostatniej stronie i zapisała wszystko, co przychodziło jej do głowy.
Przeprosiła rodziców, bliskich, wybaczyła ludziom, pożegnała się ze światem.
Na końcu wyrwała czystą kartkę ze środka notesu i stawiając niekształtne litery ułożyła kilka prostych zdań.
Prosiła w nich o przekazanie zeszytu pod podany adres- adres KOGOŚ, kto sprawił, że jej życie choć na chwilę nabrało kolorów.
Związała niedbale wstążką i ostatni raz popatrzyła na otaczający ją świat.
Zachłysnęła się własnymi uczuciami.
Nabierając głęboki oddech skoczyła. 
W locie krzyczała, że życie jest piękne.
Odeszła cicho, jak spadający liść  na wietrze.

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1415
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 794
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1096
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1048
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 360
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 849
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 640
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 473
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1104
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 682
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 446
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 573
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 654
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 658
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Smutna jest ta historia. Czasem człowiek swoimi własnymi myślami może strasznie sobie zatruć życie.
Szkoda, że bohaterka poddała się.... przegrała. Choć z drugiej strony, może po tej drugiej stonie
będzie szczęśliwsza jej dusza...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska