Login lub e-mail Hasło   

Powrót

POWRÓT Od trzech dni wszyscy uwijali się jak w ukropie. Babcia piekła całe góry kruchych, słodkich ciasteczek z konfiturowym nadzieniem i placki ze śliwkami, a dz...
Wyświetlenia: 1.673 Zamieszczono 16/08/2012

POWRÓT  

Od trzech dni wszyscy uwijali się jak w ukropie. Babcia piekła całe góry kruchych, słodkich ciasteczek z konfiturowym nadzieniem i placki ze śliwkami, a dziadek intensywnie doglądał kolorowych uli stojących dumnie za ogródkiem. Tym razem wspaniały miód przyda się do dziadkowej, rozgrzewającej nalewki, której składniki i proporcje były jego pilnie strzeżoną tajemnicą. I choć niektórzy goście zachwyceni smakiem i działaniem często prosili go o recepturę, konsekwentnie nie wyjawiał.

Mama na okrągło urzędowała w kuchni i w ogródku, wyszukując dorodnych, świeżych warzyw na przygotowywane przeróżne zupy, sałatki, czy przyprawy. Tata malował rzadkim wapnem te fragmenty domu które wydały mu się nie dość białe, ale w swym malarskim zapale odświeżania wypędzlował dokładnie cały dom. Dwa razy.

Tylko mała Zuzia, gdy już udekorowała mostek, gdy zlustrowała go krytycznie pięćdziesiąty raz, nie wiedziała co ma robić. Biegała więc co i rusz do nowych sąsiadów zza wzgórza, przypominając, że powitanie odbędzie się o ósmej dziesięć przy mostku, żeby nie zapomnieli, że Kuba to jej jedyny brat i bardzo miły chłopiec, że są zaproszeni na poczęstunek. Pożyczyła też od sąsiadki kilka jajek do maminych specjałów. Była wniebowzięta i z tego częstego biegania za wzgórze wydeptała w końcu wyraźnie widoczną ścieżkę wśród bujnej, soczystej trawy. Nie mogła się doczekać. Dorodne, poważne drzewa wokół, cały niedaleki, zielony las, szumiały cicho próbując ją uspokoić, jednak bez widocznego skutku.
----------------------------------------------

Jakub patrzył na wszystko z góry, jakby spod sufitu sali operacyjnej, ale właśnie jakby. Nie miał pewności. W każdym razie tam, w dole, widział jasno oświetlone pole operacyjne, obramowane precyzyjnie zielonymi, pokrwawionym płachtami, a z obu stron wąskiego blatu stołu operacyjnego kilka osób, również w ciemnozielonych, długich fartuchach i zawiązywanych na karku czepkach. Tylko płócienne maski osłaniające szczelnie twarze były szaroniebieskie. Całości dopełniała stojąca wokół, pobłyskująca światełkami i kolorowymi wykresami, popiskująca różnorodnie aparatura, a także, od strony zakrytych zielono nóg, stolik narzędziowy z kompletem równiutko poukładanych, metalowych przyborów. Obsługująca go instrumentariuszka siedziała nieruchomo, czujnie.

Jego stary brzuch rozcięty był fachowo od podbrzusza aż do mostka – warstwy skórne wywinięte na zewnątrz i ustabilizowane hakami. W środku krwawa miazga, nad którą główkowali dwaj chirurdzy – operator i asystent, bezskutecznie próbujący oczyścić fatalnie zapaskudzoną przestrzeń zabiegową. Ssak, cicho mrucząc, napełniał się błyskawicznie, więc pielęgniarki musiały bezzwłocznie wymieniać kilkulitrowe, szklane baniaki. Śledziona, trzustka i częściowo żołądek poszatkowane, z widocznymi pozostałościami drewnianych strzępów i jakichś metalowych, pordzewiałych odłamków, porozrywane jelita. Masakra i beznadzieja. Zdał sobie jasno sprawę, że nic z tego nie będzie, że umazany krwią operator ma pełne prawo zaniechać wszelkich, bezsensownych w tej sytuacji starań medycznych.

Jedyne co pamięta, to szaleńczy, po nocnej zmianie, powrót z fabryki do domu. Jak zwykle, mimo skończonej siedemdziesiątki, pędził swoim sfatygowanym Fordem Escortem na złamanie karku, to znaczy ile tylko mógł wykrzesać z wysłużonego silnika. Nie miał żadnej potrzeby śpieszyć się, nikt na niego nie czekał, ale lubił taką jazdę i był przecież doświadczonym kierowcą bardzo dobrze znającym tę spokojną przecież drogę. Jeździł nią od lat w obie strony. Było tam tylko jedno potencjalnie niebezpieczne miejsce – łagodny, poprzedzony wzniesieniem zakręt, ale przecież nie o tej porze, nie o świcie.

Cóż – przeliczył się fatalnie. Po wejściu w zakręt, nagle wyrosła przed nim pędząca z przeciwnej strony ogromna ciężarówka. Na jakąkolwiek reakcję było za późno, więc zapamiętał tylko jej szeroko rozstawione, jaskrawe światła reflektorów, po czym ocknął się tutaj, na sali operacyjnej. W niedookreślonej chwilowo roli obserwującego obojętnie rozpaczliwe poczynania medyków, próbujących ratować jego pokiereszowane truchło.

- Respiracja? – zapytał operator anestezjologa.
- Wymuszona, brak wymiany gazowej – odpowiedź była błyskawiczna, zwięzła. Zresztą aparat do znieczulania, respirator, od kilku sekund alarmował o przekroczeniu wszelkich norm. Płuca też były uszkodzone.
- Kardio?
- Zmienne, migotanie. O… płasko!
- Kurwa mać, to koniec! – zaklął ponuro operator po czym zerwał z twarzy szaroniebieską maskę. – Zaszywamy tę jatkę.
- Nie będziemy reanimować? – spytał dla porządku asystent.
- Człowieku, nie widzisz tej miazgi? Tu nic już nie można zrobić. Dajmy mu spokojnie umrzeć!

- Święta racja – pomyślał Jakub, szczególnie, iż powoli oddalał się od tego fascynującego theatrum – dźwięki słabły, obraz mętniał. Na koniec usłyszał jeszcze dyktowane pielęgniarce wpisy raportowe; czas zgonu – ósma pięć, przyczyna zgonu – masywne, wielonarządowe i nieodwracalne uszkodzenia jamy brzusznej, obfite krwotoki wewnętrzne, niedokrwienność pourazowa.

Bez specjalnego zdziwienia wpływał teraz ostrożnie do obszernego, rozgałęzionego wewnętrznie tunelu i nie bardzo wiedział w którą stronę ma się udać. Na szczęście zobaczył, poczuł, zbliżającego się Przewodnika, który ścisnął go delikatnie za rękę i poprowadził we właściwą stronę. Wszystko było precyzyjnie przygotowane, zaplanowane.

Po chwili dotarli do właściwego wyjścia, odsłaniającego zielony, wspaniały, pachnący świeżością świat. Zatrzymał się więc Jakub przed drewnianym, łukowatym mostkiem, ustrojonym kolorowymi kwiatkami, rozpiętym nad niewielką rzeczką z krystalicznie czystą wodą, z której co chwila wyskakiwały ciekawe okolicy rybki. Po drugiej stronie uroczej konstrukcji, stali jego zmarli przed laty rodzice, dziadkowie i starsza, podskakująca niecierpliwie siostra. Młodzi, zdrowi, szczęśliwi, machali do niego radośnie, zapraszając do przejścia. Było tam też obok kilka innych uśmiechniętych osób, lecz tych nie znał. Ale spokojnie, za chwilę wszystko się wyjaśni. Wrócił przecież do tych których pamiętał, kochał, i którzy jego kochali.

Nareszcie jest w domu.

KONIEC.

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1246
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 690
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 936
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1017
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 388
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 975
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 707
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 507
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 468
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 807
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 292
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 375
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1314
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 929
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  16/08/2012

A gdzie rozliczenie z całego życia? Nawet "tam" nie jest lekko. :)

  golesz,  16/08/2012

Ha - to tylko tutaj, na tym wszawym padole, musimy rozliczać się z byle pierdnięcia; - a to podatki, zobowiązania, spłaty, terminy, wyroki, itp.. TAM tego nie ma. I dlatego tęsknimy... czasem.

  Noemi*,  16/08/2012

Nikt z nas nie wie na pewno jak wygląda ta druga strona. Przejście człowieka w miarę świadomego swojej duchowości jest o tyle łatwiejsze, że spodziewa się czegokolwiek, czasem są to wyobrażenia o zastępach anielskich, czasem o naszych zmarłych bliskich, którzy z pewnością po nas przyjdą i będą na nas czekali a czasem wyobrażenie jakiegoś świętego...

  golesz,  16/08/2012

Pewnie, że nikt nie wie. Ale zawsze miło wyobrazić sobie coś możliwie najlepszego, najprzyjemniejszego. A któż to wie - może właśnie spełni się... po?

  Noemi*,  16/08/2012

A to pewnie dlatego pobożny wyznawca islamu wierzy, że z chwilą przekroczenia granicy raju, może mieć do dyspozycji niezliczoną liczbę hurys, a korzystać z ich usług wolno mu wprost proporcjonalnie do ilości dni, w które pościł podczas ramadanu oraz liczby dobrych uczynków, które spełnił. O swą męskość nie potrzebuje się obawiać, bo w raju otrzyma siłę 100 mężczyzn. Hurysy odznaczają się szczególną osobliwością: są wiecznie młode i na zawsze pozostają dziewicami.:-):)

  Paweł Malec  (www),  17/08/2012

Starannie napisane. Dbasz o szczegóły - opis sali, terminy medyczne. Nie brak też wysublimowanego humoru:
"Była wniebowzięta i z tego częstego biegania za wzgórze wydeptała w końcu wyraźnie widoczną ścieżkę wśród bujnej, soczystej trawy."
:))

  hussair  (www),  15/01/2013

@Paweł Malec: Właśnie o tym, do kroćset, pisałem. Wysublimowany humor. Jak miękka wykładzina pod oczy. Specjalność Golesza.
A historia? Tak to właśnie wygląda. I nawet tytuł się zgadza. ;)

@hussair: Miękką, ciepłą kołderkę, to właśnie teraz otrzymałem. Od Ciebie. Dzięki.

  golesz,  17/08/2012

Dzięki za komentarze. Świat jest wystarczająco okropny i bezsensowny, by dodatkowo "katować się" tekstami czy twórczością finalnie, w swych konkluzjach ostatecznych, nie podnoszącą na duchu. Co oczywiście nie znaczy, że bezwględnie słuszną, prawdziwą. Poza tym jaka radocha z pisania i z późniejszych komentarzy. Dzięki.

  grazaa,  15/01/2013

Ależ Ty to napisałeś... Jest w tym jakaś łagodność, ciepło, a przecież to o odejściu... Podoba mi się :)

@grazaa: Dzięki. Wszystko przecież może być względne w swej wartości. Nawet śmierć.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska