Login lub e-mail Hasło   

Na szlaku

NA SZLAKU - Proszę się częstować inspektorze – komisarz Hammer podsunął Watkinsowi pudełko drogich cygar. – Ja też sobie zapalę. Inspektor policji Watkins w...
Wyświetlenia: 1.287 Zamieszczono 17/08/2012

NA SZLAKU

 

          - Proszę się częstować inspektorze – komisarz Hammer podsunął Watkinsowi pudełko drogich cygar. – Ja też sobie zapalę.

 

          Inspektor policji Watkins w zasadzie nie palił, ale przecież szefowi się nie odmawia. Z własnej niejako woli znalazł się w nieciekawej sytuacji, lecz było już za późno by tę audiencję odwołać. Zwłaszcza, że Hammer przyjął go życzliwie, z góry zastrzegając, iż poświęci mu tyle czasu ile będzie trzeba. Siedzą teraz po przeciwnych stronach ogromnego, politurowanego na ciemny brąz biurka, paląc z namaszczeniem markowe cygara, patrząc na siebie ciekawie.

 

          - To na czym polega problem z raportem? – indaguje wreszcie Hammer.

          - Najlepiej, gdy pan go sam przeczyta – odpowiada Watkins. – Jest dość krótki, zwięzły. Interesujące akapity zaznaczyłem żółtym walorem.

 

          Z walizeczki służbowej wyciąga szarą teczkę i podaje szefowi. Ten strząsa ostrożnie popiół z cygara do szklanej, ogromnej popielnicy, po czym otwiera dokument.

 

          „Powypadkowy Raport Końcowy – Katastrofa Kolejowa pod Youngstown - Szkic”

         

          Dalej następują zwykłe, standardowe szczegóły policyjne; - data, czas, miejsce zdarzenia, numer składu, liczba poszkodowany pasażerów, nazwiska, adresy, dane techniczne, numery seryjne, skład i uprawnienia komisji, itp., Pomija te fragmenty i od razu przechodzi do miejsc zaznaczonych.

 

          … Przebieg katastrofy; - na dwieście metrów przed wjazdem na stalowy, kratownicowy most kolejowy rozpięty nad rzeką, pęka druga oś pierwszego wózka, pierwszego wagonu za elektrowozem. Usterka zmęczeniowa i zupełnie nieprzewidywalna, co bezspornie stwierdza później Komisja Specjalna. Pociąg w tym momencie pędzi regulaminowo z prędkością ponad stu dwudziestu kilometrów na godzinę. Oś rozrywa się na dwoje, powodując dewastację całego wózka jezdnego oraz wyrywając z torowiska betonowe podkłady. Wagon przechyla się na lewą stronę i wyhamowuje gwałtownie kilkudziesięciotonowy elektrowóz. Ten wyskakuje z szyn, przekręca się horyzontalnie o ćwierć obrotu, uderzając bokiem w strukturę mostu, na który właśnie pociąg wjeżdża. Zatrzymuje się gwałtownie po trzech sekundach, blokując światło mostu.

 

          Prawa kratownica, bok mostu, zostaje zniszczona na długości piętnastu metrów, a dwa pierwsze wagony całkowicie zgniecione inercyjnym naporem pozostałych, odrywają się od składu i jako sprasowana plątanina stali, instalacji oraz znajdujących się w nich ludzi, spada z prawej strony nasypu, lądując na brzegu rzeki. Szczęśliwie pozostałe osiem wagonów utrzymuje się na torowisku, choć też są mocno pokiereszowane. …

 

          … Do ostatniej stacji przed miejscem katastrofy, w dwu pierwszych wagonach podróżowało około osiemdziesiąt osób, co zgodnie potwierdzają obaj, szczęśliwie uratowani konduktorzy. Stwierdzają też ze zdziwieniem, że właśnie na tej ostatniej przed wypadkiem stacji, wysiadło z pociągu pięćdziesiąt pięć osób. Po pierwsze właśnie z tych obu fatalnych wagonów, po drugie, na stacji, na której się raczej nigdy nie wysiada. Szczególnie o tej porze. Jest to bowiem okolica w zasadzie bezludna – tylko jeden wielki magazyn motoryzacyjny, obsługiwany dostawczo przez ciężarówki. Pociągi zatrzymują się tutaj wyłącznie na kilka minut i wyłącznie z powodów proceduralnych - przed wjazdem na ów zniszczony wypadkiem, jednotorowy most. …

 

… Poniżej przykładowe fragmenty zeznań trzech osób, które wysiadły bezpośrednio przed katastrofą:

 

– kobieta, Mary Jenkins (MJ), lat 48, księgowa. Przesłuchuje sierżant Roney (R).

         

   R         - Jak wyglądał ten człowiek?

          MJ      - Był to starszy, przystojny, świetnie ubrany, pachnący pan, około sześćdziesiątki. Miał jakieś takie smutne spojrzenie i… dziwnie chłopięcą twarz.

          R         - Chłopięcą? Stary mężczyzna?

          MJ      - No właśnie nie wiem. Patrzył na mnie tymi swoimi wielkimi niebieskimi oczami jakby… jakby…

          R         - Co?

          MJ      - Jakby był we mnie… zakochany. Wiem, to głupie.

          R         - I co mówił?

          MJ      - Powiedział niewiele; - „Musisz kochanie wysiąść na najbliższej stacji. Będzie straszna katastrofa, a ty musisz żyć. Nie chcę wywoływać paniki, więc informuję indywidualnie. Obiecaj, że wysiądziesz.”

          R         - I co pani zrobiła?

          MJ      - Zgodziłam się wysiąść i… wysiadłam.

          R         - Gdy mężczyzna odszedł, widziała pani gdzie poszedł?

          MJ      - Tak. Do następnej osoby, trzy ławki dalej.

          R         - Pominął ławki sąsiadujące? Dlaczego?

          MJ      - Mój Boże, nie wiem. On mnie uratował. (Kobieta rozpłakała się)

 

          - mężczyzna Kris Jensen (KJ), lat 32, sprzedawca. Przesłuchuje sierżant Roney (R).

         

          R         - Może pan opisać tę dziewczynkę?

          KJ       - Oczywiście. Miała jakieś dziewięć lat, wzrost średni, jak na swój wiek rzecz jasna. Kruczoczarne włosy i wielkie, niebieskie oczy. Smutne oczy. W ogóle, cała była jakaś taka… poważna.

          R         - Widział pan skąd… nadeszła? Z kim rozmawiała przed panem?

          KJ       - Tak. Rozmawiała chwilkę z pewną panią około hm… pięćdziesiątki, siedzącą trzy ławki za mną. Ta pani jest tutaj i pan ją już przesłuchiwał.

          R         - Dobrze. Co ta dziewczynka panu powiedziała?

          KJ       - Cytuję; - „Proszę pana. Ma pan dwójkę małych dzieci, które pan bardzo kocha, więc proszę wysiąść na najbliższej stacji. Będzie katastrofa, a pan się w ten sposób uratuje. Proszę wysiąść.” Była bardzo przekonująca.

          R         - A więc?

          KJ       - A więc wysiadłem na tym zadupiu i… jestem. Żyję. Dzięki ślicznej, małej czarnulce.

 

          - mężczyzna Harvey Robins (HR), lat 24, robotnik budowlany. Przesłuchuje sierżant Roney (R).

 

          R         - Więc kto to był?

          HR      - To była szczuplutka, zasuszona, siwiuteńka staruszka. Bardzo podobna do… zmarłej pół roku temu mojej… babci. Aż się wystraszyłem.

          R         - Czego się pan wystraszył?

          HR      - No, że była taka… podobna. I uśmiechnięta. Mówiła mi po imieniu. Ale… to nie była ona. Znaczy, nie była moją babcią. Na pewno.

          R         - No tak. I co panu powiedziała?

          HR      - Niewiele. Poleciła mi dokończyć piwo i wysiąść na najbliższej stacji. Czyli tutaj. A…

          R         - Tak?

          HR      - A… gdy już wysiadłem, gdy pociąg ruszał, pomachała mi wesoło przez okno. Na pożegnanie.

          R         - Nie zdziwiło pana, że staruszka również nie wysiadła?

          HR      - N… nie. Jakoś nie.

 

          … RESUME – ustalenia, niewyjaśnione kwestie, swobodne wnioski,.

 

FAKTY:

 

          1.-       W katastrofie zginęło na miejscu siedemnaście osób, w tym piętnaście jadących w obu pierwszych, najbardziej uszkodzonych wagonach za elektrowozem. Maszynista, lekko ranny, przeżył.

          2.-       Z dwudziestu pięciu osób, które pozostały w tych dwu wagonach i nie wysiadły w ostatniej chwili, dziesięć rozmawiało z Kimś o mającej nastąpić katastrofie. I te osoby, mniej lub bardziej ranne, jednak przeżyły.

          3.-       Piętnaście osób, śmiertelnych ofiar z owych dwu wagonów, jak też dwie ofiary z wagonów następnych, najwyraźniej z nikim o mającej nastąpić katastrofie nie rozmawiały.

          4.-       Wśród ofiar nie znaleziono nikogo, kto choćby w przybliżeniu wyglądał jak opisywane osoby ostrzegające, a już na pewno żadnej dziewczynki. Poza tym, wszystkie ofiary zostały zidentyfikowane - rozpoznane przez rodziny.

 

PYTANIA:

 

          Kim jest, był, ten Ktoś, kto próbował ostrzec niektórych tylko pasażerów?

          Jak to możliwe, że ten Ktoś postrzegany jest przez kolejnego interlokutora jako zupełnie inna osoba, niż sprzed chwili, niż przez innego pasażera? Niczym mityczny Janus o dwu, lub wielu obliczach?

          Skąd ten Ktoś wiedział o katastrofie (czasie i miejscu), jeżeli pęknięcie osi, co bezspornie ustaliła Komisja, było aktem całkowicie przypadkowym i nieprzewidywalnym?

          Dlaczego, skądinąd poważni, przytomni ludzie, jadący do pracy, tak łatwo uwierzyli w enigmatyczne w gruncie rzeczy, lakoniczne ostrzeżenia?

 

WNIOSKI:

 

          Nigdy w swojej karierze policyjnej nie spotkałem się z podobnym przypadkiem. Tak naprawdę zatrącającym o mistykę, ba, w całej swojej istocie będącym wydarzeniem mistycznym. Najwyraźniej świat jest o niebo bardziej skomplikowany i niewyobrażalny niż sądzimy. Z gruntu niepoznawalny. …

 

          I na końcu podpis; – Starszy Inspektor Watkins.

 

          - Ha – stwierdził krótko Hammer i oddał Watkinsowi raport. – Rzeczywiście fascynujące, tylko… co na to powie nasz… rzeczowy, twardo kalkulujący burmistrz?

          - Dlatego pan to czyta jako pierwszy – wyjaśnił inspektor. – Mam też uzupełnienie.

          - Jakie uzupełnienie?

          - Pozwoliłem sobie wysłać urzędowe pisma do kilku znanych, światowych firm ubezpieczeniowych, zajmujących się wypadkami kolejowymi. I kilka dni temu otrzymałem interesujące dane – Watkins grzebał w służbowej walizeczce, po czym wyciągnął jakiś papier z kolumnami cyfr. – Wrzuciliśmy te wykazy na nasz komputer, pofiltrowaliśmy trochę, i oto są wyniki.

          - Niech pan mówi – skrzywił się Hammer. – Nie lubię cyferek.

          - No więc wielkie firmy ubezpieczeniowe w różnych krajach – Stany, Niemcy, Francja, Anglia, itd., prowadzą od kilkudziesięciu lat, w istocie od początków swojej działalności, rozbudowane statystyki wypadków i katastrof, w tym kolejowych – Watkins specjalnie starał się mówić jasno, rzeczowo. I przede wszystkim wolno. – Wynika z nich jasno jedno – liczba pasażerów podróżujących pociągami które uległy katastrofie, jest zawsze niższa, niż w pociągach „bezwypadkowych”. Dotyczy to zwłaszcza konkretnych, uszkodzonych wagonów. A różnice są drastyczne, nieraz jak jeden do stu. Podobnie było z naszym pociągiem, który praktycznie, w stosunku do swojej pojemności, był pusty. Zwłaszcza owe dwa wagony.

          - Chryste Panie! – wykrzyknął Hammer. – Cóż to wszystko znaczy?

          - Nie wiem panie komisarzu – westchnął Watkins. – I jeżeli grają tu siły, powiedzmy mistyczne, często nam przychylne, to, choć jestem racjonalistą, trochę agnostykiem, zastanawiam się, jak się to odbywa w przypadku katastrof lotniczych, morskich, oraz wszelkich innych? Tam przecież nie ma stacji, na których można w ostatniej chwili wysiąść? Nie - to nie jest robota dla policji.

          - Fakt – bezpiecznie podsumował Hammer, najwyraźniej zmęczony, czy raczej lekko zdegustowany trudnym, dziwnym problemem. – Proszę zostawić mi te materiały. Zawiadomię pana.

 

          Audiencja była skończona, więc panowie pożegnali się. Watkins zamknął swoją walizeczkę, po czym wyszedł do windy. Długo czekał, aż ta wreszcie nadjechała, skrzypiąc głośno na prowadnicach. Drzwi rozsunęły się, odsłaniając całe, jaskrawo oświetlone wnętrze. W środku, pod tylną ścianą, stała drobniutka, siwiuteńka staruszka, patrząc na inspektora badawczo swoimi niebieskimi oczami. Inspektor wzdrygnął się, jednak wszedł do kabiny i nacisnął przycisk parteru. Drzwi zasunęły się powoli, a winda, zgrzytając okropnie, drgnęła, ruszając niechętnie w dół.

 

          - Chyba się nie urwie? – skierował wystraszone spojrzenie na staruszkę.

          - Nie wiem synu – odrzekła cicho siwiutka dama, uśmiechając się przyjaźnie – Wszystko w Jego ręku.

          - Amen – potwierdził skwapliwie.

 

KONIEC.

 

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1222
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 922
14
komentarze: 119 | wyświetlenia: 1092
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1006
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 673
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 660
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 475
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 376
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 963
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 588
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1282
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 404
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 365
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 918
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  17/08/2012

Witam. Ciekawa lektura. Myślę, że literatura sensacyjna to Twoje dobra strona. :)

Gratuluje debiutu.
Zycze powodzenia na Eiobie...

  golesz,  17/08/2012

Dzięki za gratulacje, ale ja nie całkiem na Eiobie debiutant. Zresztą może i tak, zważywszy na "mikrowagę" dawnej publikacji.

  Noemi*,  17/08/2012

Z tego, co przeczytałam do tej chwili wnoszę, że w swoich opowiadaniach opisujesz całkiem realny, „nad fizyczny”, „nad uczuciowy” świat, mogący funkcjonować równolegle do tego, w jakim żyjemy.

  golesz,  17/08/2012

Opisuję, konstruuję świat, o którym nic nie wiem, i którego być może wcale nie ma. Ale przecież chciałbym, żeby był. I wtedy ten nasz świat realny staje się strawniejszy. Zresztą nie jest to mój wynalazek - tak od zawsze postępuje większość ludzi, tyle tylko, że większość nie obleka tego w słowo. Zwłaszcza pisane.

  grazaa,  15/01/2013

@golesz: ... a opis świata, który konstruujesz, bardzo przekonujący :)

  hussair  (www),  15/01/2013

@grazaa: Się rozkręciłaś. :)

  grazaa,  15/01/2013

@hussair: Ano... ale plusiki mi się przyblokowały :( Zabrałam się więc za Twoje arty :)))

  greenway,  15/01/2013

Goleszu a pamiętasz, że byłam jedną z pierwszych Twoich czytelniczek. :)))

  hussair  (www),  15/01/2013

@greenway: On pamięta. Masz chody. A inni nic. :/

  golesz,  16/01/2013

Witam. Jak nie pamięta, jak pamięta? Że zacytuję. Czytelniczki, szczególnie pierwsze, to mi się utrwalają. Dzięki.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska