Login lub e-mail Hasło   

Ultimatum

Ultimatum Z wszystkich istniejących na całym Bożym świecie Urzędów, z wszystkich poważniejszych Ośrodków Władzy, pierwszy dowiedział się o zjawisku Prezydent...
Wyświetlenia: 801 Zamieszczono 18/08/2012

Ultimatum

 

          Z wszystkich istniejących na całym Bożym świecie Urzędów, z wszystkich poważniejszych Ośrodków Władzy, pierwszy dowiedział się o zjawisku Prezydent Mocarstwa. Obudzony o czwartej rano, słuchał teraz nieskładnego raportu Koordynatora Rady Bezpieczeństwa Narodowego, przecierając w zdumieniu zaspane oczy. Towarzyszący mu wysoki, młody kudłacz, stał skromnie z tyłu, poprawiając co i rusz wyblakły i miejscami… dziurawy sweter. Był Kosmologiem, profesorem. Tak go w każdym razie przedstawił anonsujący obu nocnych gości Szef Ochrony.

          - Jeszcze raz proszę, bo nie zrozumiałem – Prezydent wstał zza biurka i przeciągnął się, aż zatrzeszczały stare kości. – Gwiazdy zwariowały?

          - Nie tylko gwiazdy – Koordynator był raczej dyplomatą, niż kimś jasno, precyzyjnie i krótko formułującym swoje myśli. – Również całe galaktyki. Około północy kilkunastu pracujących w różnych ośrodkach astronomów, odkryło ze zdumieniem, że wielka liczba - kilka tysięcy gwiazd i galaktyk, zaczęła przemieszczać się po niebie z niesamowitymi prędkościami. Często przekraczającymi prędkość światła. Co już samo w sobie jest… niesłychane.

          - No więc…? – Prezydent nie był ani fizykiem ani astronomem, więc niespecjalnie przejął się rewelacjami Koordynatora. A w każdym razie nie okazał tego. – Co to znaczy? – zwrócił się do kudłatego.

          - Przepraszam za mój strój, ale wyrwano mnie wprost ze stanowiska obserwacyjnego – usprawiedliwił się Kosmolog. – Panie prezydencie – nie wiemy co się dzieje. Z połączonych danych wynika, że około północy czasu lokalnego, zaczął się na niebie… ruch. Wielka liczba najjaśniejszych w świetle widzialnym obiektów, a więc niektórych gwiazd i galaktyk, poczęła przemieszczać się w różnych kierunkach, jednak tylko w płaszczyźnie równoległej. To znaczy lewo, prawo, góra, dół, ale nie do nas, do Ziemi, ani nie od nas. To jedna prawidłowość.

          - Ciekawe – mruknął prezydent.

          - Owszem – potwierdził Kosmolog. – Druga prawidłowość to ta, iż są to wyłącznie obiekty z maksimum jasności w zakresie widzialnym. O tym już zresztą była mowa. Trzecia polega na tym, że idzie tylko o równikowy fragment nieba. To znaczy w obrębie Bliźniąt, Barana, Wagi. Wodnika, Panny, Raka, Lwa, i tak dalej. Jednym słowem widocznych z każdego punktu obserwacyjnego na Ziemi. W różnych porach doby i roku, rzecz jasna.

          - Proszę dalej – zainteresował się wreszcie poważniej Prezydent.

          - Najciekawsze jest to, iż niektóre z tych obiektów, nawet całe odległe galaktyki, przekroczyły… prędkość światła. Co wynika z kątowego pomiaru tempa ich przemieszczania. Nie wiemy jak to możliwe, nie wiemy też dlaczego. Aha – wszystkie te oszalałe obiekty znajdują się od nas w przeróżnych odległościach, z przedziału trzydzieści lat świetlnych, do powiedzmy… pięciu miliardów lat świetlnych. Niesamowite!

          W gabinecie zaległa cisza. Prezydent próbował jakoś przyswoić i ogarnąć te przedziwne informacje, wykoncypować wynikające z nich konsekwencje. Był tu jednak bezradny, bo jak powiązać tak ważne przecież domeny państwowe - polityczne, wojskowe, z astronomią, gwiazdami?

          - Czy… takie gwałtowne, niespodziewane… przemieszczenia, mogą nam jakoś zagrażać? – spojrzał na kudłacza.

          - Nie sądzę – Kosmolog zastanawiał się. – Grawitacyjnie nie ma to dla nas znaczenia, a to z powodu ogromnych odległości, ale również i dlatego, że ruchy te odbywają się w stosunku do nas jakby… równolegle. Ich składowa wypadkowa jest więc śladowo mała, niewykrywalna wręcz. Lokalny gradient promieniowania też zapewne zauważalnie nie wzrośnie. Nie wiem, ale mogą nam się tylko zacząć zmieniać gwiazdozbiory, to znaczy niektóre ich kształty. Chyba wyłącznie żeglarze będą mieć problemy. No i ewentualnie niektóre satelity hm… wojskowe, orientujące się na gwiazdy. Poza tym jest jeszcze za wcześnie, by cokolwiek sensownego powiedzieć. Zjawisko trwa i jak sądzę, ma jakiś związek… z nami. Z Ziemią.

          - Czy… jest widoczne dla… nie astronomów? Zwykłych ludzi, obserwujących niebo nieuzbrojonym okiem?

          - Zdecydowanie tak – potwierdził Kosmolog.

          - A więc – Prezydent zwrócił się tym razem do Koordynatora – nie możemy tego… ukryć? Najpierw wyjaśnić, a dopiero później… rozgłosić?

          - Nie panie prezydencie – potwierdził Koordynator. – Na gwiazdy… nie mamy jeszcze wpływu. No i zjawisko, najpóźniej w ciągu doby, będzie znane na całym świecie. Również dla naszych… nieprzyjaciół.

          - Trudno – skwitował Prezydent Mocarstwa bez zbędnej zwłoki. – Puszczajcie to więc maluczkim.

          Nocna narada dobiegła końca.

------------------------------------------------------

          Z końcem lutego Napis wykrystalizował się ostatecznie. Miał formę jednego wiersza o szerokości piętnastu stopni kątowych, biegnącego dookolnie nad całą Ziemią, w zwrotnikowym fragmencie nieba. Poszczególne litery rozróżnialne były jednoznacznie, mimo, iż gwiazdy, jako białe punkty świetlne, piksele, usytuowały się w dziewięciu tylko, równoległych rzędach. Niczym w popularnych wyświetlaczach ulicznych, podających bieżące wiadomości czy treści reklamowe. Napis, sformułowany w angielskim, najważniejszym języku Ziemi,  głosił:

 

          „JESTEM JEDYNYM BOGIEM WAS WSZYSTKICH, JEDNAK TRACĘ JUŻ CIERPLIWOŚĆ. STWORZYŁEM WAS JAKO ISTOTY WOLNE I DOBRE, LECZ WIDZĘ, ŻE INTENSYWNIE WYRADZACIE SIĘ W OKRUTNE,  BEZMYŚLNE, NIE SZANUJĄCE SIĘ NAWZAJEM BESTIE. OSTATNI RAZ SPRÓBUJĘ WAM POMÓC, ALE DO DNIA PRZESILENIA GRUDNIOWEGO MUSICIE;

 

- NIEODWRACALNIE ZNISZCZYĆ WSZELKĄ BROŃ ZDOLNĄ ZABIJAĆ I RAZ NA ZAWSZE ZLIKWIDOWAĆ SWOJE ARMIE.

 

- ZMIENIĆ TO NIESŁYCHANIE SKOMPLIKOWANE, NIEJASNE, UPADLAJĄCE WAS PRAWO. DAŁEM WAM ONEGDAJ DEKALOG, I TO POWINNO WYSTARCZYĆ.

 

- ZLIKWIDOWAĆ NEDZĘ I ZAPEWNIĆ WSZYSTKIM OCHRONĘ ZDROWIA ORAZ DOSTEP DO EDUKACJI.

          

JESTEŚCIE W STANIE TO UCZYNIĆ, A WTEDY BĘDĘ WAM POMAGAŁ - OPANUJECIE SZYBKO WSZECHŚWIAT. JEŻELI JEDNAK NIE SPEŁNICIE MOJEJ PROŚBY, ODWRÓCĘ SIĘ OD WAS JUŻ NA ZAWSZE.”

 

          Przekaz cudowny w swej technologii, jasny, prosty, zmieniający i przewartościowujący wszystko.

------------------------------------------------------

          W cichym parku miejskim, na otoczonej bujną jeszcze, wrześniową zielenią i nieustającym harmidrem okolicznego ptactwa ławce, siedziało dwóch okularników w słusznym wieku, wystawiając ku południowemu słońcu blade, zmaltretowane czasem oblicza, dyskutując niespecjalnie zawzięcie. Znali się z widzenia z parkowych spacerów.

          - Ciekaw jestem, kiedy wreszcie nasi pazerni łaskawcy dogadają się – zastanawiał się Zaręba, przekręcając głowę, ponieważ lewy policzek zanadto już mu się przypiekał. – Czas płynie.

          - Właśnie – przyznał Gałysz. – Już przecież połowa września, a oni kłócą się jak rozkapryszone dzieci o swoje zabaweczki. A to o rodzaje broni i kolejność, a to o wzajemną kontrolę, o dokumentację, o miejsca składowania złomu. O pierdoły. Dobrze, że Napis cały czas jest widoczny, bo inaczej zaczęli by wmawiać sobie mistyfikację i oszustwo.

          - Już sobie wmawiają – westchnął Zaręba. – Niektórzy jajogłowi twierdzą, że On, jako z zasady niepoznawalny, nie mógł być Autorem Napisu. Że to musi być TYLKO jakaś nadzorująca nas od wieków, niewyobrażalnie wysoko rozwinięta inteligencja, cywilizacja, zdolna dowolnie dysponować gwiazdami, galaktykami. I niekoniecznie nam przyjazna. Ale w żadnym razie Bóg.

          - A jakaż to różnica? – mruknął Gałysz. – Bóg czy Bóstwo, Jeden czy Wielu? Dadzą nam w razie czego popalić. Zastanawiam się tylko, co On zrobi, jeśli nasi umiłowani nie spełnią Jego zaleceń? A wszystko przecież na to wskazuje.

          - W tym sęk, że chyba nic nie zrobi – stwierdził ponuro Zaręba. – Jasno przecież powiedział, napisał, że się odwróci. Innymi słowy, przestanie o nas dbać, opiekować się nami. Nie wiem co gorsze – natychmiastowy, szybki koniec, czy znów codzienna, bezsensowna i bezcelowa mitręga, wzajemne, zajadłe zagryzanie się, nieustająca wojna wszystkich z wszystkimi, oceany kłamstwa.

          - A najgorzej to już u nas. W naszym pięknym, dzikim kraju – kontynuował Gałysz. – Inne rządy jednak próbują coś robić, dogadywać się – w Stanach radykalnie, błyskawicznie upraszcza się prawo, reformują banki i szpitale, organizują roboty publiczne, porządkują system. A tu? Co jeden to mądrzejszy, bzdurne, zawistne kłótnie, wyzwiska, pretensje, żaden cwaniaczek nie odpuści stołka, wpływów, koneksji, traktują Zjawisko, jako kolejną okazję do nachapania się. Odwieczna i klasyczna już… kloaka.

          - Najwyraźniej, jako ludzkość, jako naród, nie jesteśmy w stanie spojrzeć poza te nasze zasrane klapki, naszą bezbrzeżną pazerność, rozbuchane ego, nasze interesiki – Zaręba też był zdegustowany. – Nie widzimy zupełnie na boki.

          - A najgłupsze jest to – poparł go Gałysz - że wielkie światowe religie, ponownie i z całą mocą skoczyły sobie do gardeł. Przynajmniej ustami swoich hierarchów. Nawet w obliczu tej cudownej, widocznej na niebie od lutego Oczywistości. To żałosne, idiotyczne. I zapewne skończy się kolejną wojną. Czy On nie mógł tego przewidzieć?

          - Głupota ludzka jest nieogarniona i nieprzewidywalna. Nawet dla Niego. – podsumował krótko Zaręba, po czym obaj zdegustowani panowie rozeszli się. Każdy w swoją stronę.

------------------------------------------------------

          Dwudziestego, w wigilię przesilenia, Napis powolutku zaczął zanikać, a wszelkie składające się nań gwiazdy i galaktyki, rozpływały się łagodnie, powracając na swoje dawne miejsca. Konstelacje znów nabierały właściwych, znanych, od wieków kształtów. Wszyscy możni tego świata, rozlokowani przezornie wraz z rodzinami i całymi stadami popleczników po wszelkich schronach i luksusowych, warownych norach, obserwowali z obawą co się dzieje - zdalnie, za pośrednictwem zewnętrznych kamer i mikrofonów. Głupio - trzeba to powiedzieć – i bez sensu.

Pozostała większość – te nieprzebrane miliardy chorych, biednych, zahukanych i oszukiwanych od zawsze ludzi, w istocie niewolników, zdanych na cyniczną łaskę swoich panów, stała godzinami pod gwiazdami, by zadzierając głowy, wpatrując się z nadzieją i strachem w niebo, poczuć w sercach okropny żal za mijającą, nie przez siebie przecież zmarnowaną szansą. I wreszcie, cudownie jaśniej niż dotąd ukierunkowaną, konkretnie zaadresowaną złość, narastający gniew, wzbierającą z minuty na minutę potrzebę czynu. Najwyraźniej z nieba spłynęło też tak potrzebne olśnienie, zrozumienie. A na grunt trafiło podatny, żyzny.

I zastał ich świt dnia następnego, dnia przesilenia, już nie biernych, bezwolnych, potulnych i zidiocianych od telewizyjnej sieczki, wyczekujących w nieskończoność, ale rozglądających się uważnie wokół, zbuntowanych, pragnących szczerze natychmiastowych zmian.

Bo to właśnie na nich popatrzył Pan ponownie, wstrzymując się chwilowo z odejściem. Zrobił to tym chętniej, że przecież Napis nie mówił nic o konkretnym, tym akurat, grudniu.

 Koniec.

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1466
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1578
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1199
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2039
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2783
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2380
10
komentarze: 123 | wyświetlenia: 969
10
komentarze: 81 | wyświetlenia: 2314
10
komentarze: 69 | wyświetlenia: 669
10
komentarze: 20 | wyświetlenia: 1135
10
komentarze: 156 | wyświetlenia: 793
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 525
10
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1423
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  hussair  (www),  30/01/2013

Ultimatum poważna sprawa. Zwłaszcza przekazane z wysoka.

  golesz,  30/01/2013

@hussair: Owszem - poważna. Na tyle, że... pustki. Ale nie dziwię się wcale.

  hussair  (www),  30/01/2013

@golesz: Hm.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska