Login lub e-mail Hasło   

Walka z pijaństwem w dawnym Krakowie

Zanim zagłębimy się chwiejnie stawiane krakowskie kroki musimy przynajmniej po części poznać, skąd mocny alkohol wziął się w Krakowie.
Wyświetlenia: 1.219 Zamieszczono 18/08/2012

Kraków był niemal zawsze ośrodkiem niezwykle intelektualnym i tak też bywał kojarzony przez wieki swojego istnienia przez osoby postronne jak i tych, którzy o Krakowie coś słyszeli lub zdarzyło im się tam przebywać przez krótki czas. Jest niezwykle interesujące to, że w dawnych wiekach istniała wzmożona i rozbudowana walka z pijaństwem, przeciwko której powstały liczne przepisy i ustawy. Nie odbiegniemy za bardzo od prawdy, jeśli napiszemy, że te tradycje w walce z nadmiernym spożywaniem trunków alkoholowych są świetnym przykładem tego, że historia obejmuje nie tylko wojny i posunięcia na szali politycznej, ale również zachowania życia społecznego, które często uważamy za temat tabu lub historię drugiej kategorii. Ona to wbrew pozorom stanowi wyjaśnienie do wielu dziwnych i nietypowych zachowań nie tylko ludu pospolitego, ale i warstw rządzących.

Zanim zagłębimy się chwiejnie stawiane krakowskie kroki musimy przynajmniej po części poznać, skąd mocny alkohol wziął się w Krakowie. Tutaj kluczem okazują się Arabowie, którzy w IX w. za wzorem Chińczyków wyrabiali arak z ryżu, w XI w. natomiast zaczęli uzyskiwać z wina mocny trunek, który nazwali mianem alkoholu. Łacińska nazwa alkoholu („Aqua Vita et ultima consolatio”) w tłumaczeniu oznaczała tyle co… „woda życia i ostatnia pociecha”, co zapewne radowało wielu spragnionych zarówno życia jak i pociechy. W XIV w. kardynał (!) Jan Witalis du Four zachwycał się alkoholem, uznając go za najskuteczniejszy środek na wszystkie dolegliwości, jako że sami arabowie stwierdzili, iż jest on niezwykle użyteczny w medycynie. Skąd jednak Ci pełni nadziei ludzie mogli wiedzieć, że w całkiem niedalekiej przyszłości ta „woda życia” (czyli alkohol, silniejszy od swojego poprzednika, zwanego po prostu mocnym trunkiem”, który wielu szkód na ciele i umyśle nie powodował) stanie się „wodą zatrucia umysłowego”? Ano nie mogli, jednak ich potomkowie mieli okazję się o tym rychło przekonać.

Historia chyba też musiała być w którymś momencie pijana, bo nie zanotowano dokładnie, kiedy fala alkoholu zaczęła zbierać swoje żniwo. Wiemy, że w średniowiecznym Krakowie wyrabiano piwo z jęczmienia lub pszenicy, które było spożywane przez mieszczan, jak i przez szlachtę. Browarów w Krakowie istniało wtedy (czasy panowania Kazimierza Wielkiego) ok. 25. Cech piwowarzy i karczmarzy krakowskich istniał od 1423 r. Obok piwa ważnym produktem handlu stanowiło wino; węgierskie, czeskie, morawskie, reńskie, francuskie, hiszpańskie i dalmatyńskie. Piwo jak i alkohole stanowiły nieodłączny element biesiad królewskich, natomiast jeśli przyjrzymy się ogółowi sytuacji ówczesnej, to z całą pewnością możemy powiedzieć, że ówcześni Polacy nie stanowili już wtedy wyjątku pod względem nadmiaru picia jak i obżarstwa. Stanisław ze Skalmierza, jeden ze średniowiecznych rektorów Akademii krakowskiej, pisał, iż „(…) z powodu złych nałogów nie osiągają (ludzie) 100 lat życia, bardzo niewielu osiąga 60 lat, a nawet niewielu 40 lat życia”.

W XV w. (za Kazimierza Jagiellończyka) w Krakowie studiowało sporo Węgrów i Niemców. Wchłaniano wtedy nieprzeliczone ilości tzw. węgrzyna. Mieszanka kulturowa a wraz z nią duża mieszanka różnych alkoholi sprawiały, że Kraków obfitował często w burdy i zamieszki. Czuwaniem w takim przypadkach nad obyczajami krakowskimi zajmowała się Rada miejska. Jej członkowie zajmowali się karaniem i wytykaniem przepisów, mających na celu ukrócenie hucznych zabaw, m.in. w poniedziałki, aby „usunąć okazję do zabaw połączonych z trunkami”. Zarządzenia Rady wykonywane były przez tzw. wiertelników, których zwyczajem, a nawet obowiązkiem było aresztowanie pijaków i włóczęgów w nocy. Noc obfita była bowiem w liczne osobistości po pijaku. Zdarzyło się, że i król Jan Olbracht wałęsał się gdzieś po Krakowie, gdzie zraniono go berdyszem przez innego pijanego.

Trzeźwiejąc nieco przejdźmy do Krakowa z XVI w., bo tam czekają nas jeszcze śmielsze eskapady alkoholowe. Napływa wtedy jeszcze więcej Węgrów i Włochów, przywożących ze sobą swoje wina, głównie do handlu, choć zawsze gdzieś jedna beczułka mogła potoczyć się do zaułka wypełnionego spragnionymi mieszkańcami. Tutaj spotykamy się z pochodzeniem pewnego słowa. Otóż ówcześnie niemal w każdej uliczce znajdowała się gospoda lub podziemna szynkownia, zwana od piwa piwnicą. Każdy z budynków oznaczony był godłami i wiechami nad drzwiami. Wiecha oznaczała piwiarnię, wieniec winiarnię, a krzyżyk miodosytnię. Idźmy dalej. W łaźniach odbywały się pijatyki, ba, istniał podobno nawet cech pijacki.

Zapewne wielu zastanawia się, jaką rolę spełniała wtedy wódka. Otóż w XVI w. wódka stosowana była w celach leczniczych (wyrabiana ze zboża i do nabycia w aptece (!). Mocnymi napojami były za to wino, piwo i miód.

Stefan Falimirz podaje w swym zielniku: „O ziołach i o mocy gich” (1534), aż 72 gatunki wódek ziołowych na różne niemoce, Szymon Syreniusz zaś w swym zielniku z pocz. XVII w. podnosił zalety wódki, jako leku na oczy, serce i w czasie zarazy, ale pijaństwo potępiał”.

Ciężkie kufle i dzbany nie omijały magistrów jak i scholarów. W 1512 r. rektor Akademii Krakowskiej (dzisiejszy Uniwersytet Jagielloński) skazał na grzywnę jednego z mistrzów za pijaństwo, innym razem w 1527 r. skazano magistra za to, że pił z chłopami po karczmach, zamiast zajmować się swymi obowiązkami. Żacy natomiast… kiedy odwiedzali karczmy można było liczyć na niebotyczne ilości napojów. Nie trudno się domyślić, że w ślad za tęgim piciem alkoholu przez studentów konsekwencją były bójki i burdy uliczne, których ofiarami padały różne nacje, najczęściej Niemcy i Węgrzy. Pijaństwo zwalczali uczeni i literaci. Oni to zaczęli od XVI w. pisać publikacje przeciwko nadmiernemu spożywaniu alkoholu. W 2-giej połowie XVI w. ks. Józef Wereszczyński (biskup kijowski) wydał książkę pod zacnym tytułem: „Gościniec pewny: Niepomiernym moczygębom, a obmierzłym wydmikuflom świata tego do prawdziwego obaczenia a zbytków swych pohamowania”.

Na pijaństwo reagowali także Rej, Potocki, Twardowski i Kochanowski. Ten pierwszy z nich pisał m.in.: „U nas, by pijanego każdego stłuc miano, ledweby kijów z lasa dostatek dodano”.

Wiek XVII to niestety coraz częstsze korzystanie z leku jakim była gorzałka. O cudownych zaletach pisano m.in. w wymownym dziele pt: „Wódka albo gorzałka” autorstwa Jurka Potańskiego z 1614 r. Pisano coraz śmielej i liczniej o nadużywaniu aqua vita. Jednak na nic się to zdało, skoro ludziom wciąż było mało. Jak podają pamiętniki, pijaństwo szło w najlepsze, a sam Albrecht Radziwiłł pisał, iż senatorowie przychodzili na naradę do króla już dobrze pijani. Nie ominął on w swych wspomnieniach i tego, że duchowieństwo także nie stroniło od cudownego gorzały. W XVII w. Kraków przestaje być stolicą, jednak nie przestaje być najniespokojniejszym miastem w Polsce. Wspomniane gospody mieściły w sobie wszystkie stany, a co za tym idzie były ośrodkiem łączenia się, często zapewne pod wpływem alkoholu niechcący, ludzi różnych stanów.

Czasy saskie to niejako przełom w dziedzinie pijaństwa. Wtedy to picie stało się u szlachty sportem i współzawodnictwem. Ta tendencja została zahamowana dopiero w dobie Polskiego Oświecenia (konstytucje i Krasicki mieli niebagatelny wpływ na zahamowanie pijaństwa). I cóż z tego, skoro w 1-szej połowie XIX w. na pierwsze miejsce trunków wysuwa się wódka. Spowodowane było to poniekąd względami ekonomicznymi, jako że folwarki z powodu spadku cen zboża zwiększały uprawianie ziemniaków = spirytus. W 1838 r. zorganizowano nawet Towarzystwo Wstrzemięźliwości, gdzie jego członkowie (intelektualiści) pisali rozprawy i zgubnych działaniach alkoholu. Powoli zaczęło to przynosić efekty, skoro w szybkim czasie zwalczali alkoholizm lekarze, higieniści, uczeni i pisarze, także w innych dzielnicach Polski (Królestwa Polskiego). Od tego momentu pijaństwo stopniowo traciło swą moc, szczególnie w czasie I i II wojny światowej. Później jednak… czasy PRL’u przyniosły kolejny rozdział eksperymentów alchemicznych, ale jest to już temat na osobny artykuł!

Karol Czok - karolc@ireland.com

Na podstawie: Władysław Bogatyński, Walka z pijaństwem w renesansowym Krakowie, Kraków Dawniej i Dziś nr. 7, Kraków 1954.

Artykuł pierwotnie opublikowany w: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/walka_z_pijanstwem_w_dawnym_krakowie_240046-1--1-d.html

 

 

 

Podobne artykuły


11
komentarze: 22 | wyświetlenia: 743
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1099
10
komentarze: 11 | wyświetlenia: 651
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1018
9
komentarze: 33 | wyświetlenia: 866
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1244
9
komentarze: 44 | wyświetlenia: 916
9
komentarze: 36 | wyświetlenia: 875
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 781
9
komentarze: 13 | wyświetlenia: 618
9
komentarze: 16 | wyświetlenia: 522
9
komentarze: 56 | wyświetlenia: 529
9
komentarze: 3 | wyświetlenia: 452
8
komentarze: 2 | wyświetlenia: 699
8
komentarze: 4 | wyświetlenia: 716
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





I tak już pozostało. Nadal w rejonie Starego Krakowa procenty leja się hektolitrami. W klubach nocnych bez mocnego trunku to nie impreza! Dlatego nie ma się co dziwić że po Rynku biegają nadzy angole! Durnie wprowadzili kolejny przepis który mówi o " Zamiarze spożywania alkoholu w miejscu publicznym" Jeśli niesiesz zamknięte piwo lub wódkę w ręce możesz być ukarany mandatem 500 zł. Czy wprowadzili to mądrzy ludzie? raczej nie! Lec budżet trzeba ratować!

Sporo ciekawostek.
Pisane na lekkim rauszu?:))

a nawet nie :)) ale zastanawiam się czy teksty o takiej tematyce nie powinny być najpierw właśnie czymś podchmielone :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska