Login lub e-mail Hasło   

Post, na zdrowie

Z pozdrowieniami dla wszystkich nadal szukających Zdrowia w Przychodni Zdrowia.
Wyświetlenia: 7.004 Zamieszczono 28/08/2012

Przyznam, że w ostatnim czasie byłem “na głodzie”, lecz bynajmniej nie tym narkotykowym.
Przyznam również, że gdybym jeszcze kilka miesięcy temu przeczytał swój dzisiejszy tekst, byłbym pewien, iż postradałem zmysły.

EPILOG:

I rozstąpiły się chmury w głowie i wtem z góry, boku i zewsząd zagrzmiał łagodny, acz stanowczy głos:
– "Człowieku, puchu marny, powiadam Ci – oto przejdziesz dziś na tygodniowy post ścisły."
– "Ależ Panie! Jam w niczym nie zawinił! Za jakie grzechy?"
– "A za takie, Synu, żeś przez te wszystkie lata traktował swe ciało jako śmietnik".

***

Śniadanie pierwszego dnia:

Zamiast kawy – litr wody.
Po godzinie: sałatka z pomidora, cebuli, sałaty i papryki. Bez oliwy.
Do tego kopa grillowanej cukinii i bakłażana; reszty dopełnia kiszony ogórek.
Bez chleba, bez masła.
Wędlina? Nieobecna.

Obiad: jarski bigos “smażony” na wodzie plus sałatka z buraczka i czerwonej cebuli.
I koniec.
Zero ziemniaków, zero boczku.
Po godzinie, na deser: pół litra wody. Zamiast ciasta.

Na podwieczorek grejfrut i trzy jabłka.
Lody? Czekolada? Zapomnij!

Na kolację gotowana na parze marchew, kalafior i kapusta plus więcej pomidorów.
Naleśniki, placki, pizza? O nie!

Pod koniec dnia, przed oczami pojawiają się mroczki. Ale spokojnie – ostrzegali przed nimi w mądrej książce.

Dzień drugi, śniadanie:
suróweńka z zieleniny, pomidorów, cebulki i rzeżuchy; do tego gotowana na parze marchewka i papryka (bomba!). Wcześniej oczywiście woda (na czczo nie jem!).

Dzień trzeci:
zachciewa się słodkiego. Trochę się panikuje, lecz strach przed głodem szybko znajduje ukojenie w miąższu kolejnego grejpfruta. Na szczęście, ograniczeń ilościowych w moim poście nie ma.

Dzień czwarty:
słodkie nadal za człowiekiem chodzi, a kromka chleba staje się jego najbardziej wysublimowanym marzeniem. Ale nie ma tragedii, a to jej człowiek obawiał się najbardziej.
W zamian, na obiad leczo: na wodzie, bez parówki. I się żyje nadal!

Nie jest łatwo, lecz pojawia się pierwszy sukces:
organizm wreszcie przechodzi na obiecywane odżywianie wewnętrzne, co potwierdza zwiększone zużycie papieru toaletowego. Później odkryję, że to jedyny minus mojego postu.

Dzień piąty:
smaczek na słodkie odszedł (przysięgam, że to prawda!). Owszem, jest trochę nudno z racji wieloletnich żywieniowych przyzwyczajeń, lecz pokutnik jest świadom swoich byłych, nieprzedawnionych grzeszków. Co jednak najważniejsze, odżywianie wewnętrzne  stopniowo wyrzuca owe grzeszki na zewnątrz, już bardziej zmaterializowane. Pod okiem boskiego fizyka, materializacja i resublimacja idą ręka w rękę, a pokutnik pozbył się dwóch kilogramów toksyn z jelit oraz innych miejsc zbierania się toksycznych złogów.

Dzień szósty:
normalka, nawet zaczyna się to pokutnikowi podobać, a efekty mówią same za siebie. Dokładnie tak jak obiecywali w "proroctwie".

Dzień siódmy, ostatni:
odliczanie godzin do końca postu.

Na śniadanie duszona dynia, pieczona pietruszka (cudo!) oraz odkrycie miesiąca: duszona kapusta z cebulą, mielonym kminkiem (nie całym, a mielonym) oraz ziarnami czarnuszki.

Po śniadaniu – aktywacja zakwasu na chleb.
Wieczorem – wyrób chleba. Wstawienie do zwykłego piekarnika.

Jutro rano zbudzi pokutnika do życia cudowny zapach lekko kwaskowego, własnego, prawdziwego chleba, z zerowym udziałem białej (czytaj: trującej) mąki. Bez polepszaczy. Pokutnik woli chleb "gorszy".

“Ty, taki szczupły, i na diecie?” – pyta zatroskana mamcia.
– "Nie na diecie, a poście, mamciu!"

Lecz nie dziwię się tej trosce, bo któż “normalny” nagle odstawia tradycyjną polską kuchnię i przerzuca się, jak jakiś osioł, na "zieleninę"?

– "Mamciu, ja nadal żyję, i to jak!"

***

Pewnie każdy z nas choć raz był u lekarza. Był?

Ja też tam byłem, a poszedłem tam ze swą wieloletnią przypadłością. Przepraszam – czy ja powiedziałem "przypadłością"?
Wróć – tak ją nazywałem do niedawna.
Coś się jednak niedawno zmieniło, coś pękło i nakazało nie nazywać już normalnym czegoś, co normalne nie jest i nigdy nie było. To była raczej rezygnacja ze swego zdrowia, podszyta zwykłym lenistwem, a te z kolei zbudowane na niezachwianej wierze w mocarność Współczesnej Medycyny - Boga dzisiejszego człowieka - oraz jego Syna, a naszego Pana, Mr Lekarza. Nie bójmy się dużych "B" i "L", gdyż wiemy, że to święta prawda.
Ostatecznie, wszyscy wokół też chyrali, czemu więc akurat ja miałbym być chory? Przecież to "tylko taka przypadłość", nic strasznego, wielu to ma i żyją, więc da się z nią żyć, dzień za dniem, człowiek nie wieprzek - do wszystkiego przywyknie.

Tak, tak…

Wracając zaś do lekarza:
Tam, mądrze wyglądający Pan ze stetoskopem wziął wymaz, obejrzał wyniki, mądrze pokiwał głową, po czym przepisał równie mądry antybiotyk. I podziałało!
Byłem szczęśliwy, gdyż wreszcie poczułem co znaczy być wyleczonym. Lecz dwa dni po odstawieniu (nie darmowego) antybiotyku, przypadłość …wróciła.
Dać człowiekowi nadzieję, a następnie mu ją debrać – oto początek przepotężnego uzależnienia.
Taki człowiek zatraci swe człowieczeństwo, a i resztę rozumu dołoży, aby tylko odzyskać to, co dobry Pan, a jego Zbawca Mr Lekarz, dał mu raz posmakować.

Więc drugie badanie – drugi antybiotyk.
Ten sam efekt – tyle że mniejszy.

Ha! Przypadłość niegłupia i zdążyła się uodpornić.

No więc trzeci wymaz, czwarty antybiotyk…

Piąte niepowodzenie.

***

 

Czy rozpoznajesz w powyższej historii, Drogi Czytelniku, znajomy sobie wątek?
Jeśli tak, to zrozumiesz drugiego człowieka oraz schemat tracenia przez niego zaufania do tzw. Oficjalnej Medycyny.

Na szczęście był internet, były rozmowy z interesującymi się gotowaniem oraz medycyną niekonwencjonalną znajomymi i dopiero wtedy, krok po kroku, zrozumiałem, że mój Pan i Zbawca mnie nie wyleczył, gdyż wyleczyć nie mógł. Bo czy którykolwiek lekarz kiedykolwiek spytał nas: “A co Pan/‑i je?”. Nikt nas o to nie spytał, nie pyta i pytać nie będzie. Nigdy, nigdzie.

W powszechnym pojęciu, kwestia odżywiania zamyka się w superpigułce na wszystko, ewentualnie w sloganie “Już w porządku, mój żołądku”.
Kto jeszcze patrzy na swoje posiłki jako możliwość dostarczenia swemu organizmowi nie tylko niezbędnych dla niego składników? Kto patrzy na nie jako okazję do unikania składników go zaśmiecających? A przecież zebrane przez lata toksyny zrobią i pewnie JUŻ robią w nas swoje.

I stąd mój tygodniowy post – może drakoński, może dziwaczny, lecz cudownie skuteczny.

Notabene, gdy po tygodniu, pokutnik wziął do ust pierwszy kęs “normalnego” jedzenia, w jego ustach było niebo, lecz w żołądku piekło. Dopiero wtedy pokutnik zrozumiał jak przez te lata “dobrej kuchni” był przekarmiony, zatłuszczony i zasłodzony.
– “Na coś trzeba umrzeć” – już słyszę głosy ignorujące te “zdrowotnościowe fanaberie”.
Hola!
A kto powiedział, że będziemy mieli tyle szczęścia, by od razu umrzeć? A może przez ostatnie 10‑15 lat będziemy już tak schorowani i niedołężni, że naszym jedynym marzeniem będzie szybkie wykitowanie – a tu nic, tylko nadal trzeba będzie żyć i kursować (z pomocą dzieci lub karetek) na trasie szpital–apteka?

Proszę wybaczyć mi ten ironiczny tonik, lecz ręce same zaciskają się w pięści gdy pomyślimy o tym ile możnaby było wywalczyć dla swego własnego zdrowia – gdybyśmy tylko, jako społeczeństwo, mieli tak swobodny dostęp do wiedzy medycznej prawdziwie leczącej tak jak mamy do wiedzy oficjalnej.

Na szczęście, w dobie powszechnego internetu, każda wiedza jest na wyciągnięcie ręki. Dla chcącego, nic trudnego.  :-)

(Ze specjalnymi podziękowaniami dla Moniki i Sebastiana za inspirację.)

fotografie  ©  Jacek W.

***

Inne artykuły autora z cyklu "Na zdrowie":

• "Na zdrowie - nowe życie dla początkujących"
• "Kawa, kawka, kawusia, kawucha, kawizna, trucizna"
• "Nie ma diety bez kolców"
• "Nie współczuję otyłym"
• "Woda – pić czy nie pić?"
• "Sześć powodów, dla których warto zachorować"
• "Wyrzuty z jabłek, czyli historia jednego samoograniczenia"

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1306
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1050
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 969
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 735
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 757
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1016
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 553
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 419
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 851
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 398
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1362
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 962
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 616
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 536
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 442
 
Autor
Artykuł



Treść Twojego artykułu w pełni wyrażają słowa: "Jesteś tym co jesz" :) Masz świetne podejście do odżywiania, ja jednak nie potrafię zrezygnować z tradycyjnej polskiej kuchni. Pozdrawiam i życzę smacznego!

Witaj, druhu!
Ależ nie trzeba z niczego rezygnować, szczególnie na siłę - wystarczy zaakceptować nowe. Stare odejdzie samo. :-))
Pozdrawiam!

  Noemi*,  28/08/2012

Gratuluje Jacku, odważnej decyzji. Twojej diety postem bym nie nazwała, raczej dietą zbilansowaną, ale nie o nazwę przecież tu chodzi. Chcąc zachować dobre zdrowie człowiek musi powrócić do Natury. Zaprzestać "zabijać" swoje ciało żywnością pełną chemii, pośpiechem, nieprawidłowym oddychaniem, jedzeniem byle jak i byle co. W wyborze pokarmów polegać należy na własnym instynkcie. Niezdrowe potrawy, ...  wyświetl więcej

Noemi!
szkoda, że Twych słów wsparcia nie da się spałaszować... :-)

  Elba,  28/08/2012

Dieta Alleluja... i zmartwychwstanie jakościowo nowego człowieka pewne jak w banku. W zdrowym ciele, zdrowy duch... Pochwalam! Śmiało sięgajmy po zdrowie... http://www.youtube.com/watch?v(...)pJbCr-E

Elbo - nie mówiłem, lecz i Ciebie miałem w zanadrzu myśli pisząc powyższe słowa, robiąc powyższe zdjęcia oraz spożywając uwiecznione tam pokarmy. :-))

A "credits" już skrzętnie uzupełnione... :-))

  Elba,  28/08/2012

Bardzo wystawny ten Twój "post" - wprost luksusik na talerzu... Ale zuch z Ciebie i tak! Ciekawe co byś powiedział na Szkołę Zdrowia Siemionowej...? http://www.igya.pl/terapie-nat(...)ch.html

No masz, luxusik! :-)
Niezła z niej zawodniczka-maratończyk!
I owszem, Vega-test brzmi bardzo podobnie do testu, który ja sam przeszedłem. "Znachorka" podłączyła mnie do aparatury opierającej się na obiedu luldzkiego "prądu" i namierzała poszczególne narządy, bakterie, pasożyty, obciążenia. Dobre i warte polecenia każdemu. :-)

  grazaa,  28/08/2012

Zmiana diety to trudna decyzja. A jeszcze trudniej w niej pozostać... Ja też próbuję zmienić swoje menu, no i czuję się znacznie lepiej :) Trochę gorzej z reakcjami otoczenia...

:-))
O reakcji Otoczenia, kochana grazoo, możnaby napisać tomy...
Niech więc Twe Otoczenie patrzy i widzi Twoje efekty, a gwarantowane, że wraz Ci ich po cichu pozazdrości. :-)

  grazaa,  28/08/2012

A niech patrzy, to może coś zobaczy... Ale dla mnie najważniejsze jest to, że ja je widzę :)

Więc wiedz, iż z tej strony masz pełne psychiczne wsparcie. :-)

:-)))

  Gamka  (www),  29/08/2012

No to na zdrowie !... Jacku ;-)))

Amć, amć. :-)
Dziękuję Ci. Tak, wychodzi na zdrowie, lecz przyznam, iż przed tym tygodniem i jego efektami trząsłem portkami mocno. Nastawialiśmy się na to odtrucie od kilku miesięcy, wyobrażając siebie słaniających się na nogach, hihi! A ostatecznie było o niebo lepiej niż przewidywaliśmy czy nawet niż pisali w literaturze. Z pewnością dużo zrobiły tygodnie przygotowawcze, w miarę zbliżani ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  29/08/2012

Brawo! Nie ma to jak być żywym dowodem na słuszność wyboru. ;)
Włącz jeszcze bieganie leśne w menu dnia, a będziesz już bliski oświecenia przez duże "o". :)

:-))
Bieganie? Ale dokąd? I po co? ;-)
Tak sobie rozumuję, że każdy musi odkryć SWÓj sport. Próbowałem więc szachy - ćwiczą niestety tylko dłonie. Mój ukochany tenis stołowy - problem z logistyką (i partnerem). Bieganie? Las jest pod nosem, lecz nie podnieca (ani las, ani bieganie). ;-)
Pozostały więc ćwiczenia domowe. Też działają. :-)
Ale jeśli zjedziesz, to gruchniemy w las. Akurat będą czekać grzyby. :-)

I tak trzymać!!!
:-)

  hussair  (www),  29/08/2012

...zakrzyknął Buraczany Król. ;-)

Jakiś czas temu powstał bardzo ciekawy film dokumentalny na ten temat; "Eat, fast and live longer" (Jedz, pość i żyj dłużej). Na razie dostępny tylko w wersji angielskiej. Nigdzie nie znalazłem napisów. Jeśli ktoś zna angielski wystarczająco dobrze, to zachęcam do obejrzenia.

Tak, Pasjonacie, znamy "jazyki" i oglądaliśmy. :-)
Ze swej strony mogę gorąco polecić "Jedzenie ma znaczenie" (Food matters) - dostępny z podpisami. :-)

  hussair  (www),  01/09/2012

Ja również polecam "Jedzenie ma znaczenie". To film z rodzaju tych, które zmieniają umysł i życie.

Szszzzz! Wygadałeś... :-)

  ewfor  (www),  29/08/2012

Gratuluję wytrwałości bez schabowego i kiełbaski z grilla :) Brawo! Ja uwielbiam warzywa, więc chyba też mogłabym spróbować. Co zaś się tyczy lekarzy, to ja muszę przyznać szczerze, że moja pani doktor zanim zacznie leczyć farmaceutykami, to proponuje jedzenie tego czy tamtego, ale takich lekarzy chyba nie ma wielu. Moja pani doktor to fanatyczka zdrowego jedzenia i zieleniny tak jak ja.

Ewforze,
Absolutnie - bez wieprzka da się żyć, co świadczę sobą już od 3... ilu to lat? Sam nie pamiętam! Aczkolwiek zupełnie co innego to post i odżywianie wewnętrzne – przeżyłem to jak duchowe zanurzenie w wodach grzechu oraz powstanie do nowego życia, bez toksyn. Podejrzewam, że niedługo kolejny tydzień postu znów zawita na mym stole. :-)
Co zaś do Twej lekarki... Wow! Posypuję wi ...  wyświetl więcej

  ulmed,  29/08/2012

Składam osobiste podziękowanie za pozdrowienia.
Pięknie te strawę podałeś,niby jałowa, ale jak wygląda! I jeszcze ten cud oczyszczenia :))

:-)))
Przyznam Ci się, że oczyszczenie przyszło nie tylko fizyczne. :-)
Dziękuję Ci!

To ci wegetarian-man się z Jacusia zrobił... I bardzo dobrze! CYT.: "(...) zrozumiałem, że mój Pan i Zbawca mnie nie wyleczył, gdyż wyleczyć nie mógł. Bo czy którykolwiek lekarz kiedykolwiek spytał nas: “A co Pan/‑i je?” Hehehehehehehehehehehe!

A co ogromna większość lekarzy - z pełnym szacunkiem dla nich - wie o wpływie jedzenia (a w zasadzie odżywiania) na stan zdrowia? Czy uczy się ich

...  wyświetl więcej

Januszu - wegetarianin jam się stał tylko na tamten tydzień (na dobry początek). Muszę jednak stwierdzić jak początkujący myśliciel, iż to, co było kiedyś - gdy wraca - nie jest już tym samym teraz... Tradycja jedzenia tego "co inni" jest silniejsza. Zresztą, chyba każda Tradycja może być tak samo szkodliwa jak bywa pomocną. :-)

  Bar_ka  (www),  31/08/2012

Podziwiam, zazdroszczę, rekomenduję. Niedługo mój BEZ wyjeżdża na na 2 tygodnie i może uda mi się spróbować coś podobnego "przećwiczyć".

Barko - zatem już teraz wspieram Cię w Twym zapale oraz życzę wytrwania w (powziętym?) postanowieniu!
Przyznam jednak, iż KLUCZOWE w realizacji planu, tj. przeprowadzeniu tygodnia powyższego postu, była ścisła "współpraca binarna" między mną, a Drugą Połówką: gdy jedno pękało, drugie wspierało. Gdy drugie pękało - pierwsze przypominało późniejsze korzyści. :-)

  liwa,  31/08/2012

gdyby mi to ktoś robił, takie papu, to chętnie jadłabym, ale zgarniałabym wszystkie okruszki chleba... ;)

Wehe! :-)
Liwo, zgarniania okruszków niestety nie było, gdyż być nie mogło - chleb dodaje energii, więc nie nadaje się jako składnik diety, gdy należy przestawić organizm na tzw. odżywianie wewnętrzne.
Za to pierwszy chleb po tygodniu posuchy był zmieciony dosłownie do ostatniego okruszka! :-)

Brawo, Jaciu!
Przepiękne u Ciebie wyszły potrawy, wyglądają bardzo apetyczne:) Jak widać, wielkim kulinarnym maistrem jesteś. Ot molodiec!
Też lubię garmażerię, chociaż do dietetycznych potraw jeszcze nie dorósł. Aż smażony kogut mnie w tyłek nie podziobał:)
Od szczerego serca życzę Ci, Druże, mocnego zdrowia i dobrego humoru!

Dima – jam taki właśnie bojowy kogut, więc zakozaczyłem z potrawami. Na zdrowie. :-))

Moja dieta... podglądałeś!!!

Masz Ci! Przez dziurkę od klucza. ;-)

Super plan żywieniowy Panie Jacku! Ogólnie każdy zdrowo myślący człowiek powinien odżywiać się właśnie w taki sposób! Niestety pokusy są zbyt mocne. Sama czasami im ulegam i raaaaz na jakiś czas, od wielkiego dzwonu (zwłaszcza po imprezie) idę do Macdonalda :P Wmawiam sobie wtedy że czasem można :)

@Edyta Skańska:
Pani Edyto, dziękuję za komentarz. :-)
A co do Mackiego: bez wstydu przyznam, że i ja tam chadzam ...do toalety. ;-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska