Login lub e-mail Hasło   

Perła duszy!

PERŁA DUSZY Mówi się czasem, że piękno przyprowadza do szaleństwa. Nie ma w tym żadnej przesady. Szaleństwo pojawia się zawsze tam, gdzie doświadczenie jest większe i...
Wyświetlenia: 2.481 Zamieszczono 29/08/2012

PERŁA DUSZY

 

 

Mówi się czasem, że piękno przyprowadza do szaleństwa. Nie ma w tym żadnej przesady. Szaleństwo pojawia się zawsze tam, gdzie doświadczenie jest większe i głębsze niż pojemność ducha ludzkiego. A piękno – i to właśnie piękno spotkanego człowieka – bywa większe niż ludzkie możliwości percepcji.

 

(J. Tischner „Filozofia dramatu”)

 

 

 

            Doświadczenie miłości w przypadku Stanisława Wokulskiego było większe i głębsze niż pojemność ludzkiego ducha. Namówiony przez Rzeckiego, który widział, w jakim stanie  znajduje się jego przyjaciel, idzie do teatru. W zasadzie w tym stanie, który można by nazwać melancholijną rozpaczą, było mu obojętne, gdzie idzie i czy w ogóle gdziekolwiek pójdzie. W teatrze zobaczył Izabelę i to było doświadczenie graniczne. Bohater ogarnia całkowicie nową przestrzeń, a raczej to przestrzeń jego ogarnia. Ośrodkiem krystalizacji nowego doświadczenia jest Izabela Łęcka.

            Dla Wokulskiego panna Łęcka nie jest po prostu kobietą, w której się zakochał. Jest dla niego archetypicznym dopełnieniem. Jest materializacją wszystkiego, co w Wokulskim największe i najpiękniejsze. Bohater wkracza w estetyczne stadium swego życia – możemy powiedzieć za Kierkegaardem. Pamiętajmy o anturażu. Rozświetlony teatr, piękne kreacje, atmosfera świątyni sztuki. I oto w tej koronie pojawia się perła. Świeci jaśniej od wszystkich świateł. W tej inicjalnej przestrzeni musiało wydarzyć się coś zupełnie wyjątkowego. Tu i teraz rzeczywistość objawiła się w tych wymiarach, które na co dzień są człowiekowi niedostępne. Rozpacz nagle ulatnia się i przestaje kąsać serce, melancholia rozwiewa się jak dym na wrzosowisku.

            Bohater „Lalki” żył, od kiedy my czytelnicy go pamiętamy, w egzystencjalnym mroku. Toksyczny ojciec, dla którego sensem życia stał się proces z sąsiadem, upokorzenia jakie znosił w winiarni u Hopfera, pragnienie studiowania, walka w powstaniu styczniowym, zesłanie na Syberię; potem nieudane małżeństwo z Małgorzatą, wdową po Minclu. Zabijana dzień po dniu nadzieja, gasnący entuzjazm, zdychająca w lasach a potem na syberyjskim mrozie radość życia. I wówczas, kiedy zaczynamy wierzyć w fatalizm, dzieje się coś, co przewraca do góry nogami dotychczasowy bieg naszego istnienia. Po raz kolejny okazuje się, jak nieprzewidywalny jest los i jak pełna niespodzianek ludzka dusza. W chwili gdy ujrzał Izabelę, Wokulskiemu mogło wyrwać się: „Ach! Więc to tak!”

            Według Sorena Kierkegaarda stadium estetyczne poprzedza stadium etyczne. Taki jest po prostu egzystencjalny porządek rzeczy. Problem bohatera „Lalki” polega na tym, że w jego przypadku porządek ten został odwrócony. Odkrywca powinności staje się odkrywcą piękna. Piękna, które należało wydobyć, by ujrzało światło dzienne. Tylko odkrywca o tym wie.

            Szaleństwo Wokulskiego polegało na – by użyć tu Norwidowskiego terminu – nie-w-czesności. Nie można bowiem nieustannie, dzień po dniu, zamrażać serca, tłumiąc jego porywy względnie wysyłać go na pustynię duchowości, lokując na pierwszym miejscu etyczne aspekty życia. Wcześnie czy później serce upomni się o swoje prawa. Im później, tym groźniejsze będą następstwa. Szuman – przyjaciel Wokulskiego – dokonuje bardzo trafnej analizy psychologicznej takiego stanu rzeczy.

 

            Tysiąc centnarów śniegu, rozdzielonego na płatki, tylko przysypują ziemię nie szkodząc najmniejszej trawce; ale sto centnarów śniegu zbitych w jedną lawinę burzy chałupy i zabija ludzi. Gdyby Wokulski kochał się przez całe życie co tydzień w innej, wyglądałby jak pączek, miałby swobodną myśl i mógłby zrobić wiele dobrego na świecie. Ale on, jak skąpiec, gromadził kapitały sercowe, no i widzimy skutek tej oszczędności. Miłość jest wtedy piękną, kiedy ma wdzięki motyla; ale gdy po długim letargu obudzi się jak tygrys, dziękuję za zabawę!...

           

            Zakochać się po raz pierwszy grubo po czterdziestce jest rzeczywistym szaleństwem. Mężczyzna naznaczony ciężkimi doświadczeniami życiowymi, zmęczony i zgorzkniały, czuje, reaguje i zachowuje się jak nastolatek. Droga Wokulskiego, romantyka miłości, zaczyna się od emocjonalnego pęknięcia. I ta emocjonalna schizofrenia pogłębia się z każdym dniem.

            Posługując się terminologią Junga, można stwierdzić, że siła Erosa objawiła się w całej pełni, kiedy bohater kroczył już drogą Tanatosa. Zaowocowało to neurozą o charakterze regresywnym. Wokulski powrócił do stanu właściwego nastolatkowi, z tendencją do popełniania wszystkich błędów, które się wówczas popełnia. Owszem, pracował, prowadził interesy, zakładał spółki, ale nie było to jego właściwe życie psychiczne. Sam Wokulski konstatował, że to wszystko było dalekie i obce. Nie twórcza siła psychiki była w to zaangażowana, lecz wcześniej wypracowane nawyki umożliwiające radzenie sobie z czynnościami, pozostającymi poza całością psychiki.

            Droga Tanatosa to droga przygotowania do śmierci. Psychika przygotowuje człowieka do uporania się z tą sytuacją graniczną. Zakłócenia rodzą neurozy, jednak pojawienie się na tej drodze twórczej siły Erosa powoduje zakłócenia fundamentalne. To tak jakby w człowieku zderzyły się ze sobą dwie gigantyczne siły, wobec których możliwości jednostki są znikome. Miażdżone są wszelkie struktury, będące wynikiem dotychczasowych doświadczeń; zanikają wewnętrzne relacje, ciemnieją światła oświetlające drogi umysłu. Niemożliwe staje się odnalezienie żadnego wewnętrznego drogowskazu. To stan, którego istotę trafnie ujął Dante, mówiąc, że „pośrodku drogi żywota w ciemnym znalazł się lesie”. W tych dramatycznych okolicznościach należy szukać punktu oparcia dla psychiki na zewnątrz. Znamiennym jest fakt, iż w pierwszym i w drugim przypadku takim punktem oparcia staje się kobieta.

            Dzieje się tak dlatego, że kobieta jest zewnętrzną manifestacją animy, czyli duszy mężczyzny. Dramatyczne poszukiwanie drogi, która wywiodłaby z ciemnego lasu, staje się psychicznym priorytetem. Rzecz jednak w tym, że akt poszukiwania ma charakter nieświadomy – jego znaczenie na poziomie świadomości może być już inne. Mówiąc inaczej, niekoniecznie musi być rozumiany fakt, iż ukochana kobieta nie jest niczym innym niż zewnętrzną projekcją duszy-animy. Droga do kobiety jest drogą wiodącą do siebie; powrotną drogą umożliwiającą scalenie psychiki. Dlatego też tak ogromne jest pragnienie zdobycia kobiety. Dante podejmuje nawet wędrówkę po zaświatach, by odszukać swą Beatrycze. Wokulski – prawdopodobnie – gdyby musiał, też by to uczynił. Ogromna jest presja indywidualnej podświadomości. Izabela Łęcka i Beatrycze są postrzegane przez adoratorów w kontekście tego, co największe i najpiękniejsze w nich samych. Obie stają się w sensie Jungowskim symbolami, czyli ucieleśnionymi archetypami.

            Odkrycie a później zdobycie ukochanej jawi się jako warunek sine qua non dopełnienia (resp.) zharmonizowania całości psychiki indywidualnej. Dlatego odkrywca piękna drugiego człowieka zawsze jest tylko jeden. Dopuszczamy możliwość, że panna Izabela była obiektywnie ładna i mogła się mężczyznom podobać, ale bóstwem była jedynie dla Wokulskiego. Zacytujmy fragment, który trafnie oddaje jego stosunek do Łęckiej:

 

            Już zrozumiał, że nie należy do siebie, że wszystkie jego myśli, uczucia i pragnienia, wszystkie zamiary i nadzieje przykute są do tej jednej kobiety. Gdyby ona umarła, nie potrzebowałby się zabijać; jego dusza sama odleciałaby za nią jak ptak (podkreślenie moje – J. S.), który tylko chwilę odpoczywa na gałęzi. Zresztą nawet nie mówił z nią o miłości, jak nie mówi się o ciężarze ciała albo o powietrzu, które człowieka napełnia i ze wszystkich stron otacza. Jeżeli w ciągu dnia wypadło mu pomyśleć o czym innym niż o niej, wstrząsał się ze zdumieniem jak człowiek, który cudem znalazłby się w nieznanej sobie okolicy.

Nie była to miłość, ale ekstaza.

 

            Wokulski intuicyjnie chwyta podobieństwo Izabeli do jego własnej duszy, jednak rozsądek, będący emanacją racjonalnej natury, nie pozwoli pewnej granicy przekroczyć, tj.utożsamić Izabeli z animą. Jeżeli przeanalizować ten fakt w kategoriach  pełni i braku, Izabela Łęcka jawić się będzie jako dopełnienie fizyczne i duchowe. Bardziej jednak duchowe, ponieważ Wokulski pyta Szumana, swego przyjaciela, czy można kochać kobietę, nie pożądając jej. Aspekt fizyczny schodzi tutaj wyraźnie na drugi plan, choć przecież bohater zauroczony jest pięknem Izabeli. Dla niego najważniejsze jest przebywanie w obecności Izabeli, poczucie, że jest blisko niego. Czuł się szczęśliwy przede wszystkim  w Zasławku.

 

            Podczas (…) wodnych przejażdżek, a także podczas spacerów w parku i zawsze, gdy byli razem, czuł jakiś niezmierny spokój, jakby cała dusza jego i cała ziemia od wschodnich do zachodnich kresów napełniona była ciszą, wśród której nawet turkot wozu, szczekanie psa albo szelest gałęzi wypowiadały się w cudownie pięknych melodiach. Zdawało mu się, że już nie chodzi, lecz pływa  w oceanie mistycznego odurzenia, że już nie myśli, nie czuje, nie pragnie, tylko kocha.

 

            Wszechogarniająca harmonia świata jest emanacją spokoju jego duszy. Bliskość kochanki uciszała sercowe burze, emocjonalne tornada i wichry namiętności. Aura duchowa, towarzysząca bohaterowi w Zasławku, była efektem przebywania obojga w jednej przestrzeni. Zapomniana, względnie utracona część duszy, którą panna Izabela ucieleśniała, zostaje odzyskana, brak – wypełniony, psychika bohatera na powrót staje się jednością.

            Kończy się szaleństwo – rodzi się piękna afirmacja świata.

Podobne artykuły


40
komentarze: 41 | wyświetlenia: 154180
24
komentarze: 10 | wyświetlenia: 13079
23
komentarze: 3 | wyświetlenia: 13905
20
komentarze: 6 | wyświetlenia: 25700
19
komentarze: 21 | wyświetlenia: 7452
15
komentarze: 2 | wyświetlenia: 38497
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 4862
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 8477
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 12925
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 2231
6
komentarze: 1 | wyświetlenia: 5225
47
komentarze: 37 | wyświetlenia: 5916
21
komentarze: 20 | wyświetlenia: 1271
16
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1462
132
komentarze: 65 | wyświetlenia: 44009
 
Autor
Artykuł



  gnostyk,  29/08/2012

Pięknie to wywiodłeś Janie, imponująca analiza i chociaż na tej płaszczyźnie wypracowałem
własny kodeks to nie śmiałbym dyskutować z Platonem, co do Junga to Freud go troszkę ostudził.
Świetny artykuł, daje do myślenia, pozdrawiam:)))

  golesz,  30/08/2012

Świetny tekst o wspaniałej literaturze. Szczegolnie trafił do mnie fragment;

- "Dzieje się tak dlatego, że kobieta jest zewnętrzną manifestacją animy, czyli duszy mężczyzny."

I sumą jego wszystkich snów i marzeń, dodam.To oczywiste, jednak tylko do momentu "miłości spełnionej". Krótko mówiąc skonsumowanej. Potem już tylko równia pochyła. Stąd wskazana ostrożność z ucieleśnianiem. I One to wiedzą, czują. A w każdym razie powinny.

Pozdrawiam.

  liwa,  30/08/2012

o matkoooo.... znów wróciłam do szkoły.... :)

  nse,  31/08/2012

..., niech żyje młodość lat szkolnych ;)

  liwa,  31/08/2012

ano, Mariuszu, chciałaby dusza do raju.... :))))

  Noemi*,  30/08/2012

Prus napisał książkę genialną. Na tym zresztą polega geniusz literatury, że pozwala wypowiadać prawdy skrzętnie ukrywane, pokazywać oblicza wstydliwie maskowane.Uważam jednak, że Wokulski jest w tej grze zwanej miłością równie zakłamany jak panna Izabela. Chce, by panna Izabela kochała go dobrowolnie i bez przymusu, by oddała mu się z sympatii do jakiegoś niezdefiniowanego rdzenia jego osobowości, ...  wyświetl więcej

  greenway,  30/08/2012

Noemi jesteś genialna, bo to jest właśnie problem - pułapka dla wielu ludzi, którzy pięknu zewnętrznemu przypisują piękno duchowe.

Tak, zgadzam się. Co więcej, nie wiem czy pamiętasz, jak pani Meliton zdradza Wokulskiemu strategię zdobywania kobiety (nie uczuciem, ale siłą). Kto wie, może gdyby Wokulski doprowadził do bankructwa Łęckich, Izabela, rozkapryszona panna przyzwyczajona do luksusu, sama by do niego przyszła. Jednak w kontekście mojej interpretacji taka sytuacja była wykluczona z punktu widzenia psychologicznego.

  Noemi*,  30/08/2012

Nie wiem skąd się wzięło często prezentowane przekonanie, że Izabela jest w zasadzie na wyciągnięcie ręki i jedynie szlachetność charakteru nie pozwala Wokulskiemu na jej zdobycie. „Lalka” to opowieść o miłości, złej, zatrutej, podejrzanej, skażonej resentymentem.

@Noemi, greenway - absolutnie. To pułapka miłości, tym groźniejsza, im "piękna" zewnętrznie.
Jesteśmy tylko nędznymi niewolnikami swego zmysłu widzenia...
A komentarz Noemi trafia do mnie zdecydowanie bardziej niż sam artykuł. Brawo, Noemi! :-)

  hussair  (www),  30/08/2012

Znakomita analiza z ręki mistrza.
A kobieta z fotografii, cóż, niebiańskiej zmysłowości. Wkrótce będę po 40-ce i obym nie zaznał neurozy o charakterze regresywnym na widok takich kobiet.
;)

Nie daj Panie Boże!

  Elba,  30/08/2012

Lecz czy to była miłość prawdziwa..? Raczej znany nam wszystkim substytut miłości z poziomu emocji, pożądania ciała, chęci posiadania na własność, itp... Taka miłość jest co najwyżej perłopodobną.
Prawdziwą Perłą jest miłość na poziomie dusz. Podobna do tego stanu, gdy kochamy motyle, kwiaty itp. rzeczy, które wiemy, że do nas nigdy nie będą należały - zachwycając się nimi, podziwiając, nie ...  wyświetl więcej

  nse,  31/08/2012

... :) też do tego doszedłem ..., czasem Kochając najlepiej jest nie przeszkadzać temu co się kocha, by nie traciło swego naturalnego piękna ... ;)
Miłego Dnia ;)

  greenway,  31/08/2012

Zgadza się. Prawdziwa miłość nie zawłaszcza drugiego człowieka. Szanuje Go, a więc i jego wolność. :)

Dokładnie! Przyłączam się - gdzie miłość, a gdzie obsesja, uwolniona z wieloletnich ryzów?

  Paweł Malec  (www),  30/08/2012

Ze strony Łęckiej wygląda to inaczej. Nie może się pogodzić z faktem, że jest skazana na osaczającego ją "zwierza" z czerwonymi dłońmi, w którego żyłach nie ma szlacheckiej krwi, który w niczym nie jest podobny do Rossiego czy jej dandysowatych kuzynów.
"Bo w tym cały jest ambaras..."

Bardzo dogłębna analiza, choć z mojej strony dodam, iż Łęcka dla Wokulskiego była swego rodzaju inwestycją... Miłość owszem, ale czy nie toksyczna? Pozdrawiam;)

  JA to ja,  31/08/2012

Niezła analiza psychologiczna. Szacunek i chylę czoła!

  awers,  03/09/2012

Fascynujący rozbiór postaci i wątku. Marzenie o spójności męskiej duszy, ale harmonia z fizycznym pięknem kobiety warunkowana jakimś stopniem posiadania idealizowanego obiektu. I jeszcze ta jej zgoda na pojednanie. Idealizm w smudze cienia jest niebezbieczny.Od piękna oczekujemy dobroci, a od kobiet... Ech, rozgrzałeś mi głowę tą analizą; mają szczęście łobuziaki, których Janie uczysz. Pozdrawiam.

Dzięki. Pozdrawiam.

  hussair  (www),  03/09/2012

Słusznie rzeczesz, Awersie.

  awers,  03/09/2012

Wieczny dylemat dwóch połówek jabłka i szal ludzkich potrzeb. Wielu kolegów przeklinało "Lalkę", jako lekturę, wtedy mnie powoli wciągnęła. Nikt nigdy jednak nie postawił sprawy jak nasz Jan. I skąd On ma tę przenikliwość... bestia!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska