Login lub e-mail Hasło   

Priorytety Zachodu

Co dla nas, ludzi Zachodu, jest ważniejsze — swoboda wypowiedzi czy uczucia religijne? A może coś zupełnie innego...?
Wyświetlenia: 1.525 Zamieszczono 26/09/2012

I znów, jak kilka lat temu, miliony muzułmanów na świecie wzburzyły się, a dziesiątki tysięcy wyszły na ulice w protestach przeciwko obrażaniu islamu i Mahometa przez ludzi Zachodu. I znów polała się krew, atakowano ambasady, zginęli ludzie. Wtedy była to wojna o karykatury, tym razem o jeden filmik w internecie, a także późniejsze karykatury w jednym z francuskich tygodników. 

Oglądamy te tłumy, te wrzaski, te palone amerykańskie flagi, te wykrzywione nienawiścią do Zachodu twarze i nie jesteśmy w stanie tego pojąć. Pytamy: O co tyle krzyku? Po co tyle przemocy? Dziwimy się. Przecież to tylko filmik i jakieś obrazki, może nawet głupie. Taki żart, tyle że z religii. Coś z kimś jest tu wyraźnie nie w porządku i jeśli już, to z nimi, a nie z nami — myślimy.

Utrata wrażliwości

Na pewno z nimi? Ale może to właśnie my — coraz bardziej zeświecczeni, karmieni aż do przesytu żartami ze wszelkich świętości oraz obrazami wszelkiej ludzkiej podłości przestaliśmy już nawet czuć, kiedy przekraczamy granice dla innych nieprzekraczalne?

Z jednej strony boimy się konfliktu cywilizacji i jego konsekwencji, a z drugiej sami go prowokujemy na każdym kroku — czy to jak prezydent George Bush junior, wzywając Zachód do „krucjaty” po zamachach w Nowym Jorku, czy to paląc Korany, jak przydarzyło się amerykańskim żołnierzom w Afganistanie i pewnemu amerykańskiemu pastorowi w USA. A to tylko kilka przykładów z wielu.

Ciągle nie potrafimy zrozumieć, że nie wszyscy żyją w XXI wieku (co niekoniecznie jest pochwałą wszelkiego postępu) i w dodatku na Zachodzie. Nie wszyscy mają naszą mentalność i wrażliwość — albo raczej jej brak. Przepraszam, mamy wrażliwość — na wolność słowa i wypowiedzi artystycznej. Tu pozwalamy sobie na wszystko. Do galerii kiedyś chodziło się oglądać obrazy, szkice i rzeźby, z których większość zachwycała precyzją. Dziś artysta nie musi się wysilać. Dziś idzie się oglądać „instalacje artystyczne”. Jedna z bardziej znanych na naszym podwórku to ta, w której kilka lat temu zainstalowano do krzyża... zdjęcie męskich genitaliów. Z ostatnich naszych „wypowiedzi artystycznych” najgłośniejsza medialnie stała się ta, w której niszowy artysta podarł publicznie Biblię i wyzwał swoich fanów, by zniszczyli swoje. Były nawet z tego powodu jakieś procesy, ale generalnie nasze sądy są bardziej za artystami niż za ochroną uczuć religijnych. A ten ostatni artysta stał się — chyba w nagrodę za odwagę — celebrytą, bywalcem salonów i pupilem studiów telewizyjnych. Nie ma się więc co dziwić, że dziwimy się muzułmanom, którzy w przeciwieństwie do nas mają jeszcze jakieś uczucia religijne.

Nieproporcjonalność

Oczywiście jestem daleki od pochwały czy usprawiedliwiania napadania na placówki dyplomatyczne. Demonstracje uliczne, byle pokojowe — tak. Ale zabijanie za obrazki nie mieści mi się w głowie! I te żądania, by Zachód skazał na śmierć twórców tych obraźliwych dla muzułmanów treści! Reakcja muzułmanów kolejny raz była nieproporcjonalna do skali zdarzeń, które ją wywołały. Przypomina to postawę jednego z biblijnych protoplastów ludzkości Lamecha, potomka Kaina, który powiedział: „Męża jestem gotów zabić, jeśli mnie zrani, a chłopca, jeśli mi zrobi siniec!”[1]. Podobnie jak kilka lat temu powstaje też pytanie, na ile te reakcje były spontaniczne, a na ile inspirowane przez radykałów.

Pozostawiając jednak na boku tę nieproporcjonalność i wątpliwą spontaniczność reakcji muzułmanów, pozostaje faktem, że muzułmańska wrażliwość na takie sprawy wydaje się być większa niż nasza, i warto, abyśmy wszyscy — a zwłaszcza wydawcy i w ogóle ludzie mediów — uświadomili sobie potrzebę większej ostrożności w tym względzie.

Wolność bez odpowiedzialności

Staliśmy się globalną wioską. Wieści rozchodzą się po świecie lotem błyskawicy. Dziś karykatura lub filmik, jutro dwadzieścia tysięcy kilometrów dalej spalona w odwecie ambasada lub chrześcijański kościół, napaści na chrześcijan i zabijanie ich. Możemy się dalej dziwić, mówić o wolności słowa, której nie damy sobie wydrzeć; wołać, że nie damy się zastraszyć i wręcz — w akcie solidarności z „prześladowanymi” artystami, wydawcami i producentami obraźliwych dzieł — tworzyć i publikować nowe, jeszcze bardziej obraźliwe. Niech się dowiedzą, co dla nas najważniejsze! Nie będzie muzułmanin pluł nam, ludziom Zachodu, w twarz! Tylko gdzie, kto i jak zsolidaryzuje się z ofiarami, z mniejszościami chrześcijańskimi na terenach muzułmańskich, które pierwsze i być może jako jedyne doświadczą gniewu obrażonych? Redaktor francuskiego czasopisma z dumą pokazujący przed kamerami okładkę z kolejnymi obraźliwymi dla muzułmanów karykaturami i wznoszący w bojowym geście w górę swoje chude ramię z zaciśniętą pięścią — wyglądał sam jak karykatura odpowiedzialnego człowieka. W swojej heroicznej walce o pryncypia Zachodu zapomniał zupełnie o losie chrześcijan na Bliskim Wschodzie, którzy zapłacą krwią za jego „odwagę”.  Zapomniał, że nie ma wolności bez odpowiedzialności, w tym przypadku za słowo i obraz. Ale co mu tam, on dostanie ochronę, jego tygodnik darmową reklamę w innych mediach i przez kilka tygodni będzie się lepiej sprzedawać...

Co robić?

Sytuacja jest bardzo trudna. Apelowanie o międzynarodowe uregulowania, które by pozwoliły poszczególnym państwom przeciwdziałać tworzeniu i publikowaniu treści obrażających cudze uczucia religijne w skali globalnej to jak apelowanie o powrót cenzury prewencyjnej lub następczej. Wprowadzona nawet w imię najszczytniejszych celów prędzej czy później się wykoślawi i zwróci przeciw nam, kneblując usta we wszelkich żywotnych dla społeczeństw sprawach. Z kolei zgoda na swobodę w obrażaniu kogo popadnie, a zwłaszcza ludzi innych narodów, kultur i religii, w końcu doprowadzi nas już nie tylko do konfliktu, ale do wojny cywilizacji. I kto wie, czy tak jak protesty muzułmanów wydają się być stymulowane przez radykałów islamskich, tak i publikowanie obrażających muzułmanów treści nie ma charakteru prowokującego, obliczonego na wywołanie takiej wojny...

Nie mamy na to większego wpływu. Co nie znaczy, że nie mamy żadnego. Takich filmików możemy nie oglądać, a takich czasopism — nie kupować. Mniej kliknięć na stronę z obraźliwym filmikiem, to mniej wpływów z reklam. Niekupowana gazeta też w końcu splajtuje, chyba że jej wydawcy zrozumieją, że nie warto obrażać innych, bo czytelnicy tego nie kupią.

Potrzeba nam więcej szacunku dla ludzi wyznających inne wartości. I to nie tylko dla  muzułmanów, ale w ogóle dla wszystkich, którzy inaczej wierzą i których wrażliwość religijna jest inna, może nawet głębsza od naszej. Tacy ludzie mogą mieszkać obok nas. A my możemy nawet nie być świadomi, że nasze żarty z religii, cudzej pobożności, z Pana Boga lub z Panem Bogiem w treści mogą ich dotykać do żywego; podobnie zresztą jak bezmyślne nadużywanie słów „Jezu” i „jak Boga kocham” lub łączenie ich z wulgaryzmami.

Smutna konstatacja jest taka, że jak na razie nie ma mądrego, który by wiedział, jak to rozwiązać, co zrobić, by do takich sytuacji nie dochodziło, by nie ginęli niewinni — w imię czyjejś wolności wypowiedzi. Jeszcze smutniejsze jest to, że kiedy w tym samym czasie zagrożona była cześć księżnej Kate Middleton z powodu publikacji w tabloidzie jej nagich zdjęć, sąd francuski szybko znalazł sposób zmuszenia wydawcy do ich niepublikowania. Widać, jak się chce, to można. Widać też jak na dłoni, jakie priorytety ma świat Zachodu.

Olgierd Danielewicz

 

[1] Rdz 4,23.

 

[Artykuł ukaże się w miesięczniku „Znaki Czasu” 10/2012]

 

 

Podobne artykuły


17
komentarze: 107 | wyświetlenia: 2250
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1134
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1074
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 582
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 804
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 502
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 690
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 629
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 652
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 995
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 512
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Tak więc wzywa się nas do większej wrażliwości, do proporcjonalności w reakcjach, a także - i w to aż nie wierzę - do ochrony uczuć religijnych?
CYT: "Z kolei zgoda na swobodę w obrażaniu kogo popadnie, a zwłaszcza ludzi innych narodów, kultur i religii, w końcu doprowadzi nas już nie tylko do konfliktu, ale do wojny cywilizacji".
Nie wiem jak inni, lecz Chrześcijaninowi jakoś trudno ...  wyświetl więcej

Jak większość stałych bywalców Eioby zapewne wie, niedziela nie jest dla mnie dniem świętym, a pierwszym dniem tygodnia, dniem roboczym. Ale ponieważ dla moich sąsiadów to święto, więc żeby nie urażać ich uczuć religijnych nie będę tego dnia robił głośnych remontów w domu, naprawiał samochodu na podwórku itp. Arabowie są jak nasi sąsiedzi. Może nieco bardziej drażliwi i nieprzewidywalni. Ale czyż ...  wyświetl więcej

:-)
Tyle że sęk w tym, iż religijnym fanatykom nie wystarcza nasze zaprzestanie naprawiania samochodu. Tu więc chyba nie chodzi o inną skalę, a o inną jakość.
Co zaś tyczy się samej godności i obrazy czyichś uczuć, dla tego, kto ją nosi na ustach (nie w sercu), obrazą będzie cokolwiek. Nie mam więc zamiaru spędzić reszty życia śledząc muzułmańskich czy polskich fanatyków religijnych jaką też oni kolejną "świętość" nie wymyślą. O!
:-)

  jotko49,  27/09/2012

Jacku, onegdaj na Eiobie ustalono większością głosów że wolność(wszelka) jaka by nie była, kończy się tam gdzie zaczyna wolność(wszelka) drugiej strony. Wniosek nasuwał się sam - konieczny kompromis, porozumienie.
I tu jest ten szczegół w którym tkwi diabeł. Wychodzi na to że decydentom na tym za cholerę nie zależy a nawet jest on na rękę. I "po ptokach":(

Jotuniu, jeśli mówimy o decydentach – owszem. Ja jednak mówiłem o sobie: "decydencie siebie". :-)
Mówimy: "porozumienie to kompromis".
Czyżby?
Jeśli więc ja chcę (załóżmy) dźgąć pana Andrzeja nożykiem dwa razy za ten artykuł, a Ty ani razu, czy kompromisem nazwiemy dźgięcie pana Andrzeja raz? ;-)

  jotko49,  28/09/2012

Tak. Ale tylko wówczas gdy będzie to niechcący...
W trakcie dzielenia ostatniej zakąski ;)))

"Ups, przepraszam, to niechcący!" ;-)
Tak czy inaczej, jak osiągnąć kompromis z fanatykami? Przestać punktować ich fanatyzm? Pozwalać na przemoc?
Z drugiej strony, nikt nie zabroni jakimś aktorzynom grać w filmidłach jak ten, o którym tu mowa.
Może więc niech każdy niesie swoją Ewangelię Porozumienia w swoich czynach i codziennym życiu, a decydentów miejmy głęboko w "poważaniu"? ;-)

  jotko49,  28/09/2012

Słusznie Jacku. Choć przy odrobinie dobrej woli można zawsze znalezć "jakieś" rozwiązanie. Słyszałem zdaje się wczoraj że autora ostatniego filmiku zamknęli pod innym pretekstem. Będzie może sprawa uspokojona(na parę godzin), lecz co dalej? Niewiele jako jednostki możemy zrobić ale zaniechanie też jest grzeszne. Pozostaje jedynie na forach wyrażanie swej opinii dopóki dozwolona...

Jak rozwiązać problem z fanatykami? Chyba nigdy nie uda się go rozwiązać do końca, ale można zmniejszyć jego skalę i nie da się tego zrobić w kilka miesięcy czy kilka lat. To może się udać w perspektywie następnych pokoleń, bo ci, których umysły już zatruto nienawiścią, rokują bardzo małe szanse na zmiany. Trzeba zająć się przyczynami zjawiska, a nie tylko objawami. Fanatyzm i terroryzm biorą się ...  wyświetl więcej

Pierwsze ludobójstwo spadło z nieba,ludzie religijni tylko jego wole spełniają wyścigają c się pod sztandarem Allacha,BUDDY ,CZY JEZUSA WIĘCEJ Ukatrupić...każda RELIGIA MONOTEISTYCZNA I JEJ ODŁAMY SPLAMIONE SA KRWIĄ,MORDERSTWAMI,TORTURAMI,KATOLICKA W TYM prym wiedzie, nienawiść wznieca, pochody obłudy na ulicach Warszawy duch święty, czy 0.rydzyk i jego tłum jebnięty organizuje?Tolerancja,elegancja-tam GDZIE BIZNES I WŁADZA-TO DUPA BLADA,NA BIBLIĘ PRZYSIĘGAJĄ I DALEJ ZABIJAJĄ...

"Dobra wola", Jotku kochany, jest doprawdy złotem. :-)
Wolność słowa i wyznania stoi jednak - tak mniemam - ponad wszystkim, a nawet takie prowokacyjne filmidło to nic innego jak objaw czyjejś wolności słowa. Nie mówię jednak "filmidło" z racji dekonspiracyjnego tonu scenariusza, a jakości produkcji. Szkoda np., że z Muzułmanami (tymi fanatycznymi) nie ma szans na merytoryczną rozmowę nt. i ...  wyświetl więcej

Nie wiem, czy to byłoby wykonalne, ale problem w tym, że nikt nie chce się tego podjąć. Wiem, że z fanatykami nie da się rozmawiać, ale oni nie są nieśmiertelni. Na ich miejsce przyjdą następne pokolenia. Co zrobić, żeby fundamentalizm islamski zaczął wymierać wraz z tym pokoleniem? Czy to jest możliwe? Myślę, że jest, ale czy ktokolwiek ze współczesnych polityków o tym myśli? Nic mi o tym nie wiadomo. Jak ktoś posiada takie informacje, to chętnie się z nimi zapoznam.

Potrzeba nam więcej szacunku dla ludzi wyznających inne wartości. I to nie tylko dla muzułmanów, ale w ogóle dla wszystkich, którzy inaczej wierzą i których wrażliwość religijna jest inna, może nawet głębsza od naszej
A co się dzieje w"demokratycznej"nad Wisłą,JEDYNA I UPRZYWILEJOWANA-TO TYLKO TA OD WIECZNEJ Dziewicy-Polska KOŚCIOŁEM- DRZE SIĘ hrabia ,a jeszcze prezydent
Wiecej: http://eiba.pl/93

Artykuł jest bardzo aktualny i rozumowania są prawidłowe. Chciałem by tylko dodać ot co. Trzeba uczyć się rozmawiać i słuchać jeden drugiego. Nie mówić monologi, a prowadzić dialog. Jest takie "przestarzałe" pojęcie: uczucie taktu (umiejętność nie czynić i nie mówić tego, co skrzywdzi twojego rozmówcy). Właśnie to i trzeba kultywować w sobie. Uczucie taktu musi ograniczać wolność naszych wypowiedzi. Lecz żeby to wychodziło, trzeba podwyższać własny poziom kulturalny.

CYT: "Nie mówić monologi, a prowadzić dialog".
No masz ci! :-)
Tyle że do monologu, Drogi Dima, wystarczy jednostka – do dialogu już dwoje. Wytłumacz to proszę fundamentalistom, ale nie tylko im: również kompromisowiczom wolności słowa.
Zagwozdka dla Ciebie i reszty Czytelników.

To jest duży humanitarny problem, mój Druh.

Postawić Ci plusa za tę wypowiedź to stanowczo za mało:-). Wyjąłeś mi to z ust. Niestety kultura to rzadki i cenny kruszec.

"Niestety kultura to rzadki i cenny kruszec."

Na pewno, to od tego, że podtrzymywać i rozwijać kulturę w naszych społeczeństwach stanęło niekorzystne. Z punktu widzenia biznesu, bo mamy kapitalizm. Wychowywać człowieka kulturalnym kosztuje drogo, a cały dzień kręcić nakrętki na zakładzie można i z niewysokim poziomem kultury, tak czy nie? Poza tym, kulturalny, a więc duchowny człowiek nie

...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska