Login lub e-mail Hasło   

Wychodzenie z niskich energii

Jak poradzić sobie z przeszkodami, jakie stawia na naszej drodze los?
Wyświetlenia: 1.539 Zamieszczono 09/10/2012


Jak poradzić sobie z przeszkodami, jakie stawia na naszej drodze los? Jak poradzić sobie z cierpieniem fizycznym i psychicznym, z lękiem, który blokuje nas i nie pozwala odczuwać nic innego, gdy nasze myśli blokują to, czego naprawdę szukamy?

 

Jedni obwiniają innych ludzi, okoliczności zewnętrzne, doszukują się klątw, uroków. Hodują w sobie gniew, nienawiść. Zadają sobie pytania: „dlaczego mnie to znowu spotyka?” Drudzy szukają wskazówek w swoim wnętrzu i zadają sobie pytania: „czego mam się z tego nauczyć?  Niewiele osób zadaje sobie jednak to pytanie, gdyż łatwiej jest nie skupiać swojej uwagi na sobie, nie szukać w sobie winy, tylko obwiniać za swoje niepowodzenia innych, zewnętrzne okoliczności.

 

Poznanie naszego cierpienia pozwoliłoby nam uważniej przyjrzeć się dokonywanym wyborom, na ile są one „nasze” a na ile odtwarzamy wiernie i biernie program z podświadomości. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak łatwo można nas zaprogramować, zwłaszcza młode umysły, umysły tych, którzy właśnie leżą na samym dnie i cierpią z powodu depresji. Cokolwiek usłyszymy na nasz temat, już od najmłodszych lat jest zapisywane na twardym dysku naszej podświadomości. Nasza podświadomość jest karmiona przez najbliższe otoczenie różnymi wzorcami. Gdyby te wzorce były tylko pozytywne, budziłyby w nas poczucie własnej wartości, miłość i szacunek do samego siebie i innych istot. Wierzylibyśmy we własne talenty i potrafilibyśmy korzystać z nich dla dobra nie tylko swojego ale i innych. Niestety nasza podświadomość karmiona jest również negatywnymi wzorcami, które wzbudzają w nas lęki, kompleksy. Powodują, że pomniejszamy samych siebie jak również innych.

 

Metod docierania do tych lęków, ich usuwania jest wiele. Jedni korzystają z pomocy terapeutów, psychologów. Inni z pomocy doradców duchowych. Jeszcze inni zanoszą swe prośby do Boga, Aniołów. Starają się zrozumieć samego siebie, mechanizmy jakimi posługują się w życiu, które powodują, że nie potrafią poradzić sobie z przeszkodami, nie potrafią zatrzymać przy sobie partnera, a przede wszystkim wybrać go odpowiednio, nie potrafią zatrzymać szczęścia na dłużej. Jeszcze inni uzależniają się od wróżb, rytuałów, magii.

 

Najtrudniej jest przekonać kogoś, że ma wpływ na swoją przyszłość, że karty i inne wyrocznie, jak również współczesna astrologia pokazują jedynie możliwości, z których możemy lub nie, skorzystać. Nie powinniśmy oczekiwać biernie, że wróżka wyczaruje nam przyszłość „mlekiem i miodem” płynącą. Ile w takich wróżbach jest „samospełniającej się przepowiedni”? Większość interesuje jednak scenariusz na resztę ich życia, zwłaszcza szczęśliwy. Powtórzę za Buddą: „Człowiek, który posiadł pewną wiedzę, nie będzie sądził, że szczęście i cierpienie nie mają przyczyny”.

 

Każdy z nas wolałby aby nieszczęścia go omijały. Nie możemy jednak zaprzeczyć temu, że w ciągu 10 minut cierpienia uczymy się więcej niż w ciągu 10 lat życia w szczęściu i dobrobycie. Wystarczy spojrzeć na małe dziecko, które musi wszystkiego spróbować, które nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń, jakie na nie czyhają na każdym kroku. Nie wystarczy powiedzieć „nie ruszaj, to niebezpieczne, gorące”, gdyż dziecko musi spróbować na własnej skórze doświadczyć bólu, aby zapamiętać, że ogień parzy.  

 

Gdyby jednak istniał jakiś cudowny sposób, jakieś jedno magiczne słowo, po wypowiedzeniu którego nasze życie odmieniłoby się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Gdybyśmy znaleźli zaczarowany pierścień; gdyby naszą matką chrzestną okazała się być Wróżka; gdyby coś lub ktoś mógł zmienić nasze życie, zlikwidować nasze problemy, zwrócić nam ukochaną osobę, przedmiot, pieniądze – któż z nas nie skorzystałby z tej możliwości?

 

Zupełnie naturalnym jest to, że w pierwszej kolejności szukamy cudownego rozwiązania, magicznego przepisu na szczęście, gdyż od dziecka karmieni jesteśmy baśniami, od dziecka towarzyszą nam rytuały, słyszymy i czytamy o ludziach, w których życiu dzieją się cuda. Dlaczego i w naszym nie mogłyby się zdarzyć? W świecie marzeń żyje się łatwiej, niż tu i teraz. Wszystko jest dostępne od zaraz, wystarczy o tym pomyśleć, wyobrazić to sobie, zapragnąć i mieć. Skupiając się na materii, posiadaniu, odwracamy swoją uwagę od ducha, od boskiej cząstki w nas samych. To, co jest na zewnątrz może nas zranić, oszukać, porzucić ale to, co jest w nas, niezależne od innych, trwa z nami wiecznie.

 

Cywilizacja, nadmiar informacji, tempo życie, łatwość, dostępność wszystkiego wręcz w nadmiarze powoduje, że każdy problem zostaje „upiększony” ale tylko w naszej wyobraźni. Jesteśmy jak małe dzieci w sklepie pełnym zabawek i nic już nas na dłużej nie cieszy. Co w takim razie mamy zrobić? Przecież nie wyjedziemy wszyscy do puszczy, nie zrezygnujemy z komputerów, telewizji, telefonów komórkowych. Ale możemy zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć najpierw sobie samym, a następnie innym ludziom w naszym otoczeniu. Przestać podchodzić do życia życzeniowo. Pokochać samych siebie, naszych rodziców, krewnych, znajomych. Zacząć traktować innych tak, jak chcielibyśmy aby ktoś traktował nas. Postarać się zobaczyć w innym człowieku innego siebie.

 

Zmieniając siebie, wzorce ukryte w naszej podświadomości, zmieniamy własną energię, podnosimy jej poziom, wzmacniamy aurę. Przestajemy myśleć i postrzegać siebie i otaczający nas świat przez pryzmat własnego pożądania rzeczy, okoliczności czy drugiego człowieka.

 

Uważam, że nie mamy wpływu na innych ludzi, a jedynie na samego siebie. Nic i nikt nie jest nam dany na zawsze. Nic i nikogo nie możemy zatrzymać przy sobie na siłę. Wszyscy podlegamy nieustającym przemianom. Jedni zmieniają się szybciej, inni wolniej. Z tego powodu, jedni odchodzą od nas a na ich miejsce pojawiają się drudzy. Wszechświat nie znosi próżni.

 

Gdy stajesz w obliczu problemu spróbuj spojrzeć na siebie i swoje życie z poziomu duszy, a nie przez pryzmat własnej chęci posiadania i zastanowić się, czy aby nie zboczyłeś z drogi, którą obrała sobie Twoja dusza wybierając to konkretne wcielenie? Wcielamy się, aby doświadczać pozytywnych jak i negatywnych lekcji. Służą one dojrzewaniu naszej duszy. Tylko od nas zależy, czy wyciągniemy z tych doświadczeń konstruktywne wnioski, czyli przerobimy lekcje, zdamy egzaminy, zrozumiemy, że cokolwiek nas spotyka, czegokolwiek doświadczamy ma swój wyższy cel.

 

Poszukaj odpowiedzi we własnym wnętrzu. Ucisz natłok myśli poprzez medytację, jogę, ćwiczenia rozciągające. Sięgnij po lekturę dotyczącą rozwoju duchowego. Nie uzależniaj się od rytuałów, magicznych symboli, wróżb, bo każde uzależnienie doprowadza do choroby, obsesji, niszczy nas od środka.

 

Skoro przyjmiemy założenie, że wszystko ma swój wyższy cel to, w pierwszej kolejności ów cel powinniśmy spróbować odkryć. Cel naszego wcielenia, spotkania z drugą osobą, cel doświadczeń jakim właśnie jesteśmy poddawani.

 

Mam nadzieję, że wzajemnie będziemy wpływać na siebie, dokonywać zmian w nas i w otaczającym nas świecie.

 

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1584
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 906
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1174
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1191
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 757
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 727
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 453
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1024
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 572
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 726
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 501
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 716
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 985
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Delgor,  10/10/2012

O! Jak miło, że mogę jako pierwszy skomentować! Dziękuję Aniu za wzmocnienie drogi, którą obrała niedawno moja dusza. Co prawda nie mamy (przynajmniej nie przytaczasz ich w Twoim artykule) dowodów naukowych na istnienie czegoś takiego jak aura, energia (chyba chodziło o czi?) czy wybieranie wcieleń przez dusze, ale mogę powiedzieć z własnej empirii, że medytacja połączona z modlitwą i ćwiczeniami ...  wyświetl więcej

  swistak  (www),  10/10/2012

Całkiem do rzeczy, a nawet do ludzi

Przede wszystkim chodzi mi o ludzi, a nie o "Świętych za życia". Jesteśmy tylko ludźmi i popełnianie błędów leży w naszej naturze. Tylko od nas zależy, czy wyjdziemy z tego silniejsi:)

  swistak  (www),  10/10/2012

Jezus kochał grzeszników. Polecam całą Marię Valtortę. Wspaniała pasjonujaca lektura mistyczki o zyciu Mesjasza.
http://www.objawienia.pl/valto(...)al.html

Podany wyzej link jest zbedny.
Religijna publicystyke Pani Valtorty znajdziecie nie opuszczajac portalu Eioba.
http://www.eioba.pl/swistak/articles



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska