Login lub e-mail Hasło   

"Miłość", czyli o bezradności

Człowiek potrafi polecieć i wylądować na Księżycu, klonować zwierzęta, przeszczepić serce, ale do tej pory nie poradził sobie ze starością i cierpieniem.
Wyświetlenia: 1.295 Zamieszczono 08/11/2012

 

Na początku jest zakończenie, do mieszkania włamuje się policja, aby odkryć w pokoju zmarłą kobietę, z głową na poduszce obsypanej kwiatkami.

Następna scena to sala teatralna i widzowie słuchający koncertu. Wśród nich starsi państwo, emerytowani nauczyciele muzyki,  Anna (Emmanuelle Riva) i George (Jean-Louis Trintignant). Wracają do domu, zauważają, że ktoś nieudolnie próbował się włamać do ich mieszkania. Nazajutrz przy śniadaniu Anna na dwie minuty traci kontakt z otoczeniem.

Tak się zaczyna opowieść o miłości, przyjaźni, odpowiedzialności, bezradności w chorobie i starości. Bo operacja, która miała pomóc nie udała się, Anna ma bezwładne nogi i jedną rękę. To całkowicie ją uzależnia od otoczenia, a jest nim głównie mąż. Bez narzekania opiekuje się nią – kroi kawałki mięsa, pomaga ubrać dolne części odzieży w toalecie, myje jej głowę. Niestety przychodzi drugi wylew i Anna już tylko leży. Mąż ją karmi, uspokaja głaszcząc po ręce i opowiadając o dzieciństwie.

Dozorczyni robi im zakupy i sprząta, pielęgniarka pomaga w opiece. Córka Ewa (Isabelle Hupert) boi się o ojca i namawia go, aby oddał matkę do szpitala.

Akcja toczy się w pięknym mieszkaniu, wypełnionym książkami, płytami i obrazami. W salonie stoi fortepian. Choć bohaterowie całe życie związani są z muzyką reżyser bardzo oszczędnie ją dozuje. Film raczej jest pełen codziennych dźwięków – szum wody z kranu, kroki, stukanie do drzwi, trzepot skrzydeł zabłąkanego gołębia, który wleciał przez okno,

W retrospekcjach widzimy migawki z życia bohaterów. Niektóre sceny dzieją się ni to na jawie, ni we śnie. Czasami George widzi żonę grającą w domu na fortepianie, a okazuje się, że słucha muzyki z płyty.

Reżyser Michael Haneke doskonale wybrał aktorów. Są okrutnie prawdziwi – bez widocznego makijażu, z czerwonymi obwódkami wokół oczu, plamami na dłoniach, zmarszczkami.

Jest to też film o eutanazji – ale nie zdradzę dlaczego.

Człowiek potrafi polecieć i wylądować na Księżycu, klonować zwierzęta, przeszczepić serce ale do tej pory nie poradził sobie ze starością i cierpieniem.

 

 

Podobne artykuły


53
komentarze: 43 | wyświetlenia: 5447
40
komentarze: 12 | wyświetlenia: 59178
37
komentarze: 17 | wyświetlenia: 5159
37
komentarze: 61 | wyświetlenia: 13217
36
komentarze: 8 | wyświetlenia: 17439
36
komentarze: 20 | wyświetlenia: 24681
36
komentarze: 10 | wyświetlenia: 93236
35
komentarze: 31 | wyświetlenia: 10939
34
komentarze: 65 | wyświetlenia: 3023
31
komentarze: 30 | wyświetlenia: 3577
31
komentarze: 54 | wyświetlenia: 7397
23
komentarze: 40 | wyświetlenia: 8223
23
komentarze: 5 | wyświetlenia: 4019
22
komentarze: 16 | wyświetlenia: 7784
 
Autor
Artykuł



  greenway,  08/11/2012

Poruszający film. Skłania do wielowątkowej refleksji. Upomina się o lepszą cząstkę nas samych. :)

Tak wlaśnie jest, dziękuję za komentarz.

  Noemi*,  08/11/2012

We mnie para staruszków trzymających się za ręce jest widokiem, który zawsze wzbudza pozytywne emocje, a w sercu pojawia się rosnąca nadzieja, że miłość aż po grób istnieje. A może jestem tylko nadmiernie sentymentalna?:)

Noemi - rzadki to widok, niestety
pozdrawiam A.

  mojra  (www),  09/11/2012

Pewnie bez eutanazji nie byłoby sponsorów

  Amicus,  09/11/2012

"Jest to też film o eutanazji – ale nie zdradzę dlaczego."
Alodio, nie zdradzaj.
Mojra już nam wszystko wyjaśniła ;)

Mojra czyli bogoni losu, z taką polemizować nie można.

W zachodniej Europie będzie powstawać coraz więcej wyciskających łzy filmów o... faktycznie eutanazji. Mamy coraz starsze społeczeństwa, a coraz mniej pieniędzy na opiekę medyczną, zwłaszcza osób starszych, gdyż w starość pojawia się większość z chorób wymagających intensywnego i drogiego leczenia. Na Zachodzi coraz głośniej mówi się o eutanazji. Niektóre państwa już ją wprowadziły. Inne chcę, ale ...  wyświetl więcej

@ Andrzej S. - aż o takie wyrachowanie reżysera nie podejrzewam. Ale pożyjemy - zobaczymy. Lub nie.
Dziekuję za komentarz.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska