Login lub e-mail Hasło   

Kościół, którego nie muszę się wstydzić!

Podczas rozmów na temat Boga pojawia się wiele pytań, ale jedno niesie w sobie szczególny ładunek emocji: Do którego kościoła należysz?
Wyświetlenia: 2.137 Zamieszczono 17/11/2012

Chciałbym więc odpowiedzieć wszystkim tym, którzy nalegają wytrwale o podanie religijnej przynależności. Jestem szczęśliwcem, gdyż nie muszę zmieniać tematu, gorączkowo szukać wymijających odpowiedzi i przepraszać już teraz za to, co napiszę za moment. Jestem szczęśliwcem, gdyż Kościół, do którego należę jest najbardziej elitarną wspólnotą ze wszystkich.


Mój Kościół nie powstał w 1904 roku. Nie powstał też w 1517 lub nawet 1054. Rozpoczął się wraz z ostatnim uderzeniem serca rozpiętego na krzyżu cieśli. Akt założycielski zawierał tylko dwa słowa, wykrzyczane resztkami tchu wykonało się! Ostre gwoździe zastąpiły królewską pieczęć, nadając moc wiążącą najpotężniejszym słowom w historii. Gdy zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, Bóg powołał Zgromadzenie Wezwanych (gr. ecclesia). Mówić, że mój Kościół został założony przez apostoła Piotra, Marcina Lutra, Jana Kalwina, Jana Wesleya czy Karola Parhama to tak jakby powiedzieć, że łopata zasadziła jabłoń. Zgromadzenie Wezwanych usłyszało głos Boga, gdyż ujrzało życie Człowieka. Stwórca przemówił do ludzkości Chrystusem, zawierając w Nim pasjonującą opowieść miłości. A tym, którzy Go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi. Tym, którzy otworzyli szeroko drzwi życia dla oczekiwanego Gościa. Tym, którzy zeszli z tronu swojej rzeczywistości, rozumiejąc, że Król Królów nie oczekuje akceptacji, lecz abdykacji. Mój Kościół nie ma więc specyficznej nazwy, nie chełpi się zgrabnie dobranym akronimem lub wymyślnym hasłem. Po prostu nie potrzebuje wyróżniać się spośród innych grup religijnych poprzez położenie akcentu na którąkolwiek z doktryn. Jest katolicki (powszechny), gdyż obejmuje swym zasięgiem każdą część świata, otwierając bramy dla wszystkich strudzonych poszukiwaczy prawdy. Jest prawosławny i ortodoksyjny tak samo mocno jak baptystyczny czy zielonoświątkowy. Mój Kościół nie jest pojedynczym drzewem na mapie świata, lecz ogrodem, który zawiera w sobie różnorodne lasy wyznań i denominacji. Niektóre z drzew są już spróchniałe i chylą się ku upadkowi, inne dopiero kiełkują, wyciągając do nieba małe gałązki. Różnią się wielkością, siłą i rodzajem owocu, ale wszystkie posiadają w sobie życie. Oddychają i owocują, gdyż zapuściły korzenie w życiodajnej glebie Ewangelii. Niektóre z drzew żyją już tylko we wspomnieniach i starych fotografiach, inne są na razie zbyt małe, by można je było uwiecznić. Smutne szkielety wielu rosłych niegdyś dębów zdają się prosić o moment uwagi, rzucając w powietrze poruszające ostrzeżenie. Małe, barwne pisklęta przychodzą na świat w licznych gniazdach, rozsianych obficie na rozległych połaciach lasów. Dopóki nie wzbiją się w swój pierwszy lot, gałąź będą nazywać ogrodem, a gniazdo ojczyzną. Dopiero krążąc po raz pierwszy nad koroną drzew, dostrzegą ze zdumieniem nieznaną wcześniej rzeczywistość. Gęsty ogród ciągnie się niczym złocista smuga przecinająca niebo, nie mieszcząc się w ciasnej przestrzeni horyzontu. Młode ptaki przeżyją moment objawienia trudnej, lecz pięknej prawdy – rodzinne gniazdo nie jest ogrodem, nie jest nawet stolicą ogrodu. Przypomina jedną z niezliczonych wsi rozsianych po skąpanych w słońcu wzgórzach. I choć będą wracać do gniazda z ukłuciem wdzięcznej miłości, nigdy więcej nie będą dzielić mieszkańców ogrodu na swoich i obcych.

Największym zmorą tutejszego świata nie są groźne, podziemne larwy, ale nierozumni ogrodnicy. Potrafią biegać, z zapałem godnym lepszej sprawy, dookoła swoich drzew, mówiąc, że wszystkie inne są chore i fałszywe. Mówią, że jabłoń jest lepsza niż grusza, a jesion bardziej prawdziwy od dębu. Liczą słoje, porównują gałęzie i smakują owoc, krzycząc głośno: Ogród jest tam, gdzie jesteśmy my! Nie chcą pamiętać słów Właściciela, który, zanim opuścił na jakiś czas swoją własność, apelował gorliwie o jedność. Drzewa będą próchnieć, upadać i zamieniać się w proch, ale ogród będzie trwał. Mimo chwastów grzechu, które od czasu do czasu przynoszą śmierć i psują Właścicielowi reputację. Mimo burz niezrozumienia i huraganów herezji. Mimo wilków w owczej skórze i elitarnych oddziałów wroga – Kościół będzie trwał!

 

Pytasz, kto należy do mojego Kościoła? Lista jest zbyt długa, by można ją było rozwinąć i zbyt wspaniała, by ktokolwiek zdołał przeczytać ją bez westchnienia zachwytu. Wezwani usłyszeli boski głos w ciesielskich warsztatach Azji i błotnistych lepiankach Czarnego Lądu. Niektórzy na rybackich łodziach i bezkresnych ziemiach Ameryk, a jeszcze inni w dostojnych salach europejskich uniwersytetów. Ten imponujący pochód niezliczonej rzeszy ludzi, przemierza  wytrwale szlaki historii, ogłaszając imię Nieznanego Boga. C. S. Lewis kroczy dostojnym krokiem obok tańczącego analfabety, a Dietrich Bonhoeffer podziwia wraz z Augustynem gwiazdy. Gdzieś obok chińscy chrześcijanie śpiewają poruszające hymny, a do chóru szczęśliwych głosów dołącza Tomasz z  Kempis. Apostoł Paweł głosi na temat prześladowań, spoglądając z bólem na łzy kapiące z oczu Corrie Ten Boom. Jan Kalwin prowadzi z Marcinem Lutrem gorący spór, a Maria Magdalena modli się cicho o pokój. Soren Kierkeegard marszczy zatroskane czoło, pisząc z bólem o problemach chrześcijaństwa, podczas gdy Jan Newton tłumi wzruszenie, portretując łaskę w poruszających zwrotkach Amazing Grace. Hudson Taylor plecie długi warkocz, narażając się na kpiny współpracowników, a Jan Knox woła w swoim maleńkim pokoju: Boże, daj mi Szkocję albo mnie zabij! Zatroskani teolodzy dopisują kolejny wyraz do definicji wiary, a płaczące matki dodają kolejną łzę do jej demonstracji. Oto mój Kościół! Miliony bezimiennych ust niosących światu prostą wiadomość o Człowieku, który pokonał śmierć. Różnią się formą zewnętrznej liturgii i  sposobem wyrażania uwielbienia, przeżywając jednak to samo wewnętrzne zbawienie. Nie ma wśród nich nieomylnych herosów wiary, wyrastających dumnie ponad tłum. Jeśli idą ze spuszczonymi głowami, to nie dlatego, że przerośli swoją epokę -  po prostu nie chcą zgubić śladu Przewodnika. Wszyscy słabi, wszyscy potrzebujący, wszyscy wątpiący. Wszyscy zasłuchani w kazanie Stwórcy, który przemówił do nas przez Syna. Przemierzają historię niczym podróżni odkrywający nieznane lądy – błądzą po bezdrożach kłamstwa, ale tylko po to, by mocniej pokochać Prawdę. Niektórzy chowają w najgłębszych kieszeniach płaszczy rozpaczliwe pytania, inni rzucają je w górę, próbując rozedrzeć milczące niebo. Ciche modlitwy mnichów mieszają się z żywiołowym wołaniem zielonoświątkowców, a surowi purytanie klęczą tuż obok tańczących, murzyńskich baptystów. Jonathan Edwards głosi kazanie z kartki, nie śmiąc się poruszyć, a Billy Sunday biega po scenie nie śmiąc się zatrzymać. Wśród tysięcy słów jedno góruje ponad zgiełkiem niczym rodezyjski kolos ponad ogródkowymi krasnalami. Jezus! Jesús! Исус! Yesus! Ježiš! Jak niewidzialna nić łączy pokolenia, rzuca kładki nad przepaścią tradycji i kładzie mosty nad rwącymi nurtami kultury. Tak, jeśli słońce jest centrum naszego układu, to Chrystus jest słońcem mojego Kościoła. Wszystko obraca się wokół niego, a on pozostaje nieporuszoną gwarancją życia. Zastępy doktryn składają mu pokłon posłuszeństwa, wiedząc, że właściwe jest tylko to, co jest chrystusowe. Nikt nie może zająć jego miejsca, gdyż nikt nie jest Życiem. W moim Kościele dłonie wszystkich świętych albo wskazują na Chrystusa albo nie należą do świętych. W powietrzu rozbrzmiewa pokorny głos matki Jezusa, gdy woła z cichą pasją: Wszystko, co wam powie, czyńcie! Nawet najzdolniejsi gwiazdorzy megakościołów gasną w obecności Porannej Gwiazdy jak tanie latarki w blasku letniego słońca. Tutaj najważniejszych zdań nie rozpoczyna się od ja, lecz od On. Ktokolwiek tego nie rozumie, nigdy nie był częścią wielkiej, chrześcijańskiej historii. Najwyraźniej nie wszedł nawet na pomost przerzucony nad rwącą rzeką niewiedzy i kłamstwa. Oto mój Kościół. Wpatrzony w Syna tak mocno, że ktokolwiek spogląda mu w oczy dostrzega surowy zarys Golgoty.

Ścieżka rozwidla się w tym miejscu, stawiając nas wszystkich przed wyborem. Można pójść najprostszą z dróg i uznać się za depozytariusza najpełniejszej interpretacji prawdy. Wybrańca pośród wybranych, obdarzonego wyjątkowym i absolutnym poznaniem. Można pogardzić innymi drzewami, tylko dlatego, że wyrosły w bardziej zaciemnionym miejscu niż nasze. Można nazwać gniazdo ojczyzną i bić się z każdym cudzoziemcem. Jednak nasze małe księstewka w porównaniu z Bożym Królestwem zawsze będą tym, czym domki z klocków lego w porównaniu z Paryżem. Wkrótce zamienią się w proch, a pamięć o nich umrze wraz ze zniszczeniem ostatnich pamiętników. Musimy pamiętać, że jesteśmy jedynie częścią wielkiej historii, małym epizodem w boskim opus magnum. Niesiemy przez moment sztandar, ale już za chwilę znajdzie się w dłoniach kolejnego pokolenia. Kościół jest wspaniałym pejzażem Chrystusa, złożonym z tysięcy różnorodnych puzzli. Pozbawiając się kontekstu istnienia, dołączamy do tysięcy sekt i ugrupowań, które postanowiły w pojedynkę reprezentować Boga. Nie muszę chyba dodawać, że Bóg nigdy nie udzielił im pełnomocnictwa.

Kiedy o tym myślę, czuję się niezmiernie szczęśliwy. Nie ma większego przywileju niż być kroplą atramentu pozostawioną przez Boga na kartach historii. Nie większą, nie lepszą, nie mądrzejszą od innych, ale jednak – kroplą, która narodziła się w sercu Stwórcy.

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1594
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 915
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1181
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1198
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 765
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 755
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 459
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1030
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 584
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 731
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 506
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 722
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 993
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  17/11/2012

...abyście się wzajemnie miłowali...

...amen. :-)

  swistak  (www),  17/11/2012

Miłość Jezusa, jest na wyciągniecie nie ręki, lecz drgnienia wzruszonego pokornego serca. Już w ewangelii po zmartwychwstaniu pokazał apostołom , że jako Bóg może w tej samej chwili towarzyszyc kazdemu człowiekowi i spieszyć mu z pomocą, Ta żywa obecność Jezusa, Boga Ojca, Ducha Świętego i Maryji w życiu wiernych nadaje ich życiu sens, czyniąc je niesmiertelnym i wiecznym

Ta nieśmiertelność drogi Świstaku niesie z sobą cierpienie. Czyli Bóg zgadza się byśmy miłowali i cierpieli zarazem. Co więcej - w cierpieniu możemy odnaleźć drogę do zbawienia. I tym stwierdzniu, Bóg ... jest nadzwyczaj ludzki! To tak, jakbyśmy odczytywali jego intencje przez pryzmat ludzkiego jestestwa. I być może innego, możliwego odczytania Boga nie ma. Bo to, kim Bóg jest - określa człowiek!

Do miejsca o Maryji (a także po), zgadzam się ze Świstakiem w 100% i przeżywam swoją wiarę tak samo. Miło mieć braci w wierze. :->

Piękne słowa, Desipere – ciężkie do obalenia przez "ludzkie" serce. :-)

  eugen,  23/11/2012

Swistak, wypowiadasz się w imieniu jednej z wielu istniejących na naszej Ziemi religii, i tak to odbieram.
Każdy ma prawo kochac, czcic To co uważa za najszlachetniejsze i najdoskonalsze. Nie ma natomiast prawa słowem, przymusem czy siłą i zniszczeniem przymuszac do wielbienia swojej Idei co czynią na co dzień gorliwi wyznawcy niektórych religii Świata. Oczywiście, o wiele doskonalszy mieli ...  wyświetl więcej

W powyższej wypowiedzi Świstaka nie widzę takich tendencji, tj. przymuszania do swojej "ideologii".
Natomiast idea więcej niż jednego Boga - to jest dopiero to, co nas najbardziej zabija. Świat sprzecza się czyj bóg jest prawdziwy lub lepszy, a sprzecza się nie tylko ustami światowych wodzów, a szeregowych fanatyków. Jaka różnica czy ci fanatycy mają w dłoni kałacha, czy różaniec? Serce - p ...  wyświetl więcej

  eugen,  23/11/2012

Spokojnie Jacku, nie mam zamiaru dołowac Swistaka - to co wykonuje to nie tylko wiara ale jego praca którą wykonuje z całym oddaniem sprawie. To najbardziej w nim doceniam. Takich oddanych emisariuszy mają tylko nieliczne religie.
Nie pisałem, że On przymusza... czynią na codzień gorliwi wyznawcy niektórych religii Świata.
To jest już bardzo groźne - jak organizacja swojej armii...

Jeśli będzie w tym miłość bliźniego - czemu nie? :-)
Wiem, wiem - razi tu Ciebie pewnie ta "armia", ta "walka o wiarę"? Pocieszam więc: nie Ciebie jednego. :-)

Bartoszu, uznanie i jeszcze raz uznanie za to piękne wyłuszczenie Prawdy w połączeniu ze swym świadectwem. :-)
Do takiego właśnie Kościoła przystąpiłem i ja, już w 2008r. Pozwól - bo to chyba dobre miejsce - by podzielić się historią jak do tego doszło: www.eioba.pl/a/3s1x
CYT.: "…nierozumni ogrodnicy. Potrafią biegać, z zapałem godnym lepszej sprawy, dookoła swoich drzew, mówiąc, że wszystkie inne są chore i fałszywe." – RO-DZY-NEK! :-)

Jacku, dziękuję za komentarz i link do Twojej historii. Jako że nie dysponuję teraz większą ilością czasu, obiecuję przeczytać w wolnej chwili :) Pozdrawiam serdecznie!

Trzymam za słowo i przepytam ze znajomości tekstu. ;-)

  antyk,  24/11/2012

:-) Każdy kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem (Chrystusem) z Boga się narodził i jest w Jego Kościele. Należy tym samym do świętych, nie z uwagi na siebie lecz z uwagi na Tego który uświęca. Ot i cała prostota. Jesli ktos twierdzi że pełnia zbawienia jest w jego kosciele, wywyższa kościół ponad Załozyciela, a to już, niestety z innego ducha.
Pozdrawiam.

...a takich "duchów" są tylko dwie sztuki do wyboru.
:-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska