Login lub e-mail Hasło   

Koński los

Dlaczego ludzi ciągnie do koni...? Czyżbyśmy czuli podświadomie, że my ludzie dzielimy z nimi wspólny los...?
Wyświetlenia: 3.342 Zamieszczono 24/11/2012

Dlaczego tak wielkie zwierzęta jak konie dają się ułożyć? Wnioski z obserwacji zdziczałych tabunów.

Panujemy nad końmi, bo umiemy wykorzystać ich naturalne poszanowanie hierarchii stada i umiejętność współpracy. Stosując selekcję hodowlaną wyeliminowaliśmy osobniki najbardziej niezależne i tym samym poszerzyliśmy terytorium naszych wpływów. Ale najsilniejszą naszą bronią było zdecydowanie.

Pewnie nie raz widzieliście taki obrazek -  mała dziewczynka prowadzi wielkiego konia. Czy zadaliście sobie wtedy pytanie: dlaczego to duże zwierzę, ważące ponad 500 kilogramów, poddaje się woli dziecka?

Dlaczego? Bo przywykliśmy, że tak po prostu jest, że konie są zawsze z nami i my za nie decydujemy. Wyprowadzamy z boksów, przeprowadzamy na pastwiska, wyprowadzamy dla weterynarza, dla kowala, na jazdę. Taka jest nasza codzienność.

Skoro tak było od zawsze i tak jest, więc o co tu pytać? 

Gdy patrzymy na wolne, dzikie mustangi oraz człowieka przystosowującego ich do do życia w niewoli, to widoczna jest ich rozpaczliwa walka o odzyskanie wolności, która zawsze kończy się porażką koni. Nawet najdziksze chodzą po jakimś czasie posłusznie pod siodłem. A wydawałoby się, że raczej zginą, niż dadzą się okiełznać. Co takiego w stosunkowo krótkim czasie dzieje się z ich psychiką, że idą na wierną służbę człowiekowi?

Czy konie zawsze były takie? Jeśli tak, to dlaczego? A jeśli nie...?

Konie trudne i łatwe

Konie starych ras mają opinie trudniejszych. Achałtekińce, starsze od arabów, bywają krnąbrne, złośliwe, potrafią zaatakować człowieka. Są szczególnie nieufne wobec obcych. Tak samo jak konie kaukaskich Czerkiesów, czyli konie kabardyńskie. Hodowcy, miłośnicy i znawcy arabów podkreślają ich szczególny charakter, mówiąc, że stają się partnerem dopiero wtedy, gdy poznają człowieka i zaufają mu. Achałtekińce i konie kabardyńskie łączy twardość charakteru i większa doza niezależności. Te stare rasy funkcjonują z powodzeniem do dziś i mają ogromny wpływ na współczesne rasy koni. Ale twardość ich charakteru nie jest już cechą wyróżniającą koni powszechnie dziś użytkowanych w rekreacji czy sporcie. 

Na drugim biegunie jest wiele ras mających opinie przyjaznych człowiekowi, jak irlandzki cob, któremu przypisuje się poczucie humoru co jest już oznaką wyższej inteligencji,  jak amerykański quarter horse, czy kuc walijski.

Kto pracował z hucułami, szetlandami albo konikami polskimi dorzuci jeszcze jedną grupę koni - bardzo nieszkodliwych do momentu, gdy się od nich zacznie wymagać więcej. Kiedy przekroczy się granice ich uległości wobec człowieka przechodzą metamorfozę. Kiedy próbuje się od nich coś wymusić „na siłę” mogą nawet zareagować niebezpiecznie. To konie ras prymitywnych, doskonale radzących sobie w najtrudniejszych warunkach.

Eksperyment Bielajewa

Dlaczego konie tak łatwo ulegają człowiekowi zapytałem etologa profesora Tadeusza Jezierskiego, który swego czasu badał koniki polskie w Popielnie. To robota człowieka, odpowiedział profesor i przypomniał słynny eksperyment na lisach. W roku 1950 rosyjski uczony prof. Dymitr Bielajew postanowił odtworzyć na Syberii proces  udomowienia psa. Spośród srebrnych, dzikich lisów wybierał do hodowli te najbardziej uległe. Nie zajmował się ich oswajaniem ani tresurą. Chciał zbadać mechanizm naturalnej selekcji. Już w dziesiątym pokoleniu 18 proc. lisów było udomowionych. W dwudziestym było ich dwa razy więcej a dzisiaj, po 60 latach od startu eksperymentu, 80 proc. tych zwierząt jest przyjazna wobec ludzi. Lisy Biełajewa przestały być strachliwe, a stały się ciekawskie. Wydzielały mniej adrenaliny niż ich dzicy bracia, a więcej - poprawiającej nastrój - serotoniny.
I co chyba najciekawsze w tym eksperymencie - zaczęły zmieniać się zewnętrznie. Z pokolenia na pokolenie psiały. Rodziło się coraz więcej osobników z  zakręconymi ogonami, z oklapniętymi uszami, oraz mniejszych i większych rozmiarów a także  różnych maści.

Koń wyselekcjonowany
Człowiek udomowił psy około 14-15 tys. lat temu. Konie  udomowiono dużo później. Kiedy? Dokładnie nie wiadomo. Najnowsze badania  wskazują, że ok. 5,5 tysiąca lat temu w jednej z kultur na terenie dzisiejszego Kazachstanu konie były użytkowane pod siodłem. Ale prawdopodobnie udomowiono je wcześniej, gdzieś na stepach pomiędzy Kazachstanem a Ukrainą.

Dzięki koniom wymiana myśli stawała się szybsza, armie mogły przemierzać kontynenty, mogła rozwijać się cywilizacja. Człowiek rozpoczął też selekcję hodowlaną pod swoje potrzeby. Jego ingerencja eliminowała osobniki nie dające się ujarzmić, aczkolwiek niewątpliwie do celów militarnych potrzebne były konie odważne i zadziorne. Czy nie takie są wspomniane achałtekińce, konie ludów wojowniczych?

Jak niezależne mogły być dzikie konie widać po zachowaniach koni Przewalskiego. W Rosji próbowano wykorzystać je do pracy pod siodłem, ale tylko w jednostkowych przypadkach udało się ich dosiąść. Uczestnicy ekspedycji ściągających  je z Azji Środkowej do europejskich  ogrodów zoologicznych wspominali o odwadze ogierów, które broniąc swoich haremów rzucały się odważnie na łowców. Udawało się jednak wykorzystywać urodzone w niewoli konie Przewalskiego do zaprzęgów w zoo. Ale być może nie były to czyste egzemplarze tego gatunku. Kiedy miejscowe ludy zorientowały się, że przybysze z Europy dobrze płacą za dzikie konie, wciskały im swoje, podobne do koni Przewalskiego.  

Prof. Tadeusz Jezierski obserwował w Popielnie krzyżówkę konika polskiego z koniem Przewalskiego. Źrebak zachowywał się zupełnie inaczej niż reszta stada. Na widok człowieka tak kłapał pyskiem w odruchu przerażenia, że było go słychać z daleka. Nie dawał do siebie podejść. Rozpaczliwie chował się za matkę, był zdecydowanie bardziej nieufny niż pozostałe konie.

Przy końcu lat 70. ubiegłego wieku dr Krzysztof Skorupski, trener i znawca końskiej psychiki, publikował „ Koniu Polskim” swoje obserwacje z ZSRR. Opisał między innymi takie zjawisko: gdy ogier tabunowy widzi, że pilnujący stada jeźdźcy odganiają je od zasiewów, to włącza się do pomocy ludziom. Tak samo, naśladując zachowania ludzkie,  wgania klacze do specjalnego ogrodzenia, gdzie się je doi by zrobić kumys. To nie są wnioski z obserwacji dzikich koni, bo takich już nie ma. Dzisiaj mamy do czynienia albo z końmi zdziczałymi, ale to bardzo rzadko, lub - częściej - hodowanymi na wolności.

Konie dają się więc stosunkowo łatwo ułożyć, bo człowiek wyeliminował z hodowli osobniki najbardziej niezależne. Udomowionego konia od jego dzikich przodków dzieli parę tysięcy lat obcowania z ludźmi. Podobnie jak dzisiejsze psy i wilki.

Ale dlaczego konie na to pozwoliły? Odpowiedzi chyba należy szukać w strukturze końskiego stada i jego poszanowaniu hierarchii.        

Obserwacje prof. Tadeusza Jezierskiego 

Propagowana przez naturalistów (ruch naturalnego jeździectwa, który stał się popularny w USA przy końcu  XX wieku coraz bardziej wpływa na jeździectwo klasyczne )  wiedza o strukturze końskiego stada za jego przewodniczkę uznaje najbardziej doświadczoną klacz. Moje indywidualne obserwacje nie pozwalały mi jednak uznać tego twierdzenia za pewnik. Zapytałem więc profesora Tadeusza Jezierskiego wprost: - Kto rządzi końskim stadem? Profesor odpowiedział, że to zależy od sytuacji. Kto inny decyduje o kierunku przemieszczania się stada, kto inny aktywizuje się, gdy idzie o dostęp do ograniczonego zasobu (wody lub jedzenia), a jeszcze kto inny, gdy stado staje w obliczu niebezpieczeństwa.  Prof. Jezierski przez 320 dni obserwował stado kilku koni w Instytucie Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu pod Warszawą (badanie nie publikowane). Codziennie rano sprawdzał w jakiej kolejności wychodzą one na padok, w jakiej kolejności wracają i co się dzieje, gdy na drodze stada pojawia się coś nieznanego, potencjalnie mu zagrażającego. Okazało się, że inny koń wyprowadzał stawkę w - powiedzmy - nieznane, czyli z bezpiecznej stajni na padok. Inny prowadził grupę na południowe karmienie, a jeszcze inny - zawsze ten sam - był niejako delegowany przez inne by ocenić zagrożenie. Koń ten w  stadzie zawsze szedł trzeci. Hierarchia tego stada nie była stała, zmieniała się w ciągu roku. Burzył ją na przykład przychodzący na czas krycia klaczy ogier, albo wewnętrzne utarczki w grupie.

W naturze ogier tworzy harem i pilnuje jego spoistości. I w tym sensie rządzi grupą. Natomiast o kierunku ruchu grupy decyduje doświadczona klacz. Czyli też ma swoją władzę. To ustalenia naukowca.

Obserwacje amerykańskiego kowala

Jaime Jackson, kowal i podkuwacz, obserwował wolne mustangi w Newadzie. W 2003 ukazał się na polskim rynku przekład jego książki pt. „Prawdziwy świat koni”. Jaime dosyć dokładnie opisał strukturę końskiego stada. Zauważył, że ogiery tworzą haremy liczące do sześciu klaczy i poszczególne tabuny wędrują osobno, w znacznej odległości od siebie, ale jak pojawia się niebezpieczeństwo, to łączą się w wielkie stado pod wodzą jednego, którego przywództwo reszta uznaje bez szemrania.  To za jego haremem, w odpowiedniej od niego odległości, podąża stado kawalerów. Ono ma też swoją hierarchię. Część z ogierów próbuje przejąć  klacze innych, część się już poddała a pewna część w ogóle nie jest zainteresowana kobyłami.  Jackson pisze, że klacz przewodniczka jest często faworytą dominującego ogiera, że niejako we dwójkę rządzą tabunem. Ten pogląd wydał  mi się niezwykle interesujący, bo tak jest w stadach wilków. Wprawdzie zasadnicza różnica między końmi a wilkami jest taka, że te pierwsze to ofiary a drugie zwierzęta drapieżne, no ale cechą wspólną obu tych gatunków jest życie w zhierarchizowanym stadzie.           

Jackson dla pokazania hierarchii końskiego tabunu - w ślad za innym fachowcem od mustangów - określa tę społeczność jako składającą się z pułkowników, poruczników i szeregowców. Pułkownikiem byłaby tu klacz dominująca a porucznikami jej sojuszniczki.  

Obserwacje polskiego dziennikarza

Od ponad dziesięciu lat zgłębiam techniki jeździectwa naturalnego. Brałem lekcje u różnych trenerów tego nurtu. Dzisiaj korzystam i ze szkoły klasycznej  i naturalu. Niewątpliwie tej drugiej zawdzięczam nowy impuls jeździecki. Zacząłem więcej uwagi poświęcać psychologii konia, jego postrzeganiu świata i - wreszcie - zacząłem obserwować zachowania koni w naturze, w półdziko hodowanym stadzie. Moje wnioski w żadnym calu nie mają pretensji naukowych. To obserwacje koniarza.

W Zachodniopomorskiem, pomiędzy Połczynem Zdrojem a Złocieńcem Marek Serafin na 1300 hektarach hoduje około trzysta koni bez stajni, przez cały rok pod gołym niebem. Tylko zimą dokarmia je sianem. Ale, co bardzo ciekawe,  zawsze w okolicach 10 kwietnia, z dnia na dzień, konie same z siebie przestają jeść siano. Wolą korzonki spod ziemi lub korę drzew.

Konie wypasane są na kilkudziesięciohektarowych kwartałach ogrodzonych elektrycznym pastuchem. W naturze nie ma takiego zagęszczenia tabunów, dlatego jest to wspaniałe laboratorium. Zjawiska, na które trzeba by polować całymi tygodniami w rozległej prerii, tu występują w skali w przyrodzie niespotykanej.  

Miałem to szczęście, że obserwowałem stado na początku maja, kiedy w najlepsze trwał okres rozpłodowy. Świeżo wyźrebione klacze miały pierwsze ruje. Właściciel do stada około stu klaczy wpuścił cztery ogiery czołowe. Zaledwie te cztery w ostrej walce podzieliły się kobyłami,  pojawiły się kolejne cztery. Byli to uciekinierzy z parę tygodni wcześniej stworzonego stada ogierów. Co wiosnę trzeba taką operację izolowania ogierów przeprowadzać, bo tak brutalnie się tłuką, że tratują źrebaki. W  żyjącym na wolności w holenderskim parku narodowym stadzie koników polskich jest podobna co u Serafina liczba osobników męskich i żeńskich. I tam co roku w wyniku walk o haremy ginie 25 proc. źrebaków.

Małe odległości między tabunami i ciągłe przetasowania właścicielskie skutkowały wojną permanentną. Kiedy przybyło czterech nowych watażków walki rozgorzały na nowo. Ledwo ukształtowane struktury sypały się w gruzy. Gdy pośród wielkiej grupy, nie wiadomo czyich klaczy, ganiały się dwa ogiery: Siwy i Kary trzeci, Marley (tak miał na imię), podkradał im kobyły. Wyskakiwał z krzaków i zaganiał je do swojego tabunu.

Chodziłem pośród walczących koni. W ogóle nie zwracały na mnie uwagi. Do zupełnie dzikich koni nie mógłbym tak blisko podejść.

Gdy po godzinie zmagań Siwy i Kary wreszcie podzielili  pomiędzy siebie klacze odeszli na dwa przeciwległe pagórki. I nagle, ni stąd ni zowąd, z tych wzniesień runęli na siebie. Byłem ciekaw, który pierwszy ustąpi. Ale żaden nie zamierzał przegrać. Gruchnęli więc o siebie klatami, aż ich obu wyniosło do góry.  Fantastyczny widok. Jaka determinacja. To mogła być taka walka na śmierć i życie. Ogiery były sobie równe.

Gdy wokół trwały walki jeden tabun, usytuowany pośrodku innych, był poza konfliktem. Herkules, jego pan i władca zajmował się kryciem klaczy. Żaden ogier nie próbował odebrać mu kobył. Tę szczególną sytuację tabunu Herkulesa pojąłem dopiero po następnej wizycie. Jego tabun zawsze był w miejscu centralnym. To wokół niego sytuowały się pozostałe. Herkules, kilkunastoletni ogier, miał swój harem i w ubiegłym roku. W tym, natychmiast po wpuszczeniu do kobył,  odtworzył  ubiegłoroczny stan posiadania. To za nim włóczyła się grupa kawalerów. Najprawdopodobniej on jest tym najważniejszym, którego autorytet uznają pozostali, tym przypadkiem wodza wodzów przejmującego władzę w chwili szczególnej, o którym wspomina Jaime Jackson.

Ani razu nie zauważyłem, żeby snujący się za haremem Herkulesa kawalerowie próbowali zbliżyć się do jego klaczy. A przymiarki do kradzieży kobył z innych tabunów robili co jakiś czas. Przy następnych wizytach sprawdzę, czy nadal trzymają się Herkulesa. Jeśli tak, to znaczyłoby, że najsłabsi przebywają w bliskości najsilniejszego. W stadzie ogierów (kilkadziesiąt kilometrów dalej) też widziałem, że najbardziej lichy stale pasł się w towarzystwie absolutnego dominanta, gdy tymczasem cała reszta trzymała się osobno.       

Kiedy przyjechałem na obserwacje już po okresie rozpłodowym haremy były ukonstytuowane i uspokojone. Herkules nadal był w centrum, a tuż obok jego klaczy pasły się kobyły Gniadego i Karego. Momentami stadka się nawet przenikały. Od czasu do czasu ogiery leniwie porządkowały grupę, żeby przypomnieć kto do kogo należy. Zachowywały się jak dojrzali mężczyźni z długim stażem małżeńskim z żonami na wspólnych wakacjach.

Na krańcach pastwiska nerwowo kręciły się te, którym udało się stworzyć pierwsze haremy. Byli to kolejni uciekinierzy ze stada. Ci zazdrośnie strzegli swoich zdobyczy. Łypali na mnie złym okiem, gdy podchodziłem za blisko. Zrobiłem eksperyment: zacząłem udawać, ze chcę uprowadzić dwie kobyły Kasztanowi. Ja próbowałem przegonić je w inne miejsce, on je blokował. Miotały się bezradnie między nami. Oczywiście przegrałem. Kasztan był zdeterminowany i wściekły na mnie.

Najmniejszy stan posiadania miał Rudy. Zdobył tylko jedną i to młodą, dwuletnią klaczkę. On też wyglądał na co najwyżej pięciolatka. Miał farta, bo normalnie tak młode ogiery nie mają szans na założenie haremu. Udało mu się, bo starsi koledzy nie mieli tyle odwagi czy fantazji, by uciec ze stada i szukać szansy na założenie swojej rodziny. On też stacjonował ze swoją wybranką na obrzeżach kwartału. Jak najdalej od innych, żeby nikt mu nie odebrał partnerki, choć w tym czasie żaden doświadczony ogier nie był tym żywo zainteresowany.

Gdy patrzyłem na jedną klacz Rudego i dwie Kasztana przyszła mi do głowy myśl, że one, te ich pierwsze partnerki, to są te przyszłe przewodniczki tabunu, te faworyty o których mówił Jackson. Jeśli oczywiście tym ogierom dane będzie w przyszłym roku kontynuować swoje przewodzenie, a to niestety nie od nich zależy, tak jak zależałoby w dzikiej naturze, lecz od człowieka.  W małej rodzinie Kasztana widać było, że rządzi jedna z żon, druga jest podporządkowana. Jeżeli jemu czy Rudemu nie uda się powiększyć stanu posiadania, to parę lat mogą funkcjonować w tej samej, obecnej konfiguracji. Rok temu urodziwy Jumper miał tylko jedną żonę, ale dwójkę dzieci, bo przez dwa lata nie udało mu się zdobyć kolejnej.

W licznym stadzie Gniadego obserwowałem przywódczynię. Widać było, że to klacz starsza i z ogromnym autorytetem. Zachowania tego stada bywały modelowe. Gdy ona ruszała, w pół konia za nią szły dwie mocne klacze, jej pretorianki. Gniady poganiał maruderów. Kiedy młodzież nie trzymała kierunku, on jej nadawał ten sam, w którym podążała przywódczyni. Doskonale panował nad spoistością grupy. Ale bywał też liberalny, pozwalał młodym klaczkom odejść dalej. Jednak natychmiast reagował, gdy widział, że kawalerowie ostrzą sobie na nie zęby. Przeganiał absztyfikantów a młodzież zabierał do domu.

To pretorianki trzymały porządek w stadzie. One pilnowały szefowej i wymierzały sprawiedliwość. Być może okres moich obserwacji był za krótki, ale nie zauważyłem agresywnych zachowań u samej przywódczyni. Chwilami miałem wrażenie, że to pretorianki decydują o pozycji szefowej i  że robią to we własnym interesie stawiając na jej doświadczenie. One też były wyraźnie  dojrzałe, reszta klaczy wydawała się zadowolona z takiego rozwiązania. Nie musiały się niczym martwić.

Dlaczego konie dają się ułożyć ?

Hierarchia stada jest czytelna i ustalona ale i dynamiczna. Każdy wie gdzie jest jego miejsce, ale niektóre konie ciągle marzą o lepszej pozycji. Jest dyscyplina, są kary, jest wymuszanie posłuszeństwa, ale nie ma terroru. Widziałem, że klacze stawiają się ogierowi i pretoriankom, że młodzież bywa krnąbrna i próbuje łazić własnymi ścieżkami. Egzemplarze niżej sytuowane potrafią postawić się tym ważniejszym i nie zawsze są za to karane. Jednostka ma więc swój margines wolności. Ale wartością nadrzędną jest stado. Każdy koń chce w nim być. Konie potrafią wspaniale ze sobą współpracować. Są na współpracę skazane od urodzenia. To matka decyduje gdzie idzie źrebak, dlatego dorosły ogier alfa bez zmrużenia oka akceptuje kierunek wędrówki stada wyznaczony przez główną klacz. Ale gdy w jakiś sposób zagrożony jest jego harem, nikt w stadzie nie ma nic do gadania. Rządzi tylko on i robi to w sposób bardzo zdecydowany.   

Tu leży klucz do zrozumienia fenomenu łatwego zniewolania koni. Dają się stosunkowo spokojnie ułożyć, bo człowiek wykorzystał ich naturalne poszanowanie hierarchii stada i umiejętność współpracy. Eliminując osobniki najbardziej niezależne poszerzył terytorium swoich wpływów, wszedł w tę przestrzeń. Najsilniejszą zaś jego bronią było zdecydowanie. Konie je doskonale czują i chętnie - dla własnej wygody i bezpieczeństwa - akceptują. Tym bardziej, że człowiek nie jest dla nich obcy. Od tysięcy lat żyjemy razem.

Tekst ten był publikowany w ”Gazecie Wyborczej” (23 września 2011) pt. „Końkurencja i końkury”. Wykorzystane zdjęcia znaleziono w internecie.

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1613
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 919
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1193
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 772
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 465
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1038
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 791
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 588
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 737
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 726
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 509
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 998
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1126
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Bardzo lubię koni. Może być dlatego, że jestem Słowianinem. Głosuję za artykuł:)

  Elba,  25/11/2012

Dzikie, wolne konie są dziś rzadkością, tak jak i wolni ludzie - Cyganie... Piosenka cygańska dla Ciebie Dima: http://www.youtube.com/watch?v(...)related

Droga Elbo!
Bardzo dziękuję Ci za piękną piosenkę:) Dla Ciebie posyłam piosenkę rosyjskich kozaków z Kubani. http://www.youtube.com/watch?v(...)related Jestem pewny, że ją słowa zrozumiesz bez tłumaczenia.

  Elba,  27/11/2012

Dzięki Dima - piosenka mocna, energetyczna... nie tylko ze względu na siłę i potęgę głosu, ale i przekaz, jaki ze sobą niesie w daleką przestrzeń!

Tak!

Oj, przy łączce, przy łączce
Przy szerokim polu,
Przy znajomym tabunie
Koń hulał na woli!
:)

  Elba,  25/11/2012

Jako ludzie nie mamy już końskiego zdrowia, czy czeka nas koński los...?
Polecam film: http://www.youtube.com/watch?v(...)=relmfu

  eugen,  26/11/2012

Konie - to szczególny przyjaciel człowieka , tak samo jak i pies. Można bez skrupułów powiedziec, ze koń to dany przez Naturę przyjaciel człowieka i tak jak i psa człowiek powinien go uhonorowac i podziękowac za okazywana mu przyjaźń - a nie odrzucac... na rzeź (mięso konia z racji swojej struktury jest nie jadalne tak jak i człowieka).

  Gamka  (www),  28/11/2012

...."Koń jest jak dziecko. Ufa Ci bezgranicznie, póki go nie zranisz"

Najwspanialszy widok jeśli chodzi o konie, widziałam na Rancho u Prezesa w Bieszczadach. Spędziłam tam dwa tygodnie w siodle i każdego ranka musiałam złowić sobie konia na 20 hektarach brzeziniaka, łąk i mokradeł, położonego pod Otrytem, by potem konia wyczyścić, nakarmić i wreszcie osiodłać. Konie, po współpracy z ludźmi, były wpuszczane do tego corralu, i gdy wbiegały na łąkę, to tarzały się po ...  wyświetl więcej

  Elba,  27/11/2012

Zastanawiam się, skąd wzięło się powiedzenie: "Zrobić kogoś w konia..."?

To slang - znaczy tyle co zrobić kogoś w balona, wykiwać kogoś, oszukać ...

Na przykład:
- I co, zamieściłeś swoją opinię na eioba?
- Ktoś chyba robi mnie w ch ... (czyli konia) bo skasował moje wpisy ...

Może od tej części definicji "wyprowadzać w pole"? Konie często jak poniosą, zazwyczaj w panice, to w kierunku zupełnie przeciwnym od założonego przez jeźdźca, który może już tylko zadbać o to, by w tej niekontrolowanej jeździe utrzymać się cało...

  Elba,  28/11/2012

Jednych czasami konie poniosą, a drugich fantazja... czasami końska, a czasami ułańska... Lecz fizyki się nie oszuka: jak jest akcja, musi być i reakcja... zwrotna.
Ale można też postawić pytanie odwrotnie: Jak z konia zrobić kogoś…? A to już nie będzie takie proste!

To tylko w naszym ziemskim świecie.
Są światy, w których akcji i reakcji nie ma ... które nie dają się pojąć naszym ludzkim umysłem. Światy, w których nie ma dzielenia na dwa i nikt nikogo "nie robi w konia". Te światy znajdują się blisko nas, w samych nas - wystarczy posłuchać ... szeptu gwiazd.

  Elba,  28/11/2012

Czasami słucham szelestu gwiazd..., jak dostroję swoje neurony na taką częstotliwość :) A tak w ogóle to jest: wiedza, podświadomość i świadomość - od razu widać, kto z czego czerpie... po tym, jak opisuje ten świat...

  Amicus,  28/11/2012

"słucham szelestu gwiazd"
Skojarzyło mi się z V. Zelandem. Czy słusznie?

Właśnie zacząłem czytać: http://zelands.com/index.htm

  Elba,  28/11/2012

Transerfujemy, jak najbardziej :) To mój pierwszy nauczyciel!

Trochę to przypomina zabawę słowami ... w autosugestię.

  Amicus,  28/11/2012

Dżizas Krajst, ilu tu vadimolubnych! :))

  Noemi*,  28/11/2012

Moja babcia często cytowała dwa przysłowia: "darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda" i "łaska pańska na pstrym koniu jeździ", powiedzenie „koń by się uśmiał”, sama często cytuję, chociaż tak do końca tego ostatniego nie rozumiem:-)

  Elba,  28/11/2012

A czyż życie musi być tylko cierpieniem? Dla wtajemniczonych jest właśnie dobrą zabawą! Jak z tą szklanką w połowie napełnioną wodą. Gdy wzork operuje tylko na zakresie "pełne", bez potrzeby wchodzenia w zakres "puste", to zamiast walczyć o ochłapy, zauważamy obfitość, której starczy dla wszystkich z nawiązką... Więc po co i o co walczyć... ?

>> Ale można też postawić pytanie odwrotnie: Jak z konia zrobić kogoś…? <<
:) Klaligula mianowal swego konia – senatorem! :)

  Amicus,  28/11/2012

Koń senatorem - też coś!
W Polsce nawet z osła można zrobić posła ;)

Ja tam ostatnio muszę zaakceptować korzyści przysłowia: "Baba z wozu, koniu lżej."

  Elba,  28/11/2012

Te końskie przysłowia są całkiem mądre! Chyba gorzej bywa tylko z zalotami...?
Okazuje się, że człowiek w swoim życiu sporo korzysta z tej końskiej madrości...

Tak, wiem, wiem bo: "Kobyłę najpierw trzeba pogłaskać, a dopiero potem ujeżdżać." A ja zawsze próbuję na odwrót ...

  Elba,  28/11/2012

Polecam Ci filmik: "Dziewcę z ciortem"... http://www.youtube.com/watch?v(...)related

Elbo zasubskrybowałam Lwa:) Bardzo ciekawie rozprawia o dzisiejszym świecie i przejściu na poziom świadomie współpracującego społeczeństwa. Dzięki:)

Zniknęły komenty wraz z tym linkiem, więc zamieszczam - warto posłuchać wszystkich wykładów Lwa Kłykowa :)
http://www.youtube.com/watch?v(...)e=share

  Elba,  28/11/2012

Ano warto od czasu do czasu mądrych ludzi posłuchać. Warto też przypomnieć sobie film: Czyż nie dobija się koni ? (czasami niechcący...) http://www.youtube.com/watch?v(...)FlJVKAY
A co do znikających komentarzy...? I w sto koni już ich nie dogoni... odrodzą się nowe jak Feniks z popiołów... http://www.youtube.com/watch?v(...)VgaagQI

  Gamka  (www),  28/11/2012

..."Każdy koń ma dwa serca.
W jednym zamieszkał diabeł, rozpalił ogień pod kopytami.
W drugim anioł mieszka, to on zaplata mu grzywę..."

  Remter,  28/11/2012

Kiedy dopadają mnie problemy jakie przerastają mnie; mówię "Koń ma wielką głowę .. niech się martwi "

  Gamka  (www),  28/11/2012

...."Nie sztuką jest kochać konie, sztuką jest sprawić by konie pokochały Ciebie"

  Elba,  28/11/2012

Polecam jeszcze jeden piękny koński film. Taki, że naweet koń, by się przy nim wzruszył... http://www.youtube.com/watch?v(...)related

Bardzo lubię artykuły, które poruszają interesujące mnie tematy i mogę się z nich czegoś nowego dowiedzieć. Takie, jak Twój, Elbo. Pozdrawiam

  Elba,  15/01/2013

Źrebięca radość z pierwszych kroków + wspaniały podkład muzyczny... niech dopełnią całość przekazu o wolności i życiu... nie tylko koni + refleksja i zaduma nad tym, co tracimy bezpowrotnie... Czy warto pozbawiać się wolności, porzucając swoją naturę w zamian za złudzenia bezpieczeństwa, które jest niczym innym jak więzieniem... choćby najwygodniejszym ?
http://www.youtube.com/watch?v(...)PWQGLMM

  Amicus,  16/01/2013

@Elba: Z przyjemnością obejrzałem filmik. Trochę mi złagodził poranną "nerwówkę".
A co do "bezpieczeństwa", to masz rację...

  Elba,  16/01/2013

@Amicus: No to dla poprawy humoru obejrzyj sobie jeszcze to: http://www.youtube.com/watch?v(...)RiJo2K8

  Amicus,  16/01/2013

@Elba: Dzięki :)

  Elba,  16/01/2013

@Amicus: Wszyscy tańczymy tak, jak nam zagrają :)

  Amicus,  16/01/2013

@Elba: Chyba, że sami sobie zagramy ;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska