Login lub e-mail Hasło   

Rozmowa

Na wielkość i wartość znaczenia komunikacji kalibrowanej naprowadziła mnie książka najwybitniejszej terapeutki rodzin naszych czasów, Virginii Satir.
Wyświetlenia: 647 Zamieszczono 19/12/2012
Zgłębiając ten temat, postanowiłem wreszcie napisać tekst, który jasno wytłumaczy na czym polega komunikacja kalibrowana i jakie niesie zagrożenia.

Komunikacja kalibrowana to najprościej mówiąc domyślanie się, o co drugiej stroni chodzi. Jest to niezbędne narzędzie i zawsze pomocne w życiu, gdyż trudno by było bez tego żyć. Wyobraźcie sobie idylliczny sitcom z lat 50-tych z idealną rodziną. Mąż wraca po pracy i mówi: "ależ jestem głodny!". Na co zona nakłada mu dużą porcję jedzenia. To jest właśnie przykład działania komuniakcji kalibrowanej. Inny przykład ma miejsce wtedy, gdy np. kobieta robi niezadowoloną minę, a facet domyśla się, że czymś ją uraził.

Na czym polega komunikacja kalibrowana?
1. Nadawca nadaje komunikat, który jest:
- niespójny, np. mowa ciała nie zgadza się z werbalnym przekazem, lub
- niejednoznaczny, np. wyraz twarzy, albo wypowiedź nieco myląca, lub
- zdarza się również, że dana osoba nie doprowadza do komunikacji w ogóle, nie komunikuje swoich myśli i emocji
...przez co odbiorca musi kalibrować, próbować zgadnąć, co nadawca odczuwa i myśli.
2. Odbiorca dostając taki komunikat musi odpowiednio:
- wybrać, których sygnałów ma słuchać, werbalnych czy niewerbalnych, lub
- próbować zgadnąć, co miał na myśli nadawca mówiąc np.: "Ty dobrze wiesz, co zrobiłeś" albo "domyśl się", lub
- nie wie, że w ogóle coś się wydarzyło i najprawdopodobniej kontynuuje swoje zachowanie.
Oczywiście role dalej się odwracają i odbiorca zostaje nadawcą, a dotychczasowy nadawca odbiorcą. I Zazwyczaj nadawca zaczyna dawać podobne komunikaty, przez co druga strona musi kalibrować... W wyniku tego powstaje ciąg niedopowiedzeń, a jak wiemy "czego głuchy nie dosłyszy to sobie dopowie".

Przykład komunikacji kalibrowanej:
Rodzinny obiad przygotowany przez żonę, która włożyła weń mnóstwo wysiłku. Mąż siedzi przy stole ze skwaszoną miną, nie jest zbyt komunikatywny.
ONA: Czemu masz taką minę? (Myśli: Chcę się dowiedzieć, w czym problem, może żeby mu pomóc.)
ON: Nie, nic. (Myśli: Mam problemy w pracy, ale nie chcę teraz o tym rozmawiać, chcę zapomnieć i się wyluzować."
ONA: No jak to nic, przecież widzę, że coś Cię gryzie. (Myśli: Pewnie mu obiad nie smakuje.)
ON: (Poirytowany głos.) Oj nic, daj mi spokój... (Myśli: Nie cierpię, jak ona mnie ciagnie za język.)
ONA: (Ton głosu z żalem oraz spojrzenie z podniesionymi brwiami.) Coś zrobiłam nie tak? (Myśli: No tak, znowu coś mu sie nie podoba...)
ON: (Podniesiony ton głosu.) Przestań, wszystko w porządku. (Myśli: Nie naciskaj, bo strasznie mnie to wkurza. I nie patrz na mnie tak jak nauczyciel na swojego uczniaka.)
ONA: (Zdenerwowany ton głosu.) Z Tobą tak zawsze. Nigdy nie chcesz powiedzieć co jest nie tak, i muszę siedzieć z Tobą takim naburmuszonym przy niedzielnym obiedzie. (Myśli: Mówi, że wszystko w porządku, ale słyszę, że się wydziera, chyba jednak nie jest OK, znowu nie mówi mi, co mu się nie podoba.)
ON: (Krzyczy.) No to jak Ci przeszkadzam, to wychodzę na miasto! (Myśli: Chciałem cholera tylko chwili spokoju, a tymczasem przychodzę do domu i robia mi awanturę o nic. Już nawet nie mozna się w domu wyciszyć i schronić...)
Finał całej sytuacji, interpretacja, myśli i odczucia oby stron:
ONA: Przygotowałam niedzielny obiad, tak się starałam, ale on ma jakieś swoje humory. Pytałam się go, co się stało, bo chciałam mu pomóc, a on mnie zbywał. Już mi nie ufa. Czuję, jak się od siebie oddalamy. A do tego zostawił mnie tu samą i nieuszanował mojego wysiłku...
ON: Mam problemy w pracy, bo ktoś zawalił projekt i zrzucił na mnie winę. Strasznie mnie to wkurzyło, więc przychodzę do domu zjeść obiad i spędzić wieczór z moją żoną. Chcę o tym wszystkim zapomnieć i postanowiłem, że dzisiaj spędzimy romantyczny wieczór. Tymczasem ona zaczyna się mnie czepiać, czy coś się stało i szukać dziury w całym. A ja nie chciałem rozmawiac o pracy przy obiedzie. W końcu powiedziała mi, że jej moje towarzystwo przeszkadza w obiedzie, to stwierdziłem, że zjem na mieście, skoro dla niej to problem.

Czy rozumiecie już co mam na myśli?  Wszystko bybyło ok, gdyby w wyniku komunikacji kalibrowanej udawało się odbiorcy zdagnąć co nadawca miał na myśli. Ale mając tak wiele róznych opcji, odbiorca ma bardzo małe szanse.

Jak nie dopuścić do powstania komunikacji kalibrowanej?
Wystarczy mówić wprost w sytuacjach konfliktowych (lub od razu po uspokojeniu emocji):
- jakie zachowanie jak odczytałeś
- jak się przez to poczułeś
- i jakie to niesie z sobą konsekwencje.
Przykład: Spojrzałaś na mnie jak na małe dziecko, poczułem się przez Ciebie potraktowany jak głupek i przez to czuję do Ciebie żal.
Oczywiście bez wzajemnego najeżdżania na siebie, ze szczerymi i czystmi intencjami!

Jeśli natomiast nie jesteś do końca pewny, co dana wypowiedź miała znaczyć, poproś o dokonkretyzowanie. Często wystarczy zwyczajne "To znaczy?" albo "Co dokładnie masz na myśli?"


Pozdrawiam ciepło i życzę fajnych LTR'ów, 
merlin

P.S.: Polecam książkę R. Bandler, J. Grinder, V. Satir, "Zmieniamy się wraz z rodzinami".

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1518
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1152
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1119
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 860
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 715
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 408
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1181
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 595
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 524
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 941
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 952
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1536
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1061
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska