Login lub e-mail Hasło   

Breaking the what?! Breaking the law! Zwierzenia niedoświadczonego metalowca

Jak bogowie metalu zmiażdżyli moją osobistą przestrzeń życiową.
Wyświetlenia: 860 Zamieszczono 08/01/2013

Lubię muzykę. Powiedziałbym nawet, że ubóstwiam. Dzień zaczynam od nastawienia ulubionego radia. Jadę do pracy - włączam misternie przygotowaną składankę na tę okazję. "Highway star", "Child in time", "Breakthrough", "Still of the night" - wszystko to, co ma ostatecznie podnieść mnie na nogi. Trzeba przyznać, że zajechana ta płyta jest, oj tak, zdecydowanie. Ale czy nie miało być o metalu? Jak to mówią - po nitce do kłębka. Metal nigdy nie zajmował mi głowy tak, jak klasyka rocka. Wiele lat minęło, zanim dałem szansę temu gatunkowi. Wiecie, te wszystkie stereotypy - wyznawcy szatana, palenie kotów, czarne biblie, itp., itd. Trzeba na to wszystko przymknąć oko, postukać się po głowie, pogrozić paluszkiem tym wszystkim, którzy takie niestworzone historie rozpowszechniają i samemu się przekonać.
    Mam paru dobrych znajomych, którzy lubują się w metalowych brzmieniach. Normalni, przeciętni ludzie. Nie ubierają się na czarno, jakby co dopiero im babunia zmarła, nie noszą obroży z ćwiekami, ba, żeby tylko obroży, całe kostiumy tym ponabijane. Nie, to nie oni. Zobaczyłbyś takiego człowieka na ulicy i nie uciekałbyś od niego na drugą stronę, a poczułbyś do niego sympatię. No i tak się złożyło, że któryś z tych kolegów podesłał mi parę smakowitych kąsków. Mastodon, Black Sabbath (swoją drogą, byłem nieźle ograniczony, że o nich wcześniej nie słyszałem), Metallica (i na pewno nie było to "Nothing else matters"), Megadeth, Slayer, Moonspell, Judas Priest, Iron Maiden. To tylko niektóre z nich. Byłem im wdzięczny za poszerzenie moich muzycznych horyzontów. Uwielbiam chłonąć nieznane mi wcześniej dźwięki, wpływać na dziewicze muzyczne lądy, czerpać radość z dzielenia się tym, co sobie upodobałem. Nasłuchałem się tych wszystkich przez nich poleconych kapel i szczególnie do gustu przypadł mi Judas Priest. Wkręciłem się do tego stopnia, że zagadany przez kumpla, czy nie pojadę z nim na koncert, bez wahania odpowiedziałem "jasne!". Nawet zaopatrzyłem się w okolicznościową koszulkę, czym wprawiłem w zdumienie moich współtowarzyszy (nie)doli!
    Znawcą muzyki bym się nie określił. Za krótko żyję na tym świecie, by ogarnąć te czeluście dźwięków, te wszystkie gatunki, podgatunki, zespoły, wykonawców, podwykonawców, autorów, kompozytorów. Ale wiem, co wprawia mnie w taki zachwyt, że prawie unoszę się na paluszkach w powietrze i lewituję pod sufitem, który mnie ogranicza i ratuje przed wylotem gdzieś w kosmos. Koncert Judas Priest w katowickim Spodku wprowadził mnie w zachwyt. Wspomnienie na całe życie. Trzeba się przyznać - był to mój pierwszy koncert metalowy. Nie byłem świadom, co się na takich koncertach dzieje. Poszedłem za kumplem jak za przewodnikiem i to była dobra decyzja. Przynajmniej tak mi się wydawało w tamtym momencie. Po wszystkim musiałem zweryfikować - to była jedna z lepszych decyzji, jakie do tej pory podjąłem.
    Ogień, lasery, animacje, cała scena w łańcuchach. Dla takiego laika koncertowego jak ja, to ta cała oprawa robiła piorunujące wrażenie. Niebywała otoczka. Stali bywalcy zapewne nie zwrócili na to większej uwagi. Wszak nie o to w tym wszystkim chodzi. Atmosfera gorąca, jak w jakimś kotle z kadzią. A, ścisk pod sceną. Jeden wisiał na drugim, jeden obijał się o drugiego, a muzyka brzmiała, temperatura wzrastała. Niesiony wśród tłumu, zahipnotyzowany magnetycznym czystym wokalem Halforda, nie zorientowałem się, że coś się szykuje. Czy to "Painkiller"? Tak, jestem w samym środku ściany śmierci. Na moje szczęście obyło się bez urazów, bo i ta ściana śmierci taka uboga była. Kiedyś obiło mi się o uszy, czy tam oczy, że wokalista wjeżdża na scenę na motocyklu. Byłem ciekaw, czy i tym razem tego dokona. Jest, wjeżdża. Coś niesamowitego. Non stop coś się dzieje. Nie miałem się do czego przyczepić. Może jakieś małe niedociągnięcia, ale bogom metalu takie rzeczy się wybacza. Chłopaki świetnie czuli te klimaty. Każdy w fenomenalnej formie. Halford - młodzieniaszkowie mogą mu pozazdrościć dyspozycji wokalnej, Faulknerowi solówek (w nawiasie - pozamiatały moje zmysły), a Tiptonowi wigoru. Dwoma słowami - był ogień. Dosłownie i w przenośni.
    Każdemu życzę podobnych doznań podczas występów na żywo. Każdemu zespołowi życzę takiej udanej trasy pożegnalnej. Z kolei sobie życzę niekończącej się koncertowej przygody, która rozpoczęła się z Judas Priest a zakończy z...

Podobne artykuły


11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1116
10
komentarze: 24 | wyświetlenia: 496
9
komentarze: 608 | wyświetlenia: 1529
8
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1562
8
komentarze: 38 | wyświetlenia: 914
7
komentarze: 4 | wyświetlenia: 560
7
komentarze: 1 | wyświetlenia: 288
6
komentarze: 2 | wyświetlenia: 693
6
komentarze: 1 | wyświetlenia: 716
5
komentarze: 1 | wyświetlenia: 606
294
komentarze: 63 | wyświetlenia: 105219
181
komentarze: 48 | wyświetlenia: 1192640
153
komentarze: 44 | wyświetlenia: 131056
105
komentarze: 29 | wyświetlenia: 114635
102
komentarze: 26 | wyświetlenia: 274055
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Lubię artykuły pisane z pasją... Świetna recenzja koncertu:)

A więc metal, tak... witamy po "ciemnej" stronie mocy :) pozdrawiam

  wurkut,  08/01/2013

Kapela zacna, choć bez bicia przyznaję, że w "pojedynku gigantów", tj: Judas Priest i Iron Maiden stawiałem jednak na pana Dickinsona:)
A najlepszy utwówr Judaszy? Żadne tam Painkillery, po prostu:
http://www.youtube.com/watch?v(...)976rNNQ

:)

@wurkut: ten utwór taki średniometalowy, co nie? ;)

  wurkut,  09/01/2013

@Ryszard Doroszewski:

Jak najbardziej metalowy :)
Z poglądów, że metal to tylko szybko i głośno, wyrosłem jeszcze przed maturą :)
Z takich klimatów też: http://www.youtube.com/watch?v(...)OZcNASw :)

@wurkut: Jak dobrze, że urwało ;) To już mi do gustu nie przypadło.

  wurkut,  10/01/2013

@Ryszard Doroszewski: To był żarcik, można szybko i w sposób, który da się wysłuchać:
http://www.youtube.com/watch?v(...)HBo_3qI

Ale z "napierdalanek" z wiekiem się wyrasta, czasami sobie puszczę, ale raczej częściej Iron Maiden, Iced Earth czy AC/DC, z ciut mocniejszych rzeczy nieśmiertelny Death... Starzeję się :)

@wurkut: Swoją drogą, to niezła sztuka stworzyć coś takiego.

  wurkut,  11/01/2013

@Ryszard Doroszewski:
Jeżeli chodzi o Quo Vadis, to sztuka :) Od polskiego zespołu o tej samej nazwie Kanadyjczycy są "ciut" lepsi technicznie. Cannibal Corpse to zwykłe darcie ryja :P, aczkolwiek na imprezach nikt na to uwagi nie zwracał :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska