Login lub e-mail Hasło   

Symbioza

Chroń swoje drzewo, a Ono zemści się za Ciebie.
Wyświetlenia: 1.530 Zamieszczono 27/01/2013

Symbioza

 

          Natychmiast po obiedzie babcia zawsze zmywała i układała porządnie naczynia tam, gdzie powinny były się znaleźć, czyli w drucianej, wielkiej suszarce. Resztki wody skapywały do plastikowej tacki, a kropelki tak drobne, że aż ich nie było widać, odparowywały szybko. Po chwili wszystko było idealnie suche. Obiad dla taty, gdy wróci z pracy, zawsze czekał na niego w oddzielnych garnkach.

          Agatka w tym czasie biegła do dziupli i usadowiwszy się wygodnie na solidnym kocyku, odpoczywała, rozmyślając o szkolnych wydarzeniach. Chciała pomagać przy zmywaniu, lecz babcia zawsze mówiła: - Masz na to jeszcze czas. Teraz musisz się uczyć. I nie pozwalała.

          Dziupla była w sam raz. Mogła do niej wejść schylając głowę, a w środku wyprostować się swobodnie. Rosła przy tym jakby razem z nią, powiększając się stosownie do wzrostu dziewczynki. Bardzo stary, ogromny klon, rosnący tuż przy domu, też był przecież żywy, chociaż swoich rozmiarów, wzrostu, nie powiększał już tak szybko jak ona. Jednak sam potężny pień wydawał się pogrubiać stosownie, dopasowująco, co roku. Chyba z dumy, że ma taką przyjaciółkę.

          Agatka bowiem dbała o drzewo jak należy. Przed zimą opatulała własnoręcznie pień słomianą, podwójną matą, którą przygotowywała corocznie z pomocą taty. Wiosną z kolei malowała pień wapnem, co odstraszało robactwo, łase na klonowe przysmaki. O Chudego i jego budę też dbała. Była bowiem dziesięcioletnią, rezolutną dziewczynką, która wie, co należy robić. I kiedy.

          Czasem w dziupli, a nawet często, zasypiała, a jeśli zdarzyło się to późnym popołudniem, to gdy tata wracał z pracy, podchodził do niej cicho i chichocąc bezgłośnie, szeleścił celowo papierkiem cukierka. Tuż nad jej uchem. Budziła się wtedy łagodnie, i szybko odbierała słodkość. Lubiła cukierki, zwłaszcza te małe mordoklejki.

          Babcia, gdy pozmywała wreszcie naczynia, gdy uporządkowała kuchnię, wychodziła na ganek, tak jak dziś, i siadała na jakieś pół godziny w starym, trzeszczącym fotelu. Lubiła patrzeć na bezpieczną w swojej dziupli, uczącą się Agatkę. A Agatka lubiła odrywać co chwila wzrok od zeszytów, i patrzeć na babcię.

         Ponad wszystkim, rozglądając się uważnie dookoła, rozpościerał się stary już, pochylony klon, szeleszcząc delikatnie, uspokajająco liśćmi. Pochylał się ze starości coraz bardziej, więc tata miał go niebawem podeprzeć dwiema belkami. Gdy znajdzie odpowiednie. Żeby się w końcu nie przewrócił na podwórko, gdy przyjdą jesienne wiatry. O ścinaniu biedaka mowy przecież być nie mogło.

----------------------------------------

          Zrobiło się chyba chłodniej, więc Agatka wcisnęła się do dziupli głębiej, opierając plecy o bezkorową, gładką prawie ścianę. Poczuła przyjemne, żywe oparcie, i zanim przymknęła oczy spojrzała na babcię, która też drzemała w swoim fotelu. Tata wróci za jakieś pół godziny.

          I wtedy stało się coś dziwnego. Dziupla otoczyła ja nagle ze wszystkich stron, zarosła jakby błyskawicznie, uniemożliwiając wyjście. Jednocześnie w dziwny, ale przyjemny sposób, Agatka zjednoczyła się z klonem, czując wszystko to co on, słysząc i widząc. Patrzyła na okolicę z góry, z perspektywy jego najwyższych konarów, gałęzi, liści. Widziała dom, drzemiącą babcię, podwórko, również śpiącego w swej budzie Chudego, drogę, nieliczne i oddalone sąsiednie zabudowania, miasteczko, niebieską taflę jeziora.

          A od strony miasteczka właśnie, szło dwóch pijanych w sztok drani, zbliżających się do furtki, wymachujących czymś, co trzymali w rękach, bluzgających głośno na wszystkie strony. Chudy obudził się natychmiast, alarmując okolicę.

          Pijani, wulgarni debile, wchodzili już na podwórko. Natychmiast zobaczyli Chudego, więc jeden z nich wycelował w psa z tego czegoś, czym przed chwilą wymachiwał. To był niestety prawdziwy, groźny pistolet. Do zabijania.

          Przerażona Agatka krzyknęła z całej siły swoich dziesięcioletnich płuc, jednak drzewne zamknięcie było szczelne. Nikt jej nie mógł usłyszeć. Chudy o mało nie zerwał łańcucha – wpatrywał się nienawistnie swoimi brązowymi oczami w celującego weń młodego debila i warcząc głucho, szczerzył kły. Drugi młody debil, stał obok niepewnie, i wykrzywiając mordę w głupim, pijackim uśmiechu, wywijał wielkim nożem.

          Padł strzał. Chudy, trafiony w głowę, nawet nie zaskowyczał. Odrzucony siłą wystrzału, potoczył się o dwa metry do tyłu, zarył pyskiem w suchy piach i znieruchomiał. Nie żył.

          Strzelający debil zarechotał, następnie rozglądnął się po podwórku. Dostrzegł siedzącą na ganku babcię, która obudziła się i nie wierząc własnym oczom, znieruchomiała ze strachu, obserwowała wydarzenia. Chwiejnym krokiem zaczął zbliżać się do domu. Drugi podszedł do martwego Chudego i wbił mu kilka razy w martwe już, psie ciało, ogromny nóż.

          Agatka, uwięziona w drzewie, też, jak babcia, oszalała ze strachu. Przestała jednak krzyczeć – obserwowała tylko co się dzieje z niższej już wysokości, rejestrując wszystko w pamięci jak na taśmie filmowej. Czas zwolnił znacznie.

          Pijana bestia z pistoletem podchodziła powoli do ganku, wpatrując się świńskimi oczkami w starą kobietę. Powoli zaczął podnosić opuszczoną rękę, trzymając cały czas palec na spuście. Wycelował wreszcie. Nie strzelał jednak, lecz zbliżał krok po kroku, delektując się widocznie sytuacją w swym opitym, usytuowanym na byczej szyi pojemniku na gówno. Gdy był o metr, odwrócił wzrok i strzelił. Jakby od niechcenia, jak przed chwilą do Chudego.

          Babcia, trafiona w głowę, spadła martwa z fotela, wprost  na kamienne schodki ganku.         

          Obie pijane bestie rozglądały się dalej wokół, szukając zapewne kolejnej ofiary. Agatka, wewnątrz drzewa, zakryła usta dłońmi, wstrzymując oddech, ale i tak przecież była dla nich cudownie niewidoczna, bezpieczna. Ten z zakrwawionym nożem podszedł do starego drzewa i nożem wydrapał niechlujnie na korze jakiś idiotyczny symbol. Agatka czuła to na plecach, jak drapanie ostrym gwoździem, jednak wytrzymała ból i nie krzyknęła nawet. Zemdlała.

         Wyszli wreszcie z podwórka zataczając się i bezsensownie wrzeszcząc. Dziupla otworzyła się na moment przed powrotem taty.

----------------------------------------

          Trzy miesiące później, gdy babcia leżała już spokojnie na cmentarzu, gdy poszatkowany Chudy spoczywał zakopany w ogródku i gdy bezmyślne bestie skruszały nieco na więziennym wikcie, odbywała się z ich udziałem prokuratorsko sądowa wizja lokalna. Na podwórko zajechało pięć limuzyn i mała, opancerzona karetka więzienna. Agatka i tata stali na ganku trzymając się za ręce, obserwując z niechęcią urzędowe czynności.

          Dziewczynkę, jak i tatę, niezmiennie przepełniała nienawiść do obu, uwięzionych w karetce i skutych bestii. Może i skruszeli, jednak z blaszanego, ciemnoniebieskiego pojazdu, dobiegał ich tępy, debilny rechot. Czekali wewnątrz na rozpoczęcie czynności.

          Czerwony ślad na plecach Agatki schodził powoli. Po setkach zdjęć, po porównaniu tego co nożownik wydłubał na drzewie z jej niezbyt głębokimi ranami, kryminolodzy nie mogli wyjść z podziwu. Zgodnie orzekli, że to zwykły przypadek. Zbadali dokładnie zwykłą ponownie dziuplę, i wykryli na jej tylniej ścianie jakiś ostry fragment, który mógł być przyczyną tych zadziwiających zadrapań. Nie potrafili tylko wyjaśnić czemu bestie nie widziały wewnątrz niej dziewczynki. Ale i tu znalazło się wyjaśnienie – mordercy byli pijani, a więc mogli Agatkę przeoczyć. Szczęśliwie, rzecz jasna. Także dla nich, bo przecież gdyby nie to, mogliby biedni zasłużyć na wyższe kary.

          - Wie pan – mówi do taty prokurator. – Nie mogę wnioskować więcej niż trzy lata dla strzelającego i pół roku dla nożownika. Oni są nieletni – jeden ma szesnaście, a drugi piętnaści. To… dzieci.

          - Ale mordercy, bestie – tata cedzi słowa przez zaciśnięte zęby. – Odsiedzą swoje i będą zabijać ponownie.

          - Nie wierzy pan widzę w resocjalizacyjne walory naszego systemu. Poza tym takie jest prawo - odpowiada sucho prokurator.

          - Tak jest – potwierdza sędzia. – Czujemy nawet jak pan, ale… cóż możemy? Niewykluczone, że w ogóle nie pójdą siedzieć.

          Agatka słucha tej rozmowy z przerażeniem. Jak to? Bestie mogą być bezkarne? Boże drogi, cóż to za świat? Mogą teraz bezczelnie i bezpiecznie rechotać w karetce? Nie – tak nie może być.

          Patrzy błagalnie na ogromne, pochylone mocno drzewo, na przyjaciela, który ją uratował. Zbiera się na burzę, a klon, pod wpływem wiatru, szumi coraz mocniej. Urzędnicy, pracownicy sądowi i więzienni, biegają po podwórku, rozstawiając kamery, wertując stosy papierów, przygotowując wizję lokalną.

          Nagle, na skutek silniejszego widocznie podmuchu, potężne drzewo pochyla się jeszcze bardziej, po czym z przeraźliwym trzaskiem pada na więzienną karetkę, rozwalcowując, rozprasowując ogromną masą jej zawartość w bezkształtną miazgę.

          Tata i córka uśmiechają się radośnie, a Agatka mówi cichutko: - Dzięki ci mój drogi, dzięki.

          Jego nasionka ma schowane w słoiku. Odwdzięczy się stukrotnie.

 

KONIEC.

1301

Podobne artykuły


13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 797
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1352
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 1095
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1111
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 626
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1225
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 1248
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 653
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1059
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1354
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 348
11
komentarze: 81 | wyświetlenia: 729
11
komentarze: 65 | wyświetlenia: 361
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Noemi*,  27/01/2013

Dziękuję Goleszu, przesłanie tego artykułu jest dla mnie wyjątkowo trafne, wyjątkowo osobiste. Ludzka dłoń potrafi pielęgnować i zabijać. Pieścić i ranić. Budować i unicestwiać. Potrafi sadzić drzewa, ale i kaleczyć je, kiereszować, niszczyć... Spacerując po lesie można natknąć się na wyjątkową galerię ludzkiej głupoty, ponacinana kora, znaczona serduszkami, wyznaniami, inicjałami… Te drzewa do ko ...  wyświetl więcej

  golesz,  27/01/2013

Otoż to. Dlatego czasem, zupełnie profilaktycznie, przydałoby sie takie "przywalenie" jednego czy drugiego.

Pozdrawiam.

  grazaa,  27/01/2013

To połączenie Agatki z drzewem... niezwykły kontakt człowieka z naturą, zespolenie, pozwalające na spoglądanie oczami natury. Niesamowity pomysł...
Człowiek potrafi być okrutny. Natura też bywa bezwzględna, jednak nie ma w sobie okrucieństwa. Będąc coraz bliżej natury, odczuwam jej ogromną siłę. Drzewa przytulają, chronią, dzielą się swoja siłą. Ty poszedłeś dużo dalej. Takie połączenie to marzenie, ale...
Świetny tekst :)

  golesz,  27/01/2013

@grazaa: Dzięki, choć tekst jest toporny. Teraz to widzę. Ale niech tam. Duże, samotne drzewa, mają często "przerąbane". Las, to las, ale samotnicy... Dlatego bardzo lubię takie drzewa, i cenię.

Pozdrawiam.

  greenway,  27/01/2013

Można pomarzyć o takiej ochronie, ale przecież właśnie to przyroda chroni ludzi, o czym nie pamiętają.A przecież chroniąc przyrodę chronimy siebie. Ona sobie bez nas poradzi, my bez niej już - Nie.

  golesz,  27/01/2013

@greenway: Ba. My to wiemy, ale ta przytłaczająca większość?

  hussair  (www),  27/01/2013

Interwencja godna tolkienowskich entów. I szczerze powiem: chciałbym takich doczekać.
Pomijając to i sam pomysł, jak zwykle intrygujący, mistyczny klimat i ta nutka człowieczeństwa, na którą pada cień nieczłowieczeństwa... Nieco mroczna i jakże satysfakcjonująca baśń.

  golesz,  27/01/2013

@hussair: Jak zwykle dzięki.

  hussair  (www),  27/01/2013

@golesz: Masz charakterystyczny styl, który rozpoznam już z opaską na oczach i powrozem wokół nadgarstków. Co nie znaczy: jednolity. Bo unikalny. I ta pierońska zdolność intrygowania. I coś jakby delikatne stuknięcie palcem w drzemiącą duszyczkę czytelnika. Co by nie przegapiła Spraw.

  golesz,  27/01/2013

@hussair: Ciebie Strzelcze takoż rozpoznaję bez mrugnięcia okiem. Jak... deszczyk czerwcowy chłodzący, wśród skwaru dnia.

  golesz,  27/01/2013

@golesz: Nie, nie. To głupie. Polecę dużymi literami, a więc jak... wyjazd z długiego tunelu. Tak lepiej. Choć... też przecież nie tak.

  eugen,  27/01/2013

golesz
Jest człowiek i człowiek rozumny. W tym artykule wyraźnie pokazaleś to co różni człowieka zatrzymanego w rozwoju od człowieka rozumnego. Może doczekamy się prawnej segregacji nieudanych osobników (tak jak gospodarz przesiewa i segreguje ziarno do siewu) aby rasa ludzka oczyściła się ze śmieci jak oczyszcza się ziarno. Prawnicy i inni biegli w decyzyjnym prawie powinni udac się na "po ...  wyświetl więcej

  golesz,  27/01/2013

@eugen: Rozumem jestem za, ale pompka mówi: - Ostrożnie z takimi pomysłami!
Vide Historia Najnowsza.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska