Login lub e-mail Hasło   

Odlot

Siła dobrej literatury.
Wyświetlenia: 1.341 Zamieszczono 12/02/2013

Odlot

 

          Wroński, nazywany wszędzie Glapą, był ewidentnym idiotą, i wiedział o tym. Takim się urodził, i takim zdechnie. Czytał bardzo słabo, sylabizował, pisać nie potrafił wcale. Wyuczył się kiedyś składać zamaszysty podpis, ale to wszystko. Mimo to, jeżeli już zdołał coś odszyfrować, to wierzył temu bez zastrzeżeń. Wszak słowo drukowane – ktoś się przecież napracował, wymyślił tekst, przygotował, wydrukował książkę, czy gazetę. To było coś, świętość.

          Dzięki rodzinnym koneksjom pracował w hurtowni rolnej jako zamiatacz. Za grosze. Tu nie jest wymagana żadna wiedza czy umiejętności, więc i nie było z nim większych problemów. Poza jednym. Kierownik hali ciągle się go czepiał, prześladował. Nie chciał się Glapy pozbyć, ale jako z natury pedant, uważał, że wszyscy powinni być idealni. Sztorcował go więc przy byle okazji. Na przykład dzisiaj.

          Glapa zmęczył się trochę machaniem miotłą, więc przysiadł pod ścianą i zapalił sobie. To była jedna z niewielu przyjemności, na jakie mógł sobie pozwolić w tym swoim szarym, zasranym życiu, choć powodowała częsty, suchy kaszel.

          - Co tu jest napisane? – Kierownik znienacka ryczy Glapie do ucha, pokazując paluchem na zakurzoną tabliczkę z napisem „No smoking!”. Podkradł się na palcach.

          - No… smo… - Glapa próbuje rozszyfrować napis.

          - Nie zakładać smokingu? – dowcipnie podpowiada kierownik.

          - Nie…

          - Nie palić! – ryczy zniecierpliwiony kierownik. – Nie palić! To znaczy, że tu nie wolno palić Glapa. Zrozumiałeś? Rzodkiewki są świeże, oddychają tym smrodem, napawają się.

          - Ale…

          - Nie dyskutuj Glapa! Za miotłę, i do roboty!

          I tak mniej więcej codziennie. Nie przeszkadzało mu to specjalnie – uodpornił się, przyzwyczaił, jednak trochę go ten bezpośredni, chamski ton, bolał. Postanowił więc podciągnąć się intelektualnie, tylko nie bardzo wiedział jak. Szczęśliwie jednak, któregoś dnia, znalazł na ulicy książkę. Leżała sobie na chodniku, lekko wilgotna, w miarę nieuszkodzona. Podniósł ją ostrożnie i mozolnie odcyfrował tytuł: „Jak stać się wolnym”.

          Glapa nie rozumiał tego. Kierownik zawsze ochrzaniał go rycząc, że jest za wolny, a tu książka, instrukcja, opisująca zapewne powolność jako zaletę. Dziwne.

          Zainteresowało go to, więc postanowił wziąć książkę do domu, do dogłębnego rozszyfrowania, przestudiowania. Nauczy się może przy okazji szybciej czytać. O pisaniu nawet nie marzył, bo i o czym mógłby pisać? O swoim marnym losie? Kogóż to może interesować?

          Po miesiącu Glapa czytał już prawie płynnie. Chłonął każde słowo, zapamiętywał. Przesłanie książki było inne, niż początkowo sądził. Autor próbował uświadomić Czytelnikowi, że nie powinien dawać sobą pomiatać, kimkolwiek jest, gdziekolwiek egzystuje. „Pozwól, by wyrosły Ci wreszcie skrzydła” – pisał, „Wzleć ku słońcu, pędź w nieznane, żyj jak ptak”.

          Bardzo się to Glapie wszystko podobało. W pół roku skończył książkę, by rozpocząć czytanie ponownie. W sumie przeczytał ją wielokrotnie, zapamiętał na zawsze każde zdanie. Wzrosło w nim poczucie godności, dumy, jak najęty czytał wszystkie napotykane napisy. Podniósł głowę, zaczął odszczekiwać się kierownikowi. Na plecach poczuł dwa rosnące szybko, symetrycznie, zgrubienia.

          Późną wiosną w hurtowni zwiększony ruch, a więc i pracy więcej. Kierownik biega jak opętany, czepia się wszystkich i wszystkiego. Bardziej niż zwykle wyżywa się na Glapie, ryczy na cały regulator.

          Glapa nie wytrzymuje wreszcie. Zdejmuje kurtkę roboczą, koszulę. Rozprostowuje wspaniałe, kruczoczarne skrzydła, macha nimi kierownikowi przed nosem i… wzbija się majestatycznie w powietrze. Spod sufitu hali krzyczy: - Mam was wszystkich w dupie!

          Wylatuje na zewnątrz, robi dla wprawy dwa kółka nad hurtownią, i na chwilę siada na największym drzewie, pod którym zazwyczaj parkuje kierownik. Defekuje po ptasiemu na jego wspaniałą, nowiutką Skodę, po czym wzbija się swobodnie i leci na północ. Do chłodniejszych rejonów, do bezkresnej, śnieżnej bieli Arktyki. Tutaj za gorąco, za duszno. Może wróci na zimę?

            Przestwór powietrzny rozbrzmiewa dumnym: - Krra!, krra!, z rzadka tylko przerywanym suchym kaszlem.

          Rzodkiewki oddychają swobodniej.

 

Koniec.

1302

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1613
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 919
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1194
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 772
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 466
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1038
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 792
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 588
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 738
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 726
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 510
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 998
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1126
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Amicus,  12/02/2013

Piękne!

@Amicus: Dzięki. Rumienię się.

  Amicus,  12/02/2013

@golesz: "Rumienię się."
Wypij napar z rumianku, pomoże. Na zasadzie "klina klinem" :)

@Amicus: Ok. Już rozpalam ognisko.

  grazaa,  12/02/2013

No tak, jak już o machaniu miotłą zaczynasz pisać, to ja nie wiem co powiedzieć... Ale te rzodkiewki??? Wiosnę poczułam ;)
A tak poważnie... piękne :)

@grazaa: Dzięki, dzięki. To przednówek, południowy wiatr i inne. Kiełkuje coś, łazi po głowie. A miotła też dobra na łamy.
Miałaś coś umieścić dziś rano? Szukam, szukam, i nie znajduję.

  grazaa,  12/02/2013

@golesz: Miotła mi się podoba... A rzodkiewka jeszcze bardziej. A co następnym razem?
Wrzuciłam coś, ale jest dopiero na blogu, tutaj wieczorkiem :)

  hussair  (www),  12/02/2013

@grazaa: Wieczorkiem? E tam...

  grazaa,  12/02/2013

@hussair: No to może za godzinkę... Tylko do domu wrócę, bo w pracy jestem ;)

  hussair  (www),  12/02/2013

@grazaa: To już brzmi lepiej, Syreno. To mknę na zakupy. ;)

  hussair  (www),  12/02/2013

Tak jest! Na pohybel bezskrzydłym krwiopijcom!

@hussair: No. A my, skrzydlaci, na powietrze wiosenne. Wdychać, napawać się (piękne słówko), tańczyć. Z defekacją tylko ostrożnie i nie złośliwie. Gołębie i tak sporo robią... zamieszania.

  hussair  (www),  12/02/2013

@golesz: Będziemy zatem się kontrolować, choć w wiosennej euforii mogą zdarzyć się potknięcia...

@hussair: Jak zwykle. Choć statystycznie będziemy w porządku. A ten jeden raz na dziesięć? Spokojnie.

  hussair  (www),  12/02/2013

@golesz: Zwłaszcza, jak trafi na kierownika hali czy innej gali.

@hussair: Taki kierownik, to jeszcze pikuś. Gorzej, gdy zbombardowany zostanie prezes jaki, czy podsekretarz. Nie chcę nawet myśleć o innych szarżach. Mogą uruchomić skuteczną obronę przeciwlotniczą. Władni są. To nie żarty.

  hussair  (www),  12/02/2013

@golesz: Ale żeby tak szli na wojnę z ptactwem hybrydowym od razu, bez negocjacji, bez propozycji podwyżki, talonu na simcę?...

@hussair: Oni w większości myślą szablonami, zapodawanymi z centrali. A centrala nierychliwa. Dla nas sprawa prosta - Jest Simca, nie ma nalotu.

  hussair  (www),  12/02/2013

@golesz: I nie odpuścimy z tego. Skrzydła krucze mocne, a broń biologiczna dokuczliwa.

@hussair: Szerokowidmowa przy tym, bo takoż gazowa.

  seta1212,  12/02/2013

Kurcze...tej ornitologicznej wendetty z suspensem sam Hitchcock mógłby pozazdrościć... dla mnie prawie literatura faktu.

  Remter,  12/02/2013

Można odlecieć jak się tylko tego zapragnie .. skrzydła każdy z nas posiada .. tylko nie wie .. że je ma .. ;)

Pięknie rozegrane opowiadanko z wdzięczną pointą. Bardzo mi smakowało.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska