Login lub e-mail Hasło   

Tato

Szanuj ojca swego!
Wyświetlenia: 1.413 Zamieszczono 15/02/2013

Tato

 

          Lumpenproletariacka dzielnica, lumpenproletariacka ulica. Stare, przedwojenne kamienice, każda, ledwie stoi, wspierana przez podobnej kondycji sąsiadki. Pełna solidarność, wspólnota w ruinie. Co trzecia jest pustostanem, poważnie zagrożona zawaleniem. Mieszkańcy, to głównie bezrobotni bez konkretnych zawodów, bez wykształcenia, bez nadziei. Ogrzewanie węglowe, woda tylko w korytarzu, na podwórku wspólny kibel. Pijackie awantury, nadto widoczna bieda, gołębie.

         Puszczone samopas małolaty mają ulicę dla siebie. Bieganina, krzyki, niegroźne bójki, w pustostanach skryte palenie papierosów, starsi delektują się tanim winem. Grupy według wieku – pięć do dziewięciu lat to szczyle, dziesięć do piętnastu kurduple, starsi to już panowie. Tak w każdym razie każą na siebie mówić. Młodszym. O rozrywce typu książka, kino, nie mówiąc o teatrze, mało kto słyszał, a już na pewno nigdy nie doświadczył. Te śmierdzące slamsy, rynsztok, policyjne pałowania, wóda, to ich cały świat.

         Szczyle mają swoje zabawy, swoje problemy. Jak każda z grup, jednak tutaj dominuje jeszcze przywiązanie do rodziców - wśród chłopców do ojców. O ile są tacy, bo to przecież różnie bywa.

         Jacek, mizerny sześciolatek który jeszcze nie ma ksywy jak inni, urzęduje po zakamarkach pustych kamienic. Pętają się wśród starszych, przeganiani z kąta w kąt, plączą się im pod nogami, ale jakoś są tolerowani. Jeśli znają swoje miejsce. A znają bezbłędnie. Istotnym tematem ich rozmów są ojcowie – który jest kim, co może, jaki odważny, silny, jak potrafi przywalić, sami supermani. Rzecz jasna pełna imaginacja, wyobrażenie, jednak na tyle silne, że warto go bronić. Na wszelkie sposoby. Stoją teraz w trzech przed pustą ruderą i kłócą się zajadle. Kilka kroków dalej licho ubrane dziewczynki grają w gumę, a pod osłoną kruszejących murów starsi, krztusząc się, zawzięcie popalają zdobyte gdzieś papierosy.

          - Mój tata jest marynarzem – chwali się Jacek. – Pływa na wielkim statku i po całym świecie.

          Nigdy nie widział ojca, nie rozmawiał z nim, a w każdym razie nie pamięta, jednak matka trzyma na półce pożółkłą fotografię w ramce, przedstawiającą przystojnego, dumnego mężczyznę w kapitańskim uniformie. Mówi o nim zawsze: - Twój tata. I dodaje: - Niebawem wróci.

          - Gówno prawda! – Zaprzecza Ślina. Dlatego Ślina, że pluje najchętniej i najdalej ze wszystkich szczyli. Czasem, gdy ma dobry dzień, aż na siedem kroków. – Wszyscy wiedzą, że ty nie masz starego. Mówił mi mój tata. A on wie wszystko. Nawet gdzie jest Australia. I jest najwyższy!

          - A gdzie ta… Australia? – Pyta podstępnie kulawy Kostek.

          - Tam, na dole. – Ślina pokazuje ręką na popękaną płytę chodnikową.  – Z drugiej strony kuli.

          - Jakiej kuli? – Dziwi się Kostek.

          - Ziemskiej, baranie! – Ślina spluwa w bok, ale bez ekstrawagancji. Blisko.

          - On ma rację! – Próbuje rozstrzygnąć Jacek. – Australia to… anty… pody. Tam też pływa mój tata.

          - I nie spadnie na dół? – Kostek demonstracyjnie puka się w czoło. – Kłamiesz. Nie masz starego, a ta Australia, to bujda.

          - Zaraz cię walnę! – grozi Jacek. – Mój tata tam pływa, i… dzisiaj wraca do domu. Mama dostała telegram.

          Zbiera mu się na płacz za taką niegodziwość, ale przecież nie okaże słabości. Jeszcze chwila, i rzeczywiście walnie. Nie wymyślił tego telegramu przecież – listonosz istotnie przyniósł matce jakieś ważne pismo, wymagające potwierdzenia. Jak ich przekonać?

          - Dupa, dupa… Krzyczy Kostek, ale nagle ucicha. Ucichają wszyscy wokół, bowiem nagle słychać jakieś dudniące o chodnik kroki. Zdecydowane, energiczne, coraz bliższe.

          Zza rogu wychodzi wielki… marynarz. Wielki, to mało powiedziane – ogromny, jakieś trzy metry wzrostu. Marynarz, to także nic. To regularny kapitan. Charakterystyczna, biało granatowa czapka z daszkiem, granatowy mundur z sześcioma złotymi guzikami, naramienniki, lampasy, spodnie w kancik, lśniące buty. W lewej ręce trzyma małą, kapitańską torbę, a w prawej złożone niedbale, białe, jedwabne rękawiczki. Przystojny jak wszyscy diabli, ogorzały od słońca i morskiej kipieli. Barczysty, widać, że wysportowany, energiczny, zwinny, szybki.

          Kroczy pewnie, nie rozglądając się specjalnie na boki.

          Wszyscy przytomni wywalają gały jak spodki, nieruchomieją w jednej chwili. Nikt nie próbuje uciekać, gdyż aż nadto jest oczywistym, że kapitan mógłby to uznać za swego rodzaju… dezaprobatę dla jego osoby, sprzeciw. A On sprzeciwu nie znosi – to przecież widać. No i któżby miał najmniejszą choćby szansę umknąć Mu wystarczająco szybko?

          Zbliża się do trzech szczyli, patrzy uważnie, uśmiecha do Jacka szerokim, lśniącym uśmiechem.

          - Witaj synu! – Nachyla się nad grupką, mówi głośno, niskim, męskim barytonem. – Wróciłem na chwilę. Czy wszystko w porządku? – Lustruje jasnym wzrokiem kolegów, brudne rudery, okolicę.

          - Tak tato. – Odpowiada dumny z ojca Jacek. – Wszystko w porządku. To są moi koledzy – Kostek i Ślina. Tam dalej koleżanki i… też koledzy. Wszystko w porządku.

          - To dobrze. – Mówi kapitan. – Daj rękę. Wybierzemy się do kina.

          Kapitan wkłada śnieżnobiałe rękawiczki do kieszeni i wyciąga potężną rękę. Jacek ledwie sięga dłoni, więc ojciec jednym pewnym ruchem sadza go sobie na barana. Oddalają się w kierunku miasta. Jacek ogląda się przez ramię i cały szczęśliwy, macha kolegom. Charakterny jest. Nie naskarżył ojcu, nie użalił się ani jednym słowem. Kto wie, co by się mogło zdarzyć? W jednej chwili zyskał niepomiernie w oczach całej ulicy.

          O smutnej treści dostarczonej dziś matce wiadomości dowie się wieczorem. Gdy wróci do domu.

 

KONIEC.

1302

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1613
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 919
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1192
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 772
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 465
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1038
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 786
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 588
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 737
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 726
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 509
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 997
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1126
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Noemi*,  15/02/2013

Goleszu, mam wrażenie, że w swoich opowiadaniach usiłujesz zrozumieć niezrozumiałe, uchwycić nieuchwytne, albo opisać linię oddzielającą życie od śmierci.

  golesz,  15/02/2013

@Noemi*: Ha. Mało, że usiłuję, to jeszcze staram się to podejście zasugerować Czytelnikom. Taki jestem podstępny.

  Noemi*,  15/02/2013

@golesz: Twój podstęp jest wyjątkowo skuteczny, albo ja jestem wyjątkowo podatna:-)

  golesz,  15/02/2013

@Noemi*: Wprawiam się z każdą literką. A wyjątkowa podatność nie jest przecież w tym przypadku zła. Odwrotnie.

  ulmed,  15/02/2013

Ojciec to wielkie słowo. Mało który facet sprosta tej wielkości.

  golesz,  15/02/2013

@ulmed: Wielkie słowo, wielki ojciec. A sprostać potrafimy niejednemu.

  greenway,  15/02/2013

Drogi Autorze, realistyczny opis podupadającej części miasta w sposób jednoznaczny kojarzy mi się z Łodzią. :)

  golesz,  15/02/2013

@greenway: Coż powiedzieć? I słusznie.

  grazaa,  15/02/2013

W tym tekście poraziły mnie odczucia tego chłopca, zawarte gdzieś między wierszami. A na końcu, wyobrażenie tego co nadejdzie, co nieuniknione. Mam wrażenie, że w coraz mniejszej liczbie słów potrafisz zawrzeć coraz więcej. Wybierasz tylko te niezbędne fragmenty, resztę pozostawiasz naszej wyobraźni. Jestem coraz bardziej pod wrażeniem :)

  golesz,  15/02/2013

@grazaa: Dzięki.
Zgadza się. W perspektywie ilość słów ograniczę jeszcze bardziej. Oszczędność czasu i papieru. Może zostanie tytuł. Następnie przejdę do poszczególnych literek, bo tu też mamy niepotrzebny nadmiar i bałagan.
Żartuję oczywiście, chociaż mój cel nadrzędny, to Wyobraźnia Czytelnika. Podać minimum, uzyskać (w sensie oczekiwanego, konkretnego celu) maksimum.
Pozdrawiam.

A ja bym to rozbudowała na boki... Tzn. jakies poboczne wątki, żeby bardziej bolało zakończenie.

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Można i tak, ale zakończenie wcale nie jest bolesne. Wszak nie wiemy, o czym jest ta smutna wiadomość? Może "tylko" o chorej ciotce Jadzi?

Dobra, dobra. Ciotka Jadzia byłaby zbyt dużą tragedią.

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Zależy. Jeżeli "przy kasie", i testament tylko chciała uzgodnić? Przewidująco, niekoniecznie od razu do realizacji? Chwilowy tylko omam, do wyleczenia.

Chyba sie w stylu dogadujecie z husairem. Mylę się?

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Cóż - dogadujemy się ponadstylowo. Nie telepatycznie jeszcze, ale trenujemy intensywnie.

Macie bardzo podobne... Mózgi?

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Tego nie wiem, nie otwierałem Mu czaszki, a i zawartości swojej nie znam. I, mówiąc prawdę, nie chcę znać. Bo może tylko... sieczka? Albo inna celuloza?

@golesz: Niech żyje taka wspólnota mózgów ponad podziałami! A tak na marginesie... Pisanie to nie próba wejścia do mózgu bez pardonu? Wejścia i otwierania?

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: He, he, pisanie, to może jeszcze nie, ale czytanie owszem. A otworzyć, wejść, rozglądnąć się i wyjść, zawsze można. Byle nie rozpowiadać zanadto, czego się nie dostrzegło. Poza tym, zawsze wypada zapukać.

@golesz: Rozglądasz się , a tam bezkresny Ocean głupoty, np.?

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Może być i tak, ale to naprawdę rzadkość nad rzadkościami.

@golesz: Czyżby? Optymista. No, ale zaciętość stylu to macie z hussairem podobną. To komplement.

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Dzięki ponownie. Zaciętość stylu, powiadasz... Toż ostatnio, przy każdym goleniu, dziabnąłem się nie raz krwawo. Teraz więc, w obliczu sugestii, podejrzliwy wzrok kieruję na Hussaira. Coś tu istotnie nie gra...

@golesz: Nooo, siła rażenia jego mózgu jest duża. Tylko czy ma motyw i intencję taką?

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Żeby się pociąć? On się chyba rzadziej goli - nie wiem, może zapuszcza brodę, wąsy? A więc motywu nie powinien mieć. Intencji chyba również.

@golesz: Jeżeli sie porozumiewacie telepatycznie, to i siłą myślunku moglibyscie się zacinać dowoli. Dlatego wątpię w intencje.

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Och - telepatia to tylko narzędzie. Nie do końca jeszcze przez nas opanowane. A intencje? Coż - zamierzamy doprowadzić sprawę do końca. Tak, czy owak. I bez specjalnej motywacji - ot, tak.

@golesz: No tak, to w Waszym stylu, chłopaki- dla hecy.

  golesz,  15/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: A co będziemy sobie żałować. Żyje się tylko te kilka marnych tysięcy razy.

  hussair  (www),  18/02/2013

@Ewa Łokuciejewska: Doszły mnie słuchy, że chcesz otwierać czaszki moją i Golesza. Ładnie to tak?

@hussair: To nie ja, to nie ja!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska