Login lub e-mail Hasło   

Rewident

Kolejny przekręt.
Wyświetlenia: 1.412 Zamieszczono 23/02/2013

Rewident

          Pozornie, inspiracja słynną, świetną komedią N. Gogola - „Rewizor”, jednak tylko pozornie. Bo gdzie mi tam do klasyki. Króciutkie opowiadanie o kontroli finansowej – krajowe realia, współczesne okoliczności, bardziej podstępna, twórczo rozwinięta metodyka. No i kontrolerzy prawdziwi, etatowi.

------------------------------------ 

          Główna księgowa, korpulentna kobieta pod pięćdziesiątkę, już miała wracać do siebie, gdy wisząca dotąd na telefonie Jadźka, rozdarła japę na cały pokój: - Pani Krysiu!

          - Czego? – Odwróciła się na pięcie.

          - Katastrofa! – Jadźka, zwykła kalkulatorka, odłożyła słuchawkę i patrzyła na nią jakby szukając natychmiastowego ratunku z wnętrza szalonej kipieli wodnej, wciągającej ją w ciemne odmęty, nieogarniony przestwór.

          - Co jest? No mów!

          - Kra… Krata!

          - Co krata?

          - Krata będzie tu za godzinę. – Odzyskała zdolność mówienia. – Kontrola!

          W księgową jakby piorun strzelił.

          - Krata mówisz? Skąd wiesz?

          - Właśnie rozmawiałam z koleżanką z… ministerstwa. – Tłumaczyła się Jadźka, spuszczając głowę. Nie ona co prawda dzwoniła do ministerstwa, tylko odebrała telefon, ale i tak wisiała na drucie chyba z pół godziny. – Nasłali nam Kratę. Jedzie już i będzie tu… za godzinę.

          - Chryste Panie! – Jęknęła księgowa, a wraz z nią wszystkie trzy, obecne w pokoju pracownice księgowości.

          Krata, uprawomocniony rewident specjalny z departamentu kontroli, cieszył się w resorcie zasłużoną sławą nadzwyczaj skutecznego psa tropiącego, nieugiętego wykrywacza wszelkich przekręcików, większych machlojek, afer, czy choćby drobnych pomyłek księgowych. Posadził już mnóstwo ludzi, a jeszcze więcej czekało na wyroki. Budził wśród wszelkich resortowych służb finansowych przerażenie, niczym chodzący, okrwawiony od używania miecz Damoklesa, czy okropny wynalazek pana Guillotina. Śnił się wszystkim głównym księgowym, był często jedynym bohaterem nocnych koszmarów.

          Księgowa jak stała, tak opadła ciężko na krzesło. Westchnęła głucho, ostatkiem sił nabrała powietrza by nie zemdleć, ręce zaczęły jej drżeć niczym wieloletniemu, nieuleczalnemu alkoholikowi.

          - To… pewne? – Spytała Jadźki niewyraźnym ze strachu głosem.

          - Niestety! – Usłyszała potwierdzenie. – Znam się z Zośką od… jakiegoś czasu. Jest w departamencie… referentem.

          Cóż. I to trzeba jakoś przetrwać. Księgowa zebrała się w sobie, niechętnie podniosła z krzesła.

          - Ogarnijcie trochę ten… bardak, i… same siebie. – Zarządziła stanowczo, patrząc z niesmakiem na bezładne stosy faktur, pism, zestawień. – Poproszę dużą, mocną. Idę do siebie.

          Pobiegła jednak wpierw do prezesa, ale tego, jak na złość, jeszcze nie było. Sekretarka dłubała pilnikiem do paznokci w faksie, który jak zwykle zaciął się na amen, ale też nie wiedziała kiedy szef wróci. Wybył rano do miasta i przepadł, przezornie wyłączając komórkę. Odciął się. Przekazała więc księgowa straszną wiadomość i wróciła do siebie. Zastanowić się, uspokoić. Bo cóż innego można zrobić w ciągu godziny?

----------------------------

          Rewident Krata, wysoki, starszy, siwiejący mężczyzna o stalowym spojrzeniu zdolnym przewiercić gruby, żelbetonowy mur, rzeczywiście zjawił się w urzędzie wraz z asystentem Celą, trzydziestoletnim chłopakiem, młodszym inspektorem. Obaj, ubrani w szare, spokojne, służbowe garnitury ministerialne, okazując się oficjalnie wielkimi, dwuczęściowymi legitymacjami, ulokowali się w ad hoc przygotowanym pokoiku, obok głównej księgowej.

Na dzień dobry zażyczyli sobie księgi główne – z bieżącego roku i z ubiegłego. Do skopiowania zaledwie. Tak poinformował księgową Cela, uspokajając jednocześnie, że właściwą robotę kontrolną wykonają na spokojnie u siebie. W ministerstwie znaczy. I jeżeli ta informacja miała księgową uspokoić, to grubo się niestety pomylił. Patrzyła tylko z przerażeniem, jak milczący ponuro Krata rozstawia statyw dla małego aparatu fotograficznego, jak podłącza oświetlenie. Wyszła do siebie gorzko zapłakać.

          Wrócił wreszcie prezes, ale jakoś nie zdecydował się na uprzedzające, rozpoznawcze przywitanie z rewidentem. Może dlatego, iż na wiadomość o niespodziewanej kontroli, począł się trząść jak osika na mrozie – szybko otworzył podręczny barek i łyknął pół szklanki Stolicznej. Dla uspokojenia. Czekał na wezwanie.

          Po dobrej godzinie istotnie doczekał się. Sekretarka przekazała, że panowie proszą prezesa do siebie. Na chwilę.

          Zapukał cichutko, nieśmiało. Z wnętrza usłyszał tubalne, władcze; - Proszę!

Wszedł.

          Pierwsze co zobaczył, to dwóch, pochylonych nad dokumentami mężczyzn. Rewident, którego znał z krążących po urzędach zdjęć, pokazywał coś Celi wyciągniętym palcem w umieszczonej pod aparatem, oświetlonej jaskrawo księdze głównej. Drugie, to przewiercające go na wylot, stalowe, ponure spojrzenie Kraty. Formalnie poczuł dwa wystrzelone w swoją stronę pociski przeciwpancerne. Fosforowe, wypalające na przestrzał. Stanął więc prezes pokornie w słusznej odległości i… całkiem pomieszany, milczał.

          - Czy ma pan może nam coś do powiedzenia? – Spytał grzecznie Celny miłym, chłopięcym, acz przeraźliwie zimno brzmiącym głosem.

          - „A więc wiedzą.” – Pomyślał prezes, i ugięły się pod nim nogi. Podświadomie, i mówiąc prawdę od roku, od początku, spodziewał się takiej chwili. Był nawet, w pewnym sensie, przygotowany do niej psychicznie. Liczył się z wpadką, choć nie sądził, by szwindel był tak… oczywisty, tak szybko wykrywalny. Tyle się przecież nagłówkowali… No, ale przecież to wysokiej klasy specjalista. Sławny na cały, urzędniczy kraj.

I to spojrzenie Kraty, jego ponure, urzędniczo bezlitosne milczenie…

          - No… - zaczął, ale natychmiast zrezygnował z bezsensownego w tej sytuacji kręcenia. Przyzna się od razu, wyjaśni co trzeba. Tak będzie łatwiej, może w konsekwencji… łagodniej? – To… namówił… mnie zastępca burmistrza – zaczął nieskładnie. – Ja… sam…

          - Dobrze – przerwał Celny. – Proszę iść do siebie i spisać skrótowo wszystko na kartce. Ręcznie. Podpisać, przybić osobistą pieczątką. Godzinka wystarczy? – spojrzał jednocześnie na Kratę, a ten przyzwalająco skinął głową. Z konsekwentnie kamienną twarzą.

          Prezes nic nie powiedział. Odwrócił się posłusznie i wrócił do siebie. Chciało mu się płakać.

----------------------------

          Celny, wracając z łazienki, natknął się w korytarzu na główną księgową.

          - Przepraszam pana – chwyciła go ostrożnie za rękaw. – Czy… można słówko?

          - Ależ proszę bardzo. – Celny okazał się bardzo miłym, uczynnym człowiekiem. Chyba jednak, a raczej na pewno, nie dość doświadczonym w kontrolnym fachu. Młody.

          - Widzi pan… - księgowa nie wiedziała jak zacząć. – Czy… pan… Krata, to dobry… fachowiec?

          - O ile wiem, tak, chociaż pracuję z nim od… kilku dni zaledwie. – Potwierdził rzeczowo. – Najlepszy w departamencie. I… porządny przy tym człowiek.

          - Jak to? – Zdziwiła się.

          - Mówiono mi – rozglądnął się po korytarzu i ściszając głos, nachylił konfidencjonalnie do księgowej – że w razie hm… pełnej szczerości, otwartości, potrafi tak złagodzić raport pokontrolny, takich później użyć koneksji, iż… nie raz, sprawa zostawała… zapomnianą.

          - Naprawdę?

          - Tak słyszałem. – Celny wyprostował się. – Ale tej rozmowy nie było. – Uśmiechnął się znacząco.

          - Na… turalnie. – Księgowa zgodziła się skwapliwie. Wróciła do siebie całkiem już skonfundowana. Nie wiedziała co robić, jak się zachować. Ech, życie.

          Po chwili jednak i ona, co było przecież oczywiste, nieuniknione, musiała stanąć przed Kratą.

          - Prezes – rozpoczął Celny, patrząc na nią jakoś tak… przepraszająco – … przyznał się do wszystkiego. Właśnie opisuje krótko całą… sprawę. U siebie. Czy pani, e… pani Krysiu, też to zrobi?

          Nie wytrzymała. Pod wpływem ponurego, rentgenowskiego spojrzenia stojącego milcząco pod oknem Kraty, rozpłakała się jak mała dziewczynka.

          - Tak, tak! – Wystękała przez łzy. – Opiszę wszystko, tego skur… - szczęśliwie nie dokończyła.

          - Dobrze. – Powiedział Celny i pogłaskał ją czule, uspokajająco, po ramieniu. Jak kochający syn. – Proszę nam tylko jeszcze przynieść te… właściwe księgi główne. Prawdziwe. I również, po swojemu, opisać całą sprawę. Zaczekamy… godzinkę.

----------------------------

          Wracali do ministerstwa zadowoleni. Jak zawsze. Celny prowadził, Krata siedział obok.

          - No cóż Stefciu, mamy cale dossier. – Uszczęśliwiony Celny, w istocie przełożony Kraty, uśmiechał się do niego serdecznie. – Czarno na białym. Kolejny, śliczny przekręt. I znów nagroda. Dam ci, tak jak Zofii, solidną premię i kilka dni wolnego. Cieszysz się?

          Krata, tak naprawdę nie znający się zupełnie na księgowości, papierach, dokumentach, zatrudniony wyłącznie ze względu na swoją przygnębiającą aparycję, też się uśmiechnął po swojemu i… nic nie powiedział. Nie mógł. Od urodzenia był niemową.

 

KONIEC.

1302

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1594
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 916
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1181
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1199
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 765
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 757
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 459
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1030
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 584
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 731
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 506
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 722
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 993
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Opowiadanie napisane w najlepszych tradycjach Gogola, Saltykowa-Szczedrina, Czechowa , wielkiego humorysty serbskiego Nusica, Zoszczenki i niedocenianego - nawet przez wielu wspolczesnych Rosjan - mojego ulubionego satyryka Arkadija Awerczenki.
Podobalo mi ono tak bardzo, ze nastepny tekst zadedykuje wlasnie Tobie, Goleszu.
Dzieki za inspiracje...
Juz zabieram sie do roboty....

  golesz,  23/02/2013

@youngcontrarian: Wielkie dzięki - staram się jak mogę. Gogol, Czechow, Dostojewski, Bułhakow, moi ulubieni, to byli Autorzy. Ech...

@youngcontrarian: Podzielam pogląd!

  greenway,  23/02/2013

Kontrola (choć niektórzy używają niewłaściwej formy "kontrol", co niezmiennie mnie śmieszy) - jakiż ładunek negatywnych emocji towarzyszy temu słowu. Nikt nie lubi być kontrolowany ani służbowo ani prywatnie. Świetnie to wykorzystał Gogol w "Rewizorze" odmalowując nasze ludzkie słabości i knowania w ówczesnej rzeczywistości. Również Tobie udało się znakomicie oddać śmieszność i grozę zjawiska zwan ...  wyświetl więcej

  golesz,  23/02/2013

@greenway: Dzięki.

  grazaa,  23/02/2013

No cóż, po przeczytaniu wszystkie ostre narzędzia wypadły mi z rąk, a potem już nie mogłam ich znaleźć. Eh, Golesz, jednym tchem przeczytałam. Świetnie napisane, pisz dalej, koniecznie :)

@grazaa:
Grazaa , na milosc blizniego, co ty robisz z ostrymi narzedziami przy kompie? :-)

  golesz,  23/02/2013

@youngcontrarian: Rżnie kable, co by się odciąć.

  grazaa,  23/02/2013

@youngcontrarian: To na życzenie Golesza... Nie chce już miodziku, tylko czegoś ostrego oczekuje, nawet piła tarczowa mu pasuje. Więc przygotowałam się odpowiednio do czytania i... nic z tego, narzędzia pogubiłam ;-)

  golesz,  23/02/2013

@grazaa: A... Spróbuj może kulomiotu. Też mi dobrze robi.

  grazaa,  23/02/2013

@golesz: Nie, nie.... miały mieć nieco inne zastosowanie, ale nic z tego nie wyszło ;)
Kulomiot też pewnie nie zadziała. Chyba że kulkami miodu będę strzelać :)

@grazaa:

:-)

  golesz,  23/02/2013

@grazaa: Wiem. Chciałaś się pociąć z rozpaczy po przeczytaniu. Ale z tych nerwów, nie trafiałaś. Spokojnie, za chwilę przejdzie.

  grazaa,  23/02/2013

@golesz: No tak, prawie w miodziku się utopiłam... Dobrze, że potrafię nurkować ;)

  golesz,  23/02/2013

@grazaa: A mieszanka aby bogatsza? W tlen i inne takie? Bo to środowisko jakby gęstsze, oporne.

  golesz,  23/02/2013

@grazaa: Ha - przewrotność kobieca. I uwierz tu. To a propos kulek miodowych.

  grazaa,  23/02/2013

@golesz: Mieszanka nitroksowa, oczywiście. I to ta bogatsza w tlen, 36%. Dało radę ;)

  golesz,  23/02/2013

@grazaa: No, to z taką mieszanką można cuda. Napęd odrzutowy, rakietowy nawet.

  grazaa,  23/02/2013

@golesz: Nie wpływa na szybkość, ale można dłużej pobyć w miodziku, a to przydatne w tym przypadku, bo miód gęsty, więc ruchy powolne... Im więcej tlenu, tym mniej azotu. I o to właśnie chodzi :)

  golesz,  23/02/2013

@grazaa: Rozumieć. Gromadzić tlen na ciężkie czasy.

  grazaa,  23/02/2013

@golesz: Oj, gromadzić... A potem dawkować stopniowo. Ale nie za dużo, bo... szkodzi. Niczego w nadmiarze :-))) Więc może jednak miodzik?
;-)

  golesz,  23/02/2013

@grazaa: Ech kobieto, kusicielko. Jeszcze trochę posprężam, pokompresuje tego tleniku. Bo w tym podobno jestem dobry. W kompresji. W przeciwieństwie do innych, którzy, gdy tylko spuścić ich z oka, lekce sobie ważą ten z wielkim trudem zgromadzony ciśnieniowo eliksir, i hajda rozpuszczać go w przestrzeń, dekompresować. Więc bez kontroli nie da rady.

  grazaa,  23/02/2013

@golesz: ... więc pisz, Leszku, pisz koniecznie. I kompresuj ten eliksir życia, bo w nadmiarze ma działanie toksyczne, a gdy pozostawiamy mu pewien margines, to rozbudza wyobraźnię... A to już miodzikiem pachnie :)

  golesz,  23/02/2013

@grazaa: Bardzo. Ale to tylko kropelka, więc niech tam. Tyle wytrzymam.

  seta1212,  23/02/2013

Postacie Gogola i, jak słusznie zauważył nasz przyjaciel young, m.in -Sałtykowa Szczedrina niewątpliwie mogłyby być świetnym pretekstem do Twojego opowiadania.
Jedna ze sztuk Sałtykowa "Bałałajkin i spółka" i zawarta w niej galeria takich typów jest mi szczególnie bliska -ale to już inny temat.
Onegdaj miałem natomiast okazję widzieć na scenie jednego z najlepszych na świecie współcz ...  wyświetl więcej

@seta1212: Dzieki, i zazdroszczę wrażeń teatralnych.

  seta1212,  23/02/2013

@golesz: :)))

@seta1212:

  hussair  (www),  23/02/2013

Osz Ty mnie rozbroił... A kiedyś rozmawiałem z pewnym Białorusinem, któremu się ,,przysiadło'' za przekręty, że przesłuchanie u nich opiera się głównie na porażeniu delikwenta grą twarzy i oczu (myślę, że to się sprowadza do tego, co opisujesz) i zblefowaniu niejasnymi, ale przekonująco brzmiącymi pogróżkami i ,,my wiemy, że...''. Przy czym metody te stosują jakoby tak samo i milicyje, i mafije.

  golesz,  23/02/2013

@hussair: Metodyka odwieczna, sprawdzona, tania. Klient sam "wychlapie".

  hussair  (www),  23/02/2013

@golesz: Ano. Mam podejrzenie, że np. CIA zainspirowało się metodami NKWD, a to zaś szacowne towarzystwo zainspirowało się Ochraną. Skąd z kolei podręczniki Ochrany? Zapewne jakieś wymieszane techniki tatarsko-krzyżackie. Jak rzekłeś, tradycja dosięgania ,,prawdy'' stara jak świat.

  golesz,  23/02/2013

@hussair: Tak jest. Ludzie, ludzkość nie zmieniają się. W każdym razie na lepsze. No - niektórzy. Psychologia, behawioryzm te same, metody wysysania świńskie (przepraszam świnie), podstępne. Liczy się ekonomia, skuteczność. A to są wszystko skutki, efekty myślenia. Oj, ta inteligencja to nas zaprowadzi...
A poza tym Tomku wszystko gra. Nie powiem, jak komu w płucach, ale nieźle jest. A będzie jeszcze gorzej. Strasz (przerażaj), i rządź!

  hussair  (www),  23/02/2013

Powiało grozą.

@hussair:
Prekursorami i niedoscignionymi mistrzami wywiadu i kontrwywiadu byli Jezuici.
Zachwycali sie nimi zarowno Himmler jak i sam Stalin (byly seminarzysta).
Liczne zrodla potwierdzaja , ze obaj Panowie nie ukrywali, ze struktury sluzb NKWD jak i SS wzorowane byly na strukturach Zakonu Jezuitow.

  hussair  (www),  23/02/2013

@youngcontrarian: Czytałem, że struktury SS zostały oparte na ,,jezuickim porządku''. Ale że Stalin też? No proszę, jak się to koło inspiracji toczy...

Kochani, pod artykulem nad komantarzami przeszedl minusowy (jezuicki) huragan "Sandy"....
Czas naprawiac szkody....



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska