JustPaste.it

Wola i miłowanie nieprzyjaciół

Jezus Chrystus był Mesjaszem, co udowadniam poniższym tekstem. Jego doskonała nauka prowadzi nas utworzenia nowego świata i nowego życia na podobieństwo naszego obecnego istnienia

Jezus Chrystus był Mesjaszem, co udowadniam poniższym tekstem. Jego doskonała nauka prowadzi nas utworzenia nowego świata i nowego życia na podobieństwo naszego obecnego istnienia

 

14.Wola i miłowanie nieprzyjaciół

 

Nikogo nie zwalczaj, cierpliwie buduj własny świat Bogdan Góralski

 

 

14.1.Wola jest miarą entropii. Entropia jest miarą woli.

Rozbity kubek to nieuporządkowane środowisko[1], którego entropia rośnie bo entropia jest miarą nieuporządkowania. Jednak miliardy możliwych sposobów rozbicia kubka są wyrazem uporządkowania materii według woli twórców naszego środowiska. Cały kubek jest wyrazem  woli tylko twórcy kubka, który zestalił atomy w kształt kubka zgodnie ze świadomą twórczą myślą. Atomy rozbitych kubków są zatem wyrazem woli twórców naszego środowiska, którzy chcą aby atomy pozostawały w formie przez nich ustalonej tzn. po naszemu nieuporządkowane. Jednak to nieuporządkowanie coś oznacza. Oznacza działanie praw przywracających stan pierwotny materii- ten stan, który był punktem wyjścia przed naszymi działaniami, przed działaniem wynikłym z naszej woli. Z tego wynika, że wola zmienia kierunek łańcucha przyczyn .

Kubek cały odpowiada strzałce „czasu”- łańcuchowi przyczyn wyznaczonemu przez naszą wolę. Kubek rozbity przypadkiem odpowiada strzałce czasu innej woli, która przywraca stan bliższy pierwotnemu-stan rozproszkowania. Może to nie chodzi o „czas” a kolejność przyczyn bo przecież czasu nie ma.

Co było pierwsze? Atomy miały formę planety Ziemia, nastał człowiek i zrobił kubek bo taka była jego wola, kubek się przypadkiem rozbił w pył (a może to zrobić na miliardy sposobów) bo to było zgodne z prawami twórców tego świata.

Czyli nieuporządkowanie jest wyrazem woli twórców. Wzrost entropii jest zgodny z wolą naszych stwórców. My jednak, tworząc nowy świat, porządkujemy go zużytkowując energię

i zmniejszając entropię układu. Działamy wbrew woli twórców świata. Z tego płynie wniosek: „Aby być w zgodzie z naszymi stwórcami powinniśmy wydatkować energię nie na przekształcenia świata czyli na dopasowanie świata do naszych potrzeb, które są zmienne i wynikają z wymagań bieżącego etapu ewolucji, lecz na przekształcania nas samych aby dopasować nas do tego świata, który już istnieje”. Oszczędzimy wtedy energię.

Przykładem działania ludzkiej woli jest centralizacja ludzkiego społeczeństwa i podporządkowanie go woli jednostki. Jest to raczej niezgodne z pojęciem wolności i dlatego

społeczeństwo pulsuje- tzn. na zmianę centralizuje się i decentralizuje zależnie od warunków zewnętrznych, tzn. poddaje się woli tyrana i odrzuca jego wolę, gdy warunki na to pozwalają, gdy są sprzyjające nie uporządkowaniu. Co ostatecznie centralizuje społeczeństwo???

Etyka wynikająca z wiedzy o zagrożeniach płynących ze środowiska. Społeczeństwo pełne wiedzy o niebezpiecznym dla życia środowisku poddaje się samokontroli widząc w tym szansę na przetrwanie. Samokontrola jest możliwa gdy rozumiemy prawa społeczne i widzimy ich sens. Prawo musi być proste i zrozumiałe dla wszystkich aby pojawiła się samokontrola.

Czy obecnie entropia naszego świata rośnie? Czy rośnie jego nieuporządkowanie? Wg kosmologii wszechświat się rozszerza, co oznacza że przybywa energii, bo przecież energia podtrzymuję wolę, a wola jest twórcą materii co wykazałem wcześniej. Rozszerzanie się wszechświata oznacza przybywanie nowych światów będących efektem pojawienia się nowych świadomości, nowych woli, nowych stwórców, nowych gwiazd dających życie. Czyli rośnie energia wszechświata  i rośnie entropia.

Pojawienie się centralizującej woli świadczy o pogarszaniu się warunków środowiskowych i wynikającej stąd potrzebie normatywu zużycia energii służącej podtrzymywaniu życia członków społeczeństwa. Ten normatyw to etyka porządkująca życie społeczności pojawiająca się w chwilach zagrożeń braku energii.

14.2. Słońce jest naszym bogiem

Gdy pojawia się efekt woli kierowanego etyką społeczeństwa, czyli nowy świat, energii jest pod dostatkiem, bo graniczna świadomość starego świata zmienia się w energię nowego, co może oznaczać, że to Słońce jest naszym bogiem. Słońce zostało stworzone przez poprzedzające nas etyczne i mądre społeczeństwo. Takie myślenie pojawiło się w mitologiach różnych ludów np. Inków. Ważniejszym od Słońca jest jednak Bóg-Stworzyciel, który stworzył prawa istniejące we wszechświecie. Rola Wirakoczy w wierzeniach Inków systematycznie wzrastała, aż osiągnął on status porównywalny z najwyższym bogiem Inti (pojawiały się nawet tendencje do uznania go za byt wyższy niż Słońce i Księżyc, tajemną siłę, która wyzwoliła prawa rządzące całym wszechświatem), nigdy jednak kult ten nie zdobył tak dużego poparcia wśród inkaskich elit jak kult Inti (wyjątkiem jest tu może okres panowania na wpół legendarnego króla Viracochy). Indianie peruwiańscy w osobie Wirakoczy odnajdywali filozoficzną i metafizyczną głębię, której brakowało solarnemu bogu Inti. Uznawali go za ojca i dobroczyńcę, stwórcę tajemniczych praw rządzących kosmosem, przenikającego swą mądrością głębie czasu i przestrzeni, demiurga objawiającego sens ludzkiej egzystencji. Chyba, że prawa rządzące Kosmosem są odwieczne a życie jest stawaniem się bogiem.

Etyczna świadomość będąca granicznym produktem materialnego świata ostatecznym aktem woli i samopoświęcenia (?)zamienia się w energię nowej gwiazdy dającej nowe życie i nową rodzącą się świadomość. Ta wysoko etyczna świadomość jest zawarta w nowym świecie, w prawach tego nowego świata, które go kształtują. Ten stary świat żyje w nas, w nas się odtwarza. Ten nowy świat jest wpisany w Kosmos i musi być zgodny z jego prawami.  Nowy świat jest nieuporządkowany, ma dużą energię i dużą entropię czyli układ o wysokim uporządkowaniu ma małą entropię i energię.

Aby wiedzieć jak stworzyć nowy świat trzeba mieć wiedzę. Dobra, twórcza Wola wynika z etycznej wiedzy, wiedzy, którą zgromadził centralizujący się wokół etyki świat. Umiejętność stworzenia nowego świata poprzedza akt woli, akt stwórczy  nowego świata, będącego efektem samoofiarowania się starego świata. Feniks rodzi się z popiołów. Nowy świat rodzi się na zgliszczach starego i jest wynikiem niekończącego się łańcucha ewolucji. Energia się odtwarza, świadomość się odtwarza, a życie konsumuje materię zamieniając ją w etyczną świadomość. Świadomość nieetyczna się nie odtwarza.

14.3. Początek nowego świata

Samoofiarowanie się Chrystusa dało początek nowemu światu. Jego etyka sięgnęła granic ludzkich możliwości i była odtworzeniem aktu stwórczego świata. Etyczna do granic czyli miłująca mądrość, której emanacją był Chrystus, tworzy nowy ludzki świat. Świat oparty na prawie Chrystusowym-miłuj  nieprzyjaciół i dziel się chlebem. Nasz przyszły świat.

 

Wg filozofii hinduskiej Świat powstał w wyniku samoofiary Puruszy, a my jesteśmy zobowiązani w nim trwać, wędrując przez niezliczone wcielenia, aż do momentu gdy na tyle rozpoznamy naturę świata i odgadniemy tajemnice jego początku, iż przestanie nas nęcić swoją atrakcyjnością. Uwikłanie się w świat, zainteresowanie się jego grą, to sansara, a wyzwolenie się spod jego uroku to moksza, to wolność od śmierci i wciąż ponawiających się narodzin. Odkąd zdefiniowano świat jako sansarę, jako dziedzinę dziania się i zmienności, zaczęto poszukiwać, już w ramach tego modelu, sposobów na przerwanie łańcucha wcieleń. Wyrwanie się z sansary, to uwolnienie się spod działania prawa karmana (łańcucha przyczyn wynikających z czynów), czy można się zatem uwolnić od czynu działając?[2]

Wyrwanie się z łańcucha przyczyn powoduje pierwotną przyczynę-powstanie nowego świata. Np. nieodwzajemnienie krzywdy przerywa łańcuch przyczyn, staje się ofiarą z siebie, zaparciem się siebie, swego Ja, co jest początkiem nowego świata. Dobrowolna ofiara z siebie, dobrowolne cierpienie zmienia świat na lepszy. Cierpmy więc dobrowolnie, nie unikajmy cierpienia  bo to da nam szczęście w życiu.

Szkoły bramińskie również nie uznają Wszechmocnego Stwórcy. Świat według nich jest w zasadzie odwieczny, ale rzeczywistość empiryczna, którą uznajemy za prawdziwą (zazwyczaj błędnie) ma swój początek. Lecz ów początek nie jest absolutnym początkiem, jest to raczej moment wyłonienia się z pełnej potencjalności świata naszej egzystencji. Ów moment przejawienia się rzeczywistości, której natura jest ostatecznie niepoznawalna i niemożliwa do adekwatnego określenia, jest często przedstawiany w hymnach symbolicznie lub w formie mitu. Najpopularniejszym wedyjskim mitem kosmogonicznym, który stanowi podwaliny hinduistycznego paradygmatu, jest mit o Puruszy, Pra-człowieku. Ów makroantropos składa siebie samego sobie w ofierze i w wyniku tego wyłania się cała widzialna i niewidzialna rzeczywistość. Purusza nie jest Bogiem Stwórcą, jest to raczej postać absolutu, którą przybiera, wyłaniając z siebie taką, a nie inną formę świata[3].

Dobrowolna ofiara cierpienia i życia oddanego za ludzkość przyniosła Chrystusowi nirwanę.

Nirwana-wyzwolenie się z działania uwarunkowanego, a przez to doświadczanego jako pełnego nieszczęść i uciążliwości świata. Nirwana bywa doświadczana jako stan świadomości na który już nic nie ma wpływu i nic go nie porusza. Człowiek, dokonując według ściśle określonych procedur soteriologicznych wewnętrznej przemiany, automatycznie dokonuje przemiany świata.

Bramini twierdzili, że dobre rezultaty w życiu osiąga ten, kto dobrze wypełnia rytuały ofiarne, zlecając ich wykonanie braminom co było  możliwe dzięki tzw. przeniesieniu zasług z kapłana na ofiarnika. Budda, kwestionując znaczenie ofiary wedyjskiej, odrzucał zręczne, a według niego automatyczne wykonywanie czynności rytualnych, odrzucał idee szeroko rozbudowanych ceremonii, w której opłacającego ofiarę zastępował oficjant. Instytucja ofiarowującego i oficjanta, występującego w jego imieniu, doprowadziła do idei przenoszenia zasług, to znaczy, że odpowiednio odprawiona przez kapłanów ofiara przynosiła pozytywne skutki temu, kto zlecił jej odprawienie. Takie właśnie konsekwencje rozumienia czynu kwestionował Budda i w miejsce idei przenoszenia zasług wprowadził zasadę indywidualnej odpowiedzialności za czyny[4].

Zasada indywidualnej odpowiedzialności za czyny jest kwestionowana w mojej doktrynie, bowiem to społeczeństwo i jego samokontrola, kierowane systemem etycznym, jest odpowiedzialne za czyny jednostek. Na czyny jednostek wpływają społeczne uwarunkowania,  a społeczne uwarunkowania pojawiają się w reakcji na środowisko naturalne, które nie jest przez nas kontrolowane, jednostka nie jest za czyny w pełni odpowiedzialna. Kiedyś w słowiańskim opolu za zabójstwo odpowiadała cała społeczność, jeśli nie znaleziono sprawcy. To czy społeczeństwo będzie istniało dalej zależy od etyki całego społeczeństwa, bowiem tylko całkowicie etyczny świat się odtwarza. Stwórzmy sprawny system etyczny.

Jerzy Braun w Kulturze Jutra[5] porusza Heglowski problem autonomii (heteronomia- neguje ludzką wolną wolę) ludzkiego ducha. Wydaje się, że człowiek może być zupełnie wolny w jeden tylko sposób, kiedy postępuje zgodnie z odwiecznym prawem Wszechświata- szanując daną mu energię i wykorzystując ją w sposób optymalny. Postępowanie takie nie zakłóci harmonii Wszechświata i zapewni zgodność naszej woli z logiką świata.

Heglizm zwichnął w umysłach ludzkich równowagę między indywidualnością a powszechnością, zasiewając w nie przesąd, że jednostka nie ma żadnego znaczenia poza wielkimi całościami społecznymi, w stosunku do których jest tylko komórką i ogniwem. Wyabstrahowano w ten sposób z żywego organizmu historycznego ideę związku pomiędzy istotami rozumnymi, nadając związkom, zespołom, agregatom społecznym cechę absolutu, czegoś co istnieje i ma wartość samo przez się, a nie jako sposób współżycia i coraz pełniejszego rozwijania się samych tych istot. Nie pamiętano, że aby powstał związek, muszą istnieć jego elementy, tj. indywidua, i że one tu właśnie stanowią tutaj treść, istotę, zaś związek jest tylko formą, trybem ich połączenia. Nie pamiętano również, że wraz ze zgładzaniem indywiduów, zniknąć musi sam związek społeczny, którego istnienie jest w ten sposób uzależnione od istot, które się nań składają.

Że indywidua nie powstają w oderwaniu, w  samotniczej izolacji, lecz w środowiskach społecznych, w łączności z innymi, jest to również oczywiste, jak i celowe. Ale prawdziwa racja ich stosunku wzajemnego polega na harmonii i równowadze między powszechnością a indywiduum. Część jest dla całości, ale też całość jest dla części. Wyłamywanie się jednostki z zespołu społecznego prowadzi do anarchii, do pogwałcenia prawa wzajemności, na którym opiera się ład moralny; podobnie znowuż niwelacja jednostki na rzecz zespołu jest drugą potwornością moralną, despotyzmem, dozwolonym tylko w wyjątkowych wypadkach (wojna, rewolucja itp.), kiedy bez ograniczenia swobody indywiduów nie da się uratować zbiorowości. Wydaje się na pozór, że nie ma żadnego czynnika pośredniczącego między wolnością a przymusem, ze zatem wolność prowadzi do samowolnego nasycania się jednostki kosztem grupy społecznej – i musi być ograniczona przez przymus. Rozumowanie takie uprawnia na przykład zniesienie własności prywatnej, chronionej w ustroju kapitalistycznym, jeżeli bowiem egoistyczny osobnik uciska innych dla rozszerzenia swego stanu posiadania, nie umie widocznie służyć ogółowi i musi być pozbawiony własności na rzecz tegoż ogółu. Ale rozumowanie takie zapomina, że między wolnością a przymusem istnieje trzeci czynnik, a mianowicie: prawo, które ma w sobie cechy obydwu tych zasad (zarazem broni i ogranicza); prawo może być wprawdzie równoznaczne z naciskiem zewnętrznym, jak to się dzieje w środowiskach słabo uspołecznionych; ideałem jednak jest obywatel, którego prawo obejmuje wewnętrznie, jako wolny akt ograniczania swego interesu osobistego na rzecz powszechności, w czym właśnie znajduje on maksimum zadowolenia moralnego. W tym kierunku powinien pójść dalszy rozwój społeczno-polityczny ludzkości, wychowując człowieka, który utożsamiać będzie swoje cele z celami grupy,
narodu, państwa, ludzkości, nie tracąc przy tym nic ze swej godności i niezależności osobistej. Urzeczywistniłoby to wolną twórczość dziejową, pozwalając nam dążyć do maksimum osobowości - przy maksimum solidarności wszechludzkiej[6].       

   

Wg. Ernesta Renana (1823-1892) dzieje muszą mieć swój początek. Musiał istnieć jakiś bodziec, dzięki któremu zachwiała się pierwotna równowaga i rozpoczął się ruch oraz ukierunkowany rozwój. Bodźcem tym było „pragnienie bycia, pragnienie świadomości, konieczność realizacji ideału. Ideał zatem ukazuje się nam jako zasada ewolucji ku Bogu, jako stwórca, cel i pierwotny bodziec wszechświata”. „Owo „pragnienie bycia” jest właściwe wszelkiej istocie, wszystko, co mogło istnieć, dąży do istnienia właśnie, czyli do realizacji swej istoty, to bowiem, co ma rację bytu, może się stać, co zaś zostało zapoczątkowane, może się spełnić”. Istnieją więc wzorce istot realizujących się w zmiennym świecie. Istnieją  dusze.

Jednak nasz świat nie ma początku i jeżeli jest podporządkowany etyce staje się perpetum mobile powtarzającym się nieustannie

Byt w swej pełni to byt świadomy, realizujący ostatecznie ideał. Postęp zatem polega na wiecznym ruchu ku samowiedzy, jest to według Renana jedyne uniwersalne prawo wszechświata,(...) Istnieje w świecie świadomość ukryta, która dąży do stworzenia siebie, tajemnicza wola, która ziszcza wszelkie możliwe byty[7].

Jeżeli nie ludzkość, to inne istoty przybliżą realizację ideału. Będą to zapewne istoty bliskie ludziom, lecz „wyższej rasy”. Nie wiemy też, czy będą zamieszkiwać Ziemię, czy też inną planetę. Jedno jest tylko niewątpliwe, że my będziemy ich ojcami. Przez sztuczną selekcję, opartą na znajomości fizjologicznych praw, zrodzi się gatunek nadludzi, istot półboskich, devas. Zdaniem Renana pomysł ten nie jest wcale fantastyczny. Dowodzą tego prowadzone w laboratoriach fizjologicznych prace. Umiemy już ulepszać gatunki zwierzęce i roślinne, przyjdzie więc czas, w którym ludzie zapragną ulepszyć samych siebie, stworzyć o wiele potężniejsze mózgi. Gdy zaś deva o takim mózgu powstanie, zwykli ludzie będą się mu musieli podporządkować[8]. 

Natura nie zna przyszłości, natura nie wie co będzie potrzebne na następnych etapach ewolucji, stwarza na wszelki wypadek miliardy form życia wypełniającego wszystkie nisze ekologiczne i wykorzystującego całą dostępną energię. Ewolucja jest przypadkowa, ale podporządkowana kosmicznemu prawu oszczędzania energii, jest więc zdeterminowana. Do czasu. Do czasu uzyskania przez człowieka świadomości swego losu. Świadome ukierunkowanie ewolucji człowieka stosownie do przewidywanej przyszłości środowiska pozwoli mu uniknąć ekologicznych pułapek. Pozwoli na opanowanie wszystkich środowisk.

Słusznie dowodził Strauss: osobowość zakłada istnienie innych osób. Tam gdzie jest „ja”, musi być także „nie-ja”[9]

Bowiem również pojęcie świadomości zakłada istnienie podmiotu świadomego i tego, co jest uświadamiane. Zakłada podział, rozróżnienie w łonie bytu, który z założenia jest jednością[10]. Ta świadomość jest zamknięta w świecie otaczającym, którego jest produktem, ale widziana z pewnej perspektywy staje się z nim jednością, tak jak człowiek w naszej galaktyce widziany z perspektywy innej galaktyki.

Udowadniając determinizm funkcjonujący w naszym świecie „naukowy” biograf musiałby ujawnić procesy fizjologiczne, jakie z konieczności doprowadziły do odpowiednich doktryn filozoficznych[11]. Takie procesy opisuje moja teoria, sprawdzająca się w praktyce, opisująca jak byt kształtuje naszą świadomość i idee przez nią tworzone[12]. Moja teoria kryzysów klimatycznych powodowanych cyklicznymi czynnikami kosmicznymi tłumaczy zasadę determinizmu. Idee pojawiają się w reakcji na warunki środowiska naturalnego  i kształtują je

przeobrażając społeczeństwo przystosowujące środowisko naturalne do swoich potrzeb. Idea Chrystusa była reakcją na kryzys klimatyczny , ale pojawiła się pod wpływem innej idei, Idei Boga. Idea istnienia Boga była wcześniejsza i pojawiła się też pod wpływem niezrozumiałego

świata, w którym istniało zło i dobro. Tymczasem według Heraklita z Efezu, zło istnieje po to abyśmy doceniali dobro, głód po to abyśmy doceniali dostatek. Idee pojawiają się w reakcji na świat materialny i kształtują go poprzez społeczeństwo odbierające te idee.

 

14.4.Renan a Jezus Chrystus

Renan tak pisał o Jezusie w „Żywocie Jezusa”: Możemy zatem tę wzniosłą postać, która dziś jeszcze przewodniczy losom świata, nazwać boską, nie dlatego, by boskość zawarł w sobie lub by się z nią utożsamił, lecz dlatego, za jego sprawą gatunek ludzki uczynił największy krok ku boskości[13].

Jezus-wyjaśniał później w liście do George Sand Renan - nie był mędrcem, ani filozofem, nie stworzył systemu religijnego ani żadnej doktryny metafizycznej. Żydzi bowiem w tamtych czasach nie mieli nauki ani filozofii. Byli natomiast jedynym(?) narodem, w którym rozpowszechniła się wiara w całkowite odrodzenie świata za sprawą Mesjasza, w którym żyła nadzieja, że sprawiedliwi zmartwychwstaną i spoczną na łonie Abrahama. Owa wiara nie była ujęta w dogmatyczne reguły, przenikała jednak  społeczeństwo Judei, znajdując wyraz w niemal całej literaturze hebrajskiej. Jezus w tej wierze został wychowany, żył nią tak jak jego pobratymcy. Wielkość Jezusa polegała nie tylko na  tym, iż tę wiarę utwierdził, lecz że oderwał ją od spraw doczesnych, oczyścił z materializmu i polityki, przeniósł z ziemi w krainę ideału. Od czasów niewoli babilońskiej naród żydowski żył w stanie ciągłego napięcia. Być może właśnie na skutek tej sytuacji marzył o przyszłości, o swym przeznaczeniu, łącząc swój własny los z losami całej ludzkości, stając się rzecznikiem filozofii profetycznej(niektóre jednostki są powoływane przez bóstwo do głoszenia jego woli i przepowiadania przyszłości),dzięki której nastąpiło powiązanie religii i historii. Narodowi temu obcy był indywidualizm grecki. Jego wszystkie pragnienia dotyczyły całego narodu, wierzył on w odrodzenie się Izraela, w wyzwolenie jego spod ucisku, w przyszłe panowanie Jeruzalem nad całym światem. Wizje tego królestwa bożego przyjmowały najrozmaitsze formy. Według jednej z nich, którą Renan nazwał demokratyczną, uciśnieni i biedni doczekają się sprawiedliwości, oni jedni zostaną zbawieni. Bóg bowiem jest mścicielem wszelkiej nędzy i krzywdy. Druga wizja, apokaliptyczna i według Renana najbardziej charakterystyczna, głosiła wiarę w odrodzenia świata za sprawą Mesjasza. Według trzeciej królestwo boże jest królestwem dusz, odnowienie zatem dokonuje się tylko w duchu. Zasługą Jezusa było połączenie tych trzech wersji w jedną, z tym, że dwie ostatnie górują nad pierwszą. Najmniej bowiem obchodziły go sprawy doczesne. Gdyby Jezus, dowodził Renan, proklamował wyzwolenie nędzarzy, nauka jego przybrała by postać jednej z wielu utopii i nie mogłaby sobie zdobyć szerszego grona wyznawców. Gdyby rozwijał treści właściwe wizji drugiej, utworzyłby co najwyżej sektę. Gdyby pozostał przy wersji trzeciej, zyskałby sławę purytanina. Lecz on nie tylko proklamował królestwo ducha, pełne odrodzenie się świata, lecz i żydowski mesjanizm, nadając mu charakter uniwersalny i socjalny. Odkrył też, czym jest uczucie religijne, ów poryw szlachetny wznoszący człowieka ku boskości[14].

Dla Renana Jezus nie był geniuszem myśli, lecz uczucia, który oczarował swe otoczenie, czyniąc wszystko przez miłość[15].

Myślę, że Renan nie docenił Chrystusa i nie zrozumiał w pełni jego niedościgłej nauki:

Bierz swój krzyż i podążaj za mną, naśladuj mnie, a przede wszystkim miłuj swoich nieprzyjaciół i dziel się chlebem- to najbardziej istotne elementy Jego filozofii, których mądrość i prawdziwość doceniłem po wielu latach studiów. Oto przykład:

 

14.4.1. Miłujcie Waszych Nieprzyjaciół

 

 

Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.(Mt 5,43-48)

 

Tekst Ewangelii był dla mnie zbyt radykalny gdy byłem młodszy. Miłować nieprzyjaciół???...  Jednak po latach przyznałem i w tym rację Chrystusowi. Dzięki nieprzyjaciołom stajemy się lepsi. Dlaczego...??? Dzięki nieprzyjaciołom mamy motywację do życia, walki. Nieprzyjaciel znaczy konflikt, który wymusza tok przygotowań do finalnego starcia.  Poznajemy wtedy przeciwnika, udoskonalamy się aby stawić mu czoła. Jeżeli mamy wygrać musimy go przewyższyć. Gromadzimy o nim informacje i tą drogą dowiadujemy się o przyczynach konfliktu. Zaczynamy rozumieć postępowanie wroga i zaczynamy mu współczuć. Stajemy się doskonalsi niż gdy nie mieliśmy wroga i gnuśnieliśmy w samozadowoleniu. A jak już jesteśmy lepsi czyli silniejsi od wroga to litujemy się nad nim i wyciągamy rękę do zgody. Widzimy bezsens ofiar walki i dostrzegamy możliwość pokojowego wyjścia z konfliktu. Porozumienie i tak jest wymuszone naszą przewagą. Wygrywamy więc wojnę w ogóle jej nie wszczynając. Tak radzili starożytni Chińczycy. Najmądrzej jest wygrać wojnę wcale jej nie wszczynając.

Miłujmy naszych nieprzyjaciół bo dzięki nim stajemy się doskonalsi.

Zawdzięczamy im naszą doskonałość zdobytą dzięki konfliktowi.

Bądźmy im wdzięczni i miłujmy ich za to co nam uczynili.

Tak radził Chrystus 2000 lat temu. Jaki byłby świat gdyby Go

posłuchano...???

 

 

 Chrystus swoją nauką przywracał wiarę w doskonałość naszego świata a swoją ofiarą pokazał nam drogę do szczęścia, wymazał grzech pierworodny Adama i Ewy. Sięgnęli oni po owoc z drzewa poznania dobrego i złego, zwątpili w dany im świat i zaczęli postrzegać w nim dobre i złe strony. Tymczasem są one niezbędnym elementem naszego świata i prowadzą nas w procesie ewolucji do doskonałości na podobieństwo twórców naszego środowiska życia. Sens ofiary cierpienia i życia Chrystusa jest wykładnią jego doskonałej filozofii-dobrowolne cierpienie przynosi wieczne szczęście. Jego ostatnia nauka: Dzielcie się chlebem na moją pamiątkę, zawiera ostateczną mądrość Jego przesłania, bowiem 12 lat moich studiów doprowadziło mnie do tego samego wniosku, że jedynie dostatek żywności pozwala unikać wojen i rewolucji oraz zapewnia harmonijny rozwój społeczeństw i ich kultury.

Sens naszego życia zawiera się w dobrowolnym cierpieniu dla dobra innych i w tym jest

zawarta pełnia radości istnienia. Chrystusowa Nauka i Ofiara pokazywała nam bezgraniczną wiarę w doskonałość naszego świata wbrew Adamowemu zwątpieniu. Chrystus był obojętny wobec groźby śmierci na krzyżu. Spełniał swoje posłannictwo i ufał bezgranicznie Bogu.

Chrystus był  ideałem, doskonałym ale niezrozumianym w porę filozofem i nauczycielem.

Tak, najbardziej trwała dobroć opiera się na doskonałej obojętności, na przeświadczeniu, że wszystko, co dotyczy tego świata, jest w gruncie rzeczy błahe i nierzeczywiste[16].

Nasz świat jest bramą do doskonałości i wieczności. Osiągnijmy je.

 

Sama miłość jednak nie wystarczy aby doprowadzić ludzi do renanowskiego ideału. Połączenie  miłości z mądrością da ludzkości nowy system moralny, który przybliży nas do   ideału będącego ukoronowaniem ewolucji. Zaczątki takiego systemu moralnego opublikowałem w Internecie na stronie http://bogdangoralski.manifo.com/     w pliku Energia a społeczeństwo. Ludziom trzeba pomagać stawać się lepszymi dla innych. Trzeba do tego wykorzystać i wiedzę, której ukoronowaniem jest mądrość, i etykę, której szczytem jest miłość.

Wszelki rozwój już poczęty musi się dokonać. To pewność. Mniemanie to nie jest zuchwalsze od twierdzenia, że z ziarna wyrośnie drzewo, z zarodka zwierze[17].

Rozwój ludzkości zaczęty miliardy lat temu musi być ? zwieńczony ideałem. Chyba, że ideału nie osiągniemy, co wtedy?

 

Nie ma doskonałości w życiu, nie ma jej w poznaniu. Warunkiem istnienia jest jego niedoskonałość. Absolut to koniec rozwoju, śmierć, nicość obca wiecznie zmiennemu, pełnemu naturalnych przeciwieństw życiu[18] twierdzi Ernest Renan.

 Absolut to raczej początek, początek nowego świata i nowego życia w pędzie ku doskonałości.



[1] Marcus Chown, Sąsiedni wszechświat, Dwanaście niezwykłych idei z pogranicza nauki i fantazji, przełożył Jacek Bieroń, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2004 s.40, s.16.

 

[2] Marta Kudelska, Hinduizm, str.98-99

[3] Jacek Prusak, Marta Kudelska, Jan Woleński; Bóg a zło, www.racjonalista.pl/kk.php/s,6530

[4] Marta Kudelska, Hinduizm, str.98

[5]Jerzy Braun,  Kultura jutra czyli nowe oświecenie, Stowarzyszenie Kulturalne FRONDA, Warszawa 2001,s.39

[6] Jerzy Braun,  Kultura jutra czyli nowe oświecenie, Stowarzyszenie Kulturalne FRONDA, Warszawa 2001,s.39-40

[7] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.27-28

[8] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.36

[9] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.67

[10] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.69

 

[11] Ludwig von Mises, Teoria a historia. Interpretacja procesów społeczno-gospodarczych, przekład Grzegorz Łuczkiewicz, Instytut Ludviga von Misesa Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011, s.43 

[12] Bogdan Góralski, Wpływ kryzysów klimatycznych na przeszłe i przyszłe zachowanie się ludzkich populacji. Technologia przetrwania [w:] J. Mucha (red.), Nie tylko Internet. Przyroda i nowe technologie a życie społeczne, Kraków 2010, s.277-289.

[13] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.80

[14] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.78-79

[15] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.80

[16] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.93

[17] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.157

[18] Barbara Skarga, Renan, Wiedza Powszechna, Warszawa 2002, s.92-93