Login lub e-mail Hasło   

Męska... miłość

Związek kojarzy się tylko w jednej konfiguracji - męsko damskiej. Tymczasem związki to znacznie szersze zjawisko. Obejmuje ono związek emocjonalny między mężczyznami (ojciec, brat
Wyświetlenia: 428 Zamieszczono 28/03/2013

Związek kojarzy się tylko w jednej konfiguracji - męsko damskiej. Tymczasem związki to znacznie szersze zjawisko. Obejmuje ono związek emocjonalny między mężczyznami (ojciec, brat, przyjaciel) relację mężczyzny z ukochanym zwierzęciem, rośliną - a nawet autem.

Skojarzenia...

O relacjach męsko damskich napisałem już dość. Miłość między dwojgiem facetów, powoduje natychmiastowy odruch wymiotny. To znak naszych czasów, natychmiastowe skojarzenie z homoseksualizmem - tym obrzydliwsze, im agresywniejsza jest homo ofensywa niewielkiej grupki cwaniaków, na miękkie podbrzusze purytańskiego społeczeństwa. Tworzy się strach, dokładnie taki sam jak przy pedofilii, gdzie ojciec boi się wziąć na kolana córeczkę, przytulać ją, całować i pieścić - co do pewnego wieku jest naturalne, nawet konieczne. Boi się, ponieważ zostanie oskarżony o pedofilię. Boi się też reakcji swojego organizmu, nad którą nie ma kontroli. Niektórzy od wiercącej się dziewczynki na kolanach dostają erekcji, czym są przerażeni. Przestają więc brać córkę na kolana, co ona odczuwa jako zdradę, odrzucenie. Tata łaskotał, całował, a teraz nie chce nawet przytulić, staje się nerwowy gdy córcia chce się przytulić. My to rozumiemy, małe dziecko które doświadcza odrzucenia - nie. A jest to odczucie, które nosi się w sobie całe życie. Facet który tego doświadcza jest całkowicie normalny - po prostu pocieranie krocza powoduje erekcję, tak ten układ działa u mężczyzny. Niemniej sprawa jest niezwykle delikatna. Rozgrzesza mężczyznę jego strach i szok, pedofil odczuwa zadowolenie, dąży do eskalacji przyjemności czasami wymieszanej z obawami. Dlatego ważnym jest by odróżnić reakcję fizjologiczną organizmu, od strachu w głowie.


Nie jesteś pedofilem - ale uważaj, bo może to zostać wykorzystane przeciwko Tobie. Przed chwilą kochana żona, za chwilę sprawa w sądzie gdzie oskarżany jesteś o gwałcenie córki. Tracisz wszystko co masz, w więzieniu muszą Cię pilnować przed chutliwymi współwięźniami, a świeżo upieczona ex żona (oczywiście rozwód z Twojej winy) może wprowadzić się do już jej mieszkania z nowym chłopakiem. Mój kiedyś dobry kolega, przyznał mi się jak wmanewrowała go kobieta w podobną sprawę - nawciskała mu bajek jak bił ją mąż, a on chociaż nigdy tego nie widział, poszedł na rozprawę i zeznał (świadomie skłamał że to widział) że było tak jak mówiła ta Pani. Po czasie oczywiście został wyrzucony jak śmieć z jej życia, gdy pojawił się nowy, silny samiec. Zostało mu nieusuwalne uczucie, że się zeszmacił i zniszczył obcego faceta. Pytam - dlaczego to zrobiłeś? mówił mi że tak płakała opowiadając o kacie rodziny, wyła i szlochała, błagała go o pomoc, opowiadała ze szczegółami jak ją okładał pasem, jak dziecko tłukł. Myślał że to miłość życia, że się hajtną, że to coś na całe życie, więc chciał ją obronić i wkurwił się że kobieta jego życia była tak traktowana. Dodatkowo oczywiście, między sesjami kłamstw i szlochów był niesamowity seks, jaki chciał, kiedy chciał i ile chciał. Walił w tyłek, bez gumy, na hiszpana, głębokie gardło zawsze chętne. Jedzenie pod usta, dobre, smaczne. Komplementy o jego sile i męskości. Oczywiście, zadziałało. Zawsze działa. My faceci, pod tym względem jesteśmy absolutnie naiwni. Myślał że to będzie wiecznie trwało. Skończyło się natychmiast po rozprawie gdzie zeznał nieprawdę. Dopiero wtedy otrzeźwiał, i w pełni uświadomił sobie cały teatr w którym uczestniczył. W tym przypadku nie było pedofilii, nie wiem dlaczego. Widocznie tylko to wystarczyło by zabrać mieszkanie i oszczędności ex mężowi. Przy okazji wziął na nią kredyt, a o zwrocie nie było mowy - dobrze że nowy samiec (kryminalista) go nie zatłukł.

Gra słów

To wszystko zależy od gry słów. Jeśli powiem że kocham faceta - automatycznie będę ciotą z rozepchanym dupskiem. Jeśli powiem że mam szacunek do kolegi, będę w porządku. Dlatego też znając zasady społeczne, nigdy tego nie mów; pewne słowa i zwroty wywołują natychmiastowe, odruchowe reakcje. Nie ma potrzeby by prowokować w ten sposób ludzi, zwłaszcza że sami w podobny sposób reagujemy. Jest to konieczne, by szybko rozpoznawać przeróżne zjawiska. Używaj słów powszechnie uznanych, a ich sens sam musisz w sobie odczuwać. W ogóle dzielenie się z ludźmi swoimi przemyśleniami, uważam za błąd. Ludzie są równi tylko w jednym - mają w sobie Boską iskrę. Umysłowo to już często bezdenna przepaść która ich oddziela. Jeśli więc Ty masz głębsze przemyślenia, większość ludzi w ogóle ich nie ma, a co za tym idzie nie zrozumie ich. Ty mówisz o pięknie kosmosu, odczuwasz zdziwienie i fascynację - a większość tego nie odczuwa. Ot, świecą się gwiazdy, koniec tematu, zero emocji. Tak jakby to było absolutnie nudne i typowe, że nad głową leminga istnieją tryliony gwiazd, a on marzy o hamburgerze na kręcącej się niebieskiej kuli w kosmosie. Ty odczuwasz głębie, zachwyt, poczucie że tym całym ogromem musi ruszać jakaś potężna, tajemnicza maszyneria - jeśli to wyrazisz, nie zostaniesz zrozumiany. Gdy się Ciebie boją, zażartują i zmienią temat którego nie rozumieją. Gdy się nie boją, obrażą Cię, nawet pobiją. W wiekach średnich byś był torturowany, kastrowany, w końcu spalony na stosie przez kapłanów Boga miłości. Trzymaj swoje przemyślenia dla siebie, a dziel się nim z ludźmi którzy zrozumieją co mówisz - np. tutaj u mnie. Nie rzucaj pereł przed świnie, bo nigdy tego nie uszanują.


Doprawdy, nie rozumiem co jest złego w tym, że jeśli mam przyjaciela któremu ufam, któremu wierzę, kocham go - jest to miłość męska, twarda i często brutalna. Nie ma nic wspólnego z miękkością uczuć wobec kobiety, delikatnością i subtelnością. Często miłość do przyjaciela przejawia się w prostackich żartach, nieustannych docinkach, wulgarnych żartach, bolesnych "mięśniakach" - a jak przyjdzie co do czego, idzie się za przyjacielem w ogień. To jest właśnie esencja męskiej miłości, świadomość że nie jesteś sam. Co by się nie stało, będziesz miał kogoś kto pomoże; czy dobrym słowem, rozmową, a może aktywniej, czynem i aktywnym działaniem. Czy muszę dodawać, że życie z wiernym kumplem od razu staje się znacznie przyjemniejsze?


Dlatego wehrmacht był tak skuteczny. Pomijając amfetaminę którą łykała niemal cała armia, genetyczną uległość wobec lidera, ogłupiony propagandą umysł, stawiano na koleżeństwo, współpracę i wzajemną pomoc. W armii ZSSR walono się po mordzie, upadlano ludzi. Efekty były jaskrawo widoczne. Oczywiście nie pochwalam Niemców i ich bestialstwa, a zauważam pewne ciekawostki decydujące o sukcesie.

Pożądasz srajfona?

Przyjaciel to ktoś, przy kim odrzucamy wszelkie maski. Czujemy się zajebiście bez względu na to, jaka jest nasza aktualna życiowa sytuacja. Biedny, bogaty - z problemami czy bez. Jeśli ktoś okazuje mi swoją pomoc i szacunek, dlaczego mam go nie kochać?bo ktoś sobie wymyślił że to oznacza homoseksualizm? dlaczego mam się przejmować tym co ktoś powiedział? bo puszczają go w telewizji? bo ubrali go jak małpę, w pstrokate ciuchy? Kieruję się swoją prawdą, mam własny kompas i odrzucam wszelkie autorytety. Jeśli czuję wdzięczność i miłość do mężczyzny (ale nie pociąg seksualny) to idę za tym uczuciem. I nikt nie będzie mi mówił że to jest złe. Oczywiście, znajdą się tacy którzy to powiedzą; ale przed deszczem ich kłamstw ochroni mnie parasol wiary w moje odczucia. Skąd oni mają wiedzieć co jest dla mnie dobre a co złe? jakim prawem mówią mi co mam czuć? kim oni są? co daje im prawo by być moimi autorytetami? kiedy mówią mi że mam iść za ich ideami, mam prawo powiedzieć - mylicie się. Jednego człowieka mogą czcić miliony, dla mnie nie ma to żadnego znaczenia. Miliony małp mogą pożądać srajfona, ubierać się tak samo, myśleć to samo - a dla mnie to upokarzające. Jestem sobą, unikalną osobowością a nie jednym z miliardów baranów. Bycie jak inni to upokorzenie człowieka, korzystanie z mód, stylów i religii - jego upadkiem. Spłaszczeniem i ujednoliceniem tego, co samo w sobie jest cudem.


Jestem autorytetem sam dla siebie, ustalam swoje życie - ponieważ to ja zdam z niego relację Bogu, a nie jeden z łatwo dostępnych "autorytetów". Zawsze gdy o tym myślę, przypomina mi się Leszek Żądło, Polski nauczyciel duchowy. Bardzo dobry pisarz ezoteryczny, który odkrył wahadełkiem że w skali od 0 do 36 (zero minerał, 36 oświecenie np. Budda) ma 35 z hakiem. Jezus wg. jego wyliczeń miał 34. To już było wiele lat temu, ale nadal można zauważyć naszego NadJezusa na forum cudowny portal, jak obraża, nie umie odpuścić, i korzystając z autorytetu sugeruje ludziom złe rzeczy. Gdy ktoś mu coś powie, np. że jest tłusty jak świnka, że wygląda na chorego (a uczy że myśl może wszystko - jak widać nie wszystko) obraża się, zarzuca że ktoś stosuje czarną magię ponieważ stosuje złą sugestię. On może komuś pisać że jest opętany, ale jemu nie można. Bo jego własne badanie pokazało, że jest prawie oświecony. Każde naruszanie jego nauk, to możliwość cierpień przez siedem inkarnacji. Takich karykatur rozumu mamy w Polsce wiele. Na zachodzie także, tylko że tam za szkodzenie ludziom podejrzanymi terapiami (regresing) płaci się odszkodowania, a tu się mówi że jeśli zaszkodziło, to widocznie miałeś złe intencje. Na wschodzie, kolebce duchowości, zanim dopuści się kogoś do zaawansowanych ćwiczeń oddechowych, człowieka przystosowuje się do tego wiele lat. W Polsce można wchodząc z ulicy za kilka stówek się hiperwentylować, i uruchamiać pamięć rzekomo poprzednich wcieleń. W grupie "duchowej" Pana Żądło mamy więc wielu Faraonów, kilkunastu Napoleonów, same księżniczki i czarnych, potężnych magów, którzy obecnie wykładają w tesco na półki wieprzowinę w puszce. Można wykorzystać odwieczne pragnienia duchowe ludzi, i doskonale z tego żyć? jasne że tak.

Prawdziwy kumpel

Ale wróćmy do tematu. Miałem w życiu takiego kumpla. Był czasami okropny, ale gdy miałem naprawdę poważne problemy - pomógł mi bez mrugnięcia okiem. Uratował mnie naprawdę ze złej sytuacji. Wstawił się za mną, nic nie chcąc w zamian. Nie tylko mi pomógł, ale i pomógł wyjść z twarzą. Inni poklepywali po plecach, mówili o przyjaźni - ale to było sztuczne. Gdy pojawił się problem a ja nie miałem nic do dania, rezygnowali. Słowa nic nie kosztują, można je wypowiadać i się nie angażować. Były wielkie słowa, i przyjaźni, lojalności - miałem problemy? sorry, nie mogę pomóc. Tylko on jeden mi pomógł, a po wszystkim nie żądał żadnej odpłaty. ŻADNEJ. Analizowałem tę sytuację wielokrotnie, i gdy sam wdepnął w gówno, odsunął się ode mnie by nie wciągnąć mnie za sobą. A ja bym na pewno nie odmówił - jednak on nie chciał. To mnie szokuje do dziś, ponieważ był w takiej a nie innej grupie, robił to co robił, i mógł mnie wykorzystać. Teraz już nie mógłby, ale wtedy bez mógł problemu. Nie skorzystał z tego. Bardzo szanuję i doceniam to co zrobił.


Fałszywi koledzy. Gdy sam miałem problemy nic z tym nie mogłem zrobić. Gdy jeden z moich znajomych je miał, chodziłem i prosiłem innych by mu pomogli. Nie mogłem się zmusić by w swojej sprawie chodzić, a dla "kolegi" to zrobiłem natychmiast. Wiele zaryzykowałem. Oczywiście żadnej wdzięczności za to nie uświadczyłem, wręcz przeciwnie. Tym bardziej byłem tą sytuacją zdegustowany. Niestety, świat pełen jest facetów którzy idą za koniunkturą, a lojalność jest do czasu gdy kolega dobrze prosperuje.

Nie wstydzę się

Dlaczego mam się wstydzić tego co czuję? czy to jest złe że jestem lojalny? ten przyjaciel już od dawna nie żyje, a ja mimo ponad dziesięciu lat nadal pamiętam. Gdy piję, zawsze wznoszę toast za jego zdrowie. Był złym człowiekiem, ale dla mnie był szlachetny - dlatego go... szanuję. W tym złodziejskim kraju, tym wszechogarniającym syfie, szarych blokowiskach, jaśnieją jak gwiazdy na niebie święte cnoty - lojalność, przyjaźń, wierność koledze. To jeden który mi pomógł. Pamiętam o nim i mam dla niego wielki szacunek. Miłość między mężczyznami, to jedno z najpiękniejszych uczuć. Przecież można kochać ojca, wujka, braci, to szlachetne odczucia. Kogo kochasz? psa, kota, chomika? myślisz że to śmieszne, bo tak mówią szydercy? a ja Ci mówię że to jest zajebiste, że jesteś w porządku gdy kochasz swojego psa. Po prostu nie mów o tym na głos, a swoje czuj. Nikt Ci nie może zabronić czuć miłości, a to właśnie ona czyni Twoje życie przyjemnym i spełnionym.


Miarą prawdziwej męskości jest miłość. Nie ta którą Cię ktoś obdarza, ale ta którą Ty odczuwasz. Ludzie przeważnie nas nie kochają, tylko sa do nas przywiązani. Coś im dajemy, co oni uznają za ważne dla nich. Kochasz swoje kolejki? modele samolotów które uwielbiasz sklejać? psa? ludzi, rośliny? nie jest ważne kto stoi na drodze miłości, ważne że ją w sobie odczuwasz. Ona uzdrawia lepiej, niż najlepszy lek. Rozgrzewa, dodaje sił i energii. Prawdziwy mężczyzna nie żebra o miłość i jej nie oczekuje. Nie robi z siebie żebraka i petenta, który za prezenty i upadlanie się chce kupić miłość od kobiety. Mędrzec po prostu kocha, pozwala tej cudownej sile by w nim zamieszkała. Ten kto nie zna tego uczucia, a żyje nienawiścią - wcale nie jest twardzielem. Jest złamanym, nieszczęśliwym człowiekiem. Jeśli nie wiesz jak się do tego zabrać - spróbuj posadzić roślinkę, ciepło do niej mówić (myśleć gdy się wstydzisz), i obserwuj co się dzieje. To jest właśnie prawdziwa rozkosz, uwolnienie. Nic tak nie wiąże ludzi ze sobą jak nienawiść. Nic tak nie niszczy zdrowia i życia, jak nienawiść. Więc kochaj - roślinki, zwierzę, czasem ludzi. Przecież oni nie muszą o tym wiedzieć że ich kochasz. Bądź ostry facet, przyłóż po pysku jak trzeba, ale kochaj. Nigdy nie pozwól sobie, by w Twe serce wkradła się nienawiść bądź zazdrość.

Podobne artykuły


33
komentarze: 11 | wyświetlenia: 3266
31
komentarze: 12 | wyświetlenia: 4615
31
komentarze: 20 | wyświetlenia: 4482
28
komentarze: 56 | wyświetlenia: 5057
24
komentarze: 33 | wyświetlenia: 3080
23
komentarze: 12 | wyświetlenia: 2511
22
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1341
22
komentarze: 118 | wyświetlenia: 4286
22
komentarze: 31 | wyświetlenia: 3148
21
komentarze: 28 | wyświetlenia: 1069
21
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1073
21
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1076
21
komentarze: 139 | wyświetlenia: 1855
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  28/03/2013

Mądrość nie rządzi w tym życiu, Marku. Męska przyjaźń, przyjaźń w ogóle to piękna sprawa. Ale bardzo powoli odzaściankowuje nam się rzeczywistość. :) Dlatego ludzie zaprogramowani na niewolników mogą Nas skrzywdzić, ale nie odbiorą nam wolności wewnętrznej.

  vivi91  (www),  28/03/2013

Mocne, dobre, prawdziwe, wzruszające...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2014 grupa EIOBA. Wrocław, Polska