Login lub e-mail Hasło   

Nauka bezradna w obliczu świadectwa całunu

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://bielskobiala.gazeta.pl/bielskobia(...)ml?as=2
Badacz o całunie: "Najczęstsza teoria? To teoria błysku energii, która nie zniszczyła materiału".
Wyświetlenia: 953 Zamieszczono 30/03/2013
 
Żaden świadek męki Chrystusa nie przemawia tak dobitnie jak całun - mówi profesor Idzi Panic, autor książki "Tajemnice Całunu"
Prof. Idzi Panic*: Zaczęło się w 1973 roku, gdy przygotowywałem się do egzaminu z historii średniowiecza. Przeczytałem wzmiankę o wyprawie bizantyjskiego wodza Jana Kurkuasa do Edessy, gdzie przechowywana była "jedna z największych świętości chrześcijaństwa, cudowny wizerunek Chrystusa, znany z legendy Abgara".
Chodziło o całun, w który miało być owinięte ciało Chrystusa po śmierci?
- Tak, wydawało mi się wtedy niemożliwe, aby taka rzecz mogła być prawdziwa. Po raz kolejny zetknąłem się z tą tematyką, czytając "Całun Turyński" Iana Wilsona. Zastanawiałem się, czy ma rację, uważając, że całun to płótno grobowe Chrystusa. Efektem dociekań, przestudiowania tysięcy monografii i artykułów, a także własnych studiów źródłowych jest książka "Tajemnica Całunu". Chcę w niej pokazać, czym naprawdę jest to płótno.
Wiele osób uważa, że to fałszerstwo.
- Jedna z hipotez mówi, że całun to dzieło żyjącego w średniowieczu szaleńca, który zamordował człowieka, odtwarzając mękę Chrystusa, i owinął zwłoki w płótno. Ale za taką hipotezą nic nie przemawia. Twórca takiego makabrycznego dzieła musiałby zdjąć płótno ze zwłok, a badania nie potwierdzają żadnego śladu ruchu.
Popularna jest też teoria, że całun to dzieło Leonarda da Vinci. Jednak "zachodnioeuropejskie" dzieje całunu zaczęły się o cały wiek przed narodzeniem tego włoskiego mistrza.
Co więcej, obraz na całunie ma zaledwie 40 mikronów grubości, a jest trójwymiarowy. W dodatku nie wnika w głąb płótna. Dzisiaj, przy użyciu nowoczesnych komputerów, można uzyskać tak delikatny, trójwymiarowy obraz, ale w czasach, z których pochodzi płótno, nie było to możliwe. To wyklucza też inne teorie, np. te, że do powstania tego wizerunku użyto oparów aloesu, które także "wchodziłyby" w głąb płótna.
 
To w jaki sposób da się wyjaśnić powstanie tego obrazu?
- Badania wskazują na to, że wizerunek na całunie nie mógł zostać wykonany ludzką ręką. Najczęściej pojawia się teoria tzw. błysku, czyli ogromnej energii, która uwolniła się w niewyobrażalnie krótkiej chwili, dzięki czemu nie zniszczyła materiału. Tak uważają także badacze, którzy nie są chrześcijanami, więc nie można ich posądzać o wyciąganie wniosków pod wpływem emocji. Włoscy uczeni spróbowali wykonać wizerunek analogiczny do tego na całunie. Po sześciu latach, pomimo zastosowania supernowoczesnych laserów, osiągnęli zaledwie 30 proc. tego, co przedstawia całun. Jeden z członków tego zespołu, ateista, stwierdził, że całun powstał drogą pozanaturalną!
Nazwał pan całun jednym z najdokładniej przebadanych obiektów na Ziemi. Do czego nas te badania doprowadziły?
- Całunem zajmowali się specjaliści z bardzo wielu dziedzin. Badano go radiologicznie, w podczerwieni, komputerowo i chemicznie. Zajmowali się nim m.in. specjaliści od medycyny sądowej, fizycy, chemicy, matematycy, a nawet tacy, którzy pracowali dla NASA.
Wiemy, że został wykonany najpóźniej w VII wieku, bo potem zmienił się sposób tkania płótna. Ślady, które na nim odkryto, potwierdzają, że w płótno zawinięte było martwe, ludzkie ciało. To wyklucza teorię o tym, że Chrystus nie umarł na krzyżu, ale wpadł w letarg, z którego później się wybudził. Na płótnie nie ma śladu rozkładu tkanek, więc ciało leżało w nim nie dłużej niż 36 godzin. Znaleziono na nim pyłki kilkudziesięciu roślin, w tym także pyłki gatunków rosnących nad Morzem Martwym i u ujścia Jordanu. Moneta, która odbiła się na oku człowieka z całunu, pochodzi z czasów Piłata i przez niego była bita w Palestynie w latach 27-36 naszej ery. Udało się też odtworzyć losy całunu, prześledzić jego drogę. Wiemy, że płótno znajdowało się m.in. w Konstantynopolu i Atenach.
A wizerunek na całunie?
- To ukrzyżowany człowiek. Badania genetyczne potwierdzają, że krew na całunie ma około 2000 lat. To krew bardzo rzadkiej grupy AB, która występuje zaledwie u 5 proc. populacji. Odsetek ten wzrasta tylko w niektórych miejscach Azji Przedniej, w tym w Palestynie.
Wyniki badań genetycznych zaprzeczają wynikom badań izotopem C14, który wykazał w trzech laboratoriach, że całun powstał w latach około 1250-1390. Co ważne, nie zwrócono próbki kontrolnej, zatem nie wiemy, co fizycy naprawdę badali!
Czy na całunie jest wizerunek Chrystusa?
- Moim zdaniem ślady na płótnie potwierdzają relację, którą znamy z Ewangelii, tyle tylko, że obraz na całunie przedstawia mękę o wiele bardziej dramatycznie. Badacze ustalili, że człowieka z całunu biło dwóch oprawców. Rzymski bicz był niewielkiej długości. Do drewnianej rękojeści były przymocowane trzy rzemienie z zakończeniami z metalu lub kości. Uderzenie takim biczem powodowało ogromne cierpienie, rozrywał skórę i mięśnie, kaleczył kości. Badacze policzyli, że oprawcy zadali człowiekowi z całunu co najmniej 70 uderzeń. Bili tak, żeby nie zabić, omijali okolice serca. Jego plecy i pierś stały się jedną wielką raną. Nawet dzisiaj najprawdopodobniej nie udałoby się uratować człowieka z takimi rozległymi ranami. Zmarłby z powodu sepsy.
Potem - według Ewangelii - nałożyli Chrystusowi koronę cierniową. Na wielu wizerunkach Chrystus ma na głowie taką cierniową opaskę.
- Badacze uważają, że to nie była cierniowa opaska, ale czapa. Użyto do tego rośliny z długimi, twardymi kolcami, które rozrywały skórę, wywołując niewyobrażalny ból. Jeden z cierni utkwił w żyle czołowej, powodując mocne krwawienie. Na twarzy z całunu widać także inne obrażenia wskazujące na to, że nad człowiekiem tym pastwiono się długo i w okrutny sposób. Rozbity łuk brwiowy, złamana kość jarzmowa, zmiażdżony nos, opuchnięte od uderzeń pięści usta.

I tak pobity człowiek musiał nieść krzyż na Golgotę.
- Na barkach i nadgarstkach człowieka z całunu badacze odkryli otarcia świadczące o tym, że przywiązano mu do rozłożonych rąk belkę ważącą 50-60 kilogramów. Dla tak umęczonego człowieka był to ciężar praktycznie nie do udźwignięcia. Przy każdym kroku belka urażała odsłonięty w czasie biczowania splot nerwów barkowych, co powodowało ogromne cierpienie.

 

Człowiek z całunu upadał, osuwając się na kolana. Lewy staw kolanowy miał zupełnie zmiażdżony. Potem upadał na twarz. Stąd zupełnie zmiażdżony podbródek. Na Golgocie z człowieka z całunu zdarto szatę, która zdążyła już przyschnąć do ran. To spowodowało otwarcie się zasklepionych już ran. Wyciekło z nich bardzo mało krwi. To wskazuje na to, że człowiek z całunu był już prawie wykrwawiony.
A ukrzyżowanie? Co o tym mówią ślady na całunie?
- Człowiek z całunu został najpierw przybity do poprzecznej belki. 12-centymetrowe gwoździe zostały wbite w nadgarstki tak, by przejść pomiędzy kośćmi, nie rozrywając rąk. Gwoździe wbite w tym miejscu powodują obkurczenie kciuków, dlatego na całunie odbiły się tylko cztery palce w każdej z dłoni. Po przybiciu dłoni został wyciągnięty za pomocą lin na belkę pionową. Obie ręce przywiązano mu linami, co miało przedłużyć cierpienie.
Potem oprawcy przybili do krzyża nogi. Zrobili to jednym gwoździem, umieszczając stopę lewej nogi, tej ze zmiażdżonym kolanem, na prawej. To było źródłem dodatkowym cierpień i w efekcie przyśpieszyło śmierć. Wykonując eksperymenty medyczne, badacze ustalili, że by zaczerpnąć powietrza, człowiek z całunu nie mógł wspierać się na nogach, bo musiałby używać także tej ze zmiażdżonym kolanem, co powodowało ogromny ból. Podciągał się na rękach, co szybko doprowadziło do zupełnego wyczerpania.
Wiadomo, co było przyczyną śmierci?
- Wisząc, dusił się. To musiał być potworny widok. Gdy we krwi brakuje tlenu, dochodzi do wzrostu poziomu potasu, a co za tym idzie - zatrzymania akcji serca. Na całunie widać ślad przebicia boku włócznią. Z rany wyciekła krew i osocze, które wytrąca się u osoby, gdy przestaje pracować serce, zatem martwej. Biorąc to wszystko pod uwagę, stwierdzamy, że nie ma bardziej przemawiającego świadka męki Chrystusa niż całun.
Jeszcze jedna rzecz jest bardzo zaskakująca dla badaczy. Na twarzy tego potwornie udręczonego przecież człowieka nie widać grymasu złości.
* Profesor Idzi Panic jest autorem książki "Tajemnice Całunu". Badania w tym temacie zaczął jeszcze w latach 80. Profesor na co dzień jest kierownikiem Zakładu Historii Średniowiecznej Uniwersytetu Śląskiego, zajmuje się m.in. historią Górnego Śląska i Śląska Cieszyńskiego.

Włoska telewizja Rai Uno pokaże dziś Całun Turyński. Widzowie będą mogli go zobaczyć w technice HD. Zgodę na drugie w historii telewizyjne wystawienie Całunu Turyńskiego wyraził jeszcze Benedykt XVI. Całun zostanie pokazany w godzinach od 17.10 do 18.40
 

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1308
12
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1633
12
komentarze: 25 | wyświetlenia: 2106
12
komentarze: 93 | wyświetlenia: 805
12
komentarze: 68 | wyświetlenia: 1044
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1438
11
komentarze: 72 | wyświetlenia: 810
11
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2203
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1048
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 528
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 1164
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1535
10
komentarze: 40 | wyświetlenia: 1470
10
komentarze: 69 | wyświetlenia: 595
 
Autor
Dodał do zasobów: swistak
Artykuł

Powiązane tematy





  ulmed,  30/03/2013

Dziś na kanale 'religia' leciał film o całunie. Pewnie kilka razy powtórzą. To dla tych, co dla nich wszystko jest jasne.
Dla tych, co jest mniej jasne obejrzenie takiego filmu może coś rozjaśnić.

  swistak  (www),  31/03/2013

@ulmed: Koszerne media, tresujące lemingów insynuują, że żaden Papież dotąd nie potwierdził autentyczności całunu, jak i pewnie tego czy sami wierzą w Boga!

"Nauka bezradna w obliczu świadectwa całunu" - za to głowa ludzka twórcza, w obliczu świadectwa Boga. I co ciekawe, ta głowa, ma malutki wymiar bakterii.

  adam4,  01/04/2013


Zył w Angli w XX wieku lekarz ktory robił eksperymenty w swoim szpitalu nakrywajac umierających roznymi tkaninami.

Po jakimś czasie poznal tajemnice dlaczego tak sie dzieje i opisal w ksiązce ktora byla tlumaczona na jezyk polski. Czytałem ją ze 30 lat temu ale nie pamiętam nazwiska autora i tytułu.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska