Login lub e-mail Hasło   

Ty lampucero jedna!

Ostatnio zostałam "oskarżona", że wszystko tak ciemno widzę. A jak wiadomo gdzie najciemniej?? Pod latarnią!
Wyświetlenia: 6.615 Zamieszczono 01/05/2013

Ostatnio pod jednym z postów pewnej blogerki, która napisała, że chłopaki w Polsce nie są tacy fajni, przeczytałam komentarz, który brzmiał mniej więcej tak: „Ty lampucero jedna! Pewnie byś się chciała gzić z Murzynami!” Abstrahując od poziomu merytorycznego tej wypowiedzi, bardzo interesująca wydała mi się ta „lampucera”. Wnioskując z kontekstu chodziło o wywłokę, lafiryndę, ale słowo daję nigdy w życiu nie słyszałam określenia: lampucera. Pomyślałam, że albo jestem nie na czasie, albo u nas w Galicji nie było i nie ma takiego słowa. Zaczęłam więc poszukiwanie tego językowego kwiatka.

Na stronie słownika języka polskiego PWN takiego słowa nie znalazłam. Na innych stronach-słownikach on-line również. Zaczęłam więc szukać w popularnej wyszukiwarce i oto co znalazłam:

W Słowniku gwary warszawskiej XIX wieku Bronisława Wieczorkiewicza jest hasło lampucer z definicją: „latarnik, oprawiający i zapalający uliczne lampy” i z notką wskazującą, że źródłem tego słowa jest niemieckie Lampenputzer, dosłownie 'przystrzygacz knotów' (obcięcie knota zapobiegało wydzielaniu się sadzy, czyli tzw. filowaniu lampy). Nie bez znaczenia wydaje się i to, że niemieckie putzen (od którego pochodzi Lampenputzer) znaczy nie tylko 'przycinać knoty', ale przede wszystkim 'czyścić, pucować'” (cyt. za Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski).

Trafiłam więc na trop lampucery! Dalej było tylko ciekawiej:

Lampucera to uliczna prostytutka, od słowa lampen putzen, czyli pucująca lampy-latarnie. Stała taka ladacznica oparta rękoma o latarnię, wypięta do tyłu, i oddawała się facetom” (cyt. za internautą nr 1).

Chyba bardziej chodziło o to, ze opierała się o lampy. Jak to panny w tamtych czasach sprzedające swoje wdzięki. Innymi słowy "czyściła" słupy latarniane - lampenputzen. I tak jak z innymi naleciałościami z j. niemieckiego zostało to z czasem zamienione na j. polski jako lamputzera” (cyt. za internautą nr 2).

Sprawa się więc wyjaśniła i tajemnicza lampucera działa gdzieś na terenach zachodniej Polski. Aczkolwiek to tylko jeden z wielu przykładów dziwnych kwiatków językowych z importu, spotykanych najczęściej na Śląsku.

Najsławniejszą chyba „wojną na słowa” było małopolskie: „Idę na pole” i wielkopolskie: „Mówi się raczej: wychodzę na dwór”. Na odpowiedź mieszkańców południa długo nie trzeba było czekać: „W dawnych czasach pan wychodził ze swojego dworu na pole, a chłop przychodził z pola na dwór”. Co prawda przyznaję rację, że wyrażenie „wychodzę na dwór” jest dużo bardziej poprawne, ale ubawiła mnie pomysłowość rodaków. Zapewne teraz to wyrażenie już wymarło, ponieważ dzieci nie wychodzą ani na pole, ani na dwór, tylko stukają w gry na swoich komunijnych laptopach (ale o tym w kolejnym poście).

Nasze małe potyczki językowe to jest nic w porównaniu np. z Belgami-Flamandami, którzy to w prawie każdym miasteczku i wsi mówią innym dialektem. Co więcej nie rozumieją się wzajemnie. Pamiętam jak przebywając na emigracji w Belgii, oglądałam wiadomości i wypowiadał się pan, którego absolutnie nie mogłam zrozumieć. To by nie było takie dziwne – ja w końcu byłam tylko obcokrajowcem uczącym się nowego języka – ale dziwne było to, że tego pana nie rozumieli sami Belgowie i telewizja wyświetlała napisy z tłumaczeniem flamandzko-flamandzkim na dole ekranu. Kiedy indziej kolega Belg opowiadał mi, że wygłaszał referat na studiach i po pięciu minutach jego wykładu kilka osób – również Belgów – podniosło ręce, że nie rozumie co on mówi. Mały kraj, ale rozmach ma spory!

Ale wracając do mojej tytułowej lampucery – sprawdziłam jeszcze synonimy tego słowa i oto co znalazłam:

ladacznica, zdzira, lafirynda, wywłoka, wandryga, chałapudra, bamflondryga, wietrznica, hadra, wszetecznica, bladź, raszpla, lambadziara oraz dama negocjowalnego afektu (to ostatnie jakież wysublimowane!). Lista na pewno nie jest zamknięta, ale już te kilka przykładów świadczy o naszym wybujałym słowotwórstwie. Następnym razem jak ktoś rzuci: „Ty wszetecznico jedna!”, to będę już wiedzieć, że to o zwykłą lampucerę chodzi.

P.S. A swoją drogą ciekawe by było, gdyby lampucery również przeszły w pochodzie pierwszomajowym - na samym przodzie z racji najstarszego zawodu świata.


 

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1306
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1050
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 969
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 735
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 756
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1016
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 552
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 419
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 850
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 398
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1362
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 961
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 616
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 536
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 442
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  jotko49,  01/05/2013

:)) słowotwórcza moda na obrazliwe pienia,
miast adwersarza zgnębić, w poliglotę jedynie zmienia...

  swistak  (www),  02/05/2013

Prostytutka to "wielki zawód" dla Boga jaki mu czyni kobieta

  ykes,  02/05/2013

@swistak: W twojej wypowiedzi można zaszaleć z interpunkcją ;)

  ykes,  02/05/2013

"dama negocjowalnego afektu" - dodaję do słownika. :D

@ykes: Ja też :))) Ale się uśmiałam:)

  melodix,  02/05/2013

Istnieje powiedzenie: „Prawdziwa kobieta jest damą w salonie, kucharką w kuchni, a dziwką w łóżku". Nie chcę tu w żaden sposób obrazić naszych pań, ale uważam, że chodzi tu po prostu o zwykły profesjonalizm. Wszystko co się robi, powinno się robić dobrze i ze znajomością rzeczy, po prostu.:)

  ewfor  (www),  02/05/2013

@melodi: :))



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska