Login lub e-mail Hasło   

Indolencja urzędnicza czy sabotaż?

Z wielkim zainteresowaniem czytałem artykuły poświęcone polskiej szkole, których ostatnio pojawiło się na tym forum sporo. Świadczy to o tym, że problem nabrzmiewa, robi...
Wyświetlenia: 1.373 Zamieszczono 23/05/2013

Z wielkim zainteresowaniem czytałem artykuły poświęcone polskiej szkole, których ostatnio pojawiło się na tym forum sporo. Świadczy to o tym, że problem nabrzmiewa, robi się coraz bardziej poważny. Media społecznościowe zaczynają reagować, media głównego nurtu oraz politycy zdają się problemu nie zauważać. A to już czas najwyższy, by rozpocząć publiczną debatę nad stanem polskiego systemu edukacji, który, mówiąc nawiasem, dawno przestał być systemem.

Jestem nauczycielem już ponad dwadzieścia lat. Zaczynałem na początku lat dziewięćdziesiątych. Wiele rzeczy widziałem, wielu rzeczy doświadczyłem i pozytywnych, i negatywnych. Rozporządzenia ministerialne były raz mądrzejsze, raz mniej mądre, ale zawsze priorytetem był uczeń i jego dobro. Bez zbędnych formalności pracowaliśmy (za darmo - po godzinach) z uczniami, którzy albo sobie nie radzili z materiałem, albo tymi najzdolniejszymi. Istniała jeszcze wówczas instytucja wizytatora, której zadanie polegało na monitorowaniu pracy nauczyciela, szczególnie młodego. Bardziej pomagał niż sprawdzał. Ja sam pamiętam, ile pięknych rzeczy nauczyłem się na początku mojej pracy zawodowej od pani wizytator  języka polskiego (pani magister Krystyna Bury - mam nadzieję, że nie obrazi się za podanie jej nazwiska). Od pierwszych miesięcy pracy nauczyciel otoczony był merytoryczną opieką, był świadomy swoich mocnych stron, ale i błędów, które popełnia. Dziś do szkoły trafia po studiach młody człowiek i jest pozostawiony sam sobie. Nikt nie zweryfikuje jego merytorycznego przygotowania, jego metodycznych i psychologicznych sprawności koniecznych do uprawiania  zawodu pedagoga. W większości szkół (to moje przypuszczenie) tzw. kalendarz obserwacji (wcześniej nazywało się to hospitacją - interesujące, że kiedy nie można zmienić istoty rzeczy, zmienia się terminologię, na zasadzie: im mądrzej, tym głupiej) jest zwyczajną fikcją. Wisi, bo wisieć musi, ale ani nie przejmuje się nim dyrekcja, ani nauczyciele. Jeszcze nie tak dawno, w czasach gdy system był spójny i logiczny, obecność na lekcji dyrektora lub wizytatora było dla nauczyciela świętem - wydarzeniem stresującym, ale nadzwyczajnym. W moim przypadku wygląda to tak, że ostatnio moja praca obserwowana była w 2003 roku i to tylko dlatego, że wyraziłem zgodę na przeprowadzenie lekcji pokazowej. Władze oświatowe interesuje tylko fakt, czy mam wpisany temat lekcji do dziennika, czy mam wypełnione inne papiery. Jeśli tak, wszystko jest w porządku, jestem dobrym nauczycielem, niezależnie od tego, co przez czterdzieści pięć minut robię. Grunt, żeby w papierach się zgadzało!

Co prawda, za zajęcia pozalekcyjne rzadko kiedy się płaciło. Jednak zawsze znaleźli się pasjonaci, którzy byli wstanie poświęcić swój wolny czas i poprowadzić kółko teatralne lub warsztaty dziennikarskie. Skuteczność tych zajęć była, nie muszę nikogo przekonywać, o wiele większa niż normalnych lekcji. Dziś, jeśli nauczyciel mógłby wygospodarować dwie godziny w tygodniu, musi wypełnić dziennik zajęć pozalekcyjnych - wypisać cele, treść zajęć, sprawdzić obecność, wpisać temat, więc każdy rezygnuje. Bo któż zgadza się na dodatkową porcję biurokracji, skoro na co dzień musi wciąż się z nią zmagać? Nikt, kto posiada odrobinę zdrowego rozsądku. Urzędnicza indolencja czy sabotaż? 

W następnych tekstach pojawią się inne tematy:

1. Misja szkoły

2. Metody pracy

3. Struktura 

Podobne artykuły


17
komentarze: 130 | wyświetlenia: 2415
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1177
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 857
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 753
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 697
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 673
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 759
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 545
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 536
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1538
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 439
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  23/05/2013

Zawsze nam okupanci demolowali szkolnictwo i myślę, że teraz jest podobnie. UE chce pozbyć się konkurencji krajów Europy Wschodniej a nasi gorliwi "polscy" ministrowie realizują wszelkie wytyczne. To jest celowa antynarodowa polityka w tej unii narodów. Niszczenie polskiego szkolnictwa jest celowe i przemyślane i należy się mu przeciwstawiać.

  Elba,  24/05/2013

@greenway: Szkoły są po to – się pomyślało – żeby było łatwiej żyć. Do szkoły chodzi się po to, żeby się samemu za dużo nie nauczyć. Bo gdyby nie chodzić do szkół, to można by dużo więcej samemu się nauczyć, za dużo więcej, i wtedy już zupełnie nie można by żyć wśród ludzi i ich szkolnych problemów. Szkoły są dobre. Mądre nie są, ale dobre są. (Edward Stachura, Się)

  mugol  (www),  23/05/2013

Chochoł rządzi Polską szydząc z Polaków, że zgubili Złoty Róg niepodległości!

  Elba,  24/05/2013

No i jeszcze jeden cytat, który objaśnia to, co dzieje się w polskim szkolnictwie: "...szkoła w Polsce całkowicie abdykuje z bycia instytucją normatywną (w sensie pozytywnym), jest fabryką konformizmu, a pustkę aksjonormatywną wypełnia rozwiązaniami technokratycznymi. Szaleństwo testowe zamiast być ograniczane rozwija się w kierunku coraz intensywniejszego mierzenia wszystkich aspektów funkcjonowa ...  wyświetl więcej

@Elba: Po co? Jak rodzice zajmą się indywidualnym nauczaniem swoich pociech, to kto będzie pracował na "państwiący" się aparat władzy?

@Elba: Dzięki Elbo za przypomnienie tego cytatu.

  Elba,  25/05/2013

@Skalny Kwiat: Chyba każdy wie, co się robi z nieużytecznymi aparatami... Na szrot z nimi!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska