Login lub e-mail Hasło   

Zatrzymanie

Ktoś, za kogoś?
Wyświetlenia: 1.171 Zamieszczono 10/06/2013

Poniżej jaskrawy dowód mojej niekonsekwencji, polegającej na złamaniu kilkumiesięcznej zaledwie i zamierzonej abstynencji od pisania. Nieustająco mam jednak nadzieję na zaniechanie trwałe. No – może z rzadka tylko, incydentalnie, przerywane podobnymi ekscesami. Ale… nadal pracuję nad własnym charakterem.

 

Zatrzymanie

 

          Kuba nie mógł już wytrzymać i kolejny raz zdecydował potwierdzająco. A teraz tylko usiłował zrealizować swoje postanowienie możliwie rozsądnie i przede wszystkim skutecznie. Wybrał to miejsce z prostego powodu – gwarantowało brak świadków, choćby zupełnie przypadkowych, mogących mu przeszkodzić. Mógłby, co prawda, gdziekolwiek indziej, nawet w obecności tłumów, nagle i niespodziewanie wyskoczyć na tory tuż przed pędzącą masą, ale uważał, że taki sposób byłby pewnego rodzaju profanacją, niepotrzebną banalizacją i spłyceniem rangi jego decyzji. Pragnął spokojnie położyć się na torze we właściwej pozycji, przymknąć oczy, czekać. Wcześniej umieścić obok i przycisnąć kamieniem te kilka kartek z wyjaśnieniami.

          Tutaj, z poziomu torowiska, mógł widzieć w oddali nadjeżdżający z prawej, rozświetlony dziesiątkami okienek, pędzący na łeb, na szyję ekspres, który wchodził za laskiem w łagodny, kilometrowy zakręt, odwracający prawie kierunek jazdy, by po czterech minutach, wyłonić się zza drzew zaledwie kilkadziesiąt metrów przed hm… miejscem zdarzenia. Nie dając maszyniście żadnych szans na wcześniejsze zatrzymanie składu. Pobocze i okolica, z obu stron porośnięte trudnymi do przebycia, niskimi krzakami, skutecznie jednak osłaniającymi miejsce przed przypadkowymi wścibskimi. Dzisiaj, tego właśnie dnia, rozpadało się lekko i od południa siąpiło drobno, równomiernie. Zawinął więc te kilka kartek wyjaśnienie w folię i zakleił plastrem. Chodził teraz po ulicach, przyglądając się ludziom, szukając w ich szarych, zmęczonych twarzach czegoś… większego, wzniosłego, jednak bezskutecznie. Jak zawsze. Pomyślał więc Kuba, iż ostatnią głupotą byłoby liczyć na… coś, właśnie dzisiaj, właśnie teraz.

          Utwierdził się więc ostatecznie, nieodwołalnie. I gdy nadeszła pora, ruszył raźno ku postanowionemu. Zrobiło się już porządnie szaro, ale mimo to bezbłędnie, pewnie, przedzierał się przez zielone i mokre teraz od mżawki krzaki. Dotarł wreszcie do torowiska. Wyjął z kieszeni zawinięte w folię kartki, i jakiś metr od pierwszej szyny, położył na podsypce. Przycisnął kamieniem i ocenił w tym gęstniejącym mroku czy zauważą list. Zauważą, z pewnością.

          Było jeszcze kilka minut czasu, więc rozejrzał się ostatni raz po tym ponurym miejscu, skonstatował z satysfakcją całkowitą korelację, współbrzmienie tego, co za chwilę się stanie, z przygnębiającym obrazem okolicy. Nie – tu nie ma dysonansu. Pełna, fatalna harmonia tego, co go od dawna wypełniało, z tym, co na zewnątrz. Cóż – postanowione.

          Właśnie zobaczył w oddali zbliżający się, pędzący przez mrok ekspres. Nadjeżdżał z prawej, oświetlając sobie pokonywaną, zamgloną coraz bardziej przestrzeń jaskrawymi reflektorami. Miał tylko cztery minuty, więc zebrał się stanowczo i precyzyjnie ułożył mizerne ciało na torach. Na jednej zimnej szynie nogi, na drugiej głowę. Rozstaw był prawie idealny, a drewniany, potężny podkład, na którym się rozciągnął, wydawał się dopasowywać do jego pleców. Ostatni raz spojrzał w całkiem już czarne, bezgwiezdne niebo i zamknął oczy.

          Poprzez stopy, głowę, czuł narastające drżenie stali, przenoszącej z łatwością daleki jeszcze szum zbliżającego się nieuchronnie potwora, który za chwilę, w pełnym pędzie, wyłoni się zza lasu. Jednak wydarzyło się coś… dziwnego.

          Usłyszał zza gęstych drzew przejmujące, dalekie jeszcze wycie, sygnał ostrzegawczy elektrowozu, a po sekundzie przeraźliwy zgrzyt hamowania awaryjnego. Hałas narastał, potworniał, by po dwóch minutach ustać całkiem blisko. Tuż, tuż. Przez zamknięte powieki przebiła się niespodziewana, biała jasność i znieruchomiawszy,… trwała. Podobnie jak dziwny syk ulatującego skądś pod ciśnieniem powietrza oraz niski szum pracujących wirująco maszyn.

          Otworzył ostrożnie oczy. Poraziły go natychmiast jaskrawe ślepia nieruchomego, rozgrzanego potwora, stojącego przed nim o kilka metrów. Odruchowo usiadł i przesłoniwszy oczy dłonią, próbował zrozumieć. Usłyszał ludzkie głosy, a po chwili ktoś nad nim stanął, świecąc po i tak już oślepionych oczach silną latarką.

          - Popatrz Władek. Następny.

          - Chodź, chodź. – To był inny głos. – Musimy poszukać szczątków tego pierwszego, poszatkowanego nieszczęśnika.

          Kuba natychmiast zrozumiał sytuację. Najwyraźniej kilkaset metrów wcześniej, inny samobójca, dał się skutecznie poćwiartować przez pędzącego molocha. Maszyniści, spostrzegłszy na torach ofiarę, zostali zmuszeni do awaryjnego, z gruntu nieskutecznego przecież hamowania, zatrzymując skład przypadkowo kilka zaledwie metrów przed następnym. Teraz, razem z konduktorami, wędrują z latarkami wzdłuż wagonów, szukając krwawych strzępów i resztek. Zawiadomili już dyspozytora radiowo i zapewne zmuszeni procedurami do czekania na karetkę, policję, prokuratora, nie mogą zrobić nic więcej. Rozkład jazdy szlag trafił.

          Rozważył szybko sytuację, ale przecież przygotowany przed chwilą na unicestwienie organizm, nie mógł jakoś zebrać się w sobie w jednej chwili. Siedział więc Kuba na torach otumaniony, kiwając się z boku na bok w jaskrawym świetle reflektorów nieruchomego elektrowozu. Wiedział jedno – może i zupełnie przypadkowo, jednak ktoś umarł, by on mógł żyć. To jasne.

          Spoza światła, z drugiej strony składu, wyszedł bezszelestnie jakiś człowiek. Stanął nad nim, po czym chwycił Kubę za rękę, pomagając mu wstać.

          - Chodź Jakubie. Musisz zejść z torowiska.

          Wstał więc niechętnie i opierając się trochę na ramieniu niewątpliwie silnego mężczyzny, dał się odprowadzić w krzaki. Po drodze nieznajomy podniósł zafoliowane papiery i wsunął mu je do kieszeni.

          - Wracaj Jakubie spokojnie do domu. Tu zaraz będzie policja. A ty, uwierz mi, będziesz jeszcze szczęśliwy.

          Mimo ciemności, chciał spojrzeć nieznajomemu w twarz, ten jednak puścił go i oddalił się w ciemnoszarą, wilgotną przestrzeń.

          Kuba nie wytrzymał przepełniającego go napięcia oraz dziwnej, nie wiadomo skąd pochodzącej euforii i zaszlochał jak małe dziecko. Ruszył wreszcie raźno w kierunku miasta, oddalając się od miejsca zatrzymania ekspresu. Nie wróci już tu nigdy, nie popełni podobnego głupstwa. Albowiem został już skutecznie i na zawsze zobowiązany.

 

Koniec.

1306

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1597
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 917
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1181
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1199
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 766
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 762
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 461
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1031
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 585
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 733
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 508
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 723
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 995
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  hussair  (www),  11/06/2013

I takie zobowiązania się zdarzają. Człowiek myślący o skróceniu życia czasem otrzymuje otrzeźwiający policzek .
A Ty, Goleszu, nie uprawiaj tu karnej jakiejś misji niepisania-niepublikowania, cóż to za traktowanie towarzystwa, salonu Eioby?... Dawaj następną historię, dwójkami lepiej schodzą. ;)

@hussair: Saloon Eioby ma się i beze mnie całkiem, całkiem. A "czasookres", jak mawiał kolega kierownik, nie sprzyja pisaniu. Mnie przynajmniej. Ale... zobaczymy.

  hussair  (www),  11/06/2013

@golesz: Hmmmm. Wykręcamy siano? ;) Trzeba pisać, trzeba szerzyć. Jeśli nie mądrości, to śmiech. Azali?

  golesz,  11/06/2013

@hussair: Azali czuję się zobligowany. Co do terminów, nie zarzekam się, nie ustalam.

  hussair  (www),  11/06/2013

@golesz: No to pasuje. Terminy to jak kajdany, nic przyjemnego. Tylko nie zwlekaj zbytnio, życie ucieka wszelkimi szczelinami. ;-)

  golesz,  11/06/2013

@hussair: Masz absolutną trafność. A i kitu do zalepiania jakby mniej. Kryzys, czy celowa robota?

  hussair  (www),  11/06/2013

@golesz: Celowa, celowa, toż oczywiste! ;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska