Login lub e-mail Hasło   

Drzewo życia

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.pch24.pl/a-na-koncu-drzewo-zy(...),i.html
Skoro jednak wniesiono trzeci krzyż, ten prawdziwy, umierająca natychmiast nabrała sił i całkowicie wróciła do zdrowia
Wyświetlenia: 629 Zamieszczono 10/06/2013

Jest taki klasztor w Polsce.  Położony wysoko. Na górze. W dodatku Łysej. Pewnie dlatego, aby wszyscy łatwo mogli tutaj trafić. A trafić warto. Nie tylko dlatego, że to najstarsze polskie sanktuarium. Nie tylko dlatego, że na szczyt prowadzi najpiękniejsza chyba w naszym kraju Droga Krzyżowa. Także dlatego, iż benedyktyni przechowują tutaj jedną z najcenniejszych relikwii chrześcijańskiego świata.

Troszkę trzeba się natrudzić, aby tam dotrzeć. Troszeczkę…

Zaczyna się od tabliczki. Czerwona blaszana, zaświśnięta na drzewie, z białym napisem delikatnie przypominającym przybyszowi, gdzie się znalazł: „Świętokrzyski Park Narodowy”. Zresztą, nie potrzeba czytać tabliczek, aby zorientować się, że jesteśmy w miejscu wyjątkowym. Grube sosny, rozłożyste jedlice czy przysadziste dęby – przekraczając niewysoki drewniany płotek, wkraczamy w wyśniony teren zielonej baśni. Pod stopami słychać ciągły szelest. To prawdopodobnie wiatr buszuje między leżącymi liśćmi. Czasem zaświergocze skowronek. Szczęśliwcy usłyszeć ponure pohukiwanie uszatki. W takim oto akompaniamencie dętej orkiestry leśnej dochodzimy do początku jednej z najbardziej wymownych Dróg Krzyżowych polskiej ziemi.

 

Pierwotnie szlak ten nazywano Drogą Królewską. Najstarsza w Górach Świętokrzyskich droga prowadziła ze wsi Nowa Słupia aż na sam szczyt masywu Łysej Góry. Jak głosi tradycja, korzystali z niej także królowie, magnaci i szlachta – wszyscy chcący oddać cześć relikwiom Świętego Drzewa, które kryją się w benedyktyńskim klasztorze na szczycie. Tego samego Drzewa, na którym umierał Zbawiciel Świata.

 

U stóp Świętego Krzyża składano wszelkie troski i problemy. Tutaj dziękowano. Tutaj błagano o wsparcie i siły. O tym, jak niezwykłą czcią musiały być otoczone relikwie, niech świadczy fakt porady, jakiej w 1287 roku udzielali Rusini towarzyszący Tatarom w ich wyprawie wojennej. Mieli im radzić aby ci nie naruszali klasztoru – właśnie przez wzgląd na kult Świętego Krzyża.

 

Jak podają pradawne kroniki, największym z czcicieli relikwii był sam król Władysław Jagiełło. Jadąc w roku 1386 roku do Krakowa, by przyjąć chrzest oraz koronę, nie omieszkał nadłożyć nieco drogi, aby wstąpić do tutejszego klasztoru. To nie był jego ostatni raz na Łysej Górze. Od tej pory nie odważył się ruszyć na jakąkolwiek wyprawę bez uprzedniej wizyty na wzgórzu i przeżycia swoistej prywatnej pielgrzymki. Aż nadszedł słynny rok 1410. Król Jagiełło wybierając się na wojnę z Krzyżakami, ponownie zatrzymał się tutaj na dwa dni – tym razem w leżącej  podnóża Łysej Góry Słupi – by każdego poranka wdrapywał się na górę. Tam, jak podają świadkowie, spędzał całe godziny na modlitwie i kontemplacji. Na spoczynek na dół udawał się dopiero po zmroku. Co było później, 15 lipca owego roku, wie dziś każde dziecko…

 

A zatem Droga Królewska. Droga Władysława Jagiełły i Rusinów. Droga Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta. Wreszcie Droga Zygmunta I i Zygmunta III. Dziś zaś Droga Krzyżowa. Bo właśnie tutaj, wzdłuż najsłynniejszego i najpopularniejszego szlaku ze Słupi na sam szczyt, poprowadzono jedną z najbardziej wymownych w naszym kraju Dróg Krzyżowych.

 

Dzieło nad wyraz wyjątkowe. Wszystkie czternaście stacji prowadzących na Łysej Górę można podziwiać i podziwiać, i podziwiać… Pierwsza jest jeszcze poza terenem Świętokrzyskiego Parku Narodowego. We wsi Słupia, pod kościołem Św. Wawrzyńca. Tam się zaczyna. I trwa po sam szczyt. Wszystkie stacje to misterna praca w drewnie. Drewniana figura Pana Jezusa leżącego i przygniecionego wielkim krzyżem. Klęczące i szlochające kobiety w zastygłej, poważnej pozie. Dwóch mężczyzn. Jeden za drugim. A pomiędzy nimi krzyż. To Szymon z Cyreny pomagający Jezusowi podźwignąć ciężar ludzkich grzechów. Wszystkie stacje przemawiają. Każda z nich jest inna. Ale wszystkie utopione w pejzażu świętokrzyskiej puszczy dopełniają jak gdyby całości. Idąc tutaj po raz pierwszy naprawdę ciężko sobie wyobrazić tę drogę bez tych stacji. One są tutaj jakby konieczne. Nigdzie indziej nie pasowałyby lepiej jak tutaj. W cieniu kołyszących się drzew. W zapachu lasu. Przy akompaniamencie ptaków. Ale i przy wysiłku pątników. Zwłaszcza tych, którzy nie mają już siły. Tych, którym nogi odmawiają posłuszeństwa. Niepełnosprawnym i starszym. Dla nich długa droga na szczyt jest Drogą Krzyżową w jeszcze pełniejszym wymiarze. Kolejne stacje i koleje stopnie. Coraz bardziej stromo. Ale dość trzeba. Przecież tam wysoko czeka nagroda. Czeka coś, dla czego warto się wyrzec wysiłku. Warto zrobić jeszcze ten jeden krok.

 

Relikwie Świętego Krzyża. Tego samego, na którym umarł Zbawiciel. Niewiele jest współcześnie kościołów, w których przechowywane są te jedne z najcenniejszych relikwii chrześcijaństwa. Największą część Krzyża Świętego (podzielonego i porozsyłanego do wielu świątyń na świecie ze względu na obawy przed wojnami i kradzieżą) posiadają m.in.: rzymskie bazyliki św. Piotra i Świętego Krzyża Jerozolimskiego, katedra św. Michała i Guduli w Brukseli, katedra Notre Dame w Paryżu, opactwo cysterskie w Heiligenkreuz w Austrii, oraz katedry w Pizie i Florencji. W Polsce największy fragment dzierżą benedyktyni z Łysej Góry. Z klasztoru, do którego prowadzi nas wspomniana przed chwilą Droga Krzyżowa.

 

Historia relikwii Świętego Krzyża mogłaby stanowić kanwę pod najlepszy kryminał. W 313 roku po śmierci Chrystusa cesarz Konstantyn Wielki przyznał wreszcie Jego wyznawcom pełną wolność w wyznawaniu wiary oraz pełnię swobód obywatelskich. Jedną z pierwszych czynności, jakiej oddali się chrześcijanie, było przystąpienie do odszukania krzyża, a zarazem miejsca, w którym umarł Zbawiciel. Najwięcej o owych wydarzeniach mówią dziś nam zapiski historyka żyjącego w tamtych czasach, Sokratesa Scholastyka. Większość ze swych obserwacji zebrał i spisał z swoim słynnym dziele „Historia Kościoła”. Pisze tam o pielgrzymce cesarzowej Heleny około 326 r. W relacji tej przedstawia wydarzenia związane z odnalezieniem przez św. Helenę nie tylko Golgoty, lecz także krzyży do których przybici byli Jezus i dwaj łotrowie: „(...) Matka cesarza dowiedziała się o tym wszystkim. Kiedy więc kazała usunąć posąg bóstwa, wybrać ziemię z tego miejsca i oczyścić je z nawarstwień, znajduje trzy krzyże w grobie: jeden najświętszy, na którym rozpięto kiedyś Chrystusa, dwa inne natomiast - na których zmarli ukrzyżowani z nim łotrowie. Równocześnie znaleziono także tabliczkę Piłata, na której obwieścił on w różnych językach i za pośrednictwem różnych alfabetów, że ukrzyżowany Chrystus był królem żydowskim. A ponieważ nie było pewności co do tego, który ze znalezionych krzyży jest poszukiwanym Krzyżem, nie byle jakie zmartwienie przeżywała matka cesarza. Wkrótce jednak usuwa powody smutku biskup Jerozolimy, noszący imię Makary. Rozprasza on wątpliwości, idąc za światłem wiary. Prosi bowiem Boga o znak i otrzymuje go. A znak ten był taki: pewna kobieta, jedna z mieszczanek Konstantynopola, od dawna ciężką złożona chorobą, bliska już była śmierci. Rozkazał tedy biskup, by do łoża umierającej przyniesiono kolejno każdy z trzech krzyży: wierzył on niezłomnie, że kobieta wyzdrowieje, jeśli dotknie świętego Krzyża. I nie zawiódł się w swej nadziei. Kiedy bowiem przynoszono jeden po drugim krzyże, nie będące drzewem Męki Pańskiej, kobieta w dalszym ciągu bliska była śmierci, tak jak i poprzednio. Skoro jednak wniesiono trzeci krzyż, ten prawdziwy, umierająca natychmiast nabrała sił i całkowicie wróciła do zdrowia. W ten sposób odnalezione zostało drzewo Krzyża Świętego” (Sokrates Scholastyk, 1986, „Historia Kościoła 1”, 17, tłum. S. Kazikowski, IW PAX, s. 109-110).

 

To jest właśnie to Drzewo. To samo, przy którym możemy dziś przyklęknąć. Na które możemy spojrzeć. Z tak bliska. Z odległości zaledwie kilku metrów. Umieszczone w kaplicy Oleśnickich, w pancernym tabernakulum. A w nim 20-centymentrowy złoty relikwiarz w kształcie krzyża o podwójnym ramieniu. Na skrzyżowaniu ramion dostrzec można delikatne prześwity (także w kształcie krzyża). To ono. Drzewo Życia.

 

Tekst i fotografie: Stefan Czerniecki

Read more: http://www.pch24.pl/a-na-koncu-drzewo-zycia,15456,i.html#ixzz2Vo70CaNf

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1711
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 995
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1265
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 947
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1118
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 508
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 847
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 644
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 961
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1170
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 769
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1051
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 807
 
Autor
Dodał do zasobów: swistak
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska