Login lub e-mail Hasło   

Babka

Telewizja szkodzi, czy może wręcz przeciwnie?
Wyświetlenia: 1.962 Zamieszczono 12/06/2013

Babka

 

          Matka mojej teściowej, matki żony, zwana przez wszystkich babką, jest namiętną oglądaczką telewizji. Mieszka z nami i odkąd pamiętam, siedzi w tej swojej klitce w potężnym, szaroburym fotelu, wybałuszając zza grubych okularów gały na wszystkie bez wyjątku pierdoły, serwowane przemyślnie i całodobowo z ustawionego w kącie telewizora. Piekielny wynalazek, ale prawdę mówiąc mamy przez to święty spokój. Córki w spokoju odrabiają lekcje, żonie nikt nie wtrąca się do garów, ja mogę spokojnie oglądać po pracy mecze na tym swoim prywatnym, małym odbiorniczku.

          Podobno kiedyś z babki był kawał cholery – wszystkim musiała zarządzać, sztorcować każdego za byle co, ale szczęśliwie elektronika rozwinęła się na tyle, iż cały ten tak łatwo teraz dostępny świat ułudy, oszustwa, zawłaszczył ją sobie nieodwracalnie. Żona robi jej jakieś zupki, przekąski i zanosi do babcinego pokoiku - inaczej pewnie zmarłaby z głodu w trakcie całodobowo namiętnego oglądania. Może nawet i nie śpi?

          Nie dziwię się temu specjalnie. Cóż w końcu ma do roboty starsza, mocno przez życie doświadczona kobieta? Emeryturka solidna, zdrowie jeszcze jako takie, choć nie na tyle, by intensywnie spacerować wieczorami po ulicach. Narzeka na postępujący reumatyzm, ale właśnie w takich przypadkach telewizor może zastąpić wszelkie inne potrzeby. Również ruchowe. Pomijając, rzecz jasna, nieodłączne uwstecznienie umysłowe.

          Ogląda zwłaszcza tasiemcowe, porażająco głupie seriale czy idiotyczne konkursy i jest to jej czwarty już odbiornik telewizyjny. Trzy poprzednie to były podobno staromodne, wielkie i ciężkie jak diabli bańki kineskopowe, w solidnych, dębowych obudowach. Ostatni, już za naszej wspólnej kadencji, jest płaskim, wielkim, koszmarnie kolorowym ekranem z silnymi głośnikami stereo.

         I tu właśnie problem. Starsza pani bowiem, szczególnie ostatnio, jest mocno przygłucha. Więc nawet mimo zamknięcia drzwi jej pokoju, nie mogliśmy nic u siebie robić. Ani czytać, ani rozmawiać, nie mówiąc już o spaniu. Babciny telewizor ryczał odbieranym chłamem na całego, wypełniając skromne w końcu mieszkanie bezsensownym jazgotem. Kupiłem więc babce słuchawki, i to rozwiązało problem całkowicie. My mogliśmy słuchać swoje, delektować się niezależnością, spać, a babunia trawiła, przyswajała bezkrytycznie swoje. Idealna sprawa.

          I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, iż tydzień temu żonie zachciało się obejrzeć stare zdjęcia. Nie mogła ich znaleźć na naszym terenie, więc poszła szukać do babki. Po kilku minutach niespodziewanie wybiega stamtąd z krzykiem:

          - Chodź zobacz. To okropne!

          Biegnę więc za nią. Babka siedzi jak zwykle w fotelu i ogląda swojego tasiemca. W pokoju poza tym cisza, półmrok, spokój.

          - O co chodzi? – pytam żonę.

          - O słuchawki – mówi roztrzęsiona. - Próbowałam zapytać babci, czy nie widziała moich zdjęć, więc odchyliłam lekko słuchawkę na jej lewym uchu i…

          - I co?

          - Odchyl sam… zobacz.

          Podchodzę więc do babki, odchylam delikatnie słuchawkę od ucha i … rzeczywiście. Pomijając przeraźliwy dźwięk oglądanej właśnie przez babkę audycji, uwolniony nagle z  powstałej przez uchylenie szczeliny, stwierdzam, że słuchawka, a raczej jej plastikowa poduszka okazuje się… częściowo przyrośnięta do małżowiny. Okropieństwo. Tak samo na prawym uchu. Babka nie reaguje, wpatrzona nieustannie w śmigające kolory. Odchylam więc ponownie i z milimetrowej odległości krzyczę wprost do ucha:

          - Babka mnie słyszy?

          Babka kiwa niechętnie głową, i niecierpliwie macha ręką, żeby jej nie przeszkadzać. Zauważam też coś jeszcze. Stara kobieta porusza ustami w rytm tego, co mówią telewizyjni aktorzy. Naśladuje ich, lub po prostu bezwiednie powtarza każde słowo. Starość, to niestety nie radość.

          - Cholera jasna – mówię do żony. – Niedobrze.

          - Wiem – żona zaczyna chlipać.

          Dla jasności sprawdzam pilota. Ten także okazuje się przyspawany do kciuka prawej ręki babki w taki sposób, by jednak mogła operować po klawiszach palcem wskazującym.

          - Cholera, cholera! – powtarzam.

          – Czy babka… je i pije? – pytam żonę niezobowiązująco, uspokajająco, jak mi się wydaje.

          - Tak, ale ostatnio jakby… mniej.

          - Jakby?

          - No… jak wróbelek.

          - A… wydala?

          Żona nic nie odpowiada i szlocha już na dobre.

          - Wiesz co? – mówię po chwili namysłu. – Babka zdaje się całkowicie jest już… przystosowana. – Sprawdź jeszcze może… jak z jej hm… pośladkami i… fotelem. Ja wyjdę.

          Wychodzę, ale już wiem, czuję, że sprawa jest ciężka. Nietypowa i poważna. Trzeba będzie sprowadzić lekarza. Niewykluczone, że chirurga. Zważywszy jednak na wiek i… związaną z tym naturalną hm… aparycję babki, niekoniecznie plastycznego.

----------------------------------

          Doktor zaciąga się ponownie, po czym wydmuchuje finezyjne kółka dymu. Milczymy, patrząc na siebie.

          - Sprawa jest… super dziwna – mówi wreszcie konował.

          - No… wiem – potwierdzam skromnie.

          - Pańska e… babcia, przystosowała się do sytuacji. – powtarza niechcący moje słowa, obserwując dymne kółka. - Zjawisko samo w sobie pozytywne, jednak… zachodzące nazbyt… pośpiesznie. Gwałtownie wręcz i również… fizjologicznie, organicznie. To nie powinno się zdarzać.

          - A jednak.

          - No właśnie. Nie rozumiem tego i będę musiał… skonsultować się z kolegami. Niewykluczone, że jeszcze jutro wpadniemy tu w kilku. Obejrzymy, opukamy – kolejne śliczne, precyzyjne kółko. – Pańska e… matka…

          - Babka – poprawiam. – Ze strony żony.

          - No tak. Pańska e… babka, ze strony żony, zintegrowała się w tej chwili z fotelem, pilotem i słuchawkami. Praktycznie przestała jeść, pić, jak również wydalać, sypiać. Pobiera z atmosfery mniej tlenu, nie respiruje jak powinna. Przypuszczam, że jej system… trawienny, krwionośny, metabolizm, zmieniły się nie do poznania. Każda próba wyłączenia telewizora czy odcięcia dźwięku, powoduje natychmiastowe drgawki, palpitacje, gwałtowne przyśpieszenie tętna, zimne poty. Jakby za moment miała… zejść.

          - Rozumiem.

          - Pańska e… babka, stała się telewidzem totalnym. Po prostu, i dosłownie, nie może żyć bez telewizorni. Innymi słowy, spoczywa na panu straszliwy obowiązek.

          - ?

          - Tak, tak. To pan, jako jedyny mężczyzna w tej rodzinie, musi zapewnić pańskiej e… babce, bezawaryjną, ciągłą pracę, funkcjonowanie telewizora. I słuchawek, rzecz jasna.

          - Boże drogi…

          - Sam pan rozumie. A jutro zrobimy konsylium. Około osiemnastej?

          - Dobrze. Czekam.

----------------------------------

          Szacowne, profesorskie grono, postanowiło wykonać z babką szereg eksperymentów. Na koszt Uczelni, ma się rozumieć. Sprawa rozeszła się po kraju, a nawet świecie, i Uczelnia spodziewa się w związku z tym pewnego przypływu środków. Tak z zagranicy, jak i dotacji rządowych. Zainstalowałem więc teściową i córki w pobliskim, maleńkim hoteliku, zamknąłem na jakiś czas firmę, a z żoną, zajęliśmy się babcią i całymi stadami reporterów oraz badaczy, Dom zapełnił się pod sam sufit aparaturą, kamerami, reflektorami. Żona, zawodowa księgowa, rozlicza umowy, tantiema, autoryzacje publikacji. Pilnuje interesu. Pokój babki pozostał na razie nienaruszony.

          Na początek próbowano odsuwać babce telewizor. Po centymetrze. Nic się nie działo – tyle tylko, że babka bardziej wyciągała głowę w jego kierunku. W końcu na przeszkodzie stanęły ściany, więc specjalna brygada murarzy sprawnie je rozebrała, dobudowując jednocześnie coś w rodzaju szerokiego, długiego korytarza. Odsuwanie kontynuowano, aż do momentu, gdy kolejnego ranka babce, jak to się mówi, wyszły gały. Dosłownie. Gałki oczne zostały wypchnięte całkiem na wierzch, utrzymując się sztywno na rozrośniętych ewolucyjnie, silnych mięśniach. Razem, z gruczołami łzowymi. Wyglądało to fatalnie, ale widocznie działało skutecznie.

          Odsuwano więc telewizor jeszcze dalej, aż niestety skończyły się możliwości adaptacyjne tej grupy mięśni. Babka o mało nie zeszła, wysilając się wzrokowo do granic możliwości, wywijając oczami na wszystkie strony jak rękoma, szukając wzrokiem ukochanego telewizora. Spróbowano więc czegoś innego.

          Uczeni rozstawili obok siebie kilka odbiorników, każdy z innym tasiemcem, z innym programem. Wyjścia foniczne każdego z nich wpuszczono na specjalny multiplekser audio, podając zmieszany sekwencyjnie sygnał, cały ten bigos, do babcinych słuchawek. Innymi słowy szło teraz o możliwości psychiczne, percepcyjne.

          Babka początkowo jakby zgłupiała – nie mogła ogarnąć tej sieczki, jednak po początkowym skupieniu się na jednej tylko transmisji, powoli, a właściwie bardzo szybko, bo w ciągu dnia, zaczęła przyswajać całość. Ogólnie, jak leci. Żona, która znała jej reakcje, potwierdziła to stuprocentowo. I tylko to, co babka od jakiegoś czasu coraz głośniej powtarzała za aktorami, lektorami, łącznie z muzyką i całą ścieżką dźwiękową audycji, stało się kompletnie niezrozumiałe. Jak jakiś przedziwny, natarczywy i chaotyczny bełkot. Usta, aparat mowy, wyraźnie stały się czymś w rodzaju zaworu bezpieczeństwa, poprzez który ciśnieniowo ulatywał nadmiar. Umożliwiając jednak uczonym na pewną kontrolę tego, co przyswajała.

          Jednak zmultiplikowanie odbiorników, to był błąd niewybaczalny. Bo jak się szybko przekonaliśmy, babka owszem, ewoluowała błyskawicznie, tajemniczo adaptowała się natychmiastowo, jednak tylko w jednym kierunku. To znaczy nabywając jakąś nową zdolność, umiejętność, musiała ją już ciągle zaspokajać. Każda więc próba usunięcia, wyłączenia choćby jednego z dziesięciu w sumie telewizorów, powodowała natychmiastowy, fizjologiczny i gwałtowny protest. Babka, wydaje się, była skazana na rozwój. O regresie, o powrocie do sytuacji poprzedniej, nie było mowy. Pod zagrożeniem zejścia, śmierci, tak cennego przecież naukowo obiektu.

          Postanowiono więc zachować szczególną ostrożność w eksperymentowaniu, zwłaszcza, że we wszystko wtrąciła się żona, wnuczka w końcu, i teściowa - córka. Rodzina najbliższa, kochająca przecież. Badacze musieli podpisać z nami nowe, jeszcze wyżej płatne aneksy, umowy obostrzające. Zatrudniliśmy też cwanych prawników do formalnego nadzorowania nieobliczalnych naukowców.

----------------------------------

          Po kolejnych tygodniach ostrożnych badań i obserwacji, babka oswoiła się już z tym ciągłym, dziesięciokanałowym naporem informacji na tyle, że zaczęła odczuwać ich niedobór. Czaszka stała się dziwnie plastyczna, na czubku jej głowy zaczęła formować się narośl, która następnie wykształciła się w zgrabną, szerokopasmową antenkę paraboliczną.

          Starsza pani poczęła się wiercić w naprawdę już i nierozerwalnie swoim, bardzo, bardzo osobistym fotelu, szukając widocznie nowych sygnałów. Skanowała przestrzeń, aż, co oczywiste, trafiła wreszcie na równikowy pas rozsiewczych satelitów geostacjonarnych. W naturalny niejako sposób przeszła na zmasowany, satysfakcjonujący ją bardziej, odbiór satelitarny. Ustny zawór bezpieczeństwa począł emitować coraz bardziej skomplikowane, początkowo niezwykle głośne, intensywne frazy dźwiękowe, głównie, jak się po dokładnej analizie widmowej okazało, obcojęzyczne.

          Babka stała się żywym, biologicznym, wszechodbiornikiem telewizyjnym. Po następnych kilku dniach, jej lewe oko zamieniło się, jak się później okazało tymczasowo, w projektor o wysokiej rozdzielczości, a prawe w szybką kamerę. Dwa palce jej lewej ręki wydłużyły się na tyle, by mogła je wsadzić do gniazdka energetycznego w ścianie pokoju, tuż za fotelem. Obywała się już całkowicie bez jedzenia i picia – wystarczało jej standardowe zasilanie prądem przemiennym. Licznik kręcił się jak szalony.

          Naukowcy byli zdumieni. Oto na ich oczach, w obliczu rejestrujących wszystko kamer, narodził się, wykształcił samoistnie i bezsprzecznie ewolucyjnie, nowy człowiek. Homine accommodatum lub Ultima homini receptor. Kolejny dowód na słuszność ustaleń pana Darwina. Czy tak właśnie będzie wyglądać ludzkość w przyszłości?

          Sprawy postępowały błyskawicznie. Początkowo musiano babce zainstalować na ścianie zwykły, biały ekran płócienny do rzucania nań obrazów z lewego oka, rzutnika. Obraz ten, obserwowany następnie przez prawe oko, kamerę, był dalej przesyłany połączeniami nerwowymi, w głąb babczynego mózgu. Tego tym bardziej teraz tajemniczego, nieopisywalnego i plastycznego ustrojstwa biologicznego.

          Babka jednak najwyraźniej nie była zadowolona z jakości tak pokrętnie docierającego do niej sygnału, i już na drugi dzień jej oczy – rzutnik i kamera, „patrzyły” na siebie bezpośrednio. Bez użycia płótna. Starsza pani, wydawało się, jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. Poza nieustającą, lecz, trzeba to przyznać, permanentnie słabnącą w swym natężeniu kakofonią dźwiękową, wydobywającą się z jej aparatu hm… mowy, nic już nie wskazywało, że czuwa, że coś rejestruje. Oczy w końcu zrosły się całkowicie – sygnał krążył już tylko wewnątrz jej systemu nerwowego. Niespodziewanie wzrósł też pobór energii. Naukowcy przezornie ściągnęli agregat spalinowy wielkiej mocy i zestaw akumulatorów z falownikiem. W razie czego.

          Chcąc sprawdzić pewną myśl, w końcu wybudowanego ad hoc korytarza urządzono łagodną pochylnię zjazdową, a do fotela ostrożnie dorobiono kółka. Zbudowano też połączoną z fotelem przyczepkę zasilającą z akumulatorami i agregatem, Całość miała powolutku zjechać wraz z babką na zewnątrz, do ogródka. A może i dalej - na otwarty przestwór. Żona wspaniałomyślnie odżałowała te dwie tak pielęgnowane rabatki czosnku i pietruszki. Poświęciła się naukowo. Nie bezinteresownie, ma się rozumieć.

          W trakcie przygotowań, pewien młody, ambitny mózgowiec stwierdził, że skoro część przyswajanych przez babkę informacji wydobywa się na zewnątrz dźwiękowo, to podobnie rzecz powinna odbywać się na drodze sygnałów elektrycznych lub optycznych. Taka jest przecież idea wszystkich, skomplikowanych systemów nasłuchowych. Obojętne – biologicznych, czy sztucznych.

          Lekarze poczęli więc ostrożnie szukać. Sprowadzono mobilny aparat RTG, i… rzeczywiście znaleźli. Na karku babki, pod siwiuteńkimi już od lat włosami, wybrzuszyło się coś na kształt wielokanałowego złącza światłowodowego. Być może do komunikacji zwrotnej z innymi, mającymi się dopiero ewolucyjnie ukształtować, podobnymi systemami biologicznymi. Natura jednak jest nieodgadniona.

          Skonstruowano więc szybko stosowny wtyk z wiązką optyczną, podłączoną do najszybszych z możliwych, najwydajniejszych urządzeń rejestrująco rozsyłających. Pierwsze odsłuchy i nagrania były zaskakujące. I jednocześnie przerażające. Babka, czego nikt się nie spodziewał, stała się satelitarnym centrum nasłuchowym wszelkich sygnałów. Również tych utajnionych, szpiegowskich, przesyłanych ciągle skrycie do właściwych odbiorników. W sprawę wdał się więc wywiad, a następnie armia.

          Cały okoliczny teren wraz z przydomowym ogródkiem został zmilitaryzowany, otoczony wojskowo. Mnie, żonę i teściową powołano przymusowo – nadano nam extra stopnie oficerskie, odebrano stosowne przysięgi, rozdysponowano umundurowanie i broń, postawiono wokół zasieki i budki wartownicze. Wszystko się zmieniło, jednak mimo usunięcia większości cywilnych naukowców, których zastąpiono wojskowymi, główne cele badawcze pozostały bez zmian. Wykończono wreszcie podjazd, umalowano ostatecznie wózek zasilający. Cały czas wielokanałowy sygnał wyjściowy z babki był rejestrowany. Doszły mnie też słuchy, ze gdzieś na poligonie buduje się rakietę, zdolną do wyniesienia staruszki, wraz ze stosownym oprzyrządowaniem na orbitę okołoziemską. Jako wysokowydajny retransmiter stacjonarny, dekodujący sprawnie każdy, najbardziej nawet zagmatwany sygnał. Oczywiście za potwierdzoną notarialnie zgodą rodziny.

----------------------------------

          Kontaktu werbalnego z babką nie mamy już od dawna, właściwie jeszcze sprzed „sprawy”. Raz, że kompletnie prawie głucha, dwa, że teraz całkowicie, bez reszty, zanurzona w absorbującej ją całkowicie rzeczywistości sygnałowej. Jedynie żona porozumiewa się z nią jakoś, głównie za pomocą dotyku, głaskania, przytulania. Kobiety mają swoje sposoby.

          No więc dziś, po apelu porannym, rozpoczęliśmy operację wystawiania babki na powietrze. Sześciu przeszkolonych na symulatorze oficerów, popycha łagodnie fotel i przyczepy, uważając cały czas na zachowania babki. Ta, niezmiennie pogrążona w bieżącej analizie tego, co odbiera satelitarnie, zachowuje się spokojnie. Do czasu, niestety.

          Po zjechaniu z równiutkiego, betonowego podjazdu, kółka fotela najeżdżają wreszcie na ogródkowy grunt. Nikt tego nie przewidział, ale przecież wiadomo, iż ogródkowa ziemia jest, jako wielokrotnie przekopywana, spulchniana urodzajnie, podłożem miękkim, podatnym. Niestety. Przednie, nie dość szerokie kółka fotela wgłębiają się w ziemię na kilka centymetrów, co powoduje przechył całości do przodu. Tym samym babka chwilowo traci antenowy azymut – parabolka na jej głowie poczyna wykonywać gwałtowne ruchy skanujące, aż przypadkowo ustawia się w pion i… nieruchomieje.

          Babka wykryła nowy sygnał. Agregat zasilający zawył wyższym, głośniejszym tonem - to radykalnie wzrósł pobór energii. Najwidoczniej obszary mózgowe, odpowiedzialne teraz za dekodowanie, deszyfrację tego, co odbiera antenka, pracują na granicy wydolności.

          Nagle babka staje się na twarzy purpurowa, następnie sina, zielona, znów purpurowa. Żona, łamiąc wszelkie zasady, podbiega do niej i przytulając, dotykając tu i ówdzie, próbuje coś zrozumieć. Jedyne, co ustaliła, to, iż wszystko jest w porządku, żeby się nie martwić, że nareszcie staruszka jest w pełni szczęśliwa. A to, z czym miała do czynienia dotąd, nijak ma się do sygnałów, które właśnie odbiera, chłonie.

          Po chwili staruszka dziwnie puchnie i jakby… skwierczy. Zona odskakuje przerażona, a babka, wraz z fotelem, zamienia się powoli… w świecącą jaskrawo zjadliwą zielenią kulę. Następnie, zrywając wszelkie kable i połączenia, unosi się nad ziemią i łagodnie bujając na boki, szybuje dostojnie, pionowo w niebo. Jakby prowadzona przez nowy sygnał, docierający z głębi Galaktyki. A może całego Wszechświata?

          Starsza pani zwana Babką, matka mojej teściowej, babcia żony, prababka córek, znika w błękitnym przestworze, odlatuje gdzieś na zawsze, zabierając ze sobą swą tajemnicę. Choć nie do końca przecież. Pozostały nagrania z ostatnich sekund, i jako jeden z niewielu, głównie z racji rodzinnych dopuszczony do samego sedna Sprawy, mogę się z tymi nagraniami swobodnie zapoznać. Powiem więc krótko – są jednocześnie przytłaczająco przerażające, straszne, ale i fascynujące, zaskakujące, cudowne. Bezbłędnie, logicznie, przetłumaczone, zdekodowane i przefiltrowane przez nieobecną już niestety Babkę.

----------------------------------

          Armia, na specjalny, poufny rozkaz Prezydenta, utajnia na zawsze wszelkie związane ze Sprawą informacje, i czeka na być może następną, podobną mutację całościową. A my, wojskowa teraz rodzina, odznaczonej zaocznie najwyższym orderem Babki, jesteśmy pod karą śmierci dożywotnio zobligowani do milczenia. Mogę powiedzieć tylko jedno – ten świat, ta rzeczywistość, zupełnie nie jest tym, na co wygląda. To tylko zmyślnie spreparowane środowisko przeróżnych, wzajemnie zależnych, przenikających się sygnałów, impulsów, danych.

          Symboliczny pogrzeb, zorganizowany na koszt państwa, odbędzie się w najbliższy czwartek. Cześć Jej pamięci.

 

Koniec.

1306

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1677
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 967
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1242
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 895
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 823
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 494
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 623
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1091
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 784
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1032
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 914
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1156
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 533
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 753
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  hussair  (www),  12/06/2013

Na Swaroga! Przez moment byłem przekonany, że kronikujesz nam tu epizod z życia swego prawdziwego... Przez krótki moment. Genialne! Jak to u Ciebie, z jakiegoś niby-zgrzytu, cicho-szmeru rozkręca się terytorialne pandemonium. Uwielbiam te Twoje wstawki z konowałami, zawsze balansującymi między trzymaniem fasonu i zawodową dociekliwością, a gestami szczerej bezradności.
''...operację wystawi ...  wyświetl więcej

  golesz,  12/06/2013

@hussair: Dzięki Zwiadowco. I nie będę już tu mówił o Twoich wyczynach, bo wszyscy je dobrze znamy. Z właściwej, tak pożądanej strony.

  barkarz  (www),  12/06/2013

Gratuluję fantazji i zmysłu obserwacji oraz właściwej interpretacji:))))

@barkarz: Dzięki, choć moim skromnym zdaniem opinia mocno przesłodzona.

  barkarz  (www),  12/06/2013

@golesz:
.... zapomniałem jeszcze dodać o poczuciu humoru.

@barkarz: He, he. Dzięki więc tym bardziej.

Gdybyż tak wszystkie babki ewoluowały...

@Ewa Łokuciejewska: Jeśli wystarczająco długo i intensywnie będą chłonąć to, co pojawia sie w pudle, to kto wie? A masz może złe, lub odmienne doświadczenia z jakąś babką?

@golesz: No raczej. Babki ewoluują raczej w stronę zaniku mózgu a nie rozwoju...Nie mówiąc już o kontakcie z cyberprzestrzenią.

@Ewa Łokuciejewska: Taki "rozwój" jak w opowiadanku, to niekoniecznie rozwój. Wszystko zależy od miejsca siedzenia. I na czym się, he, he, siedzi.

@golesz: No ale ja wolałabym, by moja teściowa zamieniła się w telewizor o wysokiej rozdzielczości i szerokim monitorze, a potem odleciała w kosmos.

@Ewa Łokuciejewska: Ech, niedobrze. Byłabyś wtedy zmuszona do oglądania Jej co i rusz, a kto wie, może i podglądana nieustannie?. Kosmos owszem.

@golesz: Ale telewizor można wyłączyć....

@Ewa Łokuciejewska: A on mimo to, w trybie standbay. To wyższa technika. A na teściową w sieci mnóstwo sposobów. Chyba nawet z Kosmosem włącznie. Wklep do pana Google: "Jak pozbyć sie teściowej?" Ja skorzystałem.

  hussair  (www),  12/06/2013

@golesz: A może kwestia ,,zatonięć'' babek ma głębsze dno? Może to nie głupio-tępe, a smutno-świadome sadowienie się na tonących tratwach? Bo jeśli poświęciło się lat ...siąt na przemarsze ZSMP, rozwój PGR-u i takie tam symbole kwitnącego narodu, a tymczasem zostały po tym wyziewy radiacyjne, bo rzeczywistość jest bliższa takiej z niszczyciela Vadera raczej, niż starym, dziwnie ,,zamierzchłym'' cz ...  wyświetl więcej

@hussair: Zatopienie raczej nie, bo czemuż winne biedne rybki? To już raczej rozwalcować na miazgę, i zasypać w jakiej kopalni. Tak z kilometr w grunt. Razem z edytorami, producentami, redaktorami. Co by się dziadostwo nie odrodziło kiedy. A teoria prawdopodobna - pkt. 2.

  hussair  (www),  12/06/2013

@golesz: Słuszna korekta. Podpisano, przypieczętowano, zatwierdzono do druku.

@hussair: Babka babce nierówna. Moja autentyczna babcia żyje i na stare, bardzo stare lata zrobiła się bardzo oczytana, bo za telewizorem nie nadąża i jest głucha, a czyta sobie pomalutku i wszystko rozumie,

  hussair  (www),  12/06/2013

@Ewa Łokuciejewska: Proszę pozdrowić babkę szanowną od chorągwi gnieźnieńskiej piastowskiej. Proporce w górę!

@hussair: Może zestarzeję się podobnie? W końcu to babka po kądzieli...

@hussair: Przewaga książki polega między innymi na tym, że mamy ich do wyboru tysiące, w przeciwieństwie do liczby telewizornianych kanałów. Lecz gdyby tego też tyle było, co niewykluczone w przyszłości, to nic, tylko się obwiesić. Któż takie coś zdolny będzie przeżyć?

  hussair  (www),  12/06/2013

@Ewa Łokuciejewska: Jest nadzieja, Ewo, jest nadzieja. Ciekawe, jak tam u mnie z kądzielami...
;)
Goleszu, prawie każdego dnia - zaprawdę - zastanawiam się, gdzie leży granica ludzkiej zdolności zaadaptowania... Chyba jeszcze długo, długo... Więc bój się. :)

  ...,  12/06/2013

@hussair:
Bardzo ciekawa debata!

@hussair: Ty się raczej sprawdź po mieczu...

  hussair  (www),  12/06/2013

@Łukasz Grysiak: Zaskakujące rozwinięcie. ;)
Ewa: A to bezpieczne, sprawdzanie miecza?

@hussair: My są adaptacyjnie nieograniczeni. Możemy wszystko, również wytrzymać. A debatka (do Łukasz Grysiak) rzeczywiście całkiem, całkiem. Na luzie.

@hussair: Sprawdzanie "po mieczu" jest ryzykowne, zapewne bardziej, gdyż pewności nie ma.

  golesz,  12/06/2013

@hussair: Miecze sprawdza sie tylko w akcji. Bojowej.

  hussair  (www),  12/06/2013

@golesz: O! Stare nauki, chyba Czcibor wprowadził, ale wciąż obowiązują. ;)

@golesz: A kądziele w kądzielowej.

@Ewa Łokuciejewska: No pewnie. Choć ostatnio i z tym nie bardzo wyraźnie.

@hussair: Tradycji nigdy dość. To... ciągłość pożądana.

  ulmed,  12/06/2013

"A na czubku jej głowy zaczęła formować się narośl, która następnie wykształciła się w zgrabną, szerokopasmową antenkę paraboliczną.'
A co z antenką, czy da się odziedziczyć? Uważaj na swoją żonę, to może w linii żeńskiej się ujawniać.

@ulmed: Odziedziczyć da sie chyba wszystko, łącznie z antenką. A żona - cóż. Już dwie solidne narośle posiada.

  ulmed,  12/06/2013

@golesz: :))

  swistak  (www),  13/06/2013

@ulmed: światowe media maja wspólnego patrona http://gloria.tv/?media=458222

  Strzyga  (www),  14/06/2013

Ehhh...te Babki...Na początku myślałam, że to arykulik o babciach, serialach-tasiemcach i oglądaniu ich tak głośno, że bębenki pękają (innym, nie babciom, które siedzą przy telewizorach, ich bębenki są chyba pokryte stalą martenzytową), więc już czytając, myślałam o mojej babci kochanej, która tak właśnie oglądała telewizję.
Świetne opowiadanie, choć przyznaję, że lekko "ukradzione" :-) z p ...  wyświetl więcej

@Strzyga:

Chrześniacy i ogólniej dzieci do powiedzmy 10-ego roku życia, to raczej przyrastają do konsoli, komputerów, gier wszelakich. Póżniej do komórek - szczególnie dziewczynki. A jeszcze później...
Dzięki za "Świetne opowiadanie". I jak bum cyk cyk, nie podglądam mózgów innych niż mój, co by coś podebrać.

Pozdrawiam.

@golesz: Oj nie wiem, nie wiem... Też mam takie uczucie ,że golesz mój mózg podglada niecnie.

@Ewa Łokuciejewska: Bo się w nocy odkopujesz z kołderki zanadto. Ostrożniej ciut.

@golesz: Ależ ja śpię z nieprzykrytym mózgiem.

  hussair  (www),  14/06/2013

@Ewa Łokuciejewska: Na mózg w porze nocnej służą czepce, rekomendowane w czasach renesansu. A co do kołderki, Goleszu, to nie ma alarmu, jeśli jest jeszcze zapora numer 2, to jest halka.

@hussair: Jezu... Halka na mózg? ale macie wyobraźnię....

  hussair  (www),  14/06/2013

@Ewa Łokuciejewska: Ha ha ha! :)

@Ewa Łokuciejewska: Halka z dużej litery. Jako alternatywna Halinka. Ona całkiem nie przykryta.

@golesz: Halinka nieprzykryta na móżg.... Oj, chopaki, za dużo wyobraźnią pracujecie.

@Ewa Łokuciejewska: Halinka nie musi mózgu przykrywać, bo go nie ma. Co sie będzie wysilać na próżno?

@golesz: Zaraz, zaraz... A od czego wyszliśmy? Że kradniesz ludziom w nocy pomysły?

@Ewa Łokuciejewska: Ja kradnę? Chyba, że lunatykuję. Po nocy. Ale nikt mi jeszcze nic nie mówił. Boją się, wstydzą?

@golesz: Było, było, że pomysła z babką-telewizorem, raczej dzieckiem już ktoś miał. No... Ale ja raczej czuję się zapłodniona, nie dosłownie rzecz jasna, a nie okradziona:)

@Ewa Łokuciejewska: No, no. Robię tu za zapładniacza? Niezła fucha.

@golesz: Nie tylko ty. Nie myśl sobie. Takie burze mózgów są inspirujące, a temat telewizji, internetu- temat rzeka.

@Ewa Łokuciejewska: Wierna rzeka.

Po prostu masakra! Genialny tekst. Cóż za inteligencja! Uśmiałam się nieźle. Gratuluję

@violetbutterfly: No... z tą genialnością i inteligencją to gruba, gruba przesada. Ale dzięki za: "Uśmiałam się... ".
Pozdrawiam.

Dzięki Tobie zrozumiałem jak piękna i konstruktywna może być starość. Jestem twórczo porażony. :))

@seta1212: Prawda? Przed nami cały, przyjazny Wszechświat. No... nie od razu, nie tak błyskawicznie jak w tekście, niemniej... No i dzięki za pochwałę.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska