Login lub e-mail Hasło   

Polowanko

Marzenie lipcowe. Chyba z gorąca.
Wyświetlenia: 1.014 Zamieszczono 26/07/2013

 Polowanko

 

             Jest piąta rano. Mimo lipca, zimno jak cholera. Piękne, wysokie sosny stojące wśród krzaków wyrastają jakby, wyłaniają się z sinej warstwy gęstej mgły, zalegającej przygruntowo. Przedzieramy się ostrożnie, uważając na każdy przypadkowo nadepnięty patyczek, który mógłby zdradzić nasze zamiary, ale nie jest to łatwe, gdyż z powodu owej mgły nie widzimy prawie własnych stóp. Jednak konsekwentnie, nieubłaganie, idziemy naprzód. Ku polanie, na której podobno o tej porze gromadzą się niedobitki, ostatnie resztki Robali – cel naszego ad hoc polowania.

             Większość jest już od dawna szczęśliwie spacyfikowana – jeśli nie w kilku obozach przymusowej pracy, gdzie oczywiście pod nadzorem, mogą przetrwać jedynie na zasadzie samoutrzymania, samowyżywienia, to, w wiekszości, po gospodarstwach i zagrodach ludzkich, wypełniając przeróżne, zazwyczaj nie wymagające specjalnego wysiłku intelektualnego obowiązki. A to oczyszczają szamba, a to porządkują drewutnie przed zimą, ogarniając wreszcie, zamiatając obejścia i opłotki, zbierając papierki. Zawsze na łańcuchu, zawsze pod ciągłą kontrolą żywiących ich, utrzymujących łaskawie gospodarzy.

             Nie są niebezpieczne – tego by jeszcze brakowało – ale puszczone samopas, łażące bezmyślnie po okolicy, mogłyby Robale narobić drobnych szkód, próbując coś zmienić, zmodyfikować według własnego, niezbornego przecież z natury konceptu.

             Nie było mnie w kraju prawie dziesięć lat. Okrutny los – upokarzająca bieda, bezrobocie, bezmiar niemożności i beznadzieja, rzuciły mnie na daleką obczyznę, gdzie też i szczęśliwie natychmiast znalazłem pracę zgodną z wykształceniem i zainteresowaniami, przytulne mieszkanko, przyjaznych, rozsądnych ludzi. Niby zapuściłem korzenie – zacząłem się ostatnio rozglądać za jakąś milutką towarzyszką życia, lecz nostalgia za ojczyzną, za tym wszystkim co wrosło we mnie na zawsze w młodości i co może rozkwitać tylko w bliskim sercu otoczeniu, nie pozwalają mi często zasnąć. Nader często.

             Zwłaszcza, iż nie zerwałem przecież kontaktów z przyjaciółmi, znajomymi. Szczególnie Stefan, kolega z roku, w istocie sprawdzony przyjaciel, co i rusz molestował mnie zdalnie o przynajmniej chwilowy, urlopowy przyjazd na łono jego rodzinne, do siedliska, które wbrew trudnościom, nieznanym gdzie indziej na świecie przeszkodom, urządzili sobie nareszcie z żoną i pięciorgiem dzieci, wśród pięknych borów bieszczadzkich.

             Skusiłem się w końcu, ochoczo tym bardziej, że ostatnio w kraju nastąpiły radykalne, od wieków bezskutecznie wyglądane zmiany ustrojowe. Samo się oczywiście nie zrobiło, jednak potrzebna była przychylna, sprzyjająca chwila w układach, w otoczeniu zewnętrznym. Rok, dwa oddechu od państw ościennych, od zawsze trzymających nas na smyczach politycznych, ekonomicznych, kulturowych, militarnych wreszcie. I ta chwila nastąpiła.

             Nie przegapiliśmy jej szczęśliwie, wykorzystaliśmy wszystkie możliwości. Uporządkowaliśmy szybko i radykalnie Państwo, sprawdziliśmy się jako stanowczy, mądry, samodzielnie myślący Naród. Wolni wreszcie, dumni. Dając praktyczny odpór wszelkim, krążącym o nas od wieków opiniom. Może na zawsze?

             Brniemy więc teraz ze Stefanem przez zroszone, gęste chaszcze leśne, podchodząc ostrożnie Robalowe siedlisko. Stefan niekoniecznie w celu pozyskania kolejnego, darmowego robotnika – ma ich już wystarczającą liczbę posłusznych, choć lekko przymulonych. To raczej tylko ze względu na mnie zorganizował to niewinne polowanko. Takich zanikających już zresztą atrakcji nie uświadczy nigdzie indziej. No chyba, że kilka innych narodów też postanowi obudzić się z wiekowych, lokalnie, różnorodnie uwarunkowanych letargów.

             - Tss… - syczy cicho Stefan. – Zbliżamy się do polany. Włączę wabiki.

             Przyjaciel wyposażony jest w podstawowy sprzęt wabiący. Mały głośnik mocowany tasiemką do głowy, magnetofonik, bateryjki. Instaluje teraz to wszystko, uruchamia. Z głośniczka wydobywają się ciche, sugestywne, nieodmiennie skutecznie wabiące Robale hasła:

             - „Podanko”, „Kopertka”, „Pieczątka”, „Telefonik”, „Biurko”, „Fotelik”, „Segregator”, „Petent”, „Czego?” – wszystko podawane ciepłym, kuszącym, delikatnym altem. Zapewne żona Stefana.

             - To na Robale pośledniejszego autoramentu, na debilowatą drobnicę – informuje szeptem Stefan. – Ale zaraz usłyszysz hasełka przeznaczone dla zwierzyny grubszej.

             I rzeczywiście:

             - „Paragraf”, „Podsądny”, „Kodeks”, „Ustawa”, „Wyrok”, „Niska szkodliwość”, „Sprawiedliwość społeczna”, „Zawieszenie”, „Podpunkt”, „Świadek”, „Procedura”.

             - To na Prawników? Przekupnych, konformistycznych Sędziów, Prokuratorów? – domyślam się.

             - Tak – przyznaje Stefan szeptem i uśmiecha się.

             I dalej:

             - „Większość parlamentarna”, „Klub poselski”, „Drugie czytanie”, „Konstytucja”, „Komisja”, „Głosowanie”, „Kadencja”, „Lobby”, „Nasza partia”.

             No - to akurat jest oczywiste. Równie obrzydliwe. I następnie:

             - „Oglądalność”, „Studio”, „Nagranie”, Autoryzacja”, „Naczelny”, „Przekłamanie, „Niedopowiedzenie”, „Mija się pan z prawdą...”, „Ja pani nie przerywałem…”, „Widz”, „Czytelnik”, „Prawda czasu, prawda ekranu…”, „Prawda obiektywna”, „Wow!”.

             - To najgorsze mendy – stwierdzam cicho.

             - Owszem – potwierdza Stefan. – Też ich nie cierpię. A mało przydatni w gospodarstwie. Nawet ziemniaka nie potrafią idioci obrać.

             - I... jeszcze zanęta najcięższa, a na koniec ogólna, uniwersalna - chwali się skromnie.

             - „Naród”, „Racja stanu”, „Historia nam nie wybaczy”, „Przyszłe pokolenia”, „Sprawiedliwość dziejowa”, „Ojczyzna”, „A cóż to jest honor...”, „Pokolenia”.

             Krótkie, ledwie słyszalne piknięcie. Ostatnie sekundy tekstów wabiennych:

             - „Korzyść majątkowa”, „Wiekopomne dzieło”, „Proszę mnie przekonać…”, „Obowiązuje kolejka”, „Cóż ja mogę…”, „Plagiat”, „Ty nieuku…”, „Jak się da, to się zrobi”, „Pan tu nie stał…”, „Do roboty, do roboty…”, „Bilans”, „Debet”, „Ta faktura jest nieprawidłowa…”, „Podatek należny”, „Termin wpłaty”, „VAT”, „Saldo”, „Przetarg nieważny”, „Przekręt”.

             - To na pozostałych. Lekarzy niedouków i łapowników, skorumpowanych biegłych, komorników, artystów pożal się Boże, tępych belfrów, projektantów niewydarzonych, finansistów pazernych, złodziei skarbowych, bankierów upasionych, skretyniałych radnych i inną sfołocz. – Stefan uśmiecha się smutno. – Jest tego jeszcze trochę po lasach. Jednak teraz cisza – ostrzega. - Zbliżamy się.

             Spośród drzew prześwituje polana. Mgła już się zaczyna podnosić, a wśród gęstej trawy ledwie widać snujące się ostrożnie postaci. Przeważnie w czarnych garniturach, pod krawatami, z teczkami w ręku. Robale. Wyszły na żer po chłodnej nocy, zgłodniały. Nasłuchują wabika i zwolna zwracają się w stronę Stefana. Niezłe stadko się zebrało. Poważne, z wyglądu fałszywie godne zaufania mordy, zaczynają im się wykrzywiać w ostrożnych, krzywych uśmieszkach, reminiscencje minionej świetności działają podkorowo.

             Stefan daje mi znak ręką, i wycelowuje dubeltówkę w swojego. Ja robię to samo. Strzelamy prawie jednocześnie. Stado rozbiega się w panice, by zniknąć wśród gęstego, pagórkowatego lasu. Na polanie leżą bezwładnie dwa uśpione, okazałe Robale. Podchodzimy zadowoleni bliżej.

             - Znam tę babę – mówię lekko podniecony moim pierwszym trofeum. – To zasrana gwiazda dziennikarstwa telewizyjnego. Zasłużona ponad miarę. Jak jej... Olejowa, Olejna... jakoś tak.

             - Zgadza się – potwierdza Stefan. – Masz chłopie farta. Mój to tylko były naczelnik urzędu skarbowego z N. Zniszczył mi domiarami dwóch kolegów. Menda, jak rzadko. I zawołany łapówkarz. Ale przyda się przy gnoju.

             Zakładamy Robalom kajdanki, przywiązujemy postronki, budzimy. Mgła całkiem odparowała, dzień będzie gorący, czas wracać. Ciągniemy posłuszne i zestresowane Robale na postronkach. Później, po smacznym śniadanku, zastanowimy się co z nimi zrobić. Może dzieci Stefana, gdy już znudzą się pędzeniem Robali po polu, doradzą nam coś konkretnego?

             Ech – udał mi się urlop. I tak naprawdę zastanawiam się poważnie, czy nie wrócić do kraju na stałe. Nikt już tu nie ogranicza, nie rzuca kłód, nie kłamie, nie kręci. Nareszcie prawdziwe, przyjazne, podziwiane nabożnie wręcz przez cały świat państwo, niedościgły wzór dla wszystkich. W listopadzie wybory na króla. No i te łowieckie atrakcje z Robalami.

 

KONIEC.

1307

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1284
12
komentarze: 93 | wyświetlenia: 789
12
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1616
12
komentarze: 68 | wyświetlenia: 1013
12
komentarze: 25 | wyświetlenia: 2042
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1418
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 450
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 823
11
komentarze: 72 | wyświetlenia: 791
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 504
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1524
11
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2126
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1024
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Wzrok mi się popsuł, czy co?... też masz plamy na słońcu? Bo przyciemniałeś jakby?

Ja tam nie wracam ... bo za dużo słychać tego nawoływania: "emigrant", "zdrajca', "nieudacznik", "czyścibut", "komornik", "podatek", "frajer", "cela", "zbuk" ... jeszcze mnie ustrzelą ... dzięki za "ostrzegawczą" ironię.

@Mirosław: Przyciemnienie jest celowe. Raz, że nadmiar ostrego, słonecznego, dwa, iż za pomocą rozjasnienia, ściemnienia, postanowiłem demonstrować mój osąd o jakości własnego tekstu. Jasno - może ostatecznie być, ciemno - całkiem do kitu.

Ale gdyby co, gdyby słowo (z artykułu) ciałem się stało, to może jednak? To nasz przecież piekny kraj, ludzie swojscy.

@golesz: No to wyjątkowo, żeście się ze Słońcem dogadali:

http://tvnmeteo.tvn24.pl/infor(...),0.html

@Mirosław: No niby się dogadaliśmy, ale Ono coś zaczyna kręcić. Jakieś dziury koronalne, niestabilność niezwykła. Kombinuje za bardzo, a to się może źle skończyć.

Worm Farm by Golesz??

Satyra godna Orwell"a.

  golesz,  26/07/2013

@DONATello: Dzięki w związku z tym słówkiem o Orwell-u, ale powyższy tekst to tylko niewinne, lipcowe marzenie. I króciutkie. Inna sprawa, że wielu pomyśli sobie: "Oby to właśnie ciałem się stało". I słusznie, bo jest coraz gorzej.

Nie wracaj, to tylko kamuflaż ( tak wyrafinowany łowca powinien to zauważyć )

  hussair  (www),  27/08/2013

Dlaczego ja tego nie wymyśliłem? ;) Nadaje się na ulotki do podrzucania POd drzwi rządzących. ;)

@hussair: E... nie. Jeszcze by się z przeproszeniem... POsrali przedwcześnie.

  hussair  (www),  27/08/2013

@golesz: Na razie stara, żałośnie nieporadna taktyka (to jest: skuteczna kiedyś, żałosna dziś) - histeryczna nagonka na PiS, brak tylko przystawiania rogów do portretów. :) Obserwujmy.

@hussair: Norma współczesna. Zarzuty odpierać, owszem, ale zwalając winę na poprzedników. To żałosne, zgrane do cna.

  hussair  (www),  27/08/2013

@golesz: Dlatego coś się zmienia. Jak to jakiś bułgarski obserwator wyraził, doszliśmy do punktu jasno pokazującego, że system wybierania polityków, tasowania ich partii co kadencję-dwie, czy wreszcie działalność parlamentarna nie oddaje zupełnie woli i oczekiwań społeczeństwa. Którego przybywa na ulicach i przybywać będzie.

@hussair: Zgoda, jasne. Tylko problem, jak tę INNĄ przyszłość skonstruować. Bo że nastąpi, to pewne. A znów zdawać się na żywioł, na rewolucyjne przypadki?

  hussair  (www),  27/08/2013

@golesz: Hm, sprawa smutna, bo krew przelana nie daje radości, ale większość konkretnych przemian cywilizacyjnych szła chyba tą wstrząsową drogą. Ale może się mylę, może niekoniecznie? Kto tam wie, czy jakieś mądre siły nie dopracowują właśnie szczegółów zaskakującego scenariusza przemian?

@hussair: "Mądre siły" to właśnie nami rządzą. Co ja mówię - najmądrzejsze z możliwych. I kochające nas, wypruwające sobie dla nas flaki.

Owszem - mam nadzieję na Siły Naprawdę Zewnętrzne, niekoniecznie nieskończenie mądre. Byle wystarczająco mądrzejsze. Ale husarzu - sam wiesz, jak to z nadziejami.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska