Login lub e-mail Hasło   

Państwo - dom nasz publiczny (cz. II)

Państwo w swoich imperialistycznych zapędach przeciwko obywatelom może powstrzymać wyłącznie społeczeństwo republikańskie. Warunkiem sine qua non istnienia takiego społeczeństwa...
Wyświetlenia: 1.872 Zamieszczono 01/08/2013

Państwo w swoich imperialistycznych zapędach przeciwko obywatelom może powstrzymać wyłącznie społeczeństwo republikańskie. Warunkiem sine qua non istnienia takiego społeczeństwa jest poczucie odpowiedzialności. Jeżeli ja jestem częścią takiej zbiorowości, biorę odpowiedzialność nie tylko za swoje sprawy, ale wszystkich, którzy wokół mnie żyją. Źle funkcjonuje szkoła na moim osiedlu, kręcą się na jej terenie dealerzy narkotyków, nie czekamy na interwencję odpowiednich instytucji, ale my sami, czyli rodzice, przywracamy porządek. Grasuje na naszym terenie łobuz wypuszczony z więzienia, z którym policja nie umie sobie poradzić, łamiemy delikwentowi nogi. Społeczeństwo obywatelskie powstaje, rodzi się, w wyniku jego samoorganizacji. Dynamika działania zmierzająca do rozwoju zbiorowości i zapewnienia interesów tworzy zdumiewający efekt synergiczny. Wszyscy nagle zaczynają dostrzegać, jakie ogromne korzyści daje praca dla innych. Praca na rzecz zbiorowości daje korzyści mnie. To paradoks socjologiczny wielokrotnie opisywany w literaturze przedmiotu (Locke'a, Poppera), który jest właśnie generatorem tej synergii. Działanie zmierzające do zapewnienia interesów określonej grupie ludzkiej powoduje, że zatomizowana zbiorowość przeistacza się we wspólnotę, a powszechna aktywność w sferze publicznej sprawia, iż społeczeństwo zamknięte (używając terminologii Poppera) staje się społeczeństwem otwartym, czyli republikańskim.

Zdaję sobie sprawę, że to oczywistości i nie ma w tym żadnej odkrywczej myśli. Sądzę jednak, że niektóre oczywistości należy sobie przypominać, od czasu do czasu.

Czy zatem my, mieszkańcy tego kraju, jesteśmy społeczeństwem republikańskim? Czy jesteśmy, choć w minimalnym stopniu, spadkobiercami pięknej tradycji rzeczypospolitej szlacheckiej? To są pytania retoryczne. Nie! Nie jesteśmy! Postawię tezę kontrowersyjną, która pewnie niejednego czytelnika zdziwi albo nawet oburzy. Za stan państwa, które jest naszym domem publicznym jesteśmy odpowiedzialni my wszyscy. Nie rząd, nie parlament, nie prezydent czy sędziowie, którzy ostatnio zasłynęli z wydawania skandalicznych wyroków! Żadna z tych instytucji nie funkcjonuje normalnie, ponieważ my się na to godzimy; ponieważ sprawy, które mają dla naszego społecznego funkcjonowania fundamentalne znaczenie, pozostawiamy ignorantom, łobuzom i karierowiczom. Najbardziej spektakularną oznaką stanu naszych umysłów i naszego ducha jest odpowiedź na pytanie, jak można to zmienić: " a co ja mogę, nic przecież ode mnie nie zależy". I to rzeczywiście prawda - od jednostki nie zależy nic, ale od wspólnoty zależy wszystko.

Przypominam sobie pewien przykład, który ktoś kiedyś podał ilustrując różnice w podejściu do spraw publicznych pomiędzy Polakami a Węgrami. My jeździmy po naszych dziurawych drogach coraz lepszymi i droższymi samochodami, Węgrzy natomiast jeżdżą gorszymi, ale po lepszych drogach. Nas interesuje trawa we własnym ogródku, żeby była pięknie i równo przystrzyżona. Za płotem mogą rosnąć dwumetrowe pokrzywy. Co mnie to obchodzi? Przykład ten dobrze oddaje, jakie mamy priorytety.

Innym przykładem dobrze ilustrującym nasz stosunek do kwestii publicznych jest afera hazardowa. W społeczeństwie republikańskim rząd natychmiast podałby się do dymisji. Byłaby to reakcja automatyczna. Jednak w zatomizowanym tłumie, który tylko z nazwy jest społeczeństwem, wystarczy wykonać kilka pozorowanych ruchów, złożyć kilka wyjaśnień, przeprowadzić parę konferencji prasowych i wszystko zostaje po staremu. Niestety, to co poza naszym ogródkiem, jest czystą abstrakcją. Nie dociera do nas w całej jaskrawości prawda, że politycy ramię w ramię z mafiosami od hazardu bezczelnie nas okradają, a w związku z tym i nasz ogródek będzie uboższy i mniej zadbany.

W tej jakże smutnej rzeczywistości pojawia się światełko nadziei. To młodzi ludzie, którzy w sytuacji jawnego naruszenia swobód obywatelskich potrafią się zorganizować i o nie walczyć. Przykładem jest ustawa o ACTA, która została storpedowana w wyniku licznych demonstracji ulicznych. Tusk się przestraszył, chociaż wcześniej mówił, że ulica nie może decydować o procesach legislacyjnych. Jednak to właśnie "ulica" zadecydowała, że szkodliwa dla życia społeczeństwa obywatelskiego ustawa nie została uchwalona.

Podobne artykuły


12
komentarze: 70 | wyświetlenia: 1231
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1104
11
komentarze: 278 | wyświetlenia: 908
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 641
10
komentarze: 37 | wyświetlenia: 823
9
komentarze: 42 | wyświetlenia: 669
9
komentarze: 31 | wyświetlenia: 574
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 967
9
komentarze: 33 | wyświetlenia: 794
9
komentarze: 62 | wyświetlenia: 1121
9
komentarze: 75 | wyświetlenia: 435
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  vernon,  01/08/2013

Optymistyczny akcent na koniec. Mimo wszystko nawet "ulica" nie załatwi wszystkiego. O wiele łatwiejsze jest dla niej niszczenie i blokowanie tego, co szkodliwe, niż budowanie czegoś. Gdyby natomiast "ulica" przekształciła się w coś skonkretyzowanego, a jej członkowie byliby w stanie wznieść się ponad prywatne interesy i podziały na rzecz ogółu to byłby to już niezły zalążek społeczeństwa obywatel ...  wyświetl więcej

@vernon: Nie brzmi to dobrze.

  vernon,  01/08/2013

@Jan Stasica: Może coś przysłania mi trzeźwy osąd, a może jestem zbyt młody, by pojąć niuanse tego zagadnienia. Ale widząc to, co się dzieje dookoła mnie chociażby, nie wspominając o szerszej perspektywie, nie napawa optymizmem.

@vernon: Tak naprawdę, ja również jestem pesymistą. Jest wiele czynników, które sprawiają, że społeczeństwo republikańskie jest już dzisiaj niemożliwe.

  awers,  01/08/2013

@Jan Stasica: Och Janie Sztasica...

@awers: ?

  awers,  01/08/2013

Ba. Napisałem odpowieź naTwój wiersz...

@awers: jot

  greenway,  01/08/2013

@Jan Stasica: ale z tej ulicy chyba w ogóle nie trzeba by schodzić, tyle jest do oprotestowania.

  awers,  01/08/2013

@awers: Chciałem napisać Jan Staszica...

  rekurent,  01/08/2013

Chyba już wszystko lepsze,aby zakończyć tą kręciołę PO,PIS,SLD,PSL....w dowolnej kolejności.
Kolesie tylko przeskakują z partii do partii,to się pokłucą na niby, to utworzą nowy twór o szczytnej nazwie, i trwają.

Wybujały na chciwości liberalizm leży u podłoża bajzlu w jakim przyszło nam żyć. Zgadzam się z tezą, że decydenci, czyli politycy, sędziowie, pracodawcy, producenci i dziennikarze skwapliwie korzystają z naszego przyzwolenia na dziadostwo, nierzetelność i bylejakość. A to droga do nikąd.

  wlokaz,  07/08/2013

Możemy być dojrzałym do rządzenia społeczeństwem. Kiedyś za czasów PRL lokatorzy mieszkań komunalnych przychodzili do tzw. ADM bo klamka im się posuła, okno rozpadło, ktoś wyłącznik na klatce za...ał. Skarg nie było końca i niezadowolenia. Budynki wyglądały makabrycznie. Kiedy pozwolono ludziom wykupić mieszkania za niewielkie pieniądze stali się właścicielami. Straszono ich, że się władowali w ni ...  wyświetl więcej

Janku,
Ale wiersze - najlepiej psotne - to jeszcze będą? :):):)

@Alicja Minicka: Alicjo! Nie wiem czy psotne, ale będą. Zresztą, szykuję niespodziankę - zupełnie nowa forma. Bardzo byłbym Ci wdzięczny, gdybyś zechciała ocenić "to" krytycznie. Zależy mi na tym.

@Jan Stasica:
Janek, no coś Ty! Ja krytycznie do Ciebie? To niemożliwe, bo jestem w Twoich wierszach zakochana. :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska