Login lub e-mail Hasło   

Jak przetrwać upały?

Obecna fala upałów i wyjące w tym czasie co chwilę syreny karetek pogotowia zainspirowały mnie do napisania tego artykułu.
Wyświetlenia: 1.658 Zamieszczono 04/08/2013

 Obecna fala upałów i wyjące w tym czasie co chwilę syreny karetek pogotowia zainspirowały mnie do napisania tego artykułu. Niektóre z podanych zasad można przeczytać na każdej stronie związanej z pogodą, zazwyczaj są prostą konsekwencją praw fizyki, o których na co dzień się zapomina... a niektóre wynikają wprost z mojej praktyki.

 Trochę się spóźniłem, bo upały trwają już prawie od miesiąca. Ale mam nadzieję, że tym artykułem odbiorę trochę pracy ratownikom medycznym... Chociaż? – widząc ludzi chodzących z gołymi głowami po ostrym słońcu, odnoszę wrażenie, że nie cenią zbytnio swoich mózgów? - widać, zapewne nie używają ich zbyt często, więc też nie maja zbytnio czego chronić...

 Na początek kilka podstawowych wiadomości, na temat ciepła, temperatury i ich wpływu na nasze organizmy, których znajomość jest niezbędna dla zrozumienia sensu dalszych porad: ci, którzy w szkole nie spali na lekcjach fizyki i biologii, spokojnie mogą pominąć ten akapit.

Ciepło jest formą energii, przejawiającej się poprzez chaotyczny ruch molekuł. Jej wartość, jak każdej energii, wyraża się w dżulach [J], lub dawniejszych jednostkach – kaloriach [cal]. Temperatura określa średnią energię kinetyczną tego ruchu, mierzymy ją w kelwinach [K], oraz kilku lokalnie przyjętych skalach, jak powszechnie u nas używana skala Celsjusza [OC], którą, dla wygody, dalej będę się posługiwał. Ważne jest, żeby nie mylić tych dwóch pojęć: niekoniecznie obiekt o wyższej temperaturze, czyli w potocznym języku, „cieplejszy” zawiera więcej ciepła! Natomiast ciepło zawsze przepływa od ciała o temperaturze wyższej do ciała o temperaturze niższej. (tak, jak np.: wielkie jezioro położone w dolinie zawiera więcej wody od wyżej położonego małego stawu, ale jeśli je połączyć, woda będzie spływać ze stawu do jeziora.)

 Ważnym tutaj pojęciem jest ciepło właściwe. Z definicji, jest to ilość ciepła potrzebna do ogrzania kilograma danej substancji o 1K (przypominam: 1K = 1OC, 0OC = 273K); istotny jest fakt, że woda charakteryzuje się niezwykle wysokim wartością ciepłem właściwym: 4,19kJ/kg*K (=1kcal/kg*K), a także ciepła parowania: ~2450kJ/kg (zależy od temperatury i ciśnienia). Dlatego nawet w największy skwar w pobliżu dużych zbiorników wodnych jest zawsze chłodniej. I dzięki tym właściwościom tak doskonale może nas ochłodzić nawet w największy upał.

 Organizmy żywe mogą funkcjonować tylko w określonym przedziale temperatur. Jesteśmy, jak wszystkie ssaki, zwierzętami stałocieplnymi, co znaczy, że temperatura naszego ciała tylko w niewielkim stopniu zależy od temperatury otoczenia. Niemniej, ta równowaga może zostać zaburzona przez nadmierną ekspozycję na wysoką temperaturę otoczenia i bezpośrednie promieniowanie słoneczne. Wówczas mechanizmy regulacyjne nie nadążają z odprowadzaniem nadmiaru ciepła i dochodzi do podniesienia temperatury ciała, czyli przegrzania – hipertermii. W tym właśnie tkwi największe niebezpieczeństwo wystawiania się na nadmierne gorąco. A mimo to, większość ludzi strasznie obawia się zimna, a upał uznaje nawet za przyjemny. Zwłaszcza ci, którzy lubią oddawać się niezrozumiałej dla mnie „przyjemności” wielogodzinnego smażenia się na plaży... Tymczasem hipertermia może nas zabić szybciej (i w bardziej nieprzyjemny sposób), niż hipotermia – (wychłodzenie). Jeśli temperatura krwi dopływającej do mózgu przekroczy 41,5O, dochodzi do nieodwracalnej denaturacji białek w neuronach! – a wówczas – nawet, gdyby dało się jeszcze uratować życie... cóż, chyba wolałbym wówczas, żeby już mnie nie ratowali... A żeby do tego doszło, temperatura powietrza wcale nie musi przekraczać podanej wartości, raczej niespotykanej w naszej strefie klimatycznej. Po pierwsze, należy pamiętać, że temperatura podawana w prognozach pogody, to temperatura w cieniu: w miejscach silnie nasłonecznionych może być nawet o kilkanaście stopni wyższa! Po drugie, powierzchnia naszego ciała absorbuje energię cieplną przenoszoną przez promieniowanie Słońca.

 Ponadto, nawet jeszcze przed przekroczeniem tej granicy, może dojść do niewydolności krążenia, a więc zawału lub udaru. Stąd upał jest szczególnie groźny dla osób z chorobami serca.

 Pierwsze, jeszcze odwracalne, objawy hipertermii to: osłabienie, zawroty i niekiedy ból głowy, „mroczki” przed oczami, wrażenie, jakby cała powierzchnia naszego ciała „płonęła”, zaburzenia koncentracji, przyspieszone tętno. Jeśli zaobserwujemy je u siebie, należy natychmiast schronić się w jak najchłodniejszym miejscu, schłodzić ciało wodą – nie gwałtownie! – oraz unikać wszelkiego fizycznego wysiłku.

  W tym miejscu pierwsza zasada: ZAWSZE NOŚ NAKRYCIE GŁOWY!!!, zwłaszcza przebywając na słońcu! Jakie? Może to być bandanka, ale ta chroni tylko głowę. Czapka z daszkiem chroni głowę i oczy, a najlepszy jest lekki kapelusz z szerokim rondem: chroni głowę, twarz, kark i ramiona, a więc wszystkie części ciała najsilniej wystawione na bezpośrednie promieniowanie słoneczne.

 Na szczęście ewolucja wyposażyła nas we wspaniały mechanizm termoregulacji, jakim jest pocenie się. Każdy gram odparowanej wody z wydzielonego potu ochładza nas o 2,4kJ ciepła! Stąd kolejna zasada: nie używać żadnych środków ograniczających pocenie! Wszelkie antyperspiranty najlepiej w ogóle wyrzucić do kosza, ale w czasie upałów stosowanie ich, to po prostu samobójstwo! Używać można tylko dezodorantów, nie zawierających chlorowodorku glinu (warto spojrzeć na skład, bo na opakowaniu nie zawsze pisze „antyperspirant”, a środek zawierający ten lub podobny składnik zawsze tym właśnie jest). Znane powiedzenie podróżników mówi, że „mądry człowiek nie ociera potu z czoła”. Przeciwnie, pozwala mu swobodnie odparować, by zabrał nadmiar ciepła. Właśnie dlatego czoło zawiera tak wiele gruczołów potowych, żeby chronić przed przegrzaniem to, co mamy najcenniejszego: mózg!

 Niestety, zawsze jest „coś kosztem czegoś”. Nasze ciało zawiera do 70% wody, a zbyt duży spadek jej zawartości jest niebezpieczny dla życia. Z potem tracimy duże jej ilości, w upale, zwłaszcza przy wysiłku, nawet do kilku litrów dziennie. Stąd kolejne – obok hipertermii – niebezpieczeństwo: odwodnienie.

 Pamiętaj: bez jedzenia przeżyjesz i trzy tygodnie, jeśli jesteś w dobrej kondycji, nawet dłużej. Bez wody nie przetrwasz więcej, niż trzy dni! Gdybyś znalazł się w sytuacji, w której grozi ci brak wody, wstrzymaj się od jedzenia, dopóki nie będziesz mógł napić napić się do woli! – zwłaszcza od pokarmów o wysokiej zawartości białka, tłuszczów i cukrów złożonych, ponieważ ich trawienie polega na hydrolizie, zużywa więc spore ilości wody.

 Zapas wody w organizmie musi być uzupełniany, stąd kolejna zasada przetrwania w upale: PIJ JAK NAJWIĘCEJ! - oczywiście wody!, a nie słodkich napojów typu cola czy oranżada, które (jako, że są hipertoniczne względem płynów ustrojowych), pozornie zaspokajając pragnienie, w rzeczywistości tylko odwadniają organizm. Na ogół podaje się, że zapotrzebowanie na wodę, przy umiarkowanej temperaturze, wynosi 1,5 – 2l dziennie. W upały wartość ta wzrasta nawet kilkakrotnie! A tym bardziej przy intensywnym wysiłku fizycznym.

 Podobnie, jak przy hipertermii, podam tu pierwsze symptomy odwodnienia: sucha skóra, która traci elastyczność, zmniejszenie pocenia, suchość w ustach, przyspieszone, słabo wyczuwalne tętno, zgęszczony mocz (ciemnożółty, silnie cuchnący), często ból głowy.

 Lepiej wtedy pić częściej mniejsze ilości, niż dużo naraz, gdyż wówczas organizm lepiej wchłania wodę. Ponadto, należy pamiętać, że z potem oprócz wody, tracimy również składniki mineralne – dlatego, jeżeli nie mamy akurat wody wysokozmineralizowanej, warto dodać odrobinę soli, w celu przywrócenia równowagi osmotycznej (dokładnie: najwłaściwszym stężeniem jest 0,9%NaCl, tzw. sól fizjologiczna, no ale przecież nikt nie będzie nosił przy sobie menzurki i wagi?). Modne obecnie napoje izotoniczne są również godne polecenia, ale raczej trudno byłoby pić je w wystarczających ilościach.

A alkohol?... również mnie w spiekotę nieraz marzy się zimne piwko. Ale lepiej poczekać z tym do zmroku, a jeżeli już nie możesz się doczekać, schowaj się z tym piwem w cieniu, w możliwie najchłodniejszym miejscu. Wtedy może nawet pomóc: alkohol, rozszerzając podskórne naczynia krwionośne, przyspiesza utratę ciepła. Natomiast samobójstwem jest picie alkoholu bezpośrednio na słońcu, jak również wtedy, gdy już obserwujemy u siebie pierwsze symptomy odwodnienia bądź hipertermii!!!

 Oprócz picia, musimy również coś jeść – a w upał zwykle nie mamy na to ochoty. Podpowiada nam to fizjologia: zapotrzebowanie na energię przy wysokich temperaturach jest o wiele mniejsze. Jako zwierzęta stałocieplne, zużywamy nawet do 80% kalorii uzyskiwanych z pokarmu na utrzymanie stałej temperatury ciała. Dlatego np. zmiennocieplny wąż nażre się raz i wystarczy mu na miesiąc, a my musimy jeść codziennie. Jeśli jednak temperatura otoczenia jest zbliżona do naszej fizjologicznej temperatury, większa część tego wydatku energetycznego odpada. Dlatego istotnie, zbędne są wszelkie produkty wysokotłuszczowe i zawierające złożone węglowodany, jak skrobia. Natomiast cukry proste (glukoza, fruktoza) zawarte np. w owocach są jak najbardziej godne polecenia. Z doświadczenia wiem, jak w sytuacji skrajnego zmęczenia garść winogron okazuje się lepszym „zastrzykiem szybkiej energii”, niż kawa, herbata czy tak modne ostatnio „energy drinki”. W dodatku prawdziwym: kofeina zawarta w tych napojach jedynie uruchamia rezerwy organizmu, które z definicji są ograniczone – tu otrzymujesz dawkę czystej glukozy, która jest podstawowym paliwem naszych komórek. A przy okazji, zawarty w owocach sok dodatkowo nawadnia organizm.

Jak nie dopuścić do przegrzania?

 W czasie upałów lubimy zrzucać z siebie jak najwięcej ciuchów. Myślimy, że jak się rozbierzemy, będzie nam chłodniej. Przy temperaturach, które najczęściej występują w naszym klimacie, zazwyczaj tak jest – ale do pewnego momentu: kiedy temperatura powietrza zaczyna przekraczać temperaturę naszego ciała, tj. ok. 37O (przypominam, że w prognozach temperatury podawane są w cieniu!), jak również wtedy, gdy jesteśmy wystawieni na bezpośrednie promieniowanie Słońca – dzieje się odwrotnie. Ciepło przepływa od ciała o temperaturze wyższej do tego o niższej! – a więc nasze roznegliżowane ciała absorbują ciepło z otoczenia! Ubranie jest warstwą utrudniającą przepływ ciepła, a więc, w tej sytuacji, ograniczającą nadmierne nagrzewanie. Oczywiście, ubiór musi być luźny i przewiewny (bawełna, len), żeby nie utrudniał parowania potu! Wystarczy popatrzeć, jak ubierają się mieszkańcy pustyni, jak Beduini i Tuaregowie, żyjący w środowisku, w którym występują ekstremalnie wysokie temperatury: luźne szaty, zakrywające niemal całe ciało.

 W mediach często straszą, żeby w upały w czasie największego nasłonecznienia – godz.11-15 – najlepiej w ogóle nie wychodzić z domu. Dla mnie ta rada jest nie do przyjęcia, a dla wielu wręcz nierealna – choćby ze względu na pracę. Jeśli jednak zostajemy w domu – fakt, że w mieszkaniu hipertermia zazwyczaj nam nie grozi. Temperatura zwykle nie przekracza 37O i promienie Słońca nie padają na nas bezpośrednio, więc jeśli tylko masz taką możliwość, siedź w domu nago. Należy tylko pamiętać, że jeśli temperatura na zewnątrz jest wyższa niż wewnątrz, okna należy zamykać, a także zasłaniać żaluzje czy zasłony, zwłaszcza jeśli masz okna od południowej strony. Otwieraj dopiero w nocy. A jeśli masz klimatyzację, nie ustawiaj jej ma maximum – wyjście na zewnątrz, nawet wieczorem, będzie wówczas zbyt wielkim szokiem.

 Minimalizuj wysiłek. Żadna maszyna, również biologiczna, jaką są nasze mięśnie, nie działa ze 100% sprawnością – a to oznacza, że część energii przekształca w ciepło. Zresztą, zwykle sam organizm nam to podpowiada: mówi się, że „upał rozleniwia”... I dobrze!

Jeśli jesteś na mieście:

- jeśli to tylko możliwe, wybieraj zawsze zacienioną stronę ulicy, nawet jeśli ma to oznaczać nieco dłuższą drogę;

- idź optymalnym dla siebie tempem, bez zbędnego pośpiechu, wszystkie zbędne ciężary zostaw w domu;

- coraz więcej sklepów ma klimatyzację: wejdź, nawet jeśli nic nie zamierzasz kupować; udawaj, że oglądasz towar... i ściągnij wtedy czapkę; pot parujący z głowy zwiększy efekt chłodzenia.

 Nic jednak nie ochłodzi tak skutecznie, jak woda. Bez względu na to, czy jesteś w mieście, czy w terenie. Dlatego zmocz czapkę! Jeśli to możliwe, nawet koszulkę. W mieście, np. w fontannie, w terenie w jakimkolwiek strumieniu czy stawie. Woda, parując z materiału, będzie zabierać ogromne ilości ciepła.

 W tym miejscu: ciekawostka. Jak schłodzić napój na słońcu? Wystarczy trochę szmat i woda. Owijasz butelkę mokrymi szmatami i zostawiasz na słońcu, polewając wodą, w miarę jak wysycha. Woda parując ze szmat odbiera takie ilości ciepła, że po pewnym czasie napój w butelce będzie wyraźnie chłodniejszy. Na tej samej zasadzie, woda parując z czapki czy ubrania chłodzi twoje ciało. Dużo da też zmoczenie włosów. Dobrze, jeśli masz dłuższe: utrzymają więcej wody, która będzie mogła odparować, a ponadto opadając na kark mokre włosy również chłodzą to wrażliwe na przegrzanie miejsce.

 Korzystaj z każdej okazji, żeby ochlapać się wodą. Najlepiej te miejsca, gdzie skóra jest cienka, a naczynia krwionośne przebiegają płytko pod skórą: nadgarstki, zgięcia stawów łokciowych, skronie, kark i boki szyi; jeśli jesteś w krótkich spodniach, również zgięcia stawów kolanowych. Efekt będzie niemal natychmiastowy: schłodzona krew dotrze do każdej części ciała. „Na szybko” możesz też spryskać te miejsca dezodorantem (NIE antyperspirantem!!!) w sprayu: efekt pozornie będzie nawet silniejszy, ze względu na niską temperaturę rozprężającego się gazu i szybsze parowanie użytych w dezodorancie rozpuszczalników, jak etanol, ostatecznie jednak tylko chwilowy: ciepło parowania tych substancji jest znacznie niższe niż wody.

 A jeśli jesteś nad morzem czy jeziorem i masz okazję zanurzyć się cały... do tego jeszcze popływać? Cudownie... Ale uwaga: jeśli jesteś rozgrzany, nigdy nie wskakuj gwałtownie do zimnej wody! Nawet jeśli masz pływackie umiejętności na miarę olimpijskiego mistrza, szok termiczny wywołany gwałtowną zmianą temperatury, na skutek gwałtownego zwężnia naczyń krwionośnych, może doprowadzić do skurczu mięśni, a nawet chwilowej utraty przytomności, czyli w konsekwencji do utonięcia; a u osób z chorobami układu krążenia, także do zawału. Najpierw należy się schłodzić sposobem opisanym powyżej, i dopiero można swobodnie dać nura w wodę.

 

Upał upałowi nie równy...

 Nie każdy upał jest taki sam, nawet jeśli termometr wskazuje tę samą temperaturę. Zarówno na subiektywny odbiór, jak i rzeczywiste nagrzewanie się organizmu ma wpływ wiele czynników, z których najważniejsze to wiatr i wilgotność powietrza.

 Wiatr przy upalnej pogodzie zazwyczaj jest przyjemny (pomijam tu ekstremalne warunki występujące w strefie zwrotnikowych pustyń). Nie ma wpływu na rzeczywistą temperaturę, ale dzięki szybszej wymianie powietrza przyspiesza oddawanie ciepła z ciała, a także parowanie potu, dlatego przy wietrze jesteśmy w stanie znieść o wiele wyższą temperaturę.

 Natomiast wilgoć przy upale, to katastrofa. Rozróżniam dwa rodzaje upału, które nazywam „suchym” i „wilgotnym”. I wolę „suche” 35O, niż „wilgotne” np. 28O! Wilgotność powietrza bliska nasyceniu praktycznie uniemożliwia parowanie potu – człowiek wygląda, jakby wszedł w ciuchach pod prysznic, a wcale nie jest od tego chłodniej. Również opisane wyżej „sztuczki”, jak z moczeniem czapki, słabo wtedy działają. Jedynym ratunkiem jest wówczas chłodna woda i ograniczenie fizycznego wysiłku do minimum.

... jak również człowiek człowiekowi...

 To, o czym pisałem, dotyczy każdego. Ale nie każdy jest tak samo wrażliwy na przegrzanie. Szybciej ulegną hipertermii osoby otyłe (tłuszcz jest doskonałym izolatorem ciepła), i o krępej budowie ciała, niż wysmukłe (kwestia stosunku powierzchni do objętości). Dyskusyjna jest tu rola płci: kobiety fizjologicznie maja grubszą warstwę podskórnej tkanki tłuszczowej (izolator), natomiast mężczyźni, mający zazwyczaj większą masę mięśniową, wytwarzają więcej ciepła podczas pracy: wynika z tego, że prawdopodobnie kobieta szybciej ulegnie przegrzaniu leżąc plackiem na plaży, natomiast dla mężczyzn bardziej niebezpieczny jest fizyczny wysiłek przy wysokich temperaturach.  Z innych powodów, wrażliwsze są osoby z chorobami układu krążenia, małe dzieci i ludzie starsi.

 Ale człowiek, to takie zwierzę, które do wszystkiego potrafi przywyknąć. Wspominałem o ludach pustyni, istnieją też przecież tacy, którzy na co dzień żyją w warunkach „wilgotnego” upału w dżungli... Dlatego wbrew panice sianej przez media, nie zamykaj się w klimatyzowanej klatce, bo w końcu zawsze będzie ci albo „za gorąco”, albo „za zimno”, za sucho”, „za mokro”, za...?

___________________________________________________________________________________________________

 Zima nadejdzie nieuchronnie... Wtedy może napiszę podobny artykuł: "Jak przetrwać na mrozie"...?



Podobne artykuły


77
komentarze: 112 | wyświetlenia: 37923
36
komentarze: 26 | wyświetlenia: 31356
29
komentarze: 19 | wyświetlenia: 3069
30
komentarze: 41 | wyświetlenia: 7082
27
komentarze: 52 | wyświetlenia: 1808
26
komentarze: 52 | wyświetlenia: 1691
21
komentarze: 44 | wyświetlenia: 1624
70
komentarze: 59 | wyświetlenia: 16965
20
komentarze: 27 | wyświetlenia: 1433
17
komentarze: 3 | wyświetlenia: 12075
15
komentarze: 11 | wyświetlenia: 4659
14
komentarze: 4 | wyświetlenia: 3600
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje
Grupy

Powiązane tematy






Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska