Login lub e-mail Hasło   

Straszny sen polskiego przedsiębiorcy

Ech...
Wyświetlenia: 810 Zamieszczono 11/09/2013

Straszny sen polskiego przedsiębiorcy

          Zdecydowałem się w końcu – założę Firmę. Zbadałem rynek, wiem, co i jak robić, zapoznałem się z tymi kilkoma prostymi, jednoznacznymi przepisami. Trzech znajomych deklaruje się jako przyszli pracownicy. Jutro idę do Urzędu. Powinni przyjąć mnie z otwartymi ramionami – w końcu będę im płacił podatki, utrzymywał ich.

          - Witam pana. Czym możemy służyć? – wita mnie uśmiechnięta, pachnąca i śliczna urzędniczka z czytelnym identyfikatorem na wdzięcznej piersi. Ubrana w gustowny, skromny uniform służbowy, podkreślający jej dziewczęcą urodę.

          - Witam – również kłaniam się nisko. – Chciałbym zarejestrować firmę. Legalną działalność rynkową.

          - Od tego tu jesteśmy – informuje skromnie. – Ja nazywam się Katarzyna Majak, jestem inspektorem prowadzącym. Nie musiał pan się fatygować osobiście – wszystko można załatwić przez internet, ale jeśli już pan przyszedł... Tym bardziej mi przyjemnie. Proszę usiąść wygodnie, to potrwa chwilę. Kawka, koniak?

          - Dziękuję... Poproszę kawę. Bez cukru, jeśli można – siadam w głębokim, wygodnym fotelu, rozglądam się po skromnie wyposażonym, niemniej przytulnym jakoś pokoiku biurowym. Duże biurko, laptop, drukarka, kilka półek z segregatorami, szafa, stolik podręczny. Śnieżnobiałe firanki w szerokim oknie, tania, ale czysta wykładzina podłogowa. Na gładkiej ścianie wielka mapa województwa z powtykanymi w nią różnokolorowymi szpilkami. Po drugiej stronie dumny orzeł w koronie, a obok, w stojaku, flaga państwowa. Urząd.

          - Proszę bardzo – urzędniczka podaje mi gorącą kawę. – Czy...

          - Tak? – podnoszę brwi pytająco, przełykając ostrożnie łyk gorącego, znakomitego napoju.

          - Czy można prosić o potrzebne dane? Nazwisko, imię, nazwa firmy, miejsce działania, zakres?

          Podaję te kilka niezbędnych przecież informacji. Urzędniczka błyskawicznie wklepuje wszystko do komputera.

          - Będzie pan... zatrudniał kogoś?

          - Pewnie tak, ale... jeszcze nie wiem...

          - Nie szkodzi – macha wdzięcznie rączką. – Wie pan zapewne, iż pana, jako szefa firmy, nie interesują zupełnie żadne podatki i składki od wynagrodzeń? Pan tylko płaci pracownikowi do ręki tyle, na ile się umówicie, a reszta, to już jego problem. Płace, to oczywiście pańskie koszty, które może pan rejestrować. Jeśli oczywiście pan zechce.

          - Wiem – potwierdzam.

          - Co do podatków, to również pewnie pan wie, iż płaci się wyłącznie od zapłaconych faktur, w terminie do pół roku. I dopiero od faktury drugiej. Taki... bonus od Państwa. A odkąd znieśliśmy VAT, jedynym podatkiem jest pięcioprocentowy podatek od kwoty sprzedaży.

          - Też wiem – uśmiecham się do pani inspektor.

          - Jeszcze tylko dla porządku proszę podać datę rozpoczęcia działalności.

          Podaję.

          Urzędniczka uruchamia drukarkę. Po chwili wstaje zza biurka, daje mi kilka kartek do podpisu i cieniutką, kolorową broszurę z tymi kilkoma obowiązującymi przepisami. A także adresami, telefonami, pomocnymi poradami. Pełna, przyjazna informacja.

          - To już wszystko. Od tej chwili pozostałe urzędy wiedzą o pańskiej firmie. Nic pan już nie musi załatwiać – uśmiecha się ślicznie, autentycznie serdecznie. – Życzę powodzenia w interesach. Gdyby miał pan jakieś pytania podatkowe, wątpliwości, to nasz Urząd Skarbowy chętnie panu wszystko wyjaśni. Również wiążąco - na piśmie czy przez internet. Mamy wyjątkowo stabilny, precyzyjny i jasny system prawny, ale... gdyby miały być wprowadzane jakieś zmiany, powiadomimy pana szczegółowo przynajmniej rok wcześniej. Proszę więc wyłącznie zająć się spokojnym prowadzeniem firmy. My, Urzędy, Państwo, jesteśmy do dyspozycji i chętnie w razie czego pomożemy. To... nasza praca, obowiązek. Powodzenia.

          Dopijam kawkę, szarmancko całuję urzędniczkę w rękę, i wyposażony w stosowny dokument wychodzę z Urzędu. Wszystko trwało zaledwie dwadzieścia minut, więc trochę zdziwiony, mile zaskoczony... budzę się wreszcie z okropnym krzykiem, zlany zimnym potem.

          - Chryste... naczytałem się różnych takich fantasmagorii... – ledwie przytomny, wykończony wczorajszym siedzeniem do północy nad fakturami i ponownym sumowaniem VAT-u, konstatuję twardą, upierdliwą, znaną jednak i swojską do bólu jawę. Jestem u siebie, w jakże znanej dżungli pełnej urzędowej dziczy – zza każdego drzewa może wyskoczyć szablozębny potwór, i wymachując paragrafami pożreć mnie w sekundę. Nie, do cholery! Nigdy więcej takich pozbawiających czujności, dekoncentrujących snów.

          Zwlekam się z wyrka, ostrzę pazury. Przede mną nowy, ciężki dzień w firmie, ponownie nawiedzonej przez stado kontrolerów. Czego tym razem te pazerne ścierwojady skarbowe szukają, od miesięcy rujnując mi porządek w firmie, czepiając się wszystkiego? Mało im jeszcze? Chcą mnie całkowicie zgnoić? Znaleźli wreszcie błąd – aż im się mordy śmiały. Że niby chciałem podstępnie orżnąć Państwo na 1zł. i 31gr.. Firma nie wytrzyma tego, upadnie. Ale co to obchodzi urzędowych debili?

          Ech!

 

Koniec.

1309

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1717
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 1002
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1269
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 955
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1122
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 511
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 854
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 648
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 970
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1173
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 773
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1056
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 809
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  hussair  (www),  11/09/2013

,,Kawka, koniak?'' - to raczej płynie w kierunku przeciwnym jakby... Hm, można się rozmarzyć.

@hussair: Toż dlatego jest to sen złośliwy, rozmarzająco - odprężający. Potem przebudzenie i... po ryju. Raz, po raz. Co byś nie zapomniał żałosny przedsiębiorco, kto tu ster trzyma.

  hussair  (www),  11/09/2013

@golesz: Sny to niebezpieczna sprawa. Ponoć śni się zazwyczaj to, o czym się myśli ,,w ostatniej chwili''. Ludzie siłą rzeczy myślą o troskach rodzinno-zarobkowych. Może trzeba o leżaku na plaży jednak, by tego porannego wstrząsu uniknąć. ;)

@hussair: Sęk w tym, że nie mamy na to bezpośredniego wpływu. Dlatego zazdroszczę Ci Strzelcze ostatnich snów, które zapewne miewasz jeszcze w związku z Twoimi wakacjami. Ale... przygotuj się na zmiany.

  hussair  (www),  11/09/2013

@golesz: Te zmiany przyszły szybko. Ledwo wróciłem do Irlandii, już co dzień jestem policzkowany przez zachmurzone niebo, niskie ciśnienie i 15 stopni ciepła. To mi rozwiewa piękny, wczasowy całun.
A sny takie neutralne, niekopiące, niezłocące.

  hussair  (www),  11/09/2013

@Golesz: Nazwisko inspektora powinno było ostrzec bohatera. ;-)

@hussair: No właśnie. Ale mimo to bohater nie załapał. Niegramotny jakiś.

Sieć mi coś pada. Coś jest grane?

  hussair  (www),  11/09/2013

@golesz: Albo zawirowania elektromagnetyczne planety, albo cykliści. Tak czy owak sabotaż.

@hussair: Biedni cykliści odpadają, boć wszystkiemu winni. Więc myślę, że planety. Szczególnie jedna, wredna z natury. Nibiru, czy jak jej tam. Zbliża się zdradziecko, z cicha pękł, i robi swoje.

  hussair  (www),  11/09/2013

@golesz: Nie można wykluczyć, że planeta i jej warstwa żywo-rychliwa mają na siebie wzajemny wpływ mentalny. :)
Nibiru? Może to nie tyle niszczyciel, co czyściciel się okaże dla różnych spraw, coś jak glonojad, który haruje dla dobra akwarium i jego ludu.

@hussair: No ta warstwa żywo-rychliwa to ewenement sam w sobie. Czysta, istotnie żywo-rychliwa zmienność. Od ściany, do ściany. Jak w akwarium właśnie.

@hussair: Mam szczerą nadzieję. Bo w nas już tylko instynkta pierwotne. A że z zewnątrz? Cóż - lepsze z zewnątrz, niż wcale. A glonów istotnie namnożyło się co niemiara. Więc może od razu kilka kg glonojadów? Wiaderko?

  hussair  (www),  11/09/2013

@golesz: Dlatego fiksum-dyrdum jest powszechne, a nawet narastające. A propos tego fiksum, słyszałeś o projektach powiększenia listy ,,chorób psychicznych''? Wygląda na to, że trafią na nią wszelkie nerwice, przygnębienia i takie tam normalne przecież niże człowiecze. Ale wszak trzeba leczyć, faszerować chemicznym produktem! Uważaj zatem, byś gdzieś na widoku nie oparł się o latarnię w wyrazie zas ...  wyświetl więcej

@hussair: He, he! Jak świrować, to na całego. Takie aktualne przykazanie tego świata spoza szybki. Wszystko jest możliwe, więc już trenuję przyklejony, z lekka ironiczny uśmieszek. Nie debilny, broń Boże, bo by jeszcze wzięli za niedorozwoja (którym istotnie, w głębokości swojej jestem) i zaczęli przymusowo faszerować czym popadnie. Strzeżmy się więc! A o takich projektach nie słyszałem, ale przecież o większości debilizmów pojecia nie mamy żadnego.

  hussair  (www),  11/09/2013

@golesz: Alem się uśmiał. :)) No, uśmieszek ironiczny, debilny nie. Zatem przy obniżonej jakości życia i zdrowia zresztą, bo spadek jest dynamiczny, wyobraźmy sobie masę ludzką drałującą ulicami z delikatnymi ironicznymi uśmieszkami. W ramach ochrony, oczywiście. Przypomina mi się ,,Inwazja łowców ciał'', gdzie wyławiano z ulicy tych, którzy zdradzali emocje.

@hussair: Masz racjum po stokroć. W taki razie, licząc na Nibirowy dostatek glonojadowych czyścicieli, rezerwuję sobie jednego. Do radosnego zastosowania w najbliższej okolicy. Będzie miał żarcia do woli, upasie się.

@hussair: No. I przestaną mieć rację bytu, z gruntu już nieaktualne, pioseneczki o smutnych tramwajowiczach, czy autobusowiczach, zdążających rano do roboty. Chyba, że wiadome psiekrwie, podniosą poprzeczkę. Już nie wystarczy uśmiechać się ironicznie, czy nawet podśmiewać półgębkiem. Od jutra trzeba dansować - podrygiwać do rytmu i z przytupem. Bo jak nie, to kaftan wiadomy i szpryca.

  hussair  (www),  11/09/2013

@golesz: :)) Ciekawe, gdzie jest granica, do której można ,,dosterować'' społeczeństwo behawioralnie.
A propos chorób psychicznych i innych, rojących się:
http://www.youtube.com/watch?v(...)AD6ztdo
http://www.youtube.com/watch?v(...)F6tB4Y4

  golesz,  11/09/2013

@hussair: Wszystko się zgadza. Ostatnio, im wnikliwiej patrzę na świat, tym częściej stwierdzam z przerażeniem, iż rozwija się we mnie "dysforyczny zespół przedmiesiączkowy". I promieniujac ku górze, mutuje powoli, przeistaczając w klasyczne "zaburzenie afektywne dwubiegunowe", zwane dawniej "pomroczność jasna palpitacyjno zwrotna".

Obawiam się nawrotów, a zwłaszcza utrwalenia tych przypad

...  wyświetl więcej

I tak winna byc rejestrowana i rozliczna działalność... dobry sen, niech się spełni .. pozdrawiam;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska