Login lub e-mail Hasło   

Pomyłka

***
Wyświetlenia: 879 Zamieszczono 12/09/2013

POMYŁKA

 

    Była jesień 2012 roku i jak każdej jesieni trzeba w końcu zapomnieć o wakacjach, przyjemnościach i zacząć myśleć o nauce. Co rok ta sama melodia. Muszą minąć ze dwa miesiące zanim się wpadnie w rytm szkolnych zajęć. Znów wstawanie o szóstej rano, i wkuwanie nikomu nie potrzebnych rzeczy. I tak większości z tego potem nikt nie pamięta.

     Mam na imię Paweł i mam siedemnaście lat. To znaczy skończę siedemnaście za miesiąc. W szkole idzie mi coraz gorzej. Nie mam dziewczyny. Rok temu chodziłem z taką jedną palanciarą, ale wyjechała ze starymi do Stanów i po dwóch tygodniach napisała maila, że poznała kogoś, a poza tym jej tatuś dostał ciekawą pracę i chyba zostaną na stałe więc mam nie pisać i nie dzwonić. Pieprzone Stany. Co tych ludzi tam ciągnie? Przecież tam mieszkają sami debile. Biegają po ulicach i strzelają do siebie. Ten ich football amerykański, albo wrestling. Co to za sport? Nie ma jak piłka nożna, boks no i skoki narciarskie oczywiście.

     Nigdy nie paliłem papierosów, a teraz palę i zdarzyło się, że kilka razy w ciągu ostatniego miesiąca przyszedłem nawalony na lekcje. Przesiadywałem wtedy kilka godzin w szkolnym kiblu, a kumple na każdej przerwie pytali czy już mi lepiej? Wszyscy powtarzali w kółko, że przede mną całe życie, że muszę skończyć szkolę, żebym miał potem łatwiej w życiu. Ale po co? Oni nie wiedzą tego co ja i moi rodzice.  Kilka miesięcy temu wróciłem ze szpitala, gdzie dowiedziałem się, że mam raka i mogę pożyć jeszcze miesiąc, rok, albo kilka dni. Lekarze chcieli mnie zostawić w szpitalu, ale się nie zgodziłem. Nie chcę moich ostatnich dni spędzić w szpitalu wpatrując się w kroplówkę.

     W podstawówce napisałem najlepsze wypracowanie na temat – kim chciałbyś zostać kiedy będziesz dorosły. Napisałem wtedy, że jak będę dorosły chciałbym, żeby wszyscy mnie szanowali za to co w życiu zrobiłem dobrego, a kiedy odejdę, żeby długo mnie pamiętali. Teraz się zastanawiam po co zadają takie tematy? Przecież nikt nie jest pewny co go czeka jak będzie dorosły, a niektórzy nawet nie będą dorośli. I co ja mam teraz zrobić? Jak mam się przygotować i czy w ogóle mam się przygotować? Czy owinąć się w prześcieradło i iść powoli w stronę cmentarza? Rodzice są załamani, ale do mnie jakoś to jeszcze nie dotarło, że mogę nie dożyć swoich siedemnastych urodzin. Ja przecież już zaprosiłem kumpli na imprezę.

Co ja mam im teraz powiedzieć? Powiedzieć, że to będzie stypa, a nie urodziny?

     Ostatnio zauważyłem, że życie coraz szybciej umyka… ono po prostu tak zapierdala, że mam wrażenie jakby w ciągu jednego dnia uciekało ich kilka. Znaczy tych dni. Budzę się rano, jem śniadanie, wychodzę do szkoły, w szkole pogadam z kumplami i nawet się nie obejrzę, a już piętnasta. I tak codziennie to samo.

     Kilka dni temu poznałem dziewczynę. Nie wiem czy jest ładna ani jak ma na imię. Wiem, że na GG ma numer 6765431 i nik „Boska”. Można powiedzieć, że poznałem ją przypadkiem. Kiedyś rozmawiałem z kumplem na GG i w pewnym momencie dostałem wiadomość od nieznanej mi osoby. Pisała co u mnie słychać i co robię w sobotę? Odpisałem, że pomyłka i że chyba się nie znamy, ale w sobotę jestem wolny wiec jeśli ma jakieś ciekawe plany to mogę być zainteresowany, niech tylko powie gdzie i o której. Na odpowiedź czekałem chyba z pół godziny. Już miałem odejść od kompa i wtedy napisała.

-         Przepraszam, napisałam do Ciebie przez pomyłkę, ale chcę się z spotkać w sobotę, nie chcę być tego dnia sama, chcę się dobrze bawić i zapomnieć na chwilę o pewnych sprawach.

-         Ok, powiedz tylko gdzie i o której mam po Ciebie wpaść „boska”?

-         Mam na imię Jolka.

-         Ja jestem Paweł.

Umówiliśmy się w sobotę o ósmej wieczorem pod klubem. Pomyślałem, że będzie fajnie i może ja też zapomnę o tym co mnie „gryzie”.

     Do soboty zostały dwa dni i ciągnęły się jak guma w majtach. Kiedy się na coś czeka to jakby czas zatrzymał się i nie chciał ruszyć z miejsca. Byłem bardzo ciekawy jak wygląda. Czy jest fajna, a może jakiś pasztet? I co ja wtedy zrobię jak mnie zobaczą znajomi z takim czymś?

     Nareszcie sobota. Od rana już byłem lekko pod denerwowany. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Mama jak zwykle martwiła się o mnie. Synku, nie wracaj późno i takie tam pierdoły. Odpowiedziałem tylko, że jak wrócę to będę i wyszedłem z domu.

     Pod klubem potkałem kilku znajomych i kumpli ze szkoły. Pogadaliśmy chwile.

-         Co, nie wbijasz?

-         Czekam na kogoś.

-          Ja pierdole, Pablo umówił się z panienką! Fajna dupa? Znam ją?

-         Nie sądzę.

-         Co ty kurwa taki tajemniczy?

-         Odwal się Ok?

-         Dobra wchodzimy, a Ty tu czekaj na swoją dziewczynkę, ha ha ha!

Czekałem jak debil ponad godzinę. Buty prawie przymarzły mi do chodnika. Nie przyszła. Ale byłem wkurzony! Następna laska mnie wystawiła! Zapaliłem papierosa, ale nie pomogło. Dalej byłem wkurzony.

     Nie wszedłem już do klubu. Straciłem ochotę na zabawę i nie chciałem spotkać tych debili z mojej klasy. Ciągle się ze wszystkich wyśmiewają. Jakby byli najlepsi i najmądrzejsi.

     Nie chciało mi się wracać jeszcze do domu. Chodziłem po mieście. Patrzyłem w okna domów. Co kawałek słychać było jakąś muzę i śmiechy ludzi. Przecież była sobota, a ja jak ten samotny biały żagiel łażę bez celu i w dodatku sam. Powoli tracę siłę i ochotę na to, żeby dalej żyć. Żal mi tylko zostawić rodziców, szczególnie mamę i jej zupę pomidorową z ryżem. Kurna, nikt nie robi takiej zupy pomidorowej jak mama.

     Chodziłem tak i rozmyślałem. Nogi same mnie niosły. Usiadłem na ławce gdzieś przed jakimś blokiem. Nawet nie wiedziałem gdzie jestem. Patrzyłem w górę. Co za noc! Gwiaździste, czyste niebo. Czyste powietrze. Wziąłem kilka głębokich oddechów, aż mi się zakręciło w bańce. Pomyślałem, że niedługo tam pójdę.

     Do chaty wróciłem o pierwszej. Trochę mi zeszło na tym rozmyślaniu. Mama Jak zwykle jeszcze nie spała. Zapytała czy nie jestem głodny?

-         Mamo, ja mam prawie siedemnaście lat i potrafię zrobić kanapkę! Poza tym o tej porze się nie je. Czemu jeszcze nie śpisz?

-         Czekam na ciebie. Nie mogłam spać.

-         Ok, wróciłem, jestem cały i zdrowy, możesz już się położyć.

Z tym, że zdrowy to może przesadziłem, ale nie mogę patrzeć jak mama się zamartwia i często płacze. Pod oczami ma już niezłe worki.

     Tej nocy ja tez nie mogłem już zasnąć. Myślałem o Jolce. Dlaczego mnie wystawiła? Już ja jej nawtykam, opierdzielę jak beczkę od smoły!

     Rano odpaliłem kompa. Jest Jola dostępna na GG. Nie wiedziałem jak zacząć, Jeszcze w nocy myślałem jak ją opieprzyć, ale teraz już mi przeszło. Pomyślałem, ze mogła zadzwonić i powiedzieć, ze nie przyjdzie, ale przecież nie zna numeru mojego telefonu. W końcu ona napisała pierwsza.

-         Część! Gniewasz się?

-         No wiesz, poza tym, że prawie mi gil wargę przytrzasnął pod klubem to

-         w porządku.

-         Przepraszam, poczułam się źle i nie mogłam przyjść. Następnym razem kiedy się spotkamy to wszystko ci wytłumaczę.

-         No nie wiem, czy mam ochotę się spotkać… zrobiłaś mnie w jajo, a ja

czekałem jak idiota, mogłem się dobrze bawić. Kumple pod klubem pytali czy ja tu bilety sprzedaję?

-         No to sorry, cześć.

Pomyślałem, że trochę szkoda strącić taką znajomość, a może to fajna laska i będę potem żałował.

-         No dobra, dam Ci szansę. To kiedy masz czas tylko przyjdź.

-          Pomyślę i napiszę jeszcze dzisiaj, Ok?

-          Ok, to do zobaczenia, a raczej do napisania.

     I znów nic się nie dzieje. Za oknem szaro, pada deszcz. Kiedyś tego nie zauważałem, a teraz kiedy zostało mi tak mało czasu widzę wszystko wyraźniej. Jola odezwała się dopiero wieczorem. Ja czekałem przy kompie cztery godziny.

-         Witam! No i zastanowiłaś się? Ogólnie mam mało czasu, ale dla Ciebie znajdę chwilę.

-         Tak.

-         No i?

-         Możemy się zobaczyć jutro o siódmej wieczorem w knajpce obok dworca

     kolejowego, wiesz gdzie to jest?

-         Wiem, mieszkam niedaleko dworca.

-         No to do zobaczenia

-         Pa.

     Następnego dnia już się tak nie jarałem spotkaniem z Jolką. Pomyślałem, że pewnie znów nie przyjdzie, będzie się znowu tłumaczyć, że nie mogła, że coś jej wypadło. Zastanawiałem się czy w ogóle iść na to spotkanie, ale z drugiej strony byłem ciekawy jak wygląda? Po krótkim namyśle jednak postanowiłem, ze pójdę. O siódmej już byłem w knajpce. Zamówiłem colę i zapaliłem papierosa. Wypaliłem jednego, potem drugiego. Nie było zbyt dużo ludzi. W kącie siedziała jakaś para, trzymając się za ręce jedli jakieś ciastko z jednego talerzyka. W drugim końcu siedział facet i czytał książkę przy filiżance kawy no i ja. Było już piętnaście po siódmej, gdy otworzyły się drzwi i weszła młoda dziewczyna. Rozglądała się chwilę, a potem podeszła do mojego stolika i zapytała:

-         Czekasz na Jolkę? Jesteś Darek?

-         Tak.

Uśmiechnęła się i powiedziała:

-         Część, Jestem Jolka. Miło Cię poznać.

-         Ciebie też… Darek.

     Powiedziałem, żeby usiadła. Zdjęła kurtkę, czapkę, szalik i zobaczyłem jak jest  śliczna. Rzeczywiście wszystko się zgadza z jej nazwą użytkownika na GG. Była „Boska”. Włosy blond, niebieskie oczy, wyglądała jak modelka. Kiedy ją zobaczyłem zapomniałem, że spóźniła się prawie dwadzieścia minut.

-         Napijesz się czegoś? Może jakieś ciacho?

-         Herbatę poproszę, strasznie dzisiaj zimno.

-         No tak, przecież mamy jesień. Wyjątkowo paskudna pogoda dzisiaj.

-         Przepraszam za spóźnienie.

-         Nie szkodzi, już się przyzwyczaiłem.

Uśmiechnęła się i wzięła łyk herbaty.

-         Gdzie chodzisz do szkoły?

-         Tutaj za rogiem do „trójki”, z domu mam trzy minuty drogi, a Ty?

-         Ja Też, ale przeniosłam się niedawno. Wcześniej mieszkaliśmy w Stanach.

     Tak naprawdę to idę dopiero od przyszłego poniedziałku. Wiesz, muszę jeszcze  złożyć potrzebne dokumenty. Trochę głupio bo nikogo tam nie znam.

-         No co Ty, przecież znasz już mnie. Jak chcesz i znajdziesz trochę czasu to pokażę Ci miasto, a w poniedziałek oprowadzę Cię po szkole.

-         No to super, jesteś bardzo miły. Nie to co ci wszyscy ważniacy w Stanach.

Z nimi nie można porozmawiać o zwykłych sprawach. OK, fajnie się rozmawia, ale musze lecieć, mam sporo rzeczy do rozpakowania. Daj mi swój numer telefonu to się zdzwonimy.

-         OK, zaraz, muszę sobie przypomnieć.

-         No to zadzwoń do mnie, a ja sobie zapiszę. Mój numer 605…..

-         Dzięki.

-         No to na razie, odezwę się, pa.

     No i wyszła. Dokończyłem Colę i poszedłem do domu. Po drodze myślałem sobie, że spotkałem fajną dziewczynę w momencie kiedy moje życie się kończy. Może ta choroba to jakaś kara? Ale za co, nigdy nic nie ukradłem, nikogo nie zabiłem. Czemu to spotkało akurat mnie i to teraz kiedy moje życie powinno się zaczynać?

     Kiedy byłem mały chodziłem z rodzicami do kościoła. Teraz nie chodzę. Stwierdziłem, że to nic nie daje. Często prosiłem o różne rzeczy, o zdrowie dla dziadka, kiedy był bardzo chory. Dziadek nie wyzdrowiał, ale umarł tydzień później. Przestałem wierzyć w Boga, który pozwala bezbronnym ludziom ginąć na wojnach, albo umierać w męczarniach. Dlaczego jest tyle bólu i cierpienia na świecie, a Bóg na to wszystko patrzy i nic z tym nie robi? W dupie mam takiego Boga, tak samo jak on mnie.

     Następnego dnia nie chciało mi się wstać z łóżka. Postanowiłem, ze nie pójdę do szkoły. Rodziców już nie było w domu. Wcześnie wychodzą do pracy i późno wracają, a dzisiaj jeszcze maja iść do kina. Ojciec postanowił, ze muszą trochę odreagować stres. W kuchni czekało na mnie śniadanie i jeszcze ciepłe kakao. Kochana mama. Zawsze dba o mnie i o tatę. Zjadłem kanapki, ogarnąłem się trochę i włączyłem kompa. Przejrzałem portale, ale nie chciałem z nikim rozmawiać. Za oknem cały czas lało i nie miało ochoty przestać. Ponury dzień. Wziąłem lapka i wróciłem do łóżka. W taki dzień to tylko pić, albo spać.

     Gdy już miałem wskoczyć do mojego ciepłego łóżeczka ktoś zadzwonił domofonem. Wyjrzałem przez okno. To była ona. Jolka!? Przecież nie mówiłem jej gdzie dokładnie mieszkam. Kurczę, a ja taki nie ogarnięty! Krzyknąłem przez okno:

-         Już otwieram, moment, tylko coś na siebie wrzucę!

-         Ok.

     Zbiegłem na dół, nawet nie zdążyłem założyć łapci. Otworzyłem drzwi.

-         Część, jak mnie znalazłaś?

-         Przecież sam mówiłeś, że mieszkasz niedaleko dworca. Popytałam trochę no i jestem. Cieszysz się?

-         A skąd wiedziałaś, że jestem w domu?

-         Nie wiedziałam, ale miałam przeczucie, że będziesz.

-         Ok, napijesz się czegoś?

-         Tak, gorącej herbaty z cytryną. Jejku, tak zmarzłam, że nie czuję palców.

-         To najpierw zrobię herbaty, a potem rozmasuje Ci paluszki?

-         W porządku, może być.

-         Ale chyba nie mam cytryny.

-         Ja mam.

-         Zawsze nosisz ze sobą cytrynę?

-         Tylko wtedy, gdy wracam z „marketu”.

-         Dobrze, że „Biedronka” jest tak blisko! Taki żart.

-         Zrozumiałam, znam się na żartach.

Usiadła w fotelu i zaczęła się rozglądać po domu. Wzięła do ręki ramkę ze zdjęciem i zapytała:

-         To Twoja dziewczyna?

-         Nie, to moja siostra, zmarła dwa lata temu. Miała szesnaście lat.

-         Przepraszam.

-         Nic się nie stało… Bardzo mi jej brakuje. Bardzo dobrze się uczyła, pomagała mi gdy czegoś nie rozumiałem. Miała wyjątkowy dar do tłumaczenia  innym i prawie nigdy się nie denerwowała. Chciała uczyć dzieci w podstawówce. Myślę, że byłaby najlepszą nauczycielką…

-         Musiałeś ją bardzo kochać.

-         Tak. Była moja siostrą i przyjaciółką. Mówiliśmy sobie wszystko… no może prawie wszystko. Czasem jak jest mi źle to siadam w pokoju, gaszę światło i rozmawiam z nią.

-         Zazdroszczę Ci. Ja nigdy nie miałam nikogo tak bliskiego. Nie miałam nikogo z kim mogłabym pogadać. Rodzice całymi dniami byli poza domem, a wieczorem, kiedy wracali byli tak zmęczeni, że zasypiali na stojąco. Co z tego, że mają teraz kasę kiedy nie mają zdrowia. Ojciec miał już dwa zawały, a mama leczy się z depresji.

-         No to u Ciebie też nie za wesoło?

-         Paweł, powiedz mi, Ty masz dziewczynę?

-         A co, chciałabyś nią być?

-         Może? Bardzo fajnie mi się z Tobą rozmawia i myślę, że moglibyśmy być fajną parą…

-         Myślę, że tak.

Przegadaliśmy cały dzień. Zapomnieliśmy nawet o jedzeniu. Wrzuciliśmy tylko jakieś słodkie bułki i chipsy. Jakoś nie byłem głodny. Mam nadzieje, że jolka też, bo nawet jej o to nie zapytałem. Co ze mnie za gospodarz?

-         Jejku! Zasiedziałam się! To do zobaczenia jutro w szkole.

-         Jak to w szkole?

-         Od jutra idę do szkoły, mama załatwiła wszystkie formalności i już jutro mogę zacząć.

-         To super, to widzimy się w szkole?

-         Jasne.

      Pocałowała mnie w policzek i wyszła. Mam dziewczynę! Miałem ochotę otworzyć okno i krzyczeć jej imię na całe gardło, ale było już lekko po dwudziestej drugiej i mogłoby to się nie spodobać moim sąsiadom. W sumie to w dupie mam sąsiadów. Jeden lepszy od drugiego. Wystarczy puścić głośniej muzykę, a już wystawiają swoje ryje z okien i pytają , co się stało?

     Długo nie mogłem zasnąć. Posiedziałem trochę w necie, słuchałem muzyki, oglądałem zdjęcia Joli na fejsie… Nawet fajna laska z tej „mojej” Jolki. Już nie mogłem się doczekać naszego kolejnego spotkania. Ale jeszcze tylko kilka godzin i znów ją zobaczę.

     Rodzice wrócili późno w nocy. Chyba wypili po kilka drinków. Słyszałem, jak się śmiali. Dawno nie mieli takiego dobrego humoru.

     Z Jolą spotykałem się prawie codziennie. Bardzo dobrze się rozumieliśmy, czasem nawet bez słów. Bardzo dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie.

Przy niej zapominałem o tym, co kilka miesięcy temu powiedzieli mi lekarze.    Nawet się nie obejrzałem, a już minęła zima i zaczęła wiosna. Wiosną inaczej się oddycha i ta atmosfera wszechobecnego zakochania. Zaczynają rozkwitać paki kwiatów na drzewach i robi się tak bajecznie zielono.

     Coraz częściej zastanawiam się nad moją chorobą. Na razie czuję się dobrze, a nawet powiedziałbym, że bardzo dobrze. Odkąd poznałem Jolę coraz rzadziej myślę o tym, co mi powiedzieli lekarze. Może się mylili? Przecież zdarzają się pomyłki. Zdecydowałem, że powiem o mojej chorobie Joli, ale jeszcze nie teraz. Może po mojej osiemnastce. No tak, ale przecież to dopiero w październiku. Mam nadzieje, że doczekam… Co ja gadam, przecież nie mogę opuścić takiej imprezy. Już nie mogę doczekać się tych głupich prezentów, głośnej muzyki i moich znajomych. Na co dzień nie ma za bardzo czasu, żeby się z nimi spotkać, a poza tym jest przecież Jola. Ona jest teraz dla mnie najważniejszą osobą i prawie każdą wolną chwilę spędzam właśnie z nią.

     Muszę się do czegoś przyznać. Kiedy lekarze powiedzieli mi o mojej chorobie od razu pomyślałem sobie, że to całe życie nie ma sensu. Postanowiłem, że nie będę czekał i sam sobie je odbiorę. Zastanawiałem się tylko w jaki sposób to zrobię?

     Przez ostatnie trzy dni nie widziałem się z Jolą. Gadaliśmy tylko przez telefon. Mówiła, że ma kilka spraw do załatwienia i zobaczymy się za parę dni. To było trochę dziwne, bo przecież sama mówiła, że nie może wytrzymać beze mnie nawet jednego dnia. Pomyślałem, ze poznała kogoś, że znudziłem się jej, ale kiedy miała kogoś poznać, przecież każda chwilę spędzaliśmy razem?

     Po kilku dniach spotkaliśmy się u mnie w domu. Była jakąś dziwna, zdenerwowana. Chodziła po pokoju i nie mogła znaleźć sobie miejsca. Kiedy zapytałem co się dzieje rozpłakała się i przytuliła się do mnie tak mocno, aż zatrzeszczały mi kości.

-         Powiesz mi co się stało?

-         Chciałam Ci powiedzieć wcześniej, ale jeszcze nie byłam pewna.

-         Czego nie byłaś pewna?

-         Paweł, ja czekałam na wyniki badań… jestem chora! Rozumiesz? Mam białaczkę!

-         Co?! Ty też?

-         Jak to ty też?

-          Bo ja tez jestem chory. Miałem Ci powiedzieć, ale było mi tak dobrze z Tobą, że prawie zapomniałem o chorobie. Wiem, że źle zrobiłem, przepraszam!

-         I co my teraz zrobimy?

-         Na razie żyjemy i musimy się starać, żeby to trwało jak najdłużej.

Teraz ja ją przytuliłem. Staliśmy tak objęci, a łzy płynęły po naszych policzkach.

     W tej chwili mogłem już umrzeć. Było mi już wszystko jedno. Trzymałem w ramionach dziewczynę, którą kochałem, i która mnie kochała. Ale takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach, a nie w prawdziwym życiu. Najbardziej boję się bólu i tego, że nie można nic zrobić. Najgorsza jest bezradność. Człowiek w takich chwilach chciałby przedłużać w nieskończoność te ostatnie chwile życia, choćby nie wiem jak cierpiał. Ja chyba nie dam rady. Nie chcę na łzy bliskich osób, ich zmartwione twarze.

     Darek i Jola odebrali sobie życie w dniu osiemnastych urodzin Darka. Dwa dni potem przyszło ze szpitala powiadomienie z przeprosinami. Zostały pomylone wyniki badań. W szpitalu w tym samym czasie leżał chłopak o tym samym imieniu i nazwisku i to on miał raka.

       

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1608
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 918
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1190
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 772
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 464
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1036
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 772
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 586
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 736
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 724
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 508
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 997
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1125
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska