Login lub e-mail Hasło   

Kolejka

Nie ma to jak klecić coś, lutować, skręcać.
Wyświetlenia: 1.742 Zamieszczono 20/09/2013

          Tekst popełniony wskutek silnej presji husarskiej, wywartej na mnie zbrojnie, w koincydencji skojarzeniowo-komentarzowej, istniejącej pod opublikowanym tu niedawno opowiadaniem „Śmigły, kaliber 220mm”. Tak się to pisanie toczy zaskakująco nieraz, chyłkiem, meandrami pokrętnymi biegnąc. 

          Ale odszczeknę się jeszcze, może nawet odgryzę...

 

Kolejka

          - Panie Stasiu! Ileż można żreć? Rusz pan dupę!

          To wydziera się Jadzia, nominalna szefowa osiedlowego punktu administracyjno – naprawczego, drobna, starsza kobieta, siedząca przy pokracznym biurku i odbierająca telefony od lokatorów. Prowadząca też uproszczoną księgowość placówki, karty pracy jedynego pracownika, pilnująca podwykonawców remontowych, rachunków. Stasio, multifachowiec, siedzi obok, w drugim pokoiku, będącym w istocie graciarnią, wypełnioną po sufit różnym dobrem technicznym: rury ocynkowane, PCV, przewody elektryczne, stosy świetlówek, worki z cementem, cegły, wapno, łopaty odśnieżne.

          Stasio, potężny, brzuchaty facet około pięćdziesiątki, pożera właśnie śniadanie. Kanapki z serem i musztardą, które przygotowała mu żona. Rozłożył je na porysowanym, brudnym blacie stołu roboczego, separując grube kromki od zaoliwionej powierzchni starą gazetą,

          - Mam przerwę! – odszczekuje się Stasio niewyraźnie. Właśnie połyka słuszny kęs razowego chleba, posmarowanego margaryną.

          - Ale tam się woda leje!

          - Od wody jeszcze nikt nie umarł! – Stasio ma wszystko gdzieś - śniadanie, to wszak święta sprawa. – Chyba, że się utopił – stwierdza filozoficznie. Już ciszej, godniej.

          Kończy wreszcie jeść, wstaje i prostuje potężne cielsko. Głową nieodmiennie uderza w odpadającą od sufitu świetlówkę, ta jednak, jakimś cudem znów się trzyma. Przeciąga się Stasio i zapala papieroska. Podchodzi do sztorcującej go urzędniczki.

          - No i co się szefowa wydziera? Wypalę i idę. Gdzie to jest?

          - Blok K, druga klatka, piątka, pierwsze piętro. Niejaki... Tender.

          - Nie znam – Stasio wypuszcza misterne kółko w kierunku kobiety.

          - Ja też nie, chociaż... Były jakieś skargi na nocne gwizdanie, czy stukoty..., nie pamiętam – Jadzia przekreśla jedną, cienką linią to, co zapisała właśnie w dużym kalendarzu. To jej podręczny rejestr, historia zdarzeń. – No idź już pan, bo ten lokator strasznie wkurzony! Mówi o jakimś dworcu, zalanym torowisku, zdenerwowanych podróżnych...

          - Co? – zdziwiony Stasio jakby nie dosłyszał. – To gdzie mam w końcu iść? Na dworzec?

          - Nie. Mówię przecież, że pod piątkę, blok K. Tender się gość nazywa.

          - To co z tym dworcem?

          - Jajco! – Urzędniczka wkurzyła się naprawdę. – Idź pan i zobacz.

          Stasio odgasza więc peta, zarzuca na ramię torbę narzędziową i nie odezwawszy się jednym słowem, wychodzi na interwencję.

------------------------------------------

          Naciska przycisk dzwonka, ale zamiast standardowego, dwutonowego gongu, słyszy przez drzwi zawodzący gwizdek parowozu oraz krótki komunikat, wygłoszony przyjemnym, kobiecym głosem: „Koleją taniej.”

          Po chwili drzwi się otwierają. Wewnątrz, nieco w cieniu, maleńki człowieczek w kolejarskim mundurze. Na głowie regulaminowa czapka, w ręku kolejarska trąbka i duży, plastikowy „lizak” sygnalizacyjny z drewnianą rączką.

          - Na który peron? – pada dziwne, ostre pytanie. Stasio dębieje na chwilę.

          - Ja...

          - Bilet proszę.

          - Ja... w sprawie wody – reflektuje się hydraulik. – Awaria.

          - A... tak, tak – niski kolejarz zmienia wyraz twarzy na mniej służbowy. – Proszę za mną, tylko... na litość... uważaj pan na nogi. Na... paluszkach proszę!

          Stasio wchodzi dalej, prowadzony przez zawiadowcę. Za przesłaniającą przedpokój kotarą wkracza w zdumiewający, maleńki, zielony świat, z biegnącymi w różne strony maleńkimi torami i jeżdżącymi po nich maleńkimi pociągami. Cała podłoga jest ogromną, szczegółową makietą z pagórkami, łąkami, lasami, mnóstwem maleńkich, kolorowych domków, asfaltowymi drogami, a nawet rzeczką i kilkoma krówkami.

          Dwie tekturowe, precyzyjnie pomalowane stacyjki i zabudowania kolejowe. Tory krzyżują się, rozwidlają, maleńkie semafory podnoszą i opuszczają, lampki błyskają, stacyjne megafoniki ogłaszają komunikaty. Z jednych, wykutych w ścianach tunelików wyjeżdżają, do innych wjeżdżają wagoniki, ciągnione przez malutkie lokomotywki, buchające, czy raczej pykające w powietrze maleńkimi kłębami pary.

          Całość żyje, działa, pulsuje ruchem. Wszędzie maleńcy, plastelinowi pasażerowie – w kolorowych wagonikach, na peronach, w poczekalniach. Idealnie, szczegółowo odwzorowany, maleńki, kolejowy świat.

          - Chryste... zaskoczony, zachwycony Stasio otwiera bezwiednie gębę. – Jakie to... śliczne.

          - Prawda? – cieszy się zawiadowca. – To wszystko... tymi palcami.

          Wyciąga do Stasia prawą rączkę, pokazując małe, zwinne paluszki. Jak u dziecka. A na oko pięćdziesiątka. Mały, bo mały, drobny, ale przecież dorosły, regularny lokator.

          Prowadzi Stasia do większego pokoju. Tutaj to samo. Jakieś usypane z ziemi, porosłe prawdziwą trawą wzgórza, mosty kratownicowe, pod oknem dymiąca fabryczka, do której dojeżdża właśnie skład towarowy. Zaraz odbędzie się wyładunek.

          - A...ta woda, co leci? – pyta wreszcie Stasio.

          - W łazience. Chodźmy.

          Łazienka też kolejowa. Obok sedesu przemyka żwawo osobowy, wjeżdża pod wannę, po czym znika w tunelu prowadzącym do mniejszego pokoju.

          Na suficie wisi kilka kropel, które systematycznie skapują wprost na torowisko, szczęśliwie nie wykorzystywane zbyt często. Boczny tor. Utworzyło się spore rozlewisko, podmywające budynek nastawni, zagrażające już troszkę dalej usytuowanej stacyjce, o nazwie „Kujawice Małe”, wypisanej w kolejowym stylu, maleńkimi, czarnymi literkami na białym tle.

          - Faktycznie – przyznaje Stasio. – Idę na górę. Ostrożnie! – przyrzeka. I rzeczywiści nie rozdeptuje roboczymi buciorami żadnego, plastelinowego ludzika. Ani krówki.

          Lokator piętro wyżej jest lekko wypity. Tłumaczy się mętnie, iż chciał się wykąpać, więc odkręcił wodę i... zapomniał, ponieważ miał telefon. No i przelało się. Standard. Stasio więc sztorcuje go lekko dla porządku, sprawdza zakręcenie i wychodząc informuje: - O mało nie zalałeś pan całej stacji!

          - Jakiej stacji?

          - Kujawice Małe. Faktycznie niewielka mieścina, ale... wypoczynkowa. Nad jeziorem.

          - Jak mogłem zalać stację, jeśli jestem w domu?

          - No... tak – Stasio dziwi się własnym słowom, więc już nic nie mówiąc schodzi piętro niżej. Poinformować zawiadowcę o usunięciu awarii, ale głównie, by popatrzeć jeszcze na ów maleńki, uporządkowany precyzyjnie, kolejowy świat.

------------------------------------------

          - Wie pan... – zwierza się Stasiowi Tender po trzecim kieliszku. – Ja jestem na nędznej rencie inwalidzkiej, odkąd przycisnął mnie do muru wagon. Na szczęście pusty, więc skończyło się tylko na nadłamaniu kręgosłupa. Byłem logistykiem kolejowym, a teraz, z braku zajęcia, robię... sam pan widzi.

          Szerokim, okrągłym gestem wyciąga rękę, z dumą pokazując na zagospodarowane do cna podłogi. Żona, równie drobna, cicha kobietka, donosi im z kuchni zakąski, herbatę. Kuchnia, to zdaje się jedyne, nieuzbrojone kolejowo pomieszczenie, ale przecież całkiem nie bez powodu. Na tak maleńkiej przestrzeni trudno by bowiem było nie rozdeptać wagonika, parowozu, nie zdewastować torowiska. Jeżeli więc jednak składy zapędzają się i tutaj, to raczej pod ścianami, poprzez niezbędnie spreparowane szafki kuchenne, za lodówką. Pod oknem dwa złożone łóżka polowe, niedwuznacznie sugerują sposób i miejsce odpoczynku małżeńskiego.

          - Podziwiam pana – Stasio jest coraz bardziej zachwycony. – I... bardzo mi się to wszystko podoba. A... gdzie pan składa te parowoziki, naprawia wagoniki, lepi i maluje pasażerów? Tu już raczej nie ma na to miejsca?

          - W piwnicy – chwali się Tender. – Mam, jak wszyscy, maleńką komórkę. Tam klecę, piłuję, przesiaduję godzinami, a tutaj, planowo, toczy się samodzielnie rozkład jazdy. Automatyka, elektryka - rozumie pan. O... – patrzy na zegarek. – Zaraz przejedzie panu obok nogi pośpieszny z Grodzka.

          Rzeczywiście. Po chwili z tuneliku w ścianie wyjeżdża szparko mały, pięciowagonowy skład, ciągniony przez gwiżdżący uroczo parowozik. Prowadzony torami okrąża zgrabnie Stasiowego buciora, i znika pod szafą.

          - Osobowy z Łapek znów się spóźnia – mówi cichutko Tenderowa, stawiając nowe herbatki.

          - Faktycznie – stwierdza Tender. – Musimy zmienić maszynistę.

          - Jak to? – dziwi się Stasio. – Przecież to tylko figurki plastelinowe?

          - No tak – cieszy się zawiadowca, i aż zaciera delikatne rączki. – Ale widzi pan, ten jest odrobinę za ciężki i... nazbyt obciąża osi parowozu. Stąd niewielkie opóźnienia. Żona zajmuje się figurkami i zrobiła go trochę na wyrost. Jutro odchudzimy, zmienimy.

            Stasio nie może się napatrzyć, jednak musi wracać na placówkę. Czekają inne awarie. Po opróżnieniu więc flaszki, umawiają się z zawiadowcą, już kolegą, że w każdej chwili, gdy tylko zechce, będzie mógł tu przyjść, zrelaksować się. Przyrzeka też, iż pomoże w wykuciu kilku nowych tuneli, w budowie dwuprzęsłowego mostu, nie szczędząc narzędzi i materiałów. Tym bardziej, iż wzburzyła go lekko tylko niezborna relacja Tendra o zawistnych sąsiadach, którzy skarżą się co i rusz na nocny stukot małych kółek, cichutkie pogwizdywanie parowozów, krótkie przecież, zwięzłe, zapowiedzi dworcowe. Co za naród nieużyty.

          Pomoże więc zawiadowcy z całego serca, a w miarę możności, gdy trafi do szefowej jakaś skarga, postara się sprawę wyciszyć.

------------------------------------------

          Stasio to może i faktycznie nieokrzesany tłuk, ale serce ma prawe, i jak coś przyrzeknie, to wywiązuje się dokumentnie. Zaprzyjaźnili się z Tenderem w ciągu roku na dobre. Z pomocą Stasiowych narzędzi, zwłaszcza udarowego młota elektrycznego, powykuwali w twardych jak szkło, betonowych ścianach mnóstwo nowych tuneli. Nikt nie śmiał się skarżyć na ciągłe odgłosy kopalniane – administracja widocznie prężna, remontuje w pocie czoła system kanalizacyjny. Wielka kupa gruzu przed blokiem świadczy o rzetelnym wysiłku modernizacyjnym. Nic, tylko chwalić.

          W ferworze prac Stasio nieopatrznie przebił się w kilku miejscach do sąsiadów, ale jako doświadczony przez lata w kontaktach lokatorskich, pozałatwiał jakoś te wpadki. Niektórym zresztą, po konfidencjonalnym, dyskretnym zapoznaniu ich z sytuacją, spodobały się te tunelowe połączenia. Pozwolili rozbudować kolejową strukturę trakcyjną o swoje terytorium, entuzjastycznie włączyli się w system. Także finansowo.

          Po kolejnym roku powstała rozległa, świetnie funkcjonująca wewnątrz bloku sieć kolejowa. Nastoletnie łobuzy już nie wrzeszczały wieczorami na osiedlowych skwerach – raczej odstawiwszy otępiający butapren, siedziały pilnie pochylone w domach, pilnując rozkładu jazdy, szyjąc mundury kolejarskie, konserwując, rozbudowując ostrożnie maleńką infrastrukturę.

          Z czasem, wykorzystując podziemne kanały ciepłownicze, ryjąc cichcem nowe, podziemne połączenia, doprowadzono wspólnym wysiłkiem do integracji komunikacyjnej kilku sąsiednich bloków. Kolejowa sieć telefoniczna, jako przecież najlepiej, najpewniej zawsze działająca, była fachowo, przewidująco, instalowana wcześniej.

          Tak więc można się teraz wreszcie umówić, powiedzmy z Jezierską, zamieszkałą kilka ulic dalej, o pożyczkową dostawę kostki cukru, czy pół torebki wanilii, nadsyłanych niezwłocznie specjalnym towarowym. Tuż po, powiedzmy, pospiesznym z Chryżowic. Zwrotnie można też wysłać a to kilka ziarenek pieprzu, naparstek miodu lipowego, czy dwa metalowe guziki.

          System działa znakomicie. Społeczność osiedlowa zintegrowała się, ludzie kłaniają się sobie na ulicy, rozmawiają. Funkcjonują dyżury służbowe, zbudowano kolejowe zakłady naprawcze, powstała logistyka przesyłowa. Wagony bagażowe, pocztowe, a zwłaszcza 150 ml cysterny na przeróżne alkohole, zawsze dociążone. Wprowadzono komputerową, bezbłędną obsługę ruchu. W długie, jesienne wieczory kombinuje się, planuje, czy nie rozbudować połączeń o trasy zamiejscowe, a następnie zagraniczne.

          Niestety... Życie nie jest ani słodkie, ani proste. Pewnej grudniowej nocy dokonano pierwszego napadu na wagon pocztowy. Nieznani sprawcy, działając z zaskoczenia, zatrzymali podstępnie osobowy na trasie Bańkowo – Lutnia, sterroryzowali plastelinowych strażników i obrabowali doszczętnie cały transport zamrożonego kawioru astrachańskiego. Zagarnęli ludzkie mienie, a przemieszczając się cichcem specjalnie wyrytym podkopem, przepadli w mroku.

          Tender, jako Zawiadowca Naczelny, nie mógł już tej nocy usnąć. Roztrzęsiony, postanowił zwołać ad hoc wieczorne zebranie Zarządu. Jednak w południe, gdy większość ludzi była jeszcze w poza kolejowej niestety pracy, bezczelni bandyci, idąc za ciosem, przeprowadzili napad następny. Tym razem łupem była torebka mosiężnych nakrętek M1 oraz pamiątkowy, pozłacany zegarek kieszonkowy firmy Patek Philippe SA. Zepsuty.

          Na zebraniu stawili się wszyscy. Zdenerwowany Tender rzucił oczywistą w tej sytuacji propozycję - natychmiast utworzyć Służbę Ochrony Kolei – SOK. Zbrojne, ochronne ramię, do ciągłego zabezpieczenia transportowanych dóbr, ale i infrastruktury, urządzeń oraz pasażerów. Pomysł wywołał aplauz, stosowną uchwałę sporządzono w pięć minut. Na dostawcę miniaturowej broni – pistolety osobiste, broń długa automatyczna, kajdanki, noktowizory, itd., spontanicznie zgłosił się znany i ceniony na osiedlu zegarmistrz, członek Zarządu zresztą.

          Jak postanowiono, tak zrobiono. Stasio, Szef Pionu Techniczno-Zaopatrzeniowego, dostarczył chętnym stosowne, niepodrabialne legitymacje, Zbrojmistrz, były ormowiec z sąsiedniego bloku, wyposażył ich w maleńką broń, amunicję 0,6mm, oraz niezbędny sprzęt obserwacyjny. Odebrał formalne przysięgi, przeszkolił.

          Od tej pory rozległe szlaki były pilnie kontrolowane, permanentnie obserwowane, nadzorowane – zainstalowano monitoring tras, a zwłaszcza większych dworców czy stacyjek. Jakość i punktualność dostaw wzrosły znacząco, pasażerowie nie mogli się nachwalić. Branżowe, maleńkie gazetki, nieco przesadnie, jak to prasa, piały z zachwytu. Konieczne naprawy i usprawnienia wykonywano bezzwłocznie, a bandyckie napady ustały.

          Miniaturki kolejowe, stukocący transport guzikowy, przyjęły się więc całkowicie, z jakże widocznym pożytkiem ogólnym. Ciesząc jednocześnie, bawiąc, ucząc.

------------------------------------------

          Któregoś razu Prezes Tender poprosił żonę, by nie wchodziła przez kilka dni do dużego pokoju - chciał jej zrobić niespodziankę. Kobieta cały ten czas trzęsła się z ciekawości – o mało nie zachorowała, zwłaszcza, iż dobiegały ją stamtąd odgłosy piłowania, wiercenia, stukania. Mąż, ostatnio jakby oklapły i przygnieciony nieco tym kolejowym sukcesem, zdaje się odżył w końcu.

          Wreszcie, czwartego wieczoru, Tender uroczyście otworzył drzwi i poprosił żonę by weszła.

          - Co to? – pyta zdziwiona, widząc długi, wąski stół, obłożony z każdej strony świeżą darnią, wkomponowany przemyślnie jako wielka, płaska góra w kolejowy, podłogowy krajobraz,.

          - Co ci to przypomina? – pyta Tender, wskazując na długi, dwumetrowy pas, z wymalowanymi na biało znakami, obramowany po bokach mnóstwem kolorowych światełek. Ze stojącym na uboczu, niewielkim, dziwnym budyneczkiem, wyposażonym w maleńkie anteny.

          - No... pas startowy... port lotniczy.

          - Otóż to! – mówi Tender i zdejmuje z półki śliczny, maleńki samolot. – To Herkules, porządny transportowiec wojskowy - w skali oczywiście. Zaraz startujemy. Otwórz okno.

          Ustawia modelik na początku pasa, odpala silniki, bierze do ręki mikrofon:

          - Podstawa chmur tysiąc dwieście, wiatr północ, północ, wschód, dwa metry na sekundę. Kurs sto dwa, siódme piętro, klatka pierwsza, blok M, mieszkania dwadzieścia. Zezwalam na start!

          Samolocik rusza. Głośno warcząc rozpędza się, po czym odrywa od pasa maleńkie kółka, by wdzięcznym łukiem wylecieć przez okno. Błyska jeszcze jakiś czas światełkami obrysowymi, po czym znika za rogiem bloku.

          - Ech ty mój modelarzu – mówi dumna Tenderowa i przytula się do męża. – Mam ci szyć mundur lotniczy?

          - Tak – Tender przyciąga żonę mocniej. – I czapkę kapitańską. Dogadałem się z Dedalskim spod dwudziestki. On się zna na tych sprawach. Bierzemy się za awiację towarową. Właśnie wysłałem mu pięć dwucalowych gwoździ.

          Od miesiąca, w miejscowym sklepie żelaznym brakuje cienkiej blachy aluminiowej. Wykupiona do ostatniego skrawka. Wczoraj też służby doniosły, iż niejaki Rakietnik Roman z bloku S, wysiaduje po nocach na dachu, przypatrując się przy pomocy starej lornetki Księżycowi, najbliższym planetom, gwiazdom. Zgromadził też spore zapasy hydrazyny i ciekłego tlenu w butelkach po mleku. Signum temporis?

 

Koniec.

1309

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1608
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 918
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1190
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 772
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 464
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1036
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 772
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 586
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 736
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 724
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 508
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 997
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1125
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Remter,  20/09/2013

Pasja potrafi zdziałać cuda ... ;)

  golesz,  20/09/2013

@Teresa Rembielińska: Tak jest. Również pasja, feblik, do pisania.

  faezeh,  11/07/2016

<a href="http://decoboom.ir/" title="دکوراسیون داخلی">دکوراسیون داخلی</a>
<a href="http://decoboom.ir/" title="دکوراسیون منزل">دکوراسیون منزل</a>

  vernon,  20/09/2013

Bardzo przyjemne opowiadanie. Nieraz człowiek nie ma pojęcia, do czego jest zdolny, dopóki nie znajdzie czasu, żeby się realizować. A jeśli jeszcze znajdzie do współpracy podobnych zapaleńców.... ;-) I nawet zuchwalstwo bandytów porywających się na czyjąś pasję nie jest w stanie jej zastopować.

  golesz,  20/09/2013

@vernon: Święte słowa.

  hussair  (www),  20/09/2013

,,Nastoletnie łobuzy już nie wrzeszczały wieczorami na osiedlowych skwerach – raczej odstawiwszy otępiający butapren, siedziały pilnie pochylone w domach, pilnując rozkładu jazdy, szyjąc mundury ...'' - no, i w tym rzecz chyba, zajęcie z pasją i pożytkiem. :)
,,...powiedzmy z Jezierską, zamieszkałą kilka ulic dalej, o pożyczkową dostawę kostki cukru, czy pół torebki wanilii, nadsyłanych nie ...  wyświetl więcej

  golesz,  20/09/2013

@hussair: No w końcu mój dom (mieszkanie), moja twierdza. Co prawda w układach społdzielczych rożnie to wygląda, ale generalnie sprawdza się. Byle uważać na ściany nośne, strukturę zasadniczą. Bo runąć może wszystko na łeb, i z planów nici.
Z drugiej strony ludzkie dążenia, o ile podbudowane pasją, uczuciem, nie są niczym ograniczone. Weź tego gościa od przyglądania się Księżycowi (Rakietni ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  20/09/2013

@golesz: Nie można przegapić, że miał fart do żony. Są partnerzy, którzy pomagają rozkładać skrzydła, są i tacy, którzy podwieszają ciężarki ołowiane.

  golesz,  20/09/2013

@hussair: Zgadza się. Taka żonka to skarb. I ugotuje, i uszyje, i zrozumie. Rzadkość nad rzadkości.

  hussair  (www),  20/09/2013

@golesz: Prawdopodobieństwo posiadania wszystkich sąsiadów jako wyrozumiałych, życzliwych jest jeszcze mniejsze. Choć tu pomagał niewątpliwie czynnik profitowy - cysterny nie krążyły po próżnicy...

  golesz,  20/09/2013

@hussair: Ba! Klasyczny, ciut wyidealizowany komunizm. Każdemu według potrzeb. Dlatego również sytuacja całkowicie nierealna. Ale o to szło przecież.

  hussair  (www),  20/09/2013

@golesz: Pamiętam siebie jako berbecia, oczarowanego makietą w witrynie sklepowej. Dlaczego makieta kolejowa kładzie na łopatki inne, taką samochodową, czy nawet Bitwę pod Studziankami?

  golesz,  20/09/2013

@hussair: He, he. To zdaje się dość skomplikowana i nieuchwytna cecha tej gorszej połowy świata. Kobiety tak nie mają. Nie wiem, ale może tu wchodzić w grę nasza dążność do zmiany świata na swój, autorski sposób. Żeby było nie tak, jak jest, ale po mojemu. No i te wszystkie mechanizmy, kółka, zwrotnice. Cudeńka wspaniałe.

  hussair  (www),  20/09/2013

@golesz: Dokładnie. Poza tym nasza męska wyobraźnia chodzi inną drogą niż kobieca, o czym nie raz się przekonałem.
W każdym razie swoją kolejkę PIKO, słynną, NRD-owską, miałem i było to COŚ.

  golesz,  20/09/2013

@hussair: Ja niestety żadnej kolejki nie miałem. Z różnych powodów. Ale nieodmiennie, nawet jako już starszy bykas, stawałem po kilka minut przed pewną wystawą, gdzie żyła taka makietka. I nie byłem w tym wystawaniu przed szybą osamotniony. To się cholerka nigdy nie nudzi, mimo, iż króciutka akcja jaka się tam odbywa, powtarza się he, he, w kołko.

  greenway,  20/09/2013

Ależ ja też lubiłam w dzieciństwie bawić się kolejką. :) Wprawdzie nie elektryczną, ale za to fantazja większa, przy pokonywaniu przeszkód.

  golesz,  20/09/2013

@greenway: No proszę. Rzeczywiście niektóre, co rozsądniejsze panie, też mają to coś kolejkowego w sobie.

  hussair  (www),  20/09/2013

@greenway: Green. Ty to jesteś unikalna i to na niejednym polu, co mogę przez megafon na Placu Piłsudskiego wygrzmieć, jak będzie trzeba. :)

  golesz,  20/09/2013

@hussair: Ślicznie powiedziane! Bylebyś nie używał megafonu PKP. Bo za cholerę nie idzie zrozumieć!

  hussair  (www),  20/09/2013

@golesz: Dobra. Ale postukam w szklankę nad mikrofonem, by dźwięk niby-dworcowy zaalarmował, skupił uwagę mas. Najpierw coś pójdzie o pospiesznym spóźnionym o dwa dni z powodu rozszerzenia torów, a potem o Greenway. ;)

  golesz,  20/09/2013

@hussair: Dwa dni spoźnienia, to już coś. Rozumiem, iż mówisz o okolicznościach powiedzmy... dalekowschodnich? Tam to norma, by nie powiedzieć banał. Choć tory, to się raczej kurczą. A nawet znikają całkiem.

  hussair  (www),  20/09/2013

@golesz: U nas też chyba zdarza się znikanie torów. A przynajmniej mostów. :)

  golesz,  20/09/2013

@hussair: U nasz, że tak powiem, to znikają głównie pieniądze. Ale tory, przewody, czołgi i inne takie również. W ogóle to nadmiar zdaje sie mamy tych "zaników". Chociaż kilka zniknięć czy ubytków bardzo by mnie ucieszyło. Choćby takie jedno monstrum w środku stolycy naszej ulubionej. Budzisz się rano, a tu nic. Zieloniutki skwerek. I cały dzień radosny.

  greenway,  20/09/2013

@golesz: @hussair, dziękuję obu panom za docenienie mojej skromnej osoby. :) A gdzie jest ten plac Piłsudskiego?

  golesz,  20/09/2013

@greenway: Z tego co wiem, bo nie byłem dawno w stolycy, a ten plac to novum, znajduje się onże przy ogrodach saskich. To chyba dawniejszy Plac Teatralny. Hotel Victoria, itd..

  greenway,  20/09/2013

@golesz: zatem zacne miejsce, żeby obwieścić unikatowość obu dyskutujących tu autorów i innych nie mniej unikalnych autorów z eioby. ;))

  golesz,  20/09/2013

@greenway: E... o ile pamiętam, obwieszczenie akustyczne miało dotyczyć tylko jednej Osoby. Wymienionej już tu powyżej. I to na pewno nie jestem ja, ani husarz.

  seta1212,  20/09/2013

@golesz: czyżbym był to ja ?? Krajan greeni ? (pewnie przesadziłem ! :))))

  golesz,  20/09/2013

@seta1212: Trafiłeść Waść w sedno. Megafony już się grzeją. Nie przesadziłeś ani na jotkę.

  hussair  (www),  20/09/2013

@golesz: Jotko to by mógł już wyjść zza węgła, zakończyć afront.
;)

  seta1212,  20/09/2013

@hussair: @golesz: Jotko to już rocznik 49' - nie wychodzi zbyt chybko, a szczególnie zza rogu (d. zza węgła) :))

  jotko49,  21/09/2013

@hussair, seta1212:
No tak, obciążony afrontem, zerkający zza węgła,
przy pełni księżyca sennym koszmarem
takaż "obsuwa" mnie dzisiaj dosięgła,
po nocy w potach budząc za karę.

A gdybyż miarą absencji na Eioby progach
był dzień krótki z odchyłkiem niewielkim,
to któż by przymówkom i docinkom wszelkim
uciekł przed kpiarzami na podciętych nogach...

  hussair  (www),  21/09/2013

@jotko49: :-) Hetmanie! Tyś wstał, a mi do spania czas. Gdyby kpiarze-Maurowie przeważali, zadmij w róg. ;)

  golesz,  21/09/2013

@jotko49: Nie przejmuj się. Nie jesteś sam w bezsenności swojej. Mnie właśnie obudziła seria cholernych alarmów samochodowych. Złodzieje nieporadni jacyś grasują widocznie, lato kalendarzowe dogorywa. A do szóstej, ustalonej organicznie godziny zmiany światów, jeszcze trochę.

  golesz,  21/09/2013

@hussair: O... to i husaria na nogach. Coś sie kroi międzywymiarowego?

  hussair  (www),  21/09/2013

@golesz: Przypadków nie ma, ani chybi jakieś para-specjalne łącze zamigotało w ciemności błękitem.
Ale ja zmierzam do alkowy. W razie postępujących ruchów rabusiów - nadaj trzy krótkie, dwa długie, stawię się. Chodzi, ma się rozumieć, o ochronę KOLEI.

  jotko49,  21/09/2013

@hussair, golesz:
Wspomnienia Kolei i zabaw już mocno zatarte,
"kolejki" w pamięci tlą się horrorem jednak uparte,
i mimo sklerozy, co ku mnie rażno dziś kroczy,
wiary w Przyjaciół ja pełen - życzę spokojnej nocy.
:-)

  golesz,  21/09/2013

@jotko49: Noc się właśnie kończy, ale w takim razie, co by odwzajemnić się życzeniowo - spokojnego dnia!

  Noemi*,  21/09/2013

O_0 Widzę, że odbywały się tu nocne Polaków rozmowy:-):) Spokojnych snów o poranku panom życzę, zwłaszcza, że za oknem nadal trwa pora deszczowa:-)

  golesz,  21/09/2013

@Noemi*: Pora deszczowa, przyjemna pora. A sny o poranku jakieś takie konkretne, namacalne jakby zanadto. Czyżby już jawa?

  Noemi*,  21/09/2013

@golesz: Gdzieś pomiędzy jawą a snem dobija się skrzecząca rzeczywistość, a może to tylko zgrzyt zardzewiałej kolejki (marzeń?).:-)

  golesz,  21/09/2013

@Noemi*: Może, ale najpewniej budzik. TAKIE kolejki nie rdzewieją zazwyczaj.

  Noemi*,  21/09/2013

@golesz: Nie rdzewieją powiadasz? Ja tam swoje przekazałam na złomowisko lub jak kto woli do punktu odzysku surowców wtórnych. Kto wie do czego jest zdolna siła sprawcza dziecięcych marzeń? :-)

  golesz,  21/09/2013

@Noemi*: Przekazałaś tylko kawałki pordzewiałych części, blaszek. Istota została w Tobie. Niezmienna. Ba - ona kwitnie, rozwija się. Tak to już z nami jest, wiecznymi.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska