Login lub e-mail Hasło   

Uśmiech PGR-u ...

Inny świat. Świat, który stworzył "innego człowieka". Człowiek, który stworzył sobie "inną rzeczywistość". Rzeczywistość, która odrzuciła tego "innego człowieka".
Wyświetlenia: 2.358 Zamieszczono 27/02/2014

Wystarczy wyjechać kawałek za "betonowe miasto", by zrozumieć, że życie jest pojęciem względnym, gdyż każdy ma na nie inny pomysł i każdy przeżywa je inaczej. Miliony filozofów, myślicieli, twórców i poetów, którzy stając się autorytetami wzbogacają naszą osobowość. Jednak w tym "głupim dworze rozdanych ról" w jakim żyjemy - warto zwrócić uwagę na pewną, wymierającą już, grupę ludzi, których - nam, oświeconym - zrozumieć jest ciężko. 


Zgodnie z postanowieniami PKWN-u z 1944 roku gospodarstwa rolne o powierzchni powyżej 50 ha przechodziły na własność państwa, które rzekomo było polskie. Te wielkie zmiany zaowocowały ostatecznie powstaniem Państwowych Gospodarstw Rolnych (PGR), które to stały się głównym producentem spożywczym w "naszym" pięknym kraju. Powstała skomplikowana i momentami wręcz monumentalna infrastruktura, zakłady gdzie produkowało się używany sprzęt, silosy, obory, garaże, itd. Powstało jednak coś znacznie ważniejszego - powstał "inny człowiek". 


Warunki panujące na wsiach gdzie działały PGR-y były znacznie inne niż w innych osadach. Powstał "inny" świat. Świat, który stworzył "innego człowieka". Człowiek, który stworzył sobie "inną rzeczywistość". Rzeczywistość, która odrzuciła  tego "innego człowieka". I to właśnie o tym porzuconym człowieku chcę napisać. 


Jakże często słyszy się ironiczne komentarze, że PGR-y to wylęgarnie patologii i pijaństwa. Ileż to razy słyszeliśmy o masowym nieróbstwie, kradzieżach, oszustwach i zaniedbaniach w tych zakładach. Czy faktycznie tak jest ?


Spędzałem na polskiej wsi wszystkie wakacje. Jaka to wieś? 24 domy,  sklep, świetlica wiejska, remiza, stary PGR i 137 mieszkańców. Oto i ten mały "światek", który w ciągu swojego życia zdążyłem tak bardzo pokochać. 

Pamiętam jak dziś - te Staruszki w kolorowych fartuchach, które zawsze szeroko się uśmiechały, gdy jako dziecko mówiłem im "Dzień dobry!". Pamiętam i ich mężów, którzy chodząc zwykle w ciężkich, starych ciuchach początkowo wydawali się straszni, jednak wraz z upływem lat stawali się coraz bardziej interesującymi. Pamiętam spędzanie całych dni na dworze - jeżdżenie na rowerach po okolicznych polach w celu obejrzenia maszyn rolniczych, bieganie za piłką po pastwiskach, sprowadzanie bydła, budowanie kryjówek, czy gonienie kur. Czy jest w tym dzieciństwie coś patologicznego? 

Nauczyłem się tam - na tej "paskudnej" wiosce, że istnieje coś takiego jak bezinteresowna pomoc. W XXI wieku jest to zjawisko niemal zapomniane - jednak "pijacy", "złodzieje", "nieroby" wciąż o nim pamiętają. Sam nie raz, spontanicznie komuś pomagałem przy codziennej "robocie". Powszechne było darmowe zawożenie tych, którzy nie mają aut do lekarza, sklepu, czy Kościoła. To norma. A największą zbrodnią jest szkodzenie komuś innemu poprzez własne lenistwo. "Patologia" nie potrafi tego zaakceptować. 

Wspominam godziny spędzone w tym jednym - jedynym w okolicy sklepie, gdzie wesoło gaworząc ze Sklepową i okolicznymi mieszkańcami można było spędzić całe godziny pijąc darmową herbatę, czy jedząc ufundowane przez kogoś ciastka. Ileż to razu prosiło się Sklepową by otworzyła sklep po godzinach - a ona, jak na "plebs" przystało robiła to bez żadnych oporów, czy narzekań. Paskudna kobieta! 

Przypominam sobie ciężką pracę - przy radleniu ziemniaków, rąbaniu drewna, czy stawianiu jakichś zabudowań i nagle zdaję sobie sprawę jak wiele razy pomagali mi inni ludzie - zawsze dobrowolnie, sami z siebie. Słyszę w myślach pogodne okrzyki tych "nierobów": Szczęść Boże!, które to były tak pożądane przy pracy. 

Wspominam rozmowy z tymi ludźmi - ich proste spostrzeżenia, uwagi. Był w nich żal. Żal, że za 50 lat ciężkiej pracy żyją ledwo przędąc. Żal, że polityczne elity i "możni tego świata" o nich zapomnieli, zamykając ich w więzieniu stereotypowego myślenia, które okazuje się być bezmyślnym i nietwórczym. Ale na żalu się kończy. Jest to takie ciche westchnienie. I wzrok. Wzrok wpatrzony w dal. 



Życie. My - którzy uważamy się za mądrych, tak często jesteśmy przygnębieni, smutni, depresyjni. A pomimo tego - sami gardzimy innymi. Bo ich nie rozumiemy, bo są inni. Nagle zapominamy jak beznadziejni sami jesteśmy i próbujemy zniszczyć innych. Czy na tym ma polegać nasz geniusz?

A może to nie tak powinno być? Czy nie przez to objawia się mądrość, że potrafimy dostrzec ją u innych ludzi?

Spędziłem na wsi prawie pół życia i nadal uwielbiam tam jeździć. Dlaczego mnie tam tak ciągnie? Bo w gruncie rzeczy, jak każdy człowiek... poszukuję tej prostoty, która tam jest obecna. 




Miałem wuja - Józefa. Człowiek pracy. Schorowany, walczący z rakiem szedł w wieku 75 lat na działkę podpierając się łopatą. I kopał - by ziemia była gotowa na przyszły sezon. Zapytany przeze mnie czy ma jeszcze siły i czy mu nie pomóc - odpowiedział: nie. Za mnie - kopać będą mi dół na cmentarzu. Teraz jeszcze jest moja robota. Póki mogę. Po pół roku została po nim skopana i przygotowana na nowy sezon działka. Ale czy ktoś ją zajmie... ? No... i jeszcze pewnie łopata gdzieś jest. 

Tych parę słów dedykuję zmarłemu 15.02.2014 r. wujowi Józefowi. Niech zazna spokoju, którego tak poszukiwał za życia. Niech ujrzy to w co wierzył. Niech spotka tych, za którym tęsknił. 


Podobne artykuły


25
komentarze: 70 | wyświetlenia: 5041
40
komentarze: 9 | wyświetlenia: 7474
38
komentarze: 4 | wyświetlenia: 6003
38
komentarze: 55 | wyświetlenia: 4997
34
komentarze: 20 | wyświetlenia: 3246
33
komentarze: 37 | wyświetlenia: 3760
33
komentarze: 13 | wyświetlenia: 24882
33
komentarze: 8 | wyświetlenia: 2204
31
komentarze: 31 | wyświetlenia: 6054
25
komentarze: 35 | wyświetlenia: 1778
25
komentarze: 4 | wyświetlenia: 26547
20
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1826
19
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1387
18
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1450
 
Autor
Artykuł



  melodix,  28/02/2014

W Polsce zlikwidowano PGR jako relikt komunizmu, nikt o tych ludziach wtedy nie myślał, ani nikt nie upomniał o ich prawa. Zostali bez pracy i perspektyw na jutro, niewykształceni, niezaradni życiowo klepią nędzę do dziś. Część należących PGR-ów terenów sprzedano indywidualnym rolnikom, część przejęła Agencja Rolna, najgorszej jakości ziemie pozostały niezagospodarowane jeszcze do dziś.Tak nasi po ...  wyświetl więcej

  ,  28/02/2014

@melodix: Zgadzam się z całą specyfiką Polskiej wsi jaką przedstawił autor. Niemniej rolnicy nie są wg mnie aż w tak tragicznej sytuacji, gdyż opłacany przez nich KRUS jest niewielki w stosunku do korzyści jakie z tego mają. Ponadto Agencja Rolna za przejęcie ziemi oferowała renty - przynajmniej moja babcia za zdanie jakiejś niewielkiej łąki takie świadczenie otrzymała i otrzymuje je do dziś wraz z emeryturą.

@viverti: Pisałem w artykule o ludziach którzy pracowali w Zakładach Państwowych - a więc nie posiadali własnej ziemi.

  ,  28/02/2014

@matimef: Ciekawe jak to się przedstawia liczbowo. Rolnicy od zawsze byli bardzo przywiązani do własnej ziemi i raczej od niedawna zaczęło się to zmieniać w zw. z dużą nieopłacalnością, etc. Wydaje mi się, że poza pracą w PGR-ach, pracowali również w przeważającej większości na własnej ziemi. Pewien zarys historyczny możemy znaleźć na Wikipedii: ...  wyświetl więcej

  matimef,  02/03/2014

@viverti: Oczywiście: wszystko ma dobre i złe strony. Masz w 100% rację.

A co do kwestii pracy i w PGR-ach i na własnej ziemi to wiem na 100% tyle, że w "mojej" okolicy nigdy tek nie było. Państwo chciało zwalczać prywatnych gospodarzy, a nie ich zatrudniać i wspomagać. Zabiedzeni gospodarze mieli łatwiej poddawać się kolektywizacji.

  seta1212,  28/02/2014

Na swój sposób urokliwy art z ciekawym przesłaniem -zdecydowanie popieram ...-))

Szkoda tych ludzkich światów, bo te nasze miejskie są coraz mniej ludzkie.

@greenway: Dokładnie. Obecnie wszystko musi być "modern" - reszta nie jest ważna

@viverti: Oczywiście: wszystko ma dobre i złe strony. Masz w 100% rację.

A co do kwestii pracy i w PGR-ach i na własnej ziemi to wiem na 100% tyle, że w "mojej" okolicy nigdy tek nie było. Państwo chciało zwalczać prywatnych gospodarzy, a nie ich zatrudniać i wspomagać. Zabiedzeni gospodarze mieli łatwiej poddawać się kolektywizacji.

@viverti: Oczywiście: wszystko ma dobre i złe strony. Masz w 100% rację.

A co do kwestii pracy i w PGR-ach i na własnej ziemi to wiem na 100% tyle, że w "mojej" okolicy nigdy tek nie było. Państwo chciało zwalczać prywatnych gospodarzy, a nie ich zatrudniać i wspomagać. Zabiedzeni gospodarze mieli łatwiej poddawać się kolektywizacji.

@matimef: A w mojej wręcz przeciwnie, PGR współpracował z indywidualnymi i to na bardzo szeroką skalę: od wypożyczania maszyn z kombajnami na czele do okresowych badań weterynaryjnych, wiem bo miałem wielu kolegów z rodzin rolników indywidualnych.
Wcześniej jeszcze PGRy pomagały w mechanizacji rolnictwa indywidualnego, poprzez kursy i szkolenia za symboliczną kwotę.

Bardzo dobry nostalgiczny tekst... nawet jezeli nie dla wszystkich...
Moj ulubiony wujek rowniesz nazywal sie Jozef... Byl niezwykle pracowitym czlowiekiem.
Zmarl w ub roku... Przypomniales mi o Nim...

@youngcontrarian:
sorry... oczywiscie "rowniez"



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska