Z pozytywnych aspektów słabego prawdziwego self osoby narcystycznej jest jednak pewien potencjał – wrodzone zdolności, autentyczne pragnienia, ambicje i ideały, które jednak są w stanie mocno nierozwiniętym i niedojrzałym. Odnalezienie ich, wzmocnienie i rozwinięcie jest także jednym z istotnych elementów terapii.

Osoby zdrowe, które miały szczęście mieć empatycznych i kochających rodziców, posiadają tylko jedno self – to prawdziwe. Fałszywe i symptomatyczne self są jednak udziałem większości ludzi, którzy byli zmuszeni iść z życiem na zbyt daleko idące kompromisy. To efekt zafałszowania rzeczywistości wewnętrznej, które było konieczne, aby dostosować się do wymogów otoczenia i zachować miłość najbliższych.

Czy zatem dziecku należy pozwalać na wszystko? Oczywiście nie. W psychoanalizie funkcjonuje pojęcie optymalnej frustracji. Jest to stan, kiedy potrzeby dziecka są zaspokajanie, ale nie w pełni. Pewien delikatny poziom frustracji jest niezbędny, aby skłonić psychikę do rozwoju, który to rozwój jest w istocie szukaniem jak najlepszego sposobu na zaspokajanie wrodzonych potrzeb. Przykładem może być np. trening czystości, czyli uczenie dziecka, aby załatwiało się do nocnika. Jeśli rodzic będzie wymagał tego za wcześnie lub wymuszał zbyt surowymi metodami, w dziecku wykształci się zablokowanie na tym etapie, które przełoży się na problemy charakterologiczne. Jednak także zbyt późne i mało jednoznaczne próby wprowadzenia wymogów higieny będą błędem, który odbije się negatywnie na psychice. To oczywiście tylko przykład, a etapów rozwojowych jest całe mnóstwo i każdy jest spotkaniem się z pewnym istotnym wyzwaniem. Błędy wychowawcze na każdej z tych faz rozwojowych będą prowadziły do wykształcenia się innych zaburzeń osobowości. Postaram się przybliżyć ten problem w osobnym wpisie. Teraz zasygnalizuję tylko, że kluczowe ze strony rodziców jest przejawianie daleko idącej empatii wobec potrzeb dziecka. Co jednak wcale nie oznacza tzw. bezstresowego wychowania.

Odzyskać siebie

Wielu ludziom bardzo trudno przychodzi zaakceptowanie, że teraźniejszość jest pokłosiem naszych doświadczeń. Wolą myśleć coś w stylu: „Po co grzebać się w przeszłości i obwiniać rodziców, których należy szanować i być im wdzięcznym za to, co się dostało – zwłaszcza, jeśli miało się co jeść, a dom nie był patologiczny w klasycznym tego słowa znaczeniu”. Oczywiście należy zaakceptować takie postawienie sprawy. Nawet jeśli przeszłość była naprawdę tragiczna, można odciąć się od niej wg. zasady „Całe szczęście, że dzieciństwo jest już za mną” i skoncentrować się na teraźniejszości. Z takim postawieniem sprawy wiążą się pewne koszty, jednak także powyższa postawa może być do pewnego stopnia konstruktywna. Sprawnie działające mechanizmy obronne potrafią niekiedy sprawdzać się względnie dobrze przez całe życie. To my sami musimy podjąć decyzję, którą drogę wybieramy – trwania czy zmiany.

W wyborze zwykle pomaga nam nasz stan psychiczny. O ile osoba o względnie zdrowej (mało zaburzonej) osobowości może sobie pozwolić na kompromis odcięcia się od źródła swojego charakteru, to ktoś przeżywający własne problemy intensywniej ma większą motywację do zmiany. Na przykład człowiek mający cechy osobowości masochistycznej może akceptować tę część siebie i znajdować ciągłe zaspokojenie w poświęcaniu się dla innych. Podobnie sadysta może odnaleźć się w roli np. komornika, przestępcy czy bijącego męża i dzięki temu kompromisowi oraz stojącymi za nim mechanizmami obronnymi nie odczuwać potrzeby żadnej zmiany.

Tym niemniej każde takie ustępstwo wobec prawdy wewnętrznego doświadczenia pociąga za sobą jakieś koszty. Masochista nie potrafi odczuwać głębokiej radości, a jedynie powierzchowną przyjemność ulgi. Sadysta traci człowieczeństwo i zdolność do odczuwania głębi miłości. Narcyz nigdy nie jest w pełni pewny swojej wartościowości i – wbrew pozorom – żyje bardziej dla podziwu ze strony innych niż dla siebie.  Podobnie inne charaktery z ich długiej listy, zawsze są pewnym kompromisem między samorealizacją i doświadczeniem pełni siebie, a rzeczywistością. Jedyną skuteczną drogą zmiany jest konfrontacja z prawdą – zawsze bolesną i rozczarowującą. Nie każdy jest w stanie przez nią przejść i to też należy uszanować.

Zmienić się, znaczy spotkać się z prawdą. Frederik Perls, twórca psychologii Gestalt, stworzył nawet tzw. paradoksalną teorię zmiany. Głosi ona, że człowiek staje się tym, kim jest – a nie tym, kim chciałby być. Prawdziwa zmiana jest zrozumieniem i akceptacją siebie samego, a dopiero ta akceptacja jest warunkiem osiągania zmian przez świadome decyzje. Dla przykładu – osoba nieśmiała nie ma szans stać się odważniejsza przez to, że tego chce. Najpierw musi zaakceptować swoją nieśmiałość, uświadomić sobie jej podłoże i głęboko przeżyć związane z tym emocje.

Jednak, aby spostrzec siebie i swoje problemy w innym świetle, zwykle potrzeba nam nowej perspektywy i wyjścia poza schematy, w których dotychczas się poruszamy. Do tego służy właśnie psychoterapia. Jest ona nie tyle drogą do zdrowia psychicznego, ale do samorozwoju i samorealizacji. Mimo wszystko w polskim społeczeństwie dominuje głupie przekonanie, że psychoterapia jest dla ludzi chorych i kompletnych świrów. Trochę jest to pokłosiem ignorancji, a trochę zarozumiałości  – w końcu, jeśli ktoś wierzy, że tylko on sam jest w stanie zrozumieć siebie najlepiej, to jest to postawa co najmniej zarozumiała, żeby nie powiedzieć… narcystyczna. Tymczasem psychoterapia to po prostu samorozwój – trudny i często bolesny, ale zwykle konstruktywny. A zdrowa osobowość i poczucie spokoju czy szczęścia są dopiero pokłosiem tego wewnętrznego dojrzewania. Musi być to jednak proces oparty na prawdzie. A prawda wymaga wyjścia poza schemat konserwatywnych przekonań moralnych i ograniczeń, które nam narzucono.Wyjście poza schemat

PS. Powyżej znajduje się rozwiązanie zagadki z tekstu, polegającej na połączeniu wszystkich punktów czterema liniami prostymi bez odrywania ręki. To tylko przenośnia, ale obrazuje sens psychoterapii. Zrozumienie siebie wymaga wyjścia poza schemat, bo proste łączenie znanych nam faktów jest tylko miotaniem się w obrębie starych problemów.

Temat charakteru i rozwoju zaburzeń wróci (kiedyś) w tekście pt. Drogi do zatracenia.