Login lub e-mail Hasło   

Mojemu Tacie...

Dziś właśnie, 26 czerwca 2014 r. otrzymałem datowany 23 czerwca 2014 r. list z „Hellinger Team Polska”, którego treść bardzo mnie poruszyła. Tym bardziej, że...
Wyświetlenia: 2.264 Zamieszczono 26/06/2014

Dziś właśnie, 26 czerwca 2014 r. otrzymałem datowany  23 czerwca 2014 r. list z  „Hellinger Team Polska”, którego treść bardzo mnie poruszyła. Tym bardziej, że kilka dni temu był Dzień Ojca…

„Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele,
Przerwany pierwotny ruch ku naszemu Ojcu boli tak samo głęboko, jak ku naszej Matce.
Nie ma znaczenia ile masz lat jako Jego dziecko.
Twoje serce będzie szukać, aż osiądzie pełne tęsknoty w ramionach Taty.
Trzymaj mnie mocno, Tato!
Trzymaj mnie i wreszcie bądź!
Trzymaj mnie i ukołysz!
Bez Ciebie jestem tylko w połowie!
Tak dotrzeć do Ojca, to jak dotrzeć do naszej osobistej pełni.
To jak stać się kompletnym, dopełnionym.

W jednej ze swoich książek („Kirchen und ihr Got”) Bert Hellinger napisał pierwszy raz list do swojego Ojca. Miał wtedy 85 lat. Tyle czasu potrzebne było, aby móc się z nim połączyć. Oto fragment:

„Kochany Tato,


Tak długo nie wiedziałem, czego mi brakuje w moim wnętrzu. Tak długo byłeś, kochany Tato, przegnany z mojego serca. Tyle lat pozostawałeś jedynie biernym uczestnikiem, na którego spoglądałem zaledwie od czasu do czasu, ponieważ moje spojrzenie nakierowane było na coś innego, na coś Wielkiego, coś co sobie jako Wielkie wyobrażałem.

 

Kiedy pomyślę o tym, jak często wynosiłem się ponad Ciebie, jak bardzo się Ciebie bałem, ponieważ niejeden ból przyszło mi przełknąć i jak dalece przepędziłem Cię z mojego serca, a nawet musiałem przepędzić, ponieważ mama stawała między nami, to dopiero teraz czuję, jak bardzo stałem się wewnętrznie pusty i samotny, jak głęboko odcięty od pełni miłości.

 

Tyle samotności było dookoła Ciebie i w Tobie. Ty jednak i tak pozostałeś rozważny oraz cały w służbie naszemu życiu i naszej przyszłości. My zaś wszystko przyjmowaliśmy za oczywistość, nigdy tego nie uszanowaliśmy, nigdy nie uznaliśmy, jak wiele od Ciebie ta służba wymagała.

Teraz mam łzy w oczach, kochany Tato.

 

Kłaniam się przed Twoją wielkością i przyjmuję do mojego serca. Tak długo nie było w nim miejsca dla Ciebie. Jakież puste i samotne było bez Ciebie.

 

Nic nie może odebrać Ci już Twojej wielkości i godności. To Ty pozostaniesz tym Wielkim, jako mój Tato. Ja zaś biorę Ciebie i wszystko to, co Ci zawdzięczam do mojego serca. Przyjmuję to jako twój syn, ten którego tak bardzo kochałeś, drogi Tato.

Twój Toni

Copyright by Bert (Anton) Hellinger
Tłumaczenie: Anna Choińska / Hellinger Team Polska

Pozdrawiamy Wszystkich Waszych Ojców z wielką wdzięcznością za to, co było dla nich możliwe, na tyle na ile po ludzku byli w stanie dać. Nic nie jest oczywiste. Wszystko jak wielki dar!”

***********************************************************************************************************************************************

W  2007 r. w jednej z moich książek „Nie samym chlebem żyje człowiek – jak odkryć Boga w sobie?” napisałem:
„Przeczytałem ostatnio wywiad z mniszką z Nepalu, Ani Choying Drohma zamieszczony w „La Vanguardii” z dn. 28.06.2007 r. („Muzyka to moje narzędzie”, Ima Sanchis). Bohaterka opowiada w nim m.in. o swoim ojcu, który bił ją i jej matkę, w rezultacie czego znienawidziła go. Zmieniło się to później jednak.

„Mój mistrz, Urguyen Tulku Rinpoche, poprosił kiedyś, abym pomyślała o ojcu coś pozytywnego, i wtedy zdałam sobie sprawę, że ten człowiek naprawdę dużo pracował, żebyśmy mieli co jeść. W ten sposób zrozumiałam, że nie był szczęśliwy, a jego złość brała się z frustracji. I tak stopniowo przestawałam odczuwać wobec ojca nienawiść i zaczęłam go żałować. Dzięki temu przebaczyłam mu. On dał mi życie, a życie jest cudowne.

Kiedy to odkryłam, mogłam zacząć go kochać i opiekować się nim. Czuję, że pomaganie mu teraz, kiedy został sam, to moja odpowiedzialność. Powinnam mu za to podziękować, bo gdyby mnie nie traktował tak źle, nie zostałabym mniszką, nie odkryłabym swoich mistrzów ani tego, że we wszystkich istotach jest coś dobrego. (…).
Dzięki mojemu mistrzowi zrozumiałam, że ważne jest to, jak postrzegamy rzeczy: jeśli w sposób pozytywny, skutek też będzie pozytywny, i na odwrót. Nauczył mnie, że własny osąd niekoniecznie jest słuszny. Że nie odpowiada się niesprawiedliwością na niesprawiedliwość, a na ból większym bólem. Mistrz nakarmił moje serce.” [wyróżnienie autora].

Mogę się pod tym tylko podpisać obiema rękami. Już dawno zrozumiałem, że bez moich doświadczeń życiowych, bez bólu i cierpień, nie byłbym dzisiaj tym, kim jestem. Czy jednak wybaczyłem moim winowajcom wszelkie niesprawiedliwości i wszelkie krzywdy, jakie mnie od nich spotkały? Sądzę, że tak, przynajmniej mam taką nadzieję. Dlaczego powinniśmy wzajemnie sobie wybaczyć? Bo tak trzeba, bo nasi krzywdziciele tego potrzebują (choć może nie zdają sobie z tego sprawy), bo potrzebujemy tego również my, potrzebuję JA, aby się uwolnić od upiorów przeszłości. Również dlatego wybaczam (czy naprawdę jednak do końca, absolutnie świadomie wybaczam?), że przecież nie znam do końca motywów ich postępowań, wszelkich uwarunkowań i okoliczności, sposobów wychowania, jakim zostali poddani itd.”

Nie znałem więc i ja uwarunkowań życia mojego Ojca. Niewiele o Nim wiedziałem. Wiedziałem tylko, że w głębi duszy był dobrym człowiekiem, choć mojemu bratu, naszej mamie i mnie stworzył piekło na Ziemi. Oskarżałem Go o wiele, często wręcz nienawidziłem. Był sprawcą moich potężnych traum obciążających mnie do dziś. A jednak mnie bardzo kochał, był ze mnie dumny i dbał o nas wszystkich. Po swojemu, tak jak umiał. Dotarło to do mnie po wielu latach. Tym bardziej, że dowiedziałem się – również po latach – jak straszne przeżycia rodzinne odcisnęły na Nim, Jego rodzicach i rodzeństwie. I później miało to ogromny wpływ na Jego zachowania.

Dzisiaj, kiedy od wielu lat mój Ojciec nie żyje składam i ja pod listem Berta Hellingera mój podpis:

„Kłaniam się przed Twoją wielkością i przyjmuję do mojego serca.
Twój, kochany Tatusiu, Janusz”

P.S.
Dlaczego umieściłem tu, na EIOBA, te bardzo osobiste refleksje? Bo może ktoś inny był również w podobnej jak ja sytuacji, bo może do dziś nie jest pogodzony z własnym tatą (mamą?), bo może oskarża ich o różne przewinienia – słuszne tak po ludzku, ale…
Bo może komuś ten tekst w jakiś sposób pomoże…

Podobne artykuły


25
komentarze: 18 | wyświetlenia: 4333
23
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2335
21
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1927
17
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1480
17
komentarze: 8 | wyświetlenia: 27174
17
komentarze: 35 | wyświetlenia: 2555
15
komentarze: 20 | wyświetlenia: 503
15
komentarze: 78 | wyświetlenia: 1513
15
komentarze: 15 | wyświetlenia: 325
15
komentarze: 37 | wyświetlenia: 1196
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1078
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 378
13
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1520
13
komentarze: 6 | wyświetlenia: 959
13
komentarze: 34 | wyświetlenia: 984
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  seta1212,  26/06/2014

Dzięki Janusz ze twe mądre refleksje.Takie stanowisko to dowód nie tylko wrażliwości ale i pewnej klasy, którą sobą per saldo reprezentujemy.

@seta1212:
Dzięki serdeczne... Te refleksje budzą się pewnie wielu z nas...

Wiesz, Januszu, zawsze myślę, że ludzie dają z siebie innym, to co maja najlepsze... Jeśli najlepszą jakością jest złość, gniew, zazdrość, lęk to objawia się to w ich traktowaniu innych... Czy można ich za to winić, że nie mogli sobie poradzić z własnymi słabościami? Akceptacja faktu "dzielenia się najlepszymi swoimi jakościami" pomaga w zrozumieniu tego, co nam się przydarza i dlaczego otrzymujem ...  wyświetl więcej

@Skalny Kwiat:
Sądzę, że masz rację - dajemy z siebie, to, co w nas najlepsze. Czasem jest to po prostu agresja, gniew i inne tego typu zachowania czy uczucia. Nie jesteśmy też powołani do oceniania ludzi - co najwyżej ich czynów. Cóż, żyjemy jednak na materialnej Ziemi, więc i ponosimy skutki postępowania. Zrozumienie przyczyn nie oznacza usprawiedliwienia postępowania...

Wzruszające...

A tak w ogóle....co u Ciebie dobrego?

@Jan Stasica:
Co dobrego u mnie, Janku?
Jak widzisz - skorzystałem z dwóch dni jakiego-takiego luzu i dorwałem się do eiobki :). Poza tym - po prostu ŻYJĘ! I jest to codzienny cud - wielu przecież umiera, choruje. A że mam swoje problemy? Któż ich nie ma? To tylko zadania do rozwiązania, lekcje do przerobienia. Każde zadanie ma swoje rozwiązanie... :))
Serdecznie Cię pozdrawiam! I dziękuję!

  *Karo*  (www),  27/06/2014

dzisiaj trudno być ojcem i co najsmutniejsze mało kto daje radę

Delikatny i ważny temat Januszu poruszyłeś. Dziękuję.

@Maciej Strzyżewski:
I ja Tobie dziękuję, Maćku...

  ulmed,  29/06/2014

Masz moje 100% :))

@ulmed:
Ulko - DZIĘKUJĘ! :)

Januszku - czy wolno to czytać (i się wzruszać) aż 6 dni po premierze? ;)

@Jacek Wąsowicz:
Cześć, Jacku!
Cóż, zawsze lepiej późno niż wcale... :) I nie ma czego żałować! Bo i po co? Gdybym ja miał żałować tego, jak wiele arcyciekawych tekstów nie poznałem z różnych przyczyn na EIOBA, to utonąłbym w oceanie żalu :).
Dziękuję Ci!

Na ba! :-)
Lecz chyba właśnie od tego jest ta sławetna Wolność Wyboru, to przekleństwo człowieka, za którym tak się ubiegamy, po to tylko, byśmy mogli z czystym sumieniem powiedzieć: mamy wybór. Czasami to aż szkoda go mieć… ;-)

  sylwia28  (www),  03/07/2014

Piękne i poruszające ;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska