Login lub e-mail Hasło   

Bariery i paradoksy transplantologii

Skąd się bierze opór części społeczeństwa wobec idei przeszczepów organów? Jakie paradoksy wiążą się z praktyką transplantacji narządów?
Wyświetlenia: 3.026 Zamieszczono 17/07/2014

4 września 2006 r. telewizyjna „Dwójka” rozpoczęła nadawanie pięcioodcinkowego filmu dokumentalnego pt. „Żyć z przeszczepem”. Film jest tylko elementem rozpoczętej już w styczniu szerokiej Kampanii Społecznej na Rzecz Transplantacji. Jej celem jest upowszechnianie transplantacji jako skutecznej i bezpiecznej metody leczenia schyłkowej niewydolności narządów, a także przełamywanie barier społecznych w zakresie pobierania narządów.

 

Opory

Opory mają różnorakie podłoże. Jedną z przyczyn jest zepchnięcie śmierci w naszej kulturze na margines świadomości społecznej. Śmierć jest dla nas tematem tabu. Nie chcemy o niej myśleć. Boimy się o niej rozmawiać z bliskimi. Być może jest to objaw swoistego fatalizmu — wiary w to, że jeśli się rozmawia o czymś złym, to prowokuje się to zło do zaistnienia. Niezależnie od tego, z czego wynika ta obawa, efekt końcowy jest taki, że większość ludzi nie jest na śmierć przygotowana, nie dokonuje żadnych rozporządzeń na jej wypadek, nie pozostawia ostatniej woli. Rodziny nagle zmarłych są całkowicie zaskoczone taką śmiercią, zdruzgotane. W tym szoku nie są w stanie rozsądnie i bez emocji ustosunkować się do rozmowy z lekarzami o pobraniu narządów z ciała ich bliskiego, więc odmawiają. A tymczasem co 14 minut lekarze kwalifikują kolejną osobę do przeszczepu, ale codziennie kilkanaście takich osób umiera, nie mogąc doczekać się transplantacji serca, wątroby lub nerki.

Ludzie odmawiają, bo często nie rozumieją, co się dzieje. Lekarze mówią, że ich bliski umarł i że chcą pobrać od niego narządy do przeszczepu. Ale przecież on jest jeszcze ciepły, być może jego serce jeszcze bije — więc dla nich wciąż żyje. Nie wiedzą, że już od co najmniej trzydziestu lat obowiązuje nowa definicja śmierci. Śmierć ma miejsce wtedy, gdy umiera mózg, a nie wtedy, gdy przestaje bić serce lub zmarły przestaje oddychać. Te dwie ostatnie czynności mogą jeszcze trwać jakiś czas po śmierci mózgu lub być sztucznie podtrzymywane. Nie ma jednak niebezpieczeństwa pobrania narządów od żywej osoby.

Opory wynikają również z ogólnego spadku zaufania do służby zdrowia. Czego oni od nas chcą? Co oni chcą zrobić naszemu bliskiemu? Niech go zostawią w spokoju. Dość się nacierpiał, a oni chcą go jeszcze pokroić, a może nawet zarobić na pobranych organach! To dość powszechne podejrzenia i obawy, wiążące się z niesłusznym, ale częstym postrzeganiem sekcji zwłok i pobierania narządów do przeszczepów jako formy bezczeszczenia ciała. Nie należy się również bać ryzyka handlu narządami, gdyż przeszczepianie narządów jest tak skomplikowaną procedurą, angażującą tak wielu wysokiej klasy specjalistów, że pokątne przeszczepianie narządów jest praktycznie niemożliwe.

Nie bez znaczenia są także opory wynikające z pobudek religijnych. W drugim odcinku filmu „Żyć z przeszczepem” przedstawiono rozmowę parafianki z księdzem, w której kobieta dzieliła się z duszpasterzem swoimi wątpliwościami w kwestii przeszczepów. Skoro wierzymy w zmartwychwstanie ciał — mówiła — to jak Pan Bóg sobie poradzi z takim ciałem pozbawionym organów? Na szczęście ksiądz odciął się od takiego rozumienia nauki o zmartwychwstaniu, w którym wszechmogący Bóg miałby sobie z czymś takim nie poradzić, a tego typu myślenia nie wahał się nawet określić zabobonnym.

Przy tej okazji obecny na konferencji ks. Józef Jachimczak, krajowy duszpasterz służby zdrowia, przedstawił obecny stosunek Kościoła rzymskokatolickiego do przeszczepów. Przytoczył m.in. wypowiedź z katechizmu tego Kościoła: „Bezpłatne przekazywanie narządów po śmierci jest dopuszczalne i może zasługiwać na uznanie”[1] oraz wypowiedź Jana Pawła II z 2000 r., że „transplantacja to duży krok naprzód w służbie nauki dla człowieka”, a dawstwo narządów jest jedną z dróg pielęgnowania prawdziwej kultury życia[2]. Zastanawia tylko, dlaczego według katechizmu bezpłatne przeszczepy jedynie mogą zasługiwać na uznanie, a nie zdecydowanie zasługują; dlaczego kilkakrotnie podkreślano, że jest to obecne stanowisko Kościoła; dlaczego tylko kilku na kilkudziesięciu polskich biskupów wypowiada się pozytywnie o przeszczepach, a reszta milczy. Być może tu należy upatrywać odpowiedzi na pytanie, skąd w naszym — w większości katolickim — społeczeństwie biorą się religijne opory wobec przeszczepów.

 

Paradoksy

Zdaniem profesora Wojciecha Rowińskiego, krajowego konsultanta ds. transplantologii, na niewielką popularność przeszczepów w Polsce mogą mieć jakiś wpływ paradoksy związane z tą praktyką. Z badań socjologicznych wynika bowiem, że więcej Polaków gotowych jest przyjąć cudzy narząd (87%), niż zdecydować się na oddanie po swojej śmierć własnego (66%)[3]. Czy to nie dziwne? I to w kraju, o którym przy okazji każdego święta religijnego mówi się, że ma uchodzić za wzór chrześcijańskich cnót dla zgniłego moralnie Zachodu! Przecież jedno z głównych przesłań chrześcijaństwa mówi, że „więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu"[4]. Sam Bóg tak „umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny"[5]. Jezus „wydał samego siebie za grzechy nasze”[6], a zapowiadając swoją śmierć, mówił: „Ja jestem chlebem żywym (…) a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata”[7]. Jezus nie wahał się oddać swego ciała, aby inni mogli żyć. Dziś Jego naśladowcy w najbardziej chrześcijańskim kraju Europy mają poważne wątpliwości, czy w tym punkcie należy iść za Jego przykładem. Bardziej wolą brać niż dawać.

Inny paradoks — powodujący niezrozumienie, a przez to brak akceptacji — to pobieranie żywych organów od ludzi martwych. Rozwiązanie tego paradoksu leży we wspomnianym wyżej zrozumieniu definicji śmierci mózgowej.

Niektórzy uczestnicy konferencji zwrócili uwagę na jeszcze jeden paradoks — prawno-obyczajowy. Prawo stoi podobno po stronie biorcy, co oznacza, że nie wymaga istnienia uprzedniej zgody na przeszczep ze strony dawcy; wystarczy, że brak jest z jego strony sprzeciwu[8]. Formularze sprzeciwów znajdują się w każdym zakładzie opieki zdrowotnej. Moc prawną ma również każde własnoręcznie podpisane (i przechowywane na przykład w domu) oświadczenie o sprzeciwie lub oświadczenie ustne złożone w obecności dwóch świadków, którzy je pisemnie potwierdzili. Mimo to przyjęło się, że lekarze pytają rodzinę zmarłego o zgodę na pobranie z jego ciała narządów, a gdy spotykają się z odmową, odstępują od zamiaru ich pobrania. Zgoda jest w tym przypadku wyrażeniem nieprecyzyjnym, gdyż — jak wyjaśnili obecni na konferencji specjaliści — lekarze pytają krewnych zmarłego ewentualnego dawcy nie o ich zgodę, a o to, czy mają świadomość pozostawienia przez zmarłego pisemnego lub ustnego sprzeciwu. I wtedy bardzo często, niestety, lekarze spotykają się ze stwierdzeniem, że co prawda nic o tym nie wiedzą, ale zmarły na pewno nigdy by się na coś takiego nie zgodził. Okazuje się, że w praktyce tego typu oświadczenia — będące raczej przypuszczeniami niż stwierdzeniem faktów — wystarczają lekarzom do wycofania się z zamiaru pobrania organów.

Jak ocenić taką praktykę? Z perspektywy rodziny zmarłego będzie to oczywiście odbierane jako uszanowanie jego woli (a faktyczne woli jego rodziny). Ale jak to ocenić z perspektywy osób od lat oczekujących na odpowiednie organy i mogących w każdej chwili umrzeć, nie doczekawszy się ich? Czy nie mamy tu czasem do czynienia z zaniechaniem udzielenia pomocy człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia? Zachowania takie traktowane są w kodeksie karnym jako przestępstwo (art. 162)! Spostrzeżenia tego nie należy oczywiście rozumieć jako postulatu karania lekarzy, którzy pod presją rodzin osób zmarłych rezygnują z pobrania organów mogących uratować życie innym. Z kuluarowych rozmów po konferencji wynikało, że często takie zachowania lekarzy podyktowane są obawą przed ewentualnymi procesami, jakie mogą wytoczyć im rodziny zmarłych. I to jest właśnie paradoks — w obawie przed kłopotami z prawem lekarze de facto nie korzystają z pełni uprawnień przyznanych im ustawą oraz w pewnym sensie nawet prawo łamią.

Andrzej Siciński

 

[1] Katechizm Kościoła Katolickiego, Pallotinum, Poznań 1994, s. 522. [2] Cytat i myśl zaczerpnięte zostały z wypowiedzi Jana Pawła II podczas XVIII Kongresu Międzynarodowego Towarzystwa Transplantacyjnego. [3] Z badań przeprowadzonych w maju 2005 r. przez TNS OBOP (źródło: informacja prasowa TVP2 z 5 września 2006 r.). [4] Dz 20,35 Biblia ekumeniczna. [5] J 3,16. [6] Ga 1,4. [7] J 6,51. [8] Zob. ustawa z dnia 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów (Dz. U. Nr 169, poz. 1411).

 

[Artykuł ukazał się w miesięczniku „Znaki Czasu” 10/2006]

 

 

 

 

Podobne artykuły


95
komentarze: 44 | wyświetlenia: 14966
36
komentarze: 35 | wyświetlenia: 2241
35
komentarze: 94 | wyświetlenia: 3421
31
komentarze: 26 | wyświetlenia: 2333
31
komentarze: 29 | wyświetlenia: 5892
28
komentarze: 43 | wyświetlenia: 1826
28
komentarze: 9 | wyświetlenia: 2562
29
komentarze: 18 | wyświetlenia: 3802
26
komentarze: 11 | wyświetlenia: 2213
25
komentarze: 7 | wyświetlenia: 4931
24
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1572
25
komentarze: 55 | wyświetlenia: 7510
24
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2756
23
komentarze: 75 | wyświetlenia: 2256
 
Autor
Artykuł



  Paweł Malec  (www),  18/07/2014

Panie Andrzeju, sprawa jest bardziej złożona.
http://www.rodaknet.com/rp_art(...)cji.htm

@Paweł Malec:
Sprawy życia i śmierci nigdy nie są proste, ale to nie powód, by sugerować, że praktyka legalnych, dokonywanych w szpitalach w sytuacji śmierci mózgowej transplantacji jest jednym wielkim nadużyciem.
Pierwsze, co w podlinkowanym artykule uderza to zarzut, że redefinicja śmierci z krążeniowo-oddechowej na mózgową była w istocie relatywizowaniem momentu śmierci dla uspraw ...  wyświetl więcej

  Paweł Malec  (www),  18/07/2014

@Andrzej Siciński: Nauka nie stoi w miejscu. Kontrowersje wywołują sami lekarze, nie wszyscy zgadzają się z aktualną definicją śmierci.
http://natemat.pl/77203,profes(...)stnieje

@Paweł Malec: Panie Pawle, ci "nie wszyscy" sugeruje, że choć jakaś część, się nie zgadza. Tymczasem mamy tu jednego Talara. Poza tym trudno mi dyskutować z linkami. Google to również mój wujek i jak zechcę, też mi coś podrzuci, np. o udowodnionym łapownictwie profesora. W tym kontekście nie dziwi mnie, że na sympozjum naukowym tak mocno zaatakował transplantologię, rzucając publicznie, acz bez do ...  wyświetl więcej

  Paweł Malec  (www),  19/07/2014

@Andrzej Siciński: Nie mam wątpliwości, że pisał Pan artykuł w dobrej wierze, mam jednak nieco inny ogląd sprawy. Według mnie wspomniane kontrowersje są coraz głośniejsze, nie tylko w Polsce... Pozdrawiam serdecznie.

„Jak czytamy w załączniku do obwieszczenia ministra zdrowia z 17 lipca 2007 r. (poz. 547), celem tego badania jest sprawdzenie zdolności reakcji na najsilniejszy bodziec oddechowy, jakim jest wzrost poziomu dwutlenku węgla w organizmie. Próba bezdechu polega na wentylowaniu chorego tlenem przez 10 minut, a następnie na odłączeniu chorego od respiratora na 10 minut i zbadania poziomu dwutlenku węgl ...  wyświetl więcej

Dziś o tym czytam. Porywano dzieci w szpitalach, okłamując matki, że ich dziecko umarło. A tych dzieci było nawet 300 000. I to nie w dziczy, a w Hiszpanii w kraju cywilizowanym, katolickim. I jakby zapytać się uczestników czy robili coś złego, bardzo złego..., to powiedzą, że robili dobro, maksymalne dobro, jakie byli w stanie. Wmówiliby sobie, że te dzieci potem miały lepiej, że tamte matki się ...  wyświetl więcej

@Janusz Nitkiewicz: Panie Januszu, komentowanie transplantacji przez nawiązywanie do Auschwitz i porwań dzieci w Hiszpanii jest rzeczywiście "nie w temacie". Pisze Pan o "miejskich legendach" o rzekomych nieuczciwościach towarzyszących transplantacjom. Może mieszkamy w różnych miastach (a mieszkałem w Łodzi, a dziś mieszkam w Warszawie), ale w moim mieście jeszcze żadnej takiej legendy nie słyszał ...  wyświetl więcej

@Andrzej Siciński:
Te przykłady o tych sprzedawanych dzieciach na skalę masową i o Auschwitz, to nie jest bezpośrednie porównanie. Na pewno nie na dzisiaj, a to jedynie przykład, że są ludzie, którzy wykorzystują wszystko dla siebie bez liczenia się z innymi. To skrajne przypadki, ale zdarzają się na co dzień. Czasem tacy ludzie przejmują władzę nad czymś i staje się to masowe. Tamtego dnia ...  wyświetl więcej

  acho  (www),  24/07/2014

"

Jezus nie wahał się oddać swego ciała, aby inni mogli żyć. Dziś Jego naśladowcy w najbardziej chrześcijańskim kraju Europy mają poważne wątpliwości, czy w tym punkcie należy iść za Jego przykładem. Bardziej wolą brać niż dawać-i to jak ulał pasuje do polskich wartości i wiecznie cnotliwej jej królowej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska