Login lub e-mail Hasło   

Z życia pacjenta - czyli jak wesoło może być w szpitalu.

"No wie Pani co.... co z tego, że ma Pani złamaną nogę. Doskacze se Pani jakoś do windy, a potem to już jakoś bedzie" Wózka Pani nie dam, bo wszystkie wyszły".
Wyświetlenia: 799 Zamieszczono 30/09/2014

Szpital. Jeden z wielu. 
Z pozoru - niezbyt ciekawe miejsce. Kto chciałby spędzić tam pół nocy.... tym bardziej, że akurat trwał mecz Polaków z Rosją. Ale cóż. Za niezdarność płaci się czasem taką cenę. 

Pierwszy problem wiązał się już z zaparkowaniem. Przecież to nie jest oczywiste, że ktoś cierpiący będzie chciał zaparkować JAK NAJBLIŻEJ szpitala. Ale cóż... na szczęście złamałem palec, a nie nogę ;) 

Po przejściu ok. kilometra - ukazał się cel mojej wędrówki. Rozświetlone niczym skrzynia ze Świętym Graalem drzwi wejściowe.
Wtedy nie spodziewałem się jeszcze tego, co po chwili zobaczyłem. W kolejce czeka z 30 osób. Z początku było sztywno. Wesoło zrobiło się potem.

Na początku kolejki siedział starszy gość z żoną. Coś działo się jej z nogą. Zaraz za nimi była matka z córką, która dostała wysypki, potem jakiś nadęty bufon w garniturze, budowlaniec we flanelowej koszuli, który chyba złamał rękę, dalej 3 młode dziewczyny, itd.
Przede mną siedział facet, którego żona złamała nogę. Chwalił się wszystkim, że ma w telefonie internet i co chwilę darł się, gdy tylko zmienił się wynik meczu. Z mną miejsce zajął przypakowany dresiarz, a kawałek dalej roztrzęsiona starsza kobieta z 2 wnuczkami i córką.

Godziny mijały, a ludzie poznawali się coraz lepiej. Przypakowany dresiarz opowiadał, że tydzień temu jego kolega spędził na pogotowiu 11 godzin. Optymizm przecież jest najważniejszy. Gość z telefonem z każdym setem stawał się coraz czerwieńszy. Te emocje piknikowych kibiców. Dostałby pewnie erekcji na myśl o możliwości dotknięcia biletu na tenże mecz. Gdy przyszła kolej na jego żonę... nie zwrócił na to uwagi. Kobieta sama dogramoliła się do pokoju... "Przecież tu chodzi o sprawę wagi państwowej". 

Po 4 godzinach - moja kolej, by wejść do pokoju nr 7. Zaświecił się kulturalnie zapraszający do środka napis: "WCHODZIĆ!". Przekroczyłem próg i moim oczom ukazało się wielkie biurko - i trzy, siedzące za nim osoby. Jedna z nich zajmował się przygotowywaniem kawy dla pozostałych dwóch (kurcze, miałem nadzieję, że też się załapię!), kolejne pisały.. jedna na komputerze, inna na papierze. 

W 2 zdaniach miałem opisać co się stało. Szybko powiedziałem o co chodzi... po czym Pani pisząca na komputerze kazała mi to powtórzyć, bo nie zdążyła zanotować. Dopiero wtedy zauważyłem, że pisała jednym palcem. 
Otrzymałem kartkę z pisemnym skierowaniem do pokoju nr 1 - był to pokój RTG. 


Zadziwiła mnie jedna rzecz - nie było tam kolejki! Pewnie wszedłem do środka i usłyszałem przyjemnie brzmiące powitanie: "podać pesel i siadać". Zapytałem na czym mam usiąść (były 4 krzesła)... i usłyszałem, że "najlepiej na 4-literach, ale mogę też na rękach. A tak na poważnie - pod ścianą!". Wystraszyłem się, że będą rozstrzeliwać. Ale na szczęście - nie. Zrobiono zdjęcia i kazano wyjść na korytarz i czekać. Po 40 minutach dostałem obiekt moich marzeń - zdjęcie RTG, kartkę z pokoju numer 7  ze skierowaniem do jedynki.... i dopiskiem, że skierowano z powrotem do numeru 7 + opis zdjęcia. Złamanie sródkostne paliczka dalszego. Brzmiało obiecująco. Osoby ze zdjęciem miały wchodzić bez kolejki... ale okazało się, ze 2 osoby też mają zdjęcia. Znowu czekanie. 


30 minut później - "WCHODZIĆ!". Zauważyłem, że Pani Kawiarka myła kubki. Pozostali zerknęli na kartkę (na zdjęcie już nie) i dopisali, że "pacjent skierowany do pokoju numer 4". Okazało się, że "czwórka" to druga część "siódemki" odgrodzona parawanem. Nikogo nie było w środku. Nagle - jakby z zaświatów - głos: "Proszę wyjść. Koleżanka załatwia sprawy służbowe. CHYBA zaraz przyjdzie". Znowu korytarz. Czekając na Gipsiarkę usłyszałem dyskusję: 

Lekarz: "Pani pójdzie na 2 piętro"
Pacjentka: "Jak? Mam złamaną nogę!"
L: "No wie Pani co.... co z tego, że ma Pani złamaną nogę. Doskacze se Pani jakoś do windy, a potem to już jakoś bedzie" Wózka Pani nie dam, bo wszystkie wyszły".

Potem zauważyłem, że jedna z pracownic pali na dworze papierosa. Leci jeden, drugi, trzeci... itd. 
Po 40 minutach weszła do pokoju nr 4. Wszedłem za nią. 
Krztusząc się powiedziała, że: była u Dyrektora ;) 

Zrobiła mi piękny opatrunek gipsowy i poradziła bym następnym razem - starał się uszkadzać sobie coś innego niż palce - bo "palców mamy aż 20... i odszkodowania są niskie". 

Tak więc wskazówka - następnym razem, starajmy się łamać sobie  karki - tak byśmy nie musieli się już męczyć czekając na przyjęcie na pogotowiu :) 



-------------------------------------------------------------------------------------------------

Aaaa! Zostałem skierowany do Poradni Specjalistycznej. 
Poprosiłem więc o skierowanie.... czym wyraźnie podpadłem, bo usłyszałem, że jestem "przemądrzały". 
Musiałem lecieć do rodzinnego - i tam robić sztuczną kolejkę... by dostać skierowanie do specjalisty. 

Oczywiście nie do ortopedy, tylko do chirurga.... gdyż gdybym chciał ściągać gips u ortopedy musiałbym z nim chodzi nie 4 tygodnie.... a 4 miesiące ;) 


-------------------------------------------------------------------------------------------------


Tekst wymierzony w idiotyczny system zdrowotny, nie w jego pracowników. 

Podobne artykuły


18
komentarze: 130 | wyświetlenia: 2832
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 1071
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 934
12
komentarze: 70 | wyświetlenia: 970
12
komentarze: 280 | wyświetlenia: 546
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 676
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 829
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1828
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 624
10
komentarze: 57 | wyświetlenia: 971
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 532
9
komentarze: 13 | wyświetlenia: 494
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska