Login lub e-mail Hasło   

Wieka wojna o Ziemię obiecaną cz.II

Na tej "cudzej" wojnie płonęły polskie miasta i wsie, ginęli Polacy po obu stronach frontu.
Wyświetlenia: 2.808 Zamieszczono 31/10/2014

  

WIELKA WOJNA O ZIEMIĘ OBIECANĄ

           

 

      

           

            Niemcy okrążali miasto Łódź od północy i rozlokowaną w nim 2 Armię, a wciągu trzech dni jednostki 9 Armii zatoczyły łuk od Lutomierska, Aleksandrowa i Zgierza po Brzeziny i Koluszki, skąd rosyjska kawaleria odeszła także bez walki. Oddziały niemieckie natychmiast spruły tory, zniszczyły dworce, odcinając Rosjanom główną linię zaopatrzenia z Warszawy. Zyskali sześciokrotną przewagę w artylerii i czterokrotną w liczebności sił, mieli zdecydowanie lepsze środki transportu i rozpoznanie nieprzyjaciela. Rosjanie musieli cofnąć się pod Łódź . 2 Armia zamiast atakować broniła się ponosząc poważne straty, a gen. Scheffer wieczorem pochwalił się nawet w Sztabie Armii, że rozbił ją doszczętnie. Tylko gwardziści Litzmanna natrafili na silny opór pułków syberyjskich po drodze do Gałkówka. Następnego dnia Niemcy rozciągnęli swoje jednostki na linii aż 35 kilometrów i, nie napotykając na większy opór rosyjski, zbagatelizowali wiadomość o wejściu do akcji "Oddziału łowickiego" i przejściu do kontrataku 2 i 5 armii. Gen. Mackenzen kazał dwóm korpusom Frommela i korpusowi Poznań także ruszyć na Łódź dla domknięcia okrążenia - Blitzkrieg wydawał się w zasięgu ręki.

                 20 listopada szaruga śnieżna zasłoniła horyzont na podłódzkich polach. Wozy taborowe grzęzły na drogach, tarasując drogę sobie i oddziałom zmarzniętej rosyjskiej piechoty. Sztab 2 Armii wciąż nie odzyskał zerwanej łączności, więc rozkazy ze sztabu frontu docierały na czas tylko do Niemców. Rosjanom, oprócz jedzenia, zaczynało brakować także amunicji. Niemiecka 49 dyw. ruszyła na Pabianice w poczuciu absolut-nej przewagi. Gen Scheffer, idący na jej czele, pewien był spotkania z dywizją kawalerii Frommela i zamknięcia pierścienia, tym bardziej, że zarówno przemarsz jak i zajęcie Rzgowa obyły się bez walk. Dopiero wieczorem, już za Rzgowem Niemcy natrafili na silną obronę rosyjską, w skutek czego cofnęli się do osiedla i obsadzili szosę tuszyńską. Tam też o wzórze i Gadkę Starą spłynęło wiele krwi. Plany Scheffera zmienił dopiero o siódmej rano gen. Mackenzen rozkazem ataku na Łódź. Podobny rozkaz do-stała 3 dyw. gwardyjska, ale Litzmann zdążył ją już na tyle rozproszyć w walkach, że nie był w stanie całością sił ruszyć w kierunku Olechów - Widzew. Tego samego dnia do natarcia ruszyła dyw. kawalerii Nowikowa na jazdę Richthofena lecz też dała się Niemcom rozproszyć. Zbliżał się również Oddział łowicki, ale idąc po omacku, bojem rozpoznawał pozycje niemieckie, co spowolniło rozwinięcie sił do uderzenia. Niemcy nie spodziewali się już silnych zgrupowań rosyjskich ani z zewnątrz, ani wewnątrz tworzonego kotła. Gen. Mackenzen uwierzył w klęskę 2 Armii, bo nie wiedział, że podobnie jak sztaby rosyjskie, już 21 listopada nie miał też orientacji w położeniu swojej armii. Rosjanie wieczorem mogli odbić Brzeziny, ale wystraszeni silnym ogniem cekaemów przecenili siły niemieckie i przyciągnęli artylerię. Rano okazało się, że Niemcy znikneli cichcem spod nosa kaukaskiej kawalerii, porzucając obronę miasta.

Chociaż Rosjanie byli znów silniejsi o uzupełnienia z Imperium i odzyskali nawet liczebną przewagę, to wciąż tracili zaplecze. Zaopatrzenie docierało przez Piotrków jedynie bocznymi drogami. Wojsku brakowało wszystkiego od jedzenia po amunicję, zaś taborów nie było już skąd brać. Szpitale i dworce w Łodzi pękały od rannych i dla nich też potrzebny był dla nich transport drogą na Piotrków, a przy tym wszystkim kulejąca łączność, zimno i błoto nie pozwalały na rozwinięcie tempa żadnych działań, choć okazja właśnie trafiała się wyjątkowa. Niemcy trzeciego dnia działań okrążających sami mogli znaleźć się w okrążeniu i nie wszyscy ich dowódcy zdążyli to pojąć. Sztab rosyjski widział szansę rozbicia korpusów Scheffera lecz dostrzegł ją także gen. Mackenzen. Natychmiast wydał rozkaz całej grupie okrążającej wraz z 3 Dyw. Gwardii zmienić kierunek marszruty na Bedoń - Karpin. Scheffer, nie rozumiejąc sytuacji, wahał się czy wykonać rozkaz, bo Litzmann namawiał go do pójścia "na skróty" przez Wiączyń i Stryków ku najbliższym oddziałom 9 Armii. W końcu jednak posłuszeństwo Scheffera wzięło górę i nie poszedł przed lufy oczekujących go pod Wiączyniem Rosjan. Zabrał też z sobą dzielny batalion taborów z Brzezin, bo z zaopatrzeniem zaczynało być krucho. 25 Korpus odszedł na spotkanie gwardzistami gen. Litzmanna, odrywając się od Rosjan bez pościgu i strat, co znów mogło się udać tylko skutkiem braku łączności na rosyjskiej pierwszej linii. Do spotkania doszło w Zielonej Górze, gdzie podjęto decyzję ponownego zabrania Brzezin z rąk rosyjskich.

  

              Na drodze do Brzezin między Borową a Wardzyniem przemieszczała się 6 Dyw. Syberyjska bez rozpoznania terenu, co było kolejnym, zaniechanym zadaniem jazdy kaukaskiej. Koncentrację niemiecką w Zielonej Górze spostrzegli piechurzy 24 pułku. 23 listopada przedświtem okopali się w lesie wiodącym do Gałkowa i rozpoczęli silny ostrzał zaskoczonych Niemców. Najmocniej oberwali gwardziści Litzmanna, więc generał natychmiast wezwał artylerię. Myśląc, że ma do czynienia z całym Oddziałem Łowickim, rozstawił armaty nad rzeczką Miazgą, zatrzymał kolumny tyłowe i rzucił swoją dywizję przez las z zadaniem dojścia do torów kolejowych na Koluszki - Warszawę. Ważyły się losy "grupy Scheffera" i wypadki znów nabrały przyspieszenia. Grupa, czyli 25 Korpus organizacyjnie składał się z oddziałów 49 i 50 Dyw. piechoty, 6 i 9 Dyw. kawalerii, oraz 6 Dyw. artylerii, które z 9 Armii gen. Mackezen wydzielił celem okrążenia wokół Łodzi 2 Armii rosyjskiej, a której w sukurs szedł z Łowicza nowy oddział stworzony pośpiesznie z uzupełnień w sile trzech niepełnych dywizji, dwóch pułków piechoty, jednego pułku jazdy kozackiej i pięciu baterii artylerii. Baterie te były zaledwie namiastką uzupełnień artyleryjskich, o które prosił gen. Ruzskij. Wcześniej sam zmniejszył o jedną trzecią ilość dział na swoim froncie, a do pozostałych i tak teraz brakowało amunicji z powodu trudności w zaopatrzeniu. Oddział łowicki więc, wiódł z sobą ku Łodzi nie tylko odsiecz, ale też pełne tabory z Imperium. Jego sztab 23 listopada stał właśnie w Brzezinach, o które zaczęła bitwa.

             

    

O godzinie 10 VI brygada gwardii przez las gałkowski i 5 brygada przez wieś Borowo uderzają na pozycje syberyjskiej piechoty. Jednocześnie Niemcy resztę dywizji oskrzydlają od strony Bukowca pod komendą gen. .Friedenburga. Sybiracy bronią się pod ostrzałem artylerii zasłaniając się gęstym ogniem cekaemów. Około godz..14,choć cała dywizja jest już w boju, Litzmann rzuca przez las jeszcze dywizjon artylerii. konnej majora. Reinhardta (słynnego z wypadków w Kaliszu, które doprowadziły do spalenia miasta) i Rosjanie cofają się pod nasyp kolejowy. Tam jednak znów ich opór staje się na tyle skuteczny, że porywczy generał sam przejmuje komendę nad walką o tory. Dopiero około 19 Sybiracy wycofują się z Gałkowa do Justynowa i Koluszek, a Litzmann wydaje rozkaz dalszego ataku na Brzeziny, mimo trwających wciąż zmagań o dalszą część nasypu z 22 pułkiem syberyjskich piechurów. Poganiana Gwardia dociera w nocy do miasta, okrąża je i około godz. 3 zajmuje po krótkiej walce. W tym czasie wojska rosyjskie uderzają na XX Korpus gen. Scholtza, Gen. Zieliński reorganizuje w Rogowie pozostawioną bez wsparcia w bitwie i porozbijaną Dywizję Syberyjską, której dowódca gen. Hennings uległ ciężkiemu szokowi nerwowemu straciwszy połowę żołnierzy i oficerów.

  

     

Manewr odejścia XXV Korpusu w kierunku Karpina był już faktyczną rezygnacją Niemców z natarcia na Łódź wobec konieczności wyrównania własnej linii frontu. W sztabach w porę zdano sobie sprawę z rosnącej rosyjskiej przewagi liczebnej i zagrożenia kontrofensywą. Jednak gen. Ruzskij znów zaskoczył wszystkich (łącznie z własną Kwaterą Główną), podejmując nagłą decyzję odwrotu na wschód wszystkich jednostek swojego Frontu. O skali konsternacji może świadczyć sam fakt ostrych protestów ze strony podległych mu dowódców. Pod ich wpływem Ruzskij swoje rozkazy zawiesił, ale niepewność pozostała w głowach oficerów. Oprócz braku łączności nią też chyba można tłumaczyć bezczynność wielu jednostek wobec działań niemieckich pod Brzezinami i Strykowem, wobec samotnej obrony Sybiraków. To pozwoliło słabszym lecz zdeterminowanym Niemcom rozstrzygnąć losy batalii o Łódź . Oddział Łowicki rozproszył w walkach swoje siły na tyle, że nie był już w stanie wykorzystać szansy okrążenia 25 Korpusu gen. Scheffera. 26 listopada także gen..Rennenkampf rzuca do natarcia 5 i 6 Korpus Syberyjski w kierunkach Bielawy - Piątek. przeciw 1 Korpusowi. Ten przedwczesny atak rozpętuje bitwę łowicką i nie przynosi rozstrzygnięć, zaś korpusy syberyjskie ponoszą niepotrzebne straty. W międzyczasie z Rzeszy do 9 Armii docierały jednostki uzupełniające. Gen. Mackensen postanowił więc wy-prowadzić atak w trzech kierunkach: na Piotrków, Pabianice i Łowicz aż po brzeg rzeki Bzury i tam wbić się między dwie armie, dając wsparcie 1 Kor. gen. Morgena. Oba korpusy syberyjskie zostały w efekcie rozbite, a dowódca 1 Armii gen Rennenkampf w niesławie zmieniony na gen. Litwinowa. Również pod Piotrkowem Rosjanie zmuszeni byli do desperackiej obrony miasta i szlaków zaopatrzenia. Przez następne dni żadna ze stron nie osiągnęła poważnych rozstrzygnięć mimo artylerii i bagnetów.

  

         29 i 30 listopada w Siedlcach Sztab Frontu Północno - Zachodniego wraz z Kwaterą Główną, pod kierownictwem samego księcia Mikołaja Mikołajewicza, podjął decyzje o zmianie strategii. Z powodu wyczerpywania się nadesłanych jednostek odwodowych i kadry oficerskiej dla pierwszej linii walk, braku karabinów nowej konstrukcji (połowa żołnierzy na tyłach nie miała już broni i wydano im stare, jednostrzałowe berdanki), armat, amunicji, zapasów i transportu należy zrezygnować z działań ofensywno-zaczepnych. Ograniczając się do obrony zajmowanych pozycji przez okres 10 - 12 dni potrzebnych postanowiono stopniowo wycofać wojska na nową linię frontu w rejonie rzek Bzura, Rawka, Pilica i Nida (stary plan gen. Ruzskiego skrócenia frontu ) i poprosić aliantów o wsparcie manewru działaniami na Froncie Zachodnim. Za fiasko planu wkroczenia do Niemiec i nadmierne straty obciążyć odpowiedzialnością dowódców 1., 2., i 5. Armii (gen.: Rennenkampf, Scheideman, Plehwe). Rejon Łodzi zdecydowano utrzymać jedynie do czasu ewakuacji rannych, magazynów i sprzętu wojskowego, oraz wyprowadzenia zapasów produkcyjnych fabryk z Łodzi i okolic. Najbliższy termin pełnej organizacji nowych odwodów dla frontu określono na drugą połowę 1915 roku. Porażka stała się faktem.

           Już tego samego i następnego dnia XIX i V Korpus wycofały się ze swoich pozycji. Od 1 do 5 grudnia 5 i 7 Dywizja piechoty syberyjskiej przyjmują na siebie ciężar powstrzymywania Niemców. Wtedy 7 Dyw. odchodzi, zaś 2 pozostawszy w walkach traci aż 60 procent swojego stanu. Gen. Plehwe, odwołany ze sztabu swej armii, w tym samym czasie z Koluszek nadzoruje ewakuację oddziałów tyłowych z Łodzi , gdzie już podciągały ostrożnie jednostki niemieckie gen. Linsingena.

            Były na tyle ostrożne, że nie zauważyły zniknięcia Rosjan w nocy z 5 na 6 grudnia z pozycji wokół Łodzi. Dlatego zajęcie miasta nastąpiło dopiero około południa. Tak też datuje się zakończenie Operacji Łódzkiej, choć walki na terenie Regionu trwały jeszcze do połowy grudnia.

          

           Zdecydowana niechęć gen. Ruzskiego do obrony zachodniego przedpola frontu zaciążyła na losach i wyniku rosyjskich zmagań. Konsekwencje ich były wielorakie. Przede wszystkim Rosjanie w decydującym momencie wojny nie dokonali ofensywy na tereny Rzeszy, zostawiając Niemców w dogodnej pozycji do ataku na Rosję. Obie walczące armie zostawiły po sobie spalone wsie i osiedla, przetrzebiony inwentarz hodowlany i głód. Straty Łodzi i Regionu były na tyle poważne, iż po I Wojnie gospodarka i przemysł już nigdy nie osiągnęły takiej skali rozwoju i produkcji jak przed jej wybuchem. Jednak oddanie centralnej Polski w ręce niemieckie przyniosło poważne skutki polityczne w procesie odzyskiwania niepodległości narodowej, choć sami Niemcy nie zapisali się w nim pozytywnie. Nie dbali o produkcję fabryk odciętych od zamówień ze wschodu, a ich okupacyjne zainteresowania dotyczyły raczej wywożenia linii produkcyjnych, surowców i towarów, w trybie licznych kontrybucji i rekwizycji. Jako gospodarze pozostawili za to liczne cmentarze, które powstawały już od końca grudnia 1914 r. w obawie przed epidemią i szerzącym się handlem trofeami z bitewnych pól z udziałem ludności cywilnej i jeńców. I wojna zaraz po zakończeniu nazwana została Wielką ze względu na zasięg i ilość ofiar. Jak się niebawem okazało Druga wojna i okupacja niemiecka swym okrucieństwem przysłoniła historię tamtej. Hitlerowska próba odwołania się do walk o Łódź 1914 roku poprzez zamazanie imienia miasta nazwiskiem gen. Karla von Litzmanna, zamknęła ten rozdział na następne dziesięciolecia. Ale czy dla wszystkich i na zawsze ? Wszak wiele mogił żołnierzy z tamtych walk ocalało z powojennych rozrachunków i znajduje jeszcze opiekę, choć pytania o historię ich zmagań często pozostają bez odpowiedzi.

   

 

             

W annałach Łodzi nie było innej takiej batalii, a w świadomości mieszkańców nadal jej nie ma. Coraz trudniej samemu natrafić na ślady w terenie, tak jak i na nieliczne jej opracowania w archiwach, muzeach, czy bibliotekach. To potrafią jedynie pasjonaci i nieliczni fachowcy. Dobrze, że chociaż oni, bo przecież konwencje międzynarodowe w Europie wciąż zobowiązują do pamięci o grobach obu wojen, a znane są kraje, które z tej pamięci uczyniły wręcz międzynarodową atrakcję (bo i jest czym się chwalić ). Ziemia Regionu Łódzkiego kryje na ponad dwustu cmentarzach mapę Euroazji i zapomnianą historię pierwszej próby przebudowy świata. Operacja łódzka ze wszystkimi krwawymi bitwami nie przyniosła żadnego spektakularnego efektu poza ogromną ilością ofiar. Gdyby jednak spełnił się plan, o który chodziło wielkiemu imperium i z planowanej kontrofensywy linia frontu  spod Łodzi przeszłaby pod Berlin, to historia Europy wyglądałaby zupełnie inaczej. Czy zatem jest o czym pamiętać? To pytanie należy skierować do narodów Europy i Azji, których tragiczna przeszłość leży ukryta pod ziemią łódzkiego regionu.

 

          

Dziwne bywają motywy ludzkiej pamięci, także w Łodzi. Pewien kolejarz napisał powieść o trudnym rozwoju tego miasta, gdzie nazwał je "Ziemią obiecaną" i zasłużył sobie na pośmiertną pamięć. Historia dopisała jednak tej ziemi tragiczny rozdział, który wciąż nie zasłużył tu nawet na druk. Niniejsze skrótowe przypomnienie zdarzeń z 1914 roku najlepiej więc niech zamkną słowa ewangelickiego duszpasterza Paula Althausa, wygłoszone dziewięćdziesiąt lat temu na otwarciu wielkiego żołnierskiego cmentarza pod Rzgowem, choć cmentarze takie do końca wojny powstawały licznie w całym naszym Regionie i były na nich także polskie nazwiska : "...Ponad wszelką nienawiścią między narodami, ponad wszelkimi konfliktami i wojnami istnieje pewna wspólnota, pewna święta ziemia pokoju i pojednania. O tym niech świadczy ta wspólna mogiła niemieckich i rosyjskich żołnierzy".

Podobne artykuły


15
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1420
14
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1299
14
komentarze: 56 | wyświetlenia: 979
14
komentarze: 7 | wyświetlenia: 925
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1268
13
komentarze: 48 | wyświetlenia: 1519
13
komentarze: 223 | wyświetlenia: 1817
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1292
12
komentarze: 75 | wyświetlenia: 579
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 437
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 748
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 747
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  seta1212,  01/11/2014

Świetna kronika tych czasów .

  lewarszo  (www),  04/11/2014

dokładnie, rewelacja :)

  awers,  04/11/2014

A pomyślcie, jak potoczyłaby się historia, gdyby Rosjanom udała się kontrofensywa i poszliby dalej z pod Łodzi na Berlin?!

  rudyk,  05/11/2014

@awers: Pisze się: spod Łodzi, spod... Wrażliwy na słowo tropicielu cudzych potknięć.

  rudyk,  05/11/2014

@awers: Bolało? Widzę, że tamten tytuł też poprawiłeś... Może następnym razem, gdy będziesz chciał kogoś pouczać, zrobisz to drogą mejlową, dowodząc dobrych intencji.

  awers,  07/11/2014

@rudyk: Nie bolało, choć to nie zaszczyt, więcej - nawet dziękuję. Wprawdzie moje artykuły wpisywał ktoś inny, ale są moje wraz z błędami. Rozumiem, że miała to być złośliwość, a wyszła niechcąco przysługa. Spróbuj jeszcze raz, może trafisz boleśniej. Pozdrawiam.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska