Login lub e-mail Hasło   

zróbmy sobie Boga ( rozdział drugi )

2017 rok. Świat zatopił się w ogromnym kryzysie. Codziennie na ulicach większości miast na świecie dochodzi do regularnych bitew. Nie o władzę czy pieniądze. Bitew o Boga i Wiarę.
Wyświetlenia: 544 Zamieszczono 24/03/2015

  

  

    2. 

17 grudnia  2016 godz. 23.20 GMT 

  Gdy samolot spokojnie osiadł na pasie startowym lotniska w Tiflis, mężczyzna rozluźnił się w końcu. Na pierwszy rzut oka widać było, że latanie nie należy do jego ulubionych form podróży.  

  Nareszcie. Pomyślał. Gruzja. Teraz jeszcze tylko 20 km do Tbilisi, a na miejscu przy Kartlis Deda, ktoś przekaże mu dalsze instrukcje.  Kartlis Deda, uśmiechnął się do siebie. Matka Gruzja. Bardzo wymowne miejsce na spotkanie. Zważywszy na okoliczności...

  Kartlis Deda, to monumentalnych rozmiarów posąg w stolicy Gruzji.

  Widoczny z daleka 20-metrowy posąg kobiety wykonany jest z aluminium i usytuowany na szczycie grzbietu górskiego Sololaki w najstarszej, zachodniej części miasta, niedaleko twierdzy Narikala. Statua symbolizuje miasto Tbilisi i nazywana jest potocznie "Matką Gruzją". Patrzy ona w kierunku miasta, trzymając w lewej ręce puchar wina, a w prawej miecz. Winem Kartlis Deda wita przyjaciół, natomiast miecz przeznaczony jest dla wrogów.

Matka Gruzja, pokłon złoży Najwyższemu. 

  Wysiadając z samolotu i kierując się w stronę bramek granicznych, mężczyzna rozmyślał, o tym z jaką precyzją i dokładnością został zaplanowany i zrealizowany dzisiejszy tryumf Nauczyciela. Moment na który czekaliśmy dwadzieścia długich lat. Każdy dzień poświęciliśmy wspólnie z braćmi na to,  by dziś nikt nie popełnił błędu. Najważniejszy tchnął w nas swój święty oddech czyniąc z nas emisariuszy swojego przyjścia. Jedynych prawdziwych czcicieli.          Przewidzieliśmy z braćmi, że po zakończeniu tego dnia mogą być problemy z przemieszczaniem się. Zdawaliśmy sobie sprawę,  że mogą zostać zamknięte lotniska w obawie przed atakami, a przy drogach wylotowych z miast, które jako pierwsze złożą pokłon Najważniejszemu na pewno będą rozstawione blokady dróg.  Dlatego pokrzepieni mądrością Pana i wypełnieni Jego miłością zmodyfikowaliśmy nasz święty plan zostawiając otwartą furtkę na wschód, gdyż Nauczyciel przemówił przez jednego z braci, że przyjdzie wraz ze słońcem, by wielkie góry na wschodzie pokłon mu złożyć mogły. Najmniejszego nawet błędu, nawet specjalne polecenie Rady Pana, żeby w stolicy Rosji, zielony dach przykrył twarz starcowi wykonane zostało bezbłędnie mimo tylko kilku dni przygotowań.

  Święty Dzień Oczyszczenia właśnie się kończy, a Rada Pana usłyszy, że dziś Nanuraan błogosławił światu i ogłosił swoje przyjście. Pierwsze trąby zabrzmiały na całym świecie. Kolejne potwierdzą przyjście Najważniejszego....

- Pański Paszport proszę.....Mężczyzna wyrwany z zamyślenia podał celnikowi dokumenty.

 - Proszę mi wybaczyć - powiedział dość przygnębiony - ale nie mogę  sobie poradzić z myślami. Wciąż myślę o  tym co się dziś wydarzyło.... Sam się zdziwił, że właściwie, to nie kłamie tego faceta...

 - Straszna tragedia. Bezsensowna śmierć tylu ludzi. W telewizji mówili, że we wszystkich zamachach na świecie mogło zginąć kilka tysięcy ludzi. Tak po prostu.....kto i po co potrzebuje aż takiej ofiary? Oficer zwrócił mężczyźnie Paszport

- Pański Paszport, wszystko w porządku.  

  Mężczyzna odbierając swój dokument zwrócił uwagę, że oficer straży granicznej jest szczerze wstrząśnięty...

 - Nawet małe dzieci oddały dziś swoje krótkie życie - kontynuował strażnik. Niech mi Pan powie, co za potwór pragnie śmierci niewinnych ludzi? Jakaż to nienawiść w sercach tych morderców, żeby pozbawić życia dzieci?

 Mężczyzna zaczynał powoli żałować, że bez namysłu podjął ten temat. Nie mógł jednak przewidzieć, że oficer straży granicznej okaże się być babą w spodniach. Złapał tylko głębszy oddech ...

- Pocieszmy się tym, że wszystkich Pan przyjął do swojego ogrodu - jego słowa po prostu wyleciały mu z ust. Przez chwilę stał zdezorientowany nie wiedząc jak na to zareaguje celnik. 

 - Prawda. Dzisiejszą kolację zjedzą już ze Stwórcą - odpowiedział wyraźnie wzruszony strażnik. 

 Wymieniając się pożegnalnym pozdrowieniem, mężczyzna udał się w kierunku wyjścia z lotniska ciągnąc za sobą niewielką walizkę podróżną. Był przepełniony nieopisaną radością. Zdawał sobie sprawę, że to co właśnie teraz czuje, ta szczególna euforia, nieopisane poczucie dobrze spełnionego obowiązku...to wszystko właśnie teraz zsyła na jego ciało Nanuraan, chcący tym zachwycającym uczuciem podziękować za wierność i dać mu poznać chociaż namiastkę tego, co będzie czuł, gdy Najważniejszy będzie błogosławił stopami ziemię po której stąpa.   

 Wychodząc z lotniska, skręca od razu w lewo. Po przejściu około stu metrów i upewnieniu się, że jest bezpiecznie staje tuż obok metalowego kosza na śmieci. W sam raz, pomyślał i sięgnął ręką do kieszeni płaszcza z której wyciągnął paczkę nie otwartych jeszcze czerwonych Marlboro.  

  Najważniejszy surowo zabraniał palić tytoń oraz Marihuanę.  Nauczyciel zawsze sam dbał o naszą niezaspokojoną potrzebę kontaktu z Nim. Dlatego przekazał jednemu ze Starszych mistrzów pewną recepturę. Starszy opowiadał, że śnił o tym jak Nanuraan niósł go na rękach, dosłownie tak jak ojciec niesie swoje dziecko i dyktował skład ziół, które On błogosławił,  a które zapewnią jego wyznawcą możliwość wielbienia swojego Nauczyciela poprzez głęboką medytacje której bezpośrednim sprawcą są właśnie te święte zioła. Jednak tym razem Najważniejszy odpuścił mu grzech palenia tytoniu. Musiał pozbyć się fałszywego paszportu, zwykłe wrzucenie go do kosza nie wchodziło w grę. Musiał go natychmiast spalić. Wszyscy musimy zachować maksimum ostrożności. Podejrzenie mogłoby także wywołać zbyt długie stanie na uboczu, przy śmietniku. Stąd te jednorazowe pozwolenie na palenie tytoniu. Wkładając papierosa do ust poczuł smutek, że musi popełnić ciężki grzech. W tej samej chwili wiatr delikatnie rozbił się o jego twarz. Uśmiechnął się, bo wiedział, że to jego Pan głaszcze go po policzku, oddalając grzech od niego. 

 Z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągnął Paszport, niemal w tej samej chwili nachylając się nad walizka. W schowanej tam kosmetyczne czekała na niego niewielka buteleczka że środkiem łatwopalnym. Z wielką, godzinami trenowaną wprawą otwiera buteleczkę i jednym ruchem wylewa jej zawartość na dokument uprzednio rzucony na ziemię. Zapalony papieros w kontakcie z płynem zamienia dokumenty w nicość.  Mężczyzna pilnuje, aż spłoną doszczętnie, po czym jeszcze raz sięga do walizki wyciągając niewielki portfel. Podnosi się. Otwiera portfel. Przygląda się dokumentom. W końcu mogę być sobą, pomyślał. 

    Na dokumentach zaświadczających, że ich okaziciel jest obywatelem Niemiec można było przeczytać: Franz Wildauer zamieszkały w Essen, przy Klaus Hitze Strasse. Urodzony 17 grudnia 1978 roku w Oldenburgu.

  

Podobne artykuły


16
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1082
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 981
14
komentarze: 6 | wyświetlenia: 965
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1128
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 825
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1017
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1041
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 767
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 944
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 779
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 982
11
komentarze: 8 | wyświetlenia: 663
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 734
10
komentarze: 26 | wyświetlenia: 746
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 771
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Nie mogę oddać głosu dzisiaj… Eiobowy strażnik "głosów zbyt wielu" zakomunikował mi wyniośle! Jutro nadrobię. a wszystko przez kata rehabilitanta… A, i tak z ciekawości zapytam, tej receptury ziołowej nie dałoby się zapodać?



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska