Login lub e-mail Hasło   

Warp 4 proszę..

Wizjonerzy nie startują do konkursów.
Wyświetlenia: 500 Zamieszczono 14/07/2015

 

Teoria Wielkiego Niewypału

Big Bang to religia. Ostatnimi czasy podając w Internecie informacje o dowodach Haltona Arpa, iż tzw. „redshift”, czyli „przesunięcie ku czerwieni” będące rzekomym powodem „ucieczki galaktyk” (dzięki rzekomo efektowi Dopplera dla światła) nie może być prawdziwy ze względu na dowody, jakich dostarczają nam badania kwazarów… otrzymałem wiadomość, że jestem zwykłym cwaniakiem, który przeczy Planowi Bożemu. Oczywiście potraktowałem to zajście z należytym szacunkiem, ale doszło do mnie, że przecież autorem koncepcji o Wielkim Wybuchu był ksiądz, który chciał znaleźć dowód na istnienie Boga, a przynajmniej na potwierdzenie Pisma Świętego. Kiedy przy okazji powstała koncepcja stanu stacjonarnego wszechświata, zakładająca, że wszechświat jest nieskończony, acz ograniczony (Einstein uważał, że jest na odwrót, czyli że wszechświat jest skończony, ale nieograniczony), a autorem tej koncepcji był ateista – odrzucono ją bez namysłu twierdząc (nawet w środowisku racjonalistów), że jest to zwykła, agresywna odpowiedź na coś, co jest faktem naukowo-religijnym.

Halton Arp to amerykański naukowiec, który przez wiele lat badał kwazary i światło docierające do nas właśnie z tego typu gwiazd. Odkrył, że pomimo znanego ich położenia względem galaktyk, z których dociera do nas światło odpowiednio przesunięte ku czerwieni, światło z kwazarów, które powinno być również odpowiednio przesunięte ku czerwieni, przesunięte jest całkiem inaczej. Doszedł on do słusznego wniosku, że w związku z tym faktem przesunięcie ku czerwieni nie może oznaczać efektu Dopplera dla światła w „ucieczce galaktyk”, a musi być spowodowane czymś innym.

Tu warto obejrzeć wykład Haltona Arpa:

Wykład - Halton Arp

Po odkryciu tego zjawiska Halton Arp spotkał się z potężną falą krytyki. Zabroniono mu kiedykolwiek pisać o tym, co odkrył. Nałożono również zakaz publikowania prac osób znających ten temat i popierających Arpa, a on sam musiał uciec do Europy, gdzie ostatecznie zdołał wydać swoją książkę. Tą jednak polityka księgarni sprowadziła do pozycji podłogi.

Przesunięcie ku czerwieni według dzisiejszej nauki, niesłusznie wiązane jest z hipotezą, iż skoro im dalej od obserwatora jest odsunięta galaktyka, tym bardziej światło jest długie, przesunięte na skali falowej kolorów ku czerwieni, tym szybciej oddala się od nas galaktyka, z której to światło dociera. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że bardzo łatwo jest wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje i rzekomo jest to spowodowane zjawiskiem podobnym do przejeżdżającej obok nas karetki. Gdy się do nas zbliża, fale wysyłane z niej do nas są krótsze i dźwięk ten ma większą częstotliwość. Gdy karetka nas minie, fale wysyłane przez nią do nas są dłuższe i mają mniejszą częstotliwość. Po prostu zbliżająca się do nas karetka „nadgania” dźwięk, który do nas wysyła, a kiedy oddala się ona od nas, ciągnie za sobą źródło sygnału. Rzekomo tak samo dziać się ma ze światłem z galaktyk, które rzekomo się od nas oddalają. Światło czerwone jest światłem dłuższym, a „przesunięcie ku czerwieni” miało być jednym z dowodów na Teorię Wielkiego Wybuchu.

Na szczęście Arp odkrył, że „redshift” nie może być wiązany z rzekomą „ucieczką galaktyk”.

Czym jest więc „przesunięcie ku czerwieni”?

Wiemy oprócz tego, iż foton bardziej czerwony, to foton dłuższy.. że foton bardziej przesunięty ku czerwieni to foton mniej energetyczny. Można więc wysnuć wniosek, że foton ma jakiś termin połowicznego rozpadu, polegającego na systematycznym ubytku energii, co powodowałoby, że im dalej położona od nas galaktyka, tym światło docierające z niej do nas wykazuje się większym prawdopodobieństwem przesunięcia ku czerwieni. Ta jednak hipoteza odrzucona została przez rosyjskiego matematyka Bronsztajna, który obliczył połowiczny czas rozpadu fotonu na liczbę rzędu 10^98 lat, czyli praktycznie na nieskończoność. Trudno jednak uznać ten dowód za racjonalny, gdyż po pierwsze powstawał na zapotrzebowanie nowomodnych wtedy teorii relatywistycznych, a nie posiadając do dziś wiedzy o konstrukcji, czy choćby modelu fotonu, nawet dziś nie jesteśmy realnie obliczyć parametrów rozpadu fotonu… najzwyczajniej nic o nim nie wiemy, poza uznaniem go za „kwant energii”.

Przeciwnicy teorii stanu stacjonarnego, zakładającego, że wszechświat jest nieskończony, acz ograniczony uważają, że gdyby teoria ta była prawdziwa, wszystkie gwiazdy w nieskończonym wszechświecie świeciłyby z nieskończoną mocą, a samo niebo byłoby nieskończenie jasne. Można na to jedynie odpowiedzieć w ten sposób, że nie dzieje się tak właśnie z powodu „przesunięcia ku czerwieni”. Światło po prostu dociera do nas z maksymalnie około 25 mld lat świetlnych, a światło z dalszej części wszechświata nie jest widoczne, gdyż uległo rozpadowi.

Tu przychodzi pora na to aby podkreślić, iż „promieniowanie tła”, którego źródła autentycznie nie znamy i oczywistym wydaje się niektórym z nas, że jest reliktem po Wielkim Wybuchu, najprawdopodobniej jest pozostałością po rozpadzie fotonów z rejonów tak odległych, że zwykłe światło z nich do nas niemal w ogóle nie dociera. Oczywiście kontrowersyjne jest tu porównywanie częstotliwości, gdyż oba przedziały „promieniowania tła” i fal elektromagnetycznych, które obserwujemy wydają się całkiem od siebie niezależne. Jednak po głębszym zastanowieniu samo światło wykazuje tak szeroki wachlarz zaskakujących właściwości, że można przyjąć, iż możliwym jest nawet to, że fotony dłuższe rozpadają się do fotonów krótszych, choć wydaje się to przeczyć logice. Sumarycznie jednak, porównując próbę fotonów przed rozpadem z próbą tych po rozpadzie, próba druga reprezentuje mniejszy stan energii. Dlaczego? Gdyż zapewne część energii podczas rozpadu została wydatkowana na jakieś inne, nieznane nam procesy.

Dlaczego więc nie Wielki Wybuch? Wielki Wybuch albo sugeruje, że coś wzięło się z niczego, albo że było zapoczątkowane przez Osobliwość, która jest wynikiem pojawienia się wielu opcji wyboru w multi-wymiarowym wszechświecie. Oczywiście w tej opcji dla infintezymalnie (piekielnie małej) jednostki czasoprzestrzeni istniałaby nieskończona liczba wyborów, po czym wybór jednego z nich decydowałby o dalszym przebiegu procesów w tym wszechświecie, a cała reszta nieskończonej liczby opcji kończyłaby się każdorazowo powstaniem Osobliwości w „innym wymiarze” (cokolwiek by to nie miało znaczyć) i ewolucji tej Osobliwości przez Wielki Wybuch do nieskończonej liczby wszechświatów. Od razu widać, że koncepcja ta jest błędna. Błąd indeterministów polega głównie na tym, że uznają oni frywolność wszechświata biorącą się rzekomo z faktu, że nie można jednocześnie zbadać położenia i pędu cząstki elementarnej, albo energii i czasu życia nietrwałej cząstki (zasada nieoznaczoności) elementarnej bez ingerencji w jedną z tych wartości w badaniu. Błąd polega na tym, że uważają oni, iż skoro nie można zbadać jednocześnie i tego i tego, to obie te wartości naraz nie istnieją. Otóż nawet jeśli ich nie potrafimy zbadać, nie ma powodu, aby nie istniały one jednocześnie. W momencie gdy zaburzamy układ ingerując w niego badaniem, okazuje się, że wartości te zaczynają po prostu być inne, niż przed badaniem.

Ta sugestia powoduje, że możemy wnioskować o neodeterminizmie. Otóż warto następujące stwierdzenie nazwać „główną zasadą temporalną”, a jest to teza, że „prawie wszystko ogranicza prawie wszystko”. Oznacza to że dla danej superpozycji przyczyn z pewnej określonej dziedziny przyczyn istnieje skutek, dla którego zawsze istnieje większa dziedzina przyczyn z większą ilością przyczyn, których superpozycja mogłaby spowodować całkiem inny skutek.

To bardzo ważne stwierdzenie, gdyż jest tyle deterministyczne, co indeterministyczne. Oznacza, że skoro skutek jest jeden, niezależnie od nieskończoności przyczyn, których superpozycja nie istnieje (nie istnieje superpozycja nieskończoności przyczyn), to co w takim razie decyduje o jednym skutku? Decydują o nich aberracja, wysiłek i fakt, że w obliczu nieskończoności infintezymalny fragment czasoprzestrzeni musi zachowywać się jak punkt materialny. Wysiłek to nie siła, a bardziej „słabość” (przeważnie zawsze ma bardzo drobny charakter) i choć nigdy nie był udowodniony oficjalnie w Fizyce (znamy układy nieinercjalne, które działają bez wkładu siły, np. Inertial Proulsion Roy'a Thornson'a), to jednak sam wysiłek jest we wszechświecie o wiele bardziej powszechny, niż siła.

Wracając do Teorii Wielkiego Wybuchu, to samo rozszerzanie się wszechświata nie ma sensu bez zewnętrznego obserwatora, który byłby w stanie przyłożyć miarę do tego rzekomego rozszerzania się. My, obserwując te rozszerzanie się moglibyśmy jedynie domyślać się, że nie chodzi o rozszerzanie się a o wielki podział, poza faktem, że skoro cały wszechświat jednocześnie w każdym fragmencie się dzieląc rozszerza, nie ma to najmniejszego znaczenia dla nas. Dlaczego? Jeśli postawimy człowieka przy miarce centymetrowej i miarka ta wskaże 180 cm, to po chwili człowiek ten (albo zespół galaktyk, dla których też możemy zbudować tą hipotetyczną miarkę) i miarka „urosną” jednocześnie o tyle samo i miarka wciąż będzie pokazywać 180 cm. Jeszcze raz warto zwrócić uwagę, że bez obserwatora zewnętrznego, spoza wszechświata, rozszerzanie, czy podział wszechświata nie ma najmniejszego sensu. Powiedziałem i to przewrotnie, ponieważ gdyby można było obsadzić obserwatora poza wszechświatem, to należałby on do całkiem innej rzeczywistości, która z naszym wszechświatem nie ma nicc wspólnego. Ten obserwator patrząc na nasz wszechświat i próbując przyłożyć do niego miarę zawsze spotykałby się z porażką, gdyż długość, szerokość i wysokość są wartościami tak konkretnie naszej czasoprzestrzeni i dla wszechświata alternatywnego mogą istnieć, ale ze względu na niezależność obu wszechświatów nie można porównać skali jednego ze skalą drugiego. Innymi słowy dla obserwatora spoza naszego wszechświata, rozmiar naszego wszechświata jest nieistotny i jeśli on nas widzi, to możemy być dla niego w tym samym momencie niewyobrażalnie gigantyczni, co śmiesznie mikroskopijni.

Pozostaje fundamentalne pytanie. Większość filmów obrazujących „pierwszy moment egzystencji wszechświata” pokazuje mały biały punkcik na tle czarnej nicości, który wybucha błękitnym światłem. Pytanie brzmi więc: „Dlaczego nicość ma zawsze kolor czarny!?”.

Pzdr..

aspagnito

Podobne artykuły


10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1376
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 903
9
komentarze: 172 | wyświetlenia: 180
6
komentarze: 55 | wyświetlenia: 1730
6
komentarze: 48 | wyświetlenia: 429
5
komentarze: 62 | wyświetlenia: 783
124
komentarze: 52 | wyświetlenia: 141538
118
komentarze: 23 | wyświetlenia: 238365
91
komentarze: 20 | wyświetlenia: 110328
90
komentarze: 29 | wyświetlenia: 121959
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska