Login lub e-mail Hasło   

Tragedia „Titanica” w statystyce

Na temat statku pasażerskiego „Titanic” napisano masę artykułów, ale dzięki arkuszowi kalkulacyjnemu (i nie tylko) można wyciągać rozmaite wnioski.
Wyświetlenia: 1.711 Zamieszczono 26/07/2015

Na temat statku pasażerskiego „Titanic” napisano masę artykułów, ale dzięki arkuszowi kalkulacyjnemu (i nie tylko) można wyciągać rozmaite wnioski, bardziej i mniej przydatne podczas rozpatrywania szokującej katastrofy z udziałem tego - jak mawiano - niezatapialnego statku.

Listy pasażerów i załogi w różnych układach oraz z podanym wiekiem i ceną biletów zamieszczono na stronie http://www.encyclopedia-titanica.org.

Lista zawiera 2456 osób (505 pań i 1951 panów): 1320 pasażerów i 1136 załogi. Nie wszystkie osoby na liście mają podany wiek. Było 1265 pasażerów z ustalonym wiekiem, zaś ich średnia wieku to prawie 30 lat, natomiast załoga z ujawnionym wiekiem to 1128 osób, zaś ich średnia wieku to prawie 32 lata. Zatem wszystkich osób z podanym wiekiem było 2393, które łącznie przeżyły (do momentu katastrofy) 73500 lat, więc ich średnia długość życia wyniosła prawie 31 lat. Jak widać, zarówno pasażerowie, jak i załoga, to jednak ludzie młodzi (średnia wieku), przynajmniej z dzisiejszego punktu widzenia. Prawdopodobnie na podobnym statku, ale w dzisiejszych czasach, znajdowałyby się osoby o wyższej średniej długości życia...

Spośród wszystkich 2393 osób z podanym wiekiem, było 11 niemowląt (do jednego roku). Od 17 do 40 lat w każdej grupie wiekowej było ponad 40 osób (razem 1797, co stanowiło 75% ogółu osób z ustalonym wiekiem). Jeśli można uznać za zrozumiały wzrost liczby osób w wieku z 15 na 16 lat (z 9 na 25 osób, czyli o 178%) i 16 na 17 lat (z 25 na 41 osób, czyli o 64%) oraz z 17 na 18 lat (z 41 na 62 osób, czyli o 51%), to już spadek liczby osób w wieku z 36 na 37 lat (z 71 na 45 osób, czyli o 37%) i nagły wzrost liczby osób w wieku z 37 na 38 lat (z 45 na 66 osób, czyli o 47%) oraz nagły spadek liczby osób w wieku z 40 na 41 lat (z 59 na 30 osób, czyli o 49%) i nagły spadek liczby osób w wieku z 50 na 51 lat (z 19 na 10 osób, czyli o 47%) jest mniej zrozumiały... Być może liczba rozpatrywanych osób jest zbyt mała, aby wyciągać socjologiczne wnioski.

Spośród wszystkich 2393 osób z podanym wiekiem, najstarszymi (najdłużej żyjącymi w dniu katastrofy, niezależnie od dalszych losów) były osoby o imieniu Samuel (22 o średniej długości życia 38,5 lat), Elizabeth (18 - 38,3), Henry (45 - 35,2), Arthur – (37 - 35,0), John (126 - 34,9), Charles (67 - 34,6), Thomas (81 - 34,5), James (84 - 33,7), Robert (38 - 33,5), Harry (22 - 33,4), Walter (26 - 33,3), George (77 - 33,2), Mary (27 - 32,4), Patrick (21 - 32,2), William (177 - 32,1), Edward (33 - 31,8), Ernest (20 - 31,7), David (18 - 31,3), Alfred (34 - 31,0), Frank (29 - 30,8), Frederick (36 - 30,7), Joseph (41 - 30,3), Richard (22 - 29,2), Albert (31 panów - 28,5 lat), przy czym rozpatrywano osoby wyłącznie o imionach dokładnie tak pisanych. Tych osób było na pokładzie 1132, co stanowiło 47% wszystkich osób z podanym imieniem i wiekiem. Średnia długość życia w dniu katastrofy tych osób, to 33,1 l., przy 30,7 l. wszystkich osób. Skoro w dniu katastrofy wymienione imiona nosiły osoby o różnych średnich długościach życia, to oznacza, że osobom o większej średniej długości życia nadawano te imiona statystycznie wcześniej, zaś o mniejszej średniej - później, co może być miarą popularności tych imion (częstość, czyli popularność, występowania imion przesuwała się wraz ze zmniejszaniem średniej długości życia).

Na liście było tylko 41 osób w wieku co najmniej 61 lat, przy czym najstarsza miała 88 lat, dwie po 85 lat oraz po jednej w wieku 75 i 74 lata.

Spośród wszystkich 2456 osób, najwięcej było o nazwiskach zaczynających się na literę M (244 - 9,9%), B (243 - 9,9%), S (227 - 9,2%), C (202 - 8,2%), H (196 - 8,0%) oraz W (135 - 5,5%) i te 6 liter stoi na początku 51 % wszystkich nazwisk.

„Titanic” kosztował 1,5 milionów funtów (polska Wikipedia podaje 15 mln funtów), czyli 7,5 mln dolarów (1912), więc 150 mln dzisiejszych dolarów, natomiast najsłynniejszy film o tej katastrofie kosztował 200 mln dolarów, czyli więcej niż budowa statku, co raczej jest dowodem na wyzysk pracowników budujących sto lat temu tę pechową jednostkę oraz na szastanie forsą na aktorów, realizatorów i na efekty specjalne.

Obecnie największe statki są jeszcze droższe. Statek „Costa Concordia”, kosztował ok. 450 milionów euro, „Queen Mary II” - ok. 900 mln dolarów, „Allure of the Seas” - ok. 1,2 mld dolarów, zaś „Oasis of the Seas” - ok. 1,5 miliarda dolarów.

Stoczniowcy pracowali 54 godziny tygodniowo, w pyle i hałasie, często boso, otrzymując za to wynagrodzenie 1 funta. Specjaliści otrzymywali dwa razy więcej.

Muzycy zarabiali po 4 funty tygodniowo (czyli ok. 400 dzisiejszych dolarów), stewardzi i stewardesy nieco ponad 4000 rocznie dzisiejszych dolarów, marynarze ok. 6000, radiooficer ponad 57 tys., kapitan statku „Carpathia” prawie 64 tys. zaś kapitan „Titanica” aż 126 tysięcy. Obecnie sami Amerykanie przyznają, że z dzisiejszego punktu widzenia nie do przyjęcia są aż tak duże dysproporcje płacowe (że kapitan miałby zarabiać aż 30 razy więcej od stewardesy).

Wzrost płac w kapitalistycznych państwach był spowodowany nie tyle dobrocią kapitalistów, co obawą przed nastrojami komunistycznymi, gdyby niskie płace miałyby się nadal utrzymywać. U nas, po upadku komuny, nie ma zbyt dużej motywacji dla kapitalistów wyzyskiwaczy, aby podnosić płace pracownikom - wszelkie nadwyżki zasilają kieszenie pazernych polskich właścicieli. Oczywiście, jest to pewne uproszczenie, ale ogólnie tak mniej więcej to wygląda.

„Titanic” był parowcem zużywającym węgiel kamienny w ilości 650 ton na dobę. Planowana długość pierwszego rejsu to ok. 5700 km a planowany czas podróży to 7 dni, jednak przeliczając na nominalną prędkość 41,67 km/h, statek pokonałby trasę w 136,8 godzin (5,7 doby przy pokonywaniu 1000 km na dobę).

Przyjmując, że wartość opałowa paliwa to 25 MJ/kg, cena węgla dostarczanego dzisiaj do elektrowni to 500 zł/t (na światowych giełdach 240 zł/t), zatem można obliczyć, że podczas pełnego rejsu (przy wspomnianej prędkości) statek spaliłby 3705 ton węgla, wytwarzając energię cieplną 92617591 MJ, co przy 1320 pasażerach oznacza zużycie na jednego z nich 2807 kg i energię 70165 MJ oraz zużycie energii na jeden pasażerokilometr 12,3 MJ. Całkowity koszt węgla na planowanej trasie to 1,852 mln zł, czyli na jednego pasażera przypadałaby kwota 1403 zł, zaś jeden kilometr przebywanej drogi przez statek to koszt 325 zł, natomiast jeden pasażerokilometr to 25 groszy.

Bilety na „Titanica” były sprzedawane w walucie brytyjskiej, która składała się z trzech składników - funt £, szyling s i pens d. Do 15 lutego 1971 brytyjski funt dzielił się na 240 pensów (skrótowo zapisywanych d od słowa „denar”) oraz na 20 szylingów (symbol s od „solid”). Pens po przejściu na system dziesiątkowy w 1971 z powodu różnicy wartości był początkowo nazywany nowym pensem, zaś szylingi przeszły do historii. Aby uzyskać przeliczenie na walutę wg dzisiejszego systemu, należało funty pomnożyć przez 240, szylingi przez 12 i je dodać do siebie oraz dodać pensy, jeśli występowały w cenie, zaś następnie całą tę sumę podzielić przez 240, aby uzyskać - często ułamkową - wartość w funtach. Np. najdroższy bilet o wartości £512 6s 7d, to (512x240+6x12+7)/240 = 512,33£ albo 512+6/20+7/240 = 512,33£. Niekiedy można znaleźć dane, że bilety były droższe, lecz to dotyczy sumy biletów kilku osób (w tym prywatna służba) zajmujących całe apartamenty.

Aby z kolei przeliczyć funty z 1912 roku, należy je pomnożyć przez 5 (ówczesny kurs) i uzyskamy ceny w dolarach (także z 1912 roku), natomiast aby przeliczyć na dzisiejsze dolary, to należy pomnożyć przez 20. O tyle jest to proste, że ówczesne ceny w funtach należy pomnożyć przez 100, aby uzyskać ceny w dzisiejszych dolarach. Oczywiście, za parę lat należałoby mnożyć przez większą liczbę...

Sprzedano 1320 biletów dla tyluż pasażerów. Wszystkie bilety kosztowały (w 1912) 10500218 pensów, czyli 43751 ówczesnych funtów, zatem jeden bilet kosztował średnio 33,1£, czyli armator uzyskał 4375091 dzisiejszych dolarów (średnia cena biletu to 3314 dolarów), co przy obecnym kursie ok. 4 zł/$ daje kwotę ok. 17,5 mln zł, a to oznacza, że cena węgla w cenie biletu stanowiła 11% (i odwrotnie - bilety były prawie 10 razy droższe od spalonego węgla). Szkoda, że nie ma danych dotyczących ceny węgla dostarczonego na statek; do obliczeń przyjęto ówczesną funtową cenę biletów przeliczoną na współczesne dolary oraz na obecne złotówki przy cenie polskiego węgla teraz dostarczanego do naszych elektrowni...

Nowoczesne samoloty pokonałyby tę trasę w kilka godzin (lot Airbusa A380 trwałby 6 h przy prędkości 945km/h) i przy zużyciu od 30 do 50 mililitrów paliwa na jeden pasażerokilometr oraz przy cenie nafty lotniczej ok. 5 zł/l, bilet w jedną stronę (tylko rekompensata za paliwo) kosztowałby od 855 do 1425 zł (od 15 do 25 groszy za jeden kilometr jednego pasażera), co jest tańsze, niż na omawianym liniowcu a i czas odgrywa tu wielką rolę i w tym należy upatrywać zmierzchu romantycznych parowców i późniejszych motorowców na wszystkich dalekich trasach (jedynie wycieczkowce mogą utrzymać się w swojej branży).

Gdyby uznać, że po spalonym węglu pozostaje 10% popiołu, to na tej trasie „Titanic” miałby 370 ton tego odpadu, co przy gęstości 1000 kg/m3 oznacza 370 m3. Gdyby ten popiół systematycznie wyrzucać za burtę podczas rejsu, to ciągnęłaby się za statkiem smuga (pręcik) o średnicy 9 mm i o masie 65 gramów na każdym metrze trasy, co jednak nie byłoby jakimś ekologicznym wstrząsem, zwłaszcza że na głębokim dnie owa smuga byłaby całkowicie rozproszona po dużej szerokości.

Gdyby cała energia spalania (92617591 MJ) została zużyta na wciąganie człowieka o wadze 750 niutonów, to - nie uwzględniając zmiany wagi w coraz większej odległości od Ziemi - ów ryzykant znalazłby się 123 mln km od nas (do Słońca jest ok. 150 mln km). Natomiast „Titanic” o wyporności 52250 ton, wciągnięty - dzięki swoim maszynom parowym przy stuprocentowej sprawności napędu - byłby na wysokość 177 km.

Długość ”Titanica” to 271 metrów, więc wspomniana wysokość byłaby 654 razy większa od długości, zaś planowana trasa byłaby ok. 21 tysięcy razy większa od długości statku.

Wyporność tego statku - jak wspomniano - wynosiła 52250 ton, czyli jednostka wypierała 50976 m3 wody (przy jej gęstości 1025 kg/m3 na północnym Atlantyku), co na całej trasie spowodowałoby przemieszczenie ok. miliarda metrów sześciennych; energia ze spalenia węgla potrzebna do przesunięcia 1 m3 wody to 86 kJ przy koszcie 1/5 grosza.

Ponieważ napęd statku miał moc 46000 KM, czyli 33856 kW, zatem (przeliczając dobową energię spalania węgla z uwzględnieniem sekundowego równoważnika jednej doby) sprawność układu można ocenić na 18%.

PS  W katastrofie zginęło ponad 1500 osób. Przeżyło katastrofę około 730 osób.

Podobne artykuły


14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 775
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 829
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 837
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 155
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 592
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 665
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1220
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1381
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1319
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 887
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 631
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 746
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 393
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 512
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 649
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska