Login lub e-mail Hasło   

Negatywne konsekwencje nieśmiałości

Wyobraź siebie jako dotknięte chorobą drzewo. Chore drzewa wolniej rosną, rodzą mało owoców i są znacznie mniej odporne na mróz.
Wyświetlenia: 603 Zamieszczono 29/02/2016

Skąd to porównanie we wstępie?
Osobom nieśmiałym bardzo trudno jest zdobyć to co dla osób pewnych siebie jest łatwiej osiągalne lub jest to nawet rutyną (zawieranie znajomości, przyjaźni, znalezienie partnera /partnerki) przez to znacznie później niż nasi rówieśnicy zakładamy rodzinę i znajdujemy pracę. „Owoce”, czyli nasz wkład w świat, w życie (osobiste i zawodowe) również jest mniejszy niż u osób, którym nieśmiałość jest obca. Jesteśmy mniej produktywni w pracy i często skryci, mniej otwarci na związki i w związkach. „Mróz” natomiast można by rozumieć jako ludzką podłość, złośliwość i arogancję. Łatwiej nas zranić.

Niektórzy ludzie uważają, że nieśmiałość to nic złego. Według nich jesteśmy wrażliwi, bezkonfliktowi  i skromni. Wydawać by się mogło, że to dobre cechy i niejako tak jest, ale w połączeniu z nieśmiałością są intensyfikowane w niewłaściwą stronę.
Wrażliwość wykorzystywana  nie we właściwy sposób, w wielu sytuacjach bardziej szkodzi niż pomaga. Mam na myśli większą podatność na zranienie, większy ból gdy ktoś się z nas nabija, lub rani w inny sposób. Bezkonfliktowość? Co w tym dobrego? Podobnie jak w przypadku stresu, nie da się uniknąć konfliktów, jeśli chcemy żyć wśród ludzi. Nieśmiali, często gdy nawet wiedzą co odpowiedzieć na słowny atak, nie robią tego ponieważ boją się negatywnej interpretacji swojej riposty. Często też mają mętlik w głowie, który nie pozwala im na odbicie piłeczki we właściwym czasie. Zdarza się również, że zdobywają się na to, ale nie trafiają w piłeczkę tak jak trzeba, dzięki czemu oponent wygrywa, a publiczność na korcie reaguje gromkim śmiechem. To jeden z głównych powodów dla których unikamy słownej rywalizacji. Obawa przed kompromitacją.
Skromność natomiast wygląda u nas różnie. Jest fałszywa, albo przesadna, nie mająca żadnego związku z rzeczywistością. Fałszywa, gdyż często w siebie wierzymy, ba, nawet mamy się za lepszych, mądrzejszych, inteligentniejszych od innych ale kompletnie nie przekłada się to na nasze zachowanie, reakcje lub działanie. Przesadna, gdy nawet jeśli osiągniemy coś dużego mówimy sobie i innym „jestem do niczego”.
Isaac Bashevis Singer, znany pisarz i dziennikarz wyraża to w następujący sposób:

"Wydaje mi się, że ludzie nie powinni przezwyciężać nieśmiałości. Jest to zamaskowane błogosławieństwo. Osoba nieśmiała jest przeciwieństwem osoby agresywnej. Nieśmiali rzadko są wielkimi grzesznikami. Pozwalają społeczeństwu żyć w spokoju. Inną zaletą nieśmiałości jest to, że osoba nieśmiała może do swoich kontaktów z ludźmi podchodzić bardziej wybiórczo."

Powyższy cytat idealizuje i zniekształca to jak należy postrzegać osoby nieśmiałe i nieśmiałość samą w sobie. Osoby nieśmiałe bywają agresywne, ale ze względu na strach, boją się to okazywać „zewnętrznie”. Nie ma w tym nic dobrego, a po jakimś czasie, tłamszona frustracja i agresja może eksplodować ze wzmożoną siłą, co zniszczy nie tylko nieśmiałego (samobójstwa wśród osób, które będąc prześladowane w szkole i Internecie, końcowo nie wytrzymują wylewanych na nich hektolitrów tzw. hejtu), fala uderzeniowa może dotknąć wiele innych osób (dużo słyszy się teraz o strzelaninach w szkołach, gdzie ofiary, doprowadzone do ostateczności, chcąc zemścić się na swoich oprawcach, mordują często kilkadziesiąt, niewinnych osób)
Odnośnie grzeszenia, to też nie wygląda tak różowo, jest podobnie jak w przypadku agresji. Zależne to jest również od tego, o jakim grzechu mowa, ale zdarza się, że osoba nieśmiała ma ochotę zrobić coś złego, tylko nie ma na to odwagi. W rezultacie, może się to skończyć jak w poprzednim przypadku. Czasami jesteśmy jak przebudzone wulkany. Możemy dawać znaki zbliżającej się erupcji poprzez lekkie i krótkie trzęsienia ziemi, czyli wtedy kiedy w nerwach rozpaczliwie odpowiadamy na docinki innych.
Wspomniany spokój w społeczeństwie też jest kwestią dyskusyjną, jak i „spokój” samego  nieśmiałego. Na zewnątrz możemy wyglądać jak kołysząca się lekko łódka na środku tętniącego życiem jeziora, faktem jest jednak to, że w naszym wnętrzu szaleje morski sztorm, który miota łodzią na wszystkie strony, zalewając ją dodatkowo ulewą negatywnych myśli. Zdarza się, że myśli te zatapiają łódź.
Ostatnia rzecz, do której chciałem się odnieść, czyli wybiórcze podchodzenie do kontaktów z ludźmi tak naprawdę wygląda zupełnie na odwrót. To najczęściej nieśmiali są „wybierani” przez osoby, którym ta przypadłość nie przeszkadza, dla których przesadna skromność i wrażliwość jest zaletą. Często ma to „krótkie nogi”, podobno przeciwieństwa się przyciągają, moim zdaniem, to osoby do siebie podobne działają jak magnes.
Dlatego też uważam, ze nieśmiałość to nie jest błogosławieństwo, ale klątwa. Klątwa, którą można na szczęście „odczarować”, ale wymaga to sporo ciężkiej pracy.
Maxwell Maltz, amerykański chirurg plastyczny i pisarz, autor książek o motywacji napisał:
"Niska samoocena jest jak jazda przez życie z zaciągniętym hamulcem ręcznym".
W mojej interpretacji, oznacza to, że nieśmiali docierają zwykle do swojego celu, (jeśli nie jest on zbytnio wymagający) ale zabiera im to więcej trudu niż osobom pewnym siebie. Niestety, kiedy droga jest dłuższa i cięższa, silnik może nie wytrzymać i w końcu samochód zatrzyma się. Naprawa jest tym droższa, wymaga większego wkładu pracy i czasu, im bardziej skomplikowany w swojej budowie jest silnik.
Mamy bardzo utrudnione zadanie. Życie wymaga od nas bycia pewnymi siebie, zdecydowania w działaniu i spokoju. Tak, te cechy są niezbędne jeśli chcemy coś osiągnąć
Osoby nieśmiałe są spięte, poddenerwowane co często uniemożliwia im pewne oraz w pełni skuteczne działanie w wielu życiowych sytuacjach, przy których inni, którym nieśmiałość nie doskwiera, nie mają większych problemów (rozmowa telefoniczna, zagajenie nieznajomego, odpowiedź ustna na egzaminach itd. itp.).
Szkoła, sklep, publiczne środki lokomocji, zakład pracy i inne miejsca. Ludzie są wszędzie. Od naszej jakości w kontaktach z nimi zależy bardzo wiele.
W szkole ważne są oceny (choć „sens” naszej szkolnej edukacji to temat na osobny wpis) , ale nawet gdy coś więcej wiemy, uczymy się wcześniej w spokoju w domu, to gdy nauczyciel wywoła nas do ustnej odpowiedzi, nie wiemy co powiedzieć, ponieważ czujemy na sobie wzrok kilkudziesięciu osób. W głowie pojawia się pustka, nawet jeśli coś uda nam się powiedzieć to często jest to tylko niewielki procent tego co wiemy. Często też mówmy niewyraźnie, jąkamy się i przez to, że mamy tego świadomość, nieśmiałość się potęguje.
Z kolei w sklepach często boimy się kogoś poprosić o pomoc w znalezieniu jakiegoś towaru, przy targowaniu się…targuje się tylko „druga strona”, a my najczęściej akceptujemy cenę, która poda sprzedawca lub kupujący. Tutaj właśnie „działa” ta nasza bezkonfliktowość. To jednak nie jest koniec  złych odczuć. Po jakimś
czasie, pojawiają się wyrzuty sumienia, że daliśmy się tak oszukać.
Zawsze miałem dylemat co do większych sklepów samoobsługowych. Z jednej strony, podobało mi się to, że każdy towar mogę sobie wziąć sam, nie muszę o nic nikogo pytać, dzięki czemu czuję się bardziej komfortowo w takim miejscu, z drugiej strony, w sklepach tego typu, często jest dużo osób więc pierwsza „zaleta” marketów przestała być istotna. Mój kreatywny umysł nieśmiałka, wymyślił więc, że będę chodził do marketu rano, wtedy kiedy prawie nikogo nie ma. Genialne!
A tak naprawdę, asekuracyjne, śmierdzące tchórzostwem zachowanie, które tylko pogłębiało moją nieśmiałość.
Po porannych zakupach trzeba było pojechać do pracy autobusem. No i klops. Autobusy o tej porze są zatłoczone, młodzież jedzie do szkół, dorośli do pracy. To był dla mnie koszmar. Ludzie z każdej strony, często patrzący mi się w oczy. W duchu modliłem się, żeby nikt mnie nie zagaił. Przed wyciagnięciem biletu miesięcznego z portfela trzęsącymi się rękoma, miałem olbrzymią nadzieję, aby nic mi z nich nie wypadło. Ludzie pewnie od razu zaczęli by się gapić i śmiać. Gdy już dojeżdżałem do swojego przystanku, trzeba było wstać (starając się nie potknąć o nic po drodze), przecisnąć się do drzwi (po drodze mówiąc „przepraszam” z częstotliwością wystrzeliwania pocisku z karabinu maszynowego) i wreszcie wyjść z autobusu.
A jak było w pracy? Cóż, wiele zależy od miejsca i od ludzi, którzy z Tobą pracują. Niemniej jednak, czy pracujesz w małym studiu graficznym czy też w szkole, gdzie ludzi młodych jak i dorosłych jest sporo, nieśmiałość nie pozwoli Ci się całkowicie wykazać. Po pierwsze – koledzy z pracy (nie mówię, że wszyscy są jednakowo mało „tolerancyjni”), gdy tylko zauważą Twoją słabość, wykorzystają ją. Możesz spotkać się z kpinami, słownym atakiem, oraz, ze względu na strach przed reakcją na odmowę innym, wykorzystaniem do zrobienia czegoś co nie należy do Twoich obowiązków. To nie koniec atrakcji. Nawet jeśli masz świetne pomysły, które mogą, dla przykładu, poprawić jakość oferowanych w firmie, w której pracujesz usług, będziesz bał się o nich powiedzieć szefostwu, z obawy, że jeszcze pomyślą, że się wymądrzasz lub masz za kogoś lepszego. Druga sprawa, podwyżka. Nawet gdy Ci się należy, nie poprosisz o nią. Uniemożliwi Ci to strach przed odmową i idącym za tym, ośmieszeniem się, lub nawet, utratą pracy. W takiej sytuacji tracą nie tylko nieśmiali, ale firmy, które mogłyby wykorzystać ich ukryte talenty
Jeśli dostaniesz propozycję awansu, prawdopodobnie odrzucisz ją, ponieważ będziesz bał się wziąć tak duża odpowiedzialność. Gdy mamy ludzi „pod sobą” jesteśmy za nich odpowiedzialni. Wyższe stanowisko wiąże się z wydawaniem poleceń..

W moim odczuciu, najbardziej dającym się we znaki następstwem nieśmiałości jest samotność. Boimy się poznawać innych ludzi, choć jednocześnie, ciągnie nas do nich. Oczywiście, są nieśmiali mający przyjaciół, ale jest to przeważnie raczej mała grupa zaufanych osób. Arystoteles powiedział, że „mieć wielu przyjaciół to nie mieć żadnego”. Nie określił jednak ile to tak naprawdę oznacza „wiele”. Nieśmiali często mają tylko jedną zaufaną osobę, której mogą się zwierzać, dzielić się radościami i problemami, z czego tych drugich, jest prawdopodobnie więcej, ze względu między innymi na to, ze nie mając wielu znajomości czujemy się z sobą nie za dobrze. Błędne koło. ”Liczy się jakość, a nie ilość” – pewnie niektórzy sobie pomyślą. W moim odczuciu, to powinno być wypośrodkowane. Lepiej mieć więcej osób z którymi możemy podzielić się swoimi życiowymi sprawami, ze względu na większą liczbę punktów widzenia, jakimi mogą nas obdarować przyjaciele lub znajomi. To, że ktoś jest nam bardzo bliski, nie koniecznie oznacza, że doradzi nam dobrze, nawet jeśli szczerze i z serca, tak myśli.

Przez samotność nie zaznajemy także miłości partnerskiej, Co prawda, są kobiety i mężczyźni dla których nieśmiałość jest cechą przyciągającą, ale związek, gdzie facet, jest nieśmiały, może stać się pomyłką. Dlaczego?
Jako nieśmiali jesteśmy przewrażliwieni na własnym punkcie. Może to podchodzić nieco pod egocentryzm. Skupiamy zbytnio swoja uwagę na sobie. Wydaje się nam, że wszyscy nas oceniają, że jesteśmy pępkiem wszechświata. W związku, możemy ograniczać osobę, która jest pewniejsza siebie. Aby to łatwiej zobrazować, posłużę się przykładowym dialogiem, gdzie nieśmiały Adam(A), jest zachęcany do wyjścia na imprezę przez bardziej towarzyską Joannę (J).

J – Dziś o 18:00 jest impreza u Tomka. Zostaliśmy zaproszeni.
A – My? To znaczy ja też?
J – Tak. Przedstawię Cię paru osobom. Będzie fantastycznie! Poznasz Anię, Marka, Jurka i…
A – Chyba żartujesz. Nie idę.
J – Adam, wiem, ze nie lubisz przebywać w większym gronie osób, ale zrób to dla mnie i dla siebie
A – Nie. Idź sama. Pójdziemy za to później na długi spacer.
J – No dobrze.

Zarówno sam Adam jak i Joanna stracą na decyzji podjętej przez Adama. Joanna, będzie musiała wymyślać wymówki i usprawiedliwiać Adama przed znajomymi. Może też im powiedzieć, że jej chłopak  nie jest zbyt towarzyski, jest nieśmiały co jest w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem, ale nie idealnym. Joanna zrezygnuje całkowicie z bardzo lubianych przez siebie imprez lub będzie chodzić na nie sama. Może to doprowadzić do tego, że w końcu pozna kogoś kto bardziej do niej pasuje i Adam zostanie bez dziewczyny. W rezultacie, Adam może się całkowicie załamać i jeszcze bardziej zamknąć w sobie. W skrajnych przypadkach, może zrobić krzywdę Joannie i/lub sobie.
Ktoś z Was zapewne pomyśli, że jeśli to była prawdziwa miłość Joanna nigdy by nie zostawiła Adama.
Wejdźmy jednak na chwilę w skórę Joanny. Ona kochała, ale czy sama była kochana przez Adama, który przecież dla niej, z odwagą, mógł iść na tą nieszczęsną imprezę? Nie mógł. Kompleksy, strach zabiły w nim jakiekolwiek działanie. Tam gdzie wygrywa strach nie ma miejsca na miłość. Strach jest jej przeciwieństwem.

Mogło by być zupełnie inaczej gdyby Adam przeciwstawił się strachowi. Jedna, dwie imprezy by się pomęczył, aż w końcu, czuł by się znacznie pewniej ze sobą. Do tego przydałby się dar przekonywania i motywacji, którą Joanna, niestety nie posiadała. I mało kto posiada.

To wszystko tylko wierzchołek góry lodowej problemu jakim dla wielu jest nieśmiałość. Jeśli nie chcesz aby życie przeciekało Ci przez palce, czuć ból samotności i niespełnienia, walcz z tym. Walcz o siebie.

Podobne artykuły


25
komentarze: 10 | wyświetlenia: 28573
23
komentarze: 11 | wyświetlenia: 7345
71
komentarze: 22 | wyświetlenia: 17488
19
komentarze: 11 | wyświetlenia: 4550
32
komentarze: 13 | wyświetlenia: 5959
29
komentarze: 9 | wyświetlenia: 11770
28
komentarze: 12 | wyświetlenia: 10937
28
komentarze: 14 | wyświetlenia: 5421
28
komentarze: 12 | wyświetlenia: 3570
30
komentarze: 31 | wyświetlenia: 66873
27
komentarze: 17 | wyświetlenia: 21538
24
komentarze: 10 | wyświetlenia: 27617
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska