Login lub e-mail Hasło   

SOR

I jeszcze o zinstytucjonalizowanej Służbie Zdrowia. Przesadnie, ma się rozumieć.
Wyświetlenia: 1.029 Zamieszczono 17/07/2016

SOR

Scenka kabaretowa.

Izba Przyjęć lub Szpitalny Oddział Ratunkowy, o czym informuje wielki napis z obowiązkowo, ustawowo, podanym adresem placówki najbliższej ― 43km. Poniżej kolorowe, nachalne reklamy:

"„Styks” ― pogrzeby ― szybko, tanio, dyskretnie!

Wieczna gwarancja! Upust kremacyjny 20%.

tel: 999 888 777”

i mniejszy:

„Umarłeś? Ożywi Cię aspiryna naszej firmy!”.

Noc. Przy stoliku z klawiaturą i monitorem chrapie smacznie dyżurna lekarka.

Mozolnie, cicho stękając, wczołguje się pacjent z jedną nogą. Z żałosnych resztek drugiej leje się krew. Pacjent, z podłogi, podciąga się jakoś na rękach do okienka ― dobija się przez szybkę do lekarki.

Pacjent: ― Halo, proszę pani...

Lekarka: ― (Cisza, brak widocznej reakcji, ale chrapanie ustaje)

Pacjent: ― Proszę pani, jestem z wypadku!

Lekarka: ― Ech Marian, ty brutalu... ― Budzi się z uśmiechem i nie całkiem jeszcze przytomna, przeciąga zmysłowo. Zdziwiona, spostrzega za szybką umęczoną twarz pacjenta: ― Czego kurduplu?

Pacjent: ― Ja z wypadku. Tramwaj mnie… Dzwoniłem komórkowo na pogotowie, ale tam, jak już się obudzili, powiedzieli, że obok, zaledwie cztery kilometry, szpital, i żebym sam... Więc przyszłem jakoś.

Lekarka: ― Mówi się przyszedłem! Nazwisko, imię, pesel.

Pacjent: ― …ski Marian ― pacjent wyraźnie traci siłę w rękach.

Lekarka: ― Marian? ― lekarka patrzy z powątpiewaniem ― Nie tak szybko. Muszę to wstukać ― w ślamazarnym tempie zaczyna klepać po klawiaturze. ― Jeszcze raz... i pesel!

Pacjent: ― Nie… pamiętam. Krew ze mnie sika.

Lekarka: ― Tak? ― niechętnie podciąga oporną szybkę i wychyla się do pacjenta. ― A co się stało w nóżkę? I dlaczego pan leży? Tak nie wolno. O... i całe linoleum zaświnił...

Pacjent: ― Jestem ciężko ranny… tramwaj…

Lekarka: ― No dobra, widzę. Pesel!

Pacjent: ― No mówię przecie... Nie pamiętam.

Lekarka: ― Oj niedobrze! A leczyć się chcemy? Na główkę?

Pacjent: ― Chcemy. Na…

Lekarka: ― I nie pamiętamy? ― wkurzona, teatralnie uderza z dezaprobatą obu dłońmi w klawiaturę. ― Oj, no i co mi narobił? Wszystko się „zdilejtowało”.

Pacjent: ― Ja… tu stoję, leżę i… umieram właśnie.

Lekarka: ― He, he. Nie umiera się tak szybko. Najpierw trochę poleczymy, pomęczymy. A więc… nóżka? ― jeszcze raz zagląda poza szybkę. ― Faktycznie. Lewa. Całą podłogę mnie zapaprał!

Pacjent: ― Przepraszam... Tramwaj ― stęka pacjent. Siada jakoś na podłodze. ― Ale prawa.

Lekarka: ― Lewa zdrowa?

Pacjent: ― No tak, ale…

Lekarka: ― No właśnie mówię. A gdzie prawa?

Pacjent: ― Tramwaj. Pojazd taki… szynowy. Na prąd.

Lekarka: ― No popatrz pan. To już konnych, he, he, nie ma? Ale mnie czas posunął...

Pacjent spogląda wymownie w sufit i nic nie mówi

Lekarka (wychyla się groźnie w stronę pacjenta): ― A coś pan robił z tym tramwajem? Jest noc. Porządni ludzie siedzą w domu i śpią.

Pacjent: ― Na siedząco?

Lekarka: ― Żartowniś. Całą podłogę mi zaświnił. Gdzie ten ucięty kawałek?

Pacjent: ― Nie wiem. Jakieś psy się pętały...

Lekarka: ― A nie koty?

Pacjent: ― Może...

Lekarka: ― A... jak mówiły? Hau, hau, czy miau, miau?

Pacjent: ― Nie wiem... Nic nie mówiły.

Lekarka: ― Co za naród, co za naród... ― wyrzeka lekarka, ale ponownie zaczyna klepać po klawiaturze. ― Niech pan sobie, he, he, spocznie. Kolejka jest!

Pacjent: ― Gdzie? ― pacjent rozgląda się.

Lekarka: ― Tam... stołek... pod napisami ― pokazuje na napisy. ― Ostatni nie połamany.

Pacjent: ― A... kolejka?

Lekarka: ― Niech nie gada, tylko niech siada.

Pacjent resztką sił czołga się do stołka i ciężko siada. Siedzi w miarę prosto, po czym na skutek osłabienia upływem krwi, powoli przechyla się. Lekarka przerywa pisanie i patrzy z odrazą na dogorywającego pacjenta.

Lekarka: ― Panie, co panu? ― wydziera się z powodu ogólnej niechęci i sporej odległości.

Pacjent: ― Wykrwawiam się do reszty ― odkrzykuje w miarę sił.

Lekarka: ― Dobra. Osłuchamy pana.

Wstaje zza biurka i zdejmując po drodze z ramion stetoskop, podchodzi do pacjenta.

Lekarka: ― Proszę rozpiąć koszulę.

Pacjent z trudem rozpina koszulę trzęsącymi się rękoma. Lekarka przykłada mu do piersi stetoskop i długo nasłuchuje.

Pacjent: ― Ale noga…

Lekarka: ― Spokój. Niech się nie odzywa. Zakłóca mi.

Chwila ciszy.

Lekarka: ― Nic nie słyszę... coś mi dziurkę zatkało... ― Potrząsa energicznie stetoskopem, z którego na podłogę wylatuje karaluch. Lekarka jest szybka i już za drugim razem przydeptuje robala, po czym dwoma precyzyjnymi obrotami buta rozwalcowuje go triumfalnie na miazgę. ― Mnożą się cholery na potęgę.

Ponownie osłuchuje słabnącego pacjenta.

Lekarka: ― Niedobrze, niedobrze. Słabo panu coś bije.

Pacjent: ― Tramwaj...

Lekarka: ― Niech siedzi spokojnie. Pójdę po ciśnieniomierz.

Zostawia pacjenta na chwilę. Tłucze się po dyżurce, w końcu wraca z ciśnieniomierzem. Zakłada pacjentowi opaskę, pompuje... Puka kilka razy w zacinający się coś manometr.

Lekarka: ― No... też słabo. Co panu?

Pacjent: ― Umieram... ― pacjent mówi coraz ciszej, przechyla się na stołku.

Lekarka: ― Niech pan tu poczeka chwilę. Chirurgia i tak w nocy nieczynna. Tylko... spokojnie. Proszę łyknąć aspirynkę.

Podaje pastylkę, demonstrując wdzięcznie Publiczności opakowanie z napisem: „Aspiryna!”. Wraca za szybkę, znów stuka na klawiaturze.

Mija kilka minut, za oknem śmiało wstaje świt.

Do dyżurki wchodzi lekarz, przeciąga się.

Lekarz: ― Cześć Hela. Co słychać?

Lekarka (rozmarzona): ― Marian, Marian... Śniłeś mi się, wiesz?

Lekarz: ― Muszę cię zmienić Hela.

Lekarka (roztrzęsiona): ― Jak to Marian? Za co?

Lekarz: ― Ech ty głupia! Dyżur ci się skończył. Teraz moja kolej, więc przyszłem.

Lekarka (szczęśliwa): ― Mówi się... A już myślałam... Ale a propos kolej... Tam siedzi jeden taki... Jechał kolejką i milczące koty odgryzły mu nogę.

Lekarz: ― Jak to?

Lekarka: ― No właśnie nie wiem. Pewnie po pijaku.

Lekarz: ― Milczące, pijane koty?

Lekarka: ― Nie wiem Marian. Pogadaj z nim. Ty jesteś mężczyzna. (zarumieniona spuszcza wzrok). Ja nie mogę patrzeć na krew. Całą podłogę zapaćkał.

Lekarz (wychyla się z okienka, ogląda podłogę): ― Faktycznie. Świński coś naród mamy. Fleje!

Lekarka: ― Zrobić ci Marian kawkę na... do widzenia?

Lekarz: ― Zrób Hela, zrób! Tak mnie coś łeb naparza po wczorajszym...

Lekarka: ― Ech ty Marian! Młodyś jeszcze, silny, rozrywkowy...

Lekarz: ― No dobra. Pogadam z tą łajzą.

Wychodzi do pacjenta.

Ten, całkiem już martwy, leży obok stołka w kałuży krwi. Lekarz ogląda go z odrazą, dla formalności sprawdza puls na tętnicy szyjnej. Wraca za szybkę.

Lekarka: ― I co Marian?

Lekarz: ― Ano nic. Trup.

Lekarka: ― Łajza jedna. A mówiłam mu, żeby zaczekał. Co za naród!

Lekarz: ― Nie przejmuj się głupia. Taka nasza służba, taki nasz los medyczny ciężki. Znajdź mi tylko jeszcze formularz zejścia. I idź do domu Hela. Wyspać się.

Lekarka: ― A przyśnisz mi się Marian?

Lekarz: ― Jak się Hela postarasz...

Lekarka: ― Oj postaram się Marian, postaram!

Koniec ― 1503

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1225
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1009
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 923
14
komentarze: 119 | wyświetlenia: 1096
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 675
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 377
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 966
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 665
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 486
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 920
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 590
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 366
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 786
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1284
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Makabra... Oj. I to na dzień dobry???

@Skalny Kwiat: He he ...
To nie makabra tylko .... życie.
Normalne. Rzekłbym codzienne.
U nas na wsi parę lat temu pacjent przyszedł do lekarza z bólem serca.
A, że kolejka była długa to i zmarł.
.
Fakt autentyczny :-))))

  golesz,  17/07/2016

@Skalny Kwiat: A czemuż nie? Niespełniona szczęśliwie przyszłość, wyobrażona jako najgorsza z możliwych, to czysta radość. Że jednak nie!

  jotko49,  17/07/2016

@Skalny Kwiat: Za swą swą "gęsią skórkę" nie szukaj że winnych, ten poranny horrorek dotyczył wszak innych...:-)))

  Koriolan,  17/07/2016

Nie publikuj tak szybko golesz bo mi się punkty dla Ciebie blokują i albo nie mogę czytać by nie zapomnieć dbać punkta albo muszę pamiętać, żeby Ci dbać punkty po 24 godzinach ...
:-))))

@koriolan: Ok. Dłuższa przerwa.

@golesz: ej ....
To był tylko żart ...
:-))))

  golesz,  17/07/2016

@koriolan: Ja też nie całkiem serio.

@golesz: wiem ...
Zaczynam Cię czuć :-))))

@koriolan: już w Polszcze ?

@koriolan: Niestety - jeszcze nie.

  liwa,  17/07/2016

chyba polubie horrory.. :))

Robaczki biegają, pacjenci pełzają. I schodzą. Jakoś tak po przeczytaniu przypomniało mi się "Królestwo" von Triera.

Tyle radochy i emocji funduje nam NFOZ za ok. dwie stówki miesięcznie.

„ Niektórzy ludzie nie myślą. To znaczy mówią że myślą, myślą że myślą, ale nie myślą!” - Ojciec Rydzyk

"Trzeba pić zioła, bo to nie chemia. Ale jak się je pije na przykład o północy, stojąc na jednej nodze, to już wtedy zaczyna się okultyzm i diabeł." - Ojciec Rydzyk

"słuchacz RM: - Chciałem pozdrowić moją zmarłą siostrę. Żeby zawsze była zdrowa."
*
Drodzy Eiobowiani

...  wyświetl więcej

@youngcontrarian: w pierwszym zdaniu ojciec dyrektor charakteryzuje rodzinę Radia Maryja. Ja się z nim zgadzam.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska