Login lub e-mail Hasło   

Gdy wszyscy są na nie. Historia małego sukcesu

To ci nic nie da, weź się do normalnej roboty u prywaciarza, nie kombinuj, bo się na tym przejedziesz.
Wyświetlenia: 598 Zamieszczono 24/08/2016

Chyba każdy kto próbował zmienić w jakiś sposób swoje życie, rozpoczynając coś całkiem nowego słyszał mniej więcej podobne słowa. Zawsze byłem jednym z tych co to nie lubią, gdy im się rozkazuje. Mając nad sobą szefa wiedziałem, że będę musiał stosować się do wielu panujących w firmie zasad, co nie zawsze mi odpowiadało. Musiałem zatem mieć coś swojego, bym mógł się lepiej realizować.

Wychowałem się w rodzinie, gdzie każdy pracował na etacie. Niemal codziennie karmiono mnie przekonaniami typu: "jeśli ktoś się czegoś dorobił, to znaczy, że nakradł". Albo: "tylko dzięki ogromnemu wysiłkowi do czegoś dojdziesz". Lub najlepsze: "wielu założyło biznesy, a teraz toną w długach". Inna wersja tego: "wielu się powiesiło, gdy im interes nie wyszedł". Stałem między przysłowiowym młotem, a kowadłem. Z jednej strony miałem ponad 10 lat pracy na etacie i wiedziałem, że dłużej tego nie zniosę, a z drugiej bałem się zaryzykować, bo idea biznesowego kryminalisty dorobkiewicza, tonięcia w długach i wieszania się nie za bardzo mi odpowiadała.

We wszystkich pracach etatowych wytrzymywałem maksymalnie 3 lata. Pierwszy rok był ekscytujący. Po dwóch latach miałem jej dosyć, a ostatni rok był męczarnią. Nigdy nie miałem ciężkich prac, zawsze były to dobre, uznane społecznie stanowiska, w których należało raczej pracować głową. Najpierw sprzedawca w sklepie komputerowym, potem informatyk w szpitalu, inżynier w japońskiej fabryce i manager w malutkiej firmie. Ostatnia moja praca była chyba najgorsza ze wszystkich jakie miałem do tej pory. Była tam wyjątkowo niezdrowa atmosfera, niskie zarobki i brak możliwości awansowania. Jednak to dzięki niej postanowiłem zrobić coś ze sobą i swoim życiem.

Podziwiałem osoby, które miały za sobą długie staże pracy sięgające 20 czy nawet 30 lat. Dziwiłem się jak one tak długo wytrzymywały w jednej pracy. Przecież po początkowej ekscytacji, spowodowanej nowością, zawsze potem czegoś mi brakowało. Cały czas myślałem, że problem jest we mnie.

Zwykle by się do czegoś zabrać, by rozpocząć coś ryzykownego i zmienić swoje życie, potrzeba bodźca. Może nim być książka, rozmowa z kimś, komu się udało, jakaś inspiracja lub cokolwiek. Jednak mówiąc całkiem szczerze, uważam, że te rzeczy co prawda dają jakąś inspirację do zmian, aczkolwiek są niewystarczające. Głównym bodźcem do działania u człowieka są emocje. Mimo, że rozum podpowiada czasem coś innego, emocje zawsze wezmą górę. Nawet, gdy coś będzie z logicznego punktu widzenia głupie i niezrozumiałe. Tak było w moim przypadku. Prawdziwym bodźcem do działania pomimo ograniczających przekonań była złość. Ogromna złość na siebie, mój los i całą tę ideę pracy dla kogoś.

Rzuciłem ostatnią pracę po dwóch latach od jej rozpoczęcia. Był to impuls, który można było wtedy określić mianem nieodpowiedzialnego, nierozsądnego lub nawet debilnego. Zresztą czułem się jak debil. Debil, który rzucił pracę wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebował. Miałem raty za mieszkanie do spłacania i niedokończone remonty do przeprowadzenia. Mieszkałem wtedy z kobietą, która prowadziła bardzo marnie idący interes z ciuchami. Zapasy pieniędzy na koncie były bardzo skromne.

Miałem też kilka pomysłów na rozkręcenie biznesu. Wybrałem jeden z nich: stworzenie strony internetowej z tematyką gier online. Posiadałem wszystko, co potrzeba: wiedzę o tworzeniu stron, zdolności graficzne oraz duże zainteresowanie samymi grami komputerowymi. Jednak najważniejszym atutem ze wszystkich była z pewnością sytuacja bez wyjścia. To ona była głównym motywatorem sukcesu. Zmuszała do pracy, kiedy brakowało nadziei i następowało zniechęcenie. Kiedy nie ma się wyjścia, organizm zmobilizuje się, by zrobić dosłownie wszystko. Wydobędzie z siebie ogromne zasoby energii, których istnienia nawet wcześniej byśmy nie podejrzewali. Myślę, że sytuacje bez wyjścia prowadzą do lepszego poznania samego siebie i swoich możliwości.

Cała moja rodzina zaczęła uważać mnie za mocno niezrównoważoną osobę. "Coś ty zrobił najlepszego?", "idź do szefa i błagaj go by cię przyjął z powrotem", "przecież to ci nie przyniesie żadnych pieniędzy", "w taki sposób, siedząc przy komputerze jeszcze nikt się nie dorobił". Takie i inne komentarze słyszałem często. Zacząłem unikać moich rodziców, bo mieli na mnie zły wpływ. Innych ludzi, którzy mówili podobnie nie sposób było uniknąć. Co prawda starałem się ich nie słuchać, ale po kilku godzinach moja chęć do działania wygasała. Wszystko zdawało mi się głupie i bez sensu. Co ja najlepszego robię? Jednak kiedy tylko nastawał nowy dzień, zapominałem jakby o wszystkim, co usłyszałem, siadałem do komputera i zaczynałem swoją 12-godzinną albo i dłuższą intensywną pracę nad stworzeniem strony.

Tak sobie myślałem, że niektórzy przecież słuchają takich osób i rezygnują z dalszego działania. To chyba też dobrze. Jeśli jakaś osoba czegoś bardzo chce, to i tak nie posłucha. Jeśli jednak jej motywacja jest słaba, to w późniejszym okresie zniknie całkowicie przynosząc porażkę. Może zatem osoby, które negatywnie komentują nasze pomysły są potrzebne? Może pełnią rolę takiego filtra, który oddziela tych, którzy są przekonani o tym, co robią i mają silną motywację, od tych drugich, którym tego wszystkiego brakuje i którzy i tak ponieśliby w późniejszym czasie porażkę.

Dzień w dzień, sobota lub niedziela, także w święta pracowałem niestrudzenie przy komputerze, często nie wychodząc z domu, albo odrywając się tylko od niego na czas obiadu. Pracowałem, tworzyłem, uczyłem się nowych rzeczy, doszkalałem się, poznawałem rynek internetowy. Nóż na gardle, który miałem w postaci niemożności znalezienia nowej pracy (chyba los chciał, bym nic wtedy nie znalazł) i kończących się pieniędzy wbijał się coraz mocniej. Dodatkowo w wybranej tematyce gier online w Internecie była przeogromna konkurencja, przez którą trzeba się było jakoś przebić. Na domiar złego wisiała nade mną jeszcze wizja nieudanego interesu z ciuchami mojej dziewczyny. Kompletnie nie miałem w tamtym czasie pojęcia, czy to, co robię przyniesie mi jakiekolwiek zyski. A jeśli nawet, to jakie? Może się okazać, że będzie to tylko 50 zł na miesiąc, może 200 zł i nic poza tym. Nie potrafiłem za bardzo przewidzieć przyszłych efektów mojej pracy i obawiałem się, że cały trud pójdzie na marne.

Pomimo tego wszystkiego bardzo polubiłem to, co robię. Uwielbiałem kreować coś nowego dla innych. Świadomość, że zupełnie obce osoby zobaczą moją pracę dodawała mi sił. Lubiłem też pisać skrypty, które potem sprawnie funkcjonowały oraz wprowadzać nowe rozwiązania graficzne, dzięki którym wszystko wyglądało tak profesjonalnie. Gdyby nie nadludzki zapał, by odmienić swoje życie, nic by z tego nie wyszło.

Pół roku intensywnej pracy i mogłem opublikować moją gotową stronę, która miała się rozwijać jeszcze w trakcie. Pojawiły się pierwsze osoby na stronie, a potem pierwsze dochody z reklam. Były bardzo skromne, ale dawały nieopisaną motywację do dalszej pracy. Kolejne miesiące przynosiły coraz więcej. Aż w końcu miałem tyle, ile wynosiła pensja w poprzedniej pracy. Poza tym potencjał dalszego rozwoju strony był o wiele większy. Udało się.

Kolejne miesiące przynosiły zyski, o jakich nawet wcześniej nie marzyłem. Pracowałem już tylko nad dodawaniem zawartości do już istniejącej strony, dlatego miałem sporo wolnego czasu dla siebie. Mogłem pracować średnio 2-3 godziny dziennie. Miałem czas wolny kiedy tylko chciałem. W międzyczasie stworzyłem inną stronę z przepisami kulinarnymi. Była obiecująca, jednak nie chciałem za bardzo ciągnąć dwóch kotów za ogon i skupiłem się na maksymalnym rozwoju strony z grami. Podarowałem ją kilka lat później mojej już byłej wtedy dziewczynie, by mogła ją dalej rozwijać.

Po jakimś czasie wszystkie negatywne głosy osób ucichły. Niestety, ale najgorsi byli pod tym względem moi rodzice. Kiedy osiągnąłem sukces, na początku nie dowierzali, potem mówili dosłownie "i te firmy od reklam są na tyle głupie, że ci za takie coś tyle płacą?". Na końcu zaprzeczali: "przecież my ci radziliśmy, że masz to robić, że może to być dobre". Pozostałe osoby przestały cokolwiek mówić. Niektóre zaczęły po raz pierwszy interesować się sposobem osiągnięcia mojego sukcesu, inne zazdrościły.

Strona klikarnia.pl ma ponad 6 lat w chwili, gdy piszę te słowa. Od tamtego czasu przeżyła wiele metamorfoz, dotyczących grafiki i funkcjonalności. Raz zmieniła swoją nazwę oraz napotkała na jeden krótkotrwały kryzys, kiedy wyniki w wyszukiwarce poszybowały na pewien czas w dół. Aktualnie ma się całkiem dobrze. Służy tysiącom dzieciaków, młodzieży i dorosłym zapewniając im spędzenie przyjemnego czasu. Ja dzięki niej mogę mieć swoje pasje, hobby, na które mam wiele wolnego czasu i pieniędzy.

To doświadczenie nauczyło mnie wiele. Przede wszystkim tego, by naprawdę nie słuchać innych ludzi. Oczywiście można brać pod uwagę ich opinie, by coś skorygować. Inaczej robilibyśmy wszystko na ślepo bez żadnej refleksji i samokrytyki. Jednakże kiedy ktoś nam coś odradza, zadajmy sobie wtedy dwa mądre pytania:

1. Czy ta osoba ma jakieś doświadczenie z tego typu przedsięwzięciem?

2. Jak wygląda aktualne życie tej osoby i czy chcemy mieć takie samo życie, jak ona?

Podobne artykuły


72
komentarze: 26 | wyświetlenia: 106787
52
komentarze: 21 | wyświetlenia: 16737
42
komentarze: 15 | wyświetlenia: 72663
26
komentarze: 5 | wyświetlenia: 18133
43
komentarze: 38 | wyświetlenia: 59749
43
komentarze: 9 | wyświetlenia: 22402
22
komentarze: 2 | wyświetlenia: 15412
19
komentarze: 4 | wyświetlenia: 7113
19
komentarze: 21 | wyświetlenia: 5728
35
komentarze: 13 | wyświetlenia: 6719
32
komentarze: 69 | wyświetlenia: 10549
 
Autor
Artykuł



Szacunek

Fajny pozytywny Art :-)))

Prawo Przyciągania działa!! Jesteś tego dowodem :]. Szacunek dla Ciebie!

  pwz  (www),  19/09/2016

Inspirująca historia! Fajnie, że się nią z nami podzieliłeś :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska