Login lub e-mail Hasło   

„Jest taki Klub, jest taka przystań, jest taka barka…”

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.klubmotorowodnymors.pl
Drogi Czytelniku, chciałbym Tobie przedstawić niebanalną, moim zdaniem, historię Klubu Motorowodnego „Mors” w Bydgoszczy.
Wyświetlenia: 727 Zamieszczono 08/10/2016

Historia ta zaczęła się w czwartek 18 listopada 1957 roku w Bydgoszczy. To tu, w „Domu Książki” przy Starym Rynku odbyło się spotkanie sympatyków turystyki motorowodnej. Gorący miłośnik i propagator sportów motorowodnych, nastawiony na turystykę i relaks na wodzie, Henryk Krajczewski,ówczesny Prezes Oddziału Miejskiego PTTK w Bydgoszczy, zaprosił 42 znanych i nieznanych ludzi interesujących się motorowodniactwem. W moich materiałach archiwalnych zachowała się lista uczestników tegoż właśnie zebrania. Oto ona: Leon Staniszewski, Alfons Tomaszewski - „Achu”, Bolesław Skórcz, Marian Parzysz- szkutnik łodzi wiosłowych i motorówek, Zbigniew Fiołka – późniejszy Prezes Klubu, Kazimierz Dahms, Anna Góralczyk, Henryk Niesobski – późniejszy konstruktor i wytwórca silników „NIESOB”, Roman Matuszczak – szkutnik, Alfons Szerfel – I Prezes Klubu, Zdzisław Kosmowski, Antoni Siwka, Stanisław Krajczewski, Zygfryd Ziółkowski, Aleksander Walewski – późniejszy Sekretarz Klubu, Bernard Begier, Zygmunt Bączkowski, Alfons Lepka, Henryk Leszczyński, Leszek Sierek – I Sekretarz Klubu, Stanisław Ulatowski, Bronisław Sadecki, Maksymilian i Zygmunt Lepczyńscy, Alfons Wolschlager, Jan Wrzesiński, Bogusław Drężek, Kazimierz Lewicki, Walenty Wachowiak, Bernard Kamieński, Michał Komasa, Jan Mainka, Bogdan Sołecki, Zenon Cieślewicz – I W-ce Prezes Klubu, Tadeusz Skrzeszewski, Teodor Witt, Wacław Grafowski, Albin Bartkowiak, Henryk Czajkowski, Andrzej Michalak.  Głównym tematem rozmów oraz największym problemem była baza klubu, a właściwie to jej brak. Dotychczas bydgoscy motorowodniacy składowali swoje łodzie w różnych miejscach, najczęściej były to szopy, budowane nad brzegiem rzeki Brdy. (Pamiętam jedną, która mieściła się w okolicach ul. Żabiej, na prawym brzegu Brdy, był tam kiedyś przewóz łodzią przez Brdę, a przewoźnik nazywał się Jabłoński. Miałem wtedy 5 lat i była to moja pierwsza przystań. (Składowano tam 6 motorówek.) W tym samym roku, tj. 1957 Henryk Krajczewski nawiązał kontakt z Milicyjnym Klubem Sportowym „Gwardia”, który miał swój hangar kajakowy przy ulicy Mennica 2, w celu wydzierżawienia na przystań klubu. Dokonano transakcji dzierżawy, która wynosiła 10 tysięcy ówczesnych złotych, za 1 rok użytkowania.

Lata 50 i 60-te.

 

 W trudnych latach 50-tych i na początku lat 60-tych, członkowie klubu budowali, według własnego pomysłu, tak zwane przeze mnie większe kajaki, które potem przeistaczali w motorówki. Pierwszym takim budowniczym i konstruktorem, który udzielał rad innym kolegom podczas konstruowania i budowy ich łodzi, był Roman Matuszczak, urodzony szkutnik (przed wojną pracował w Stoczni Rzecznej „Ganota” w Bydgoszczy). Łodzie budowano ze sklejki, która w tamtych czasach była niedostępna, chociaż Fabryka Sklejek znajdowała się przecież w Bydgoszczy. Na miejsca budowy wybierano podwórza posesji lub też ogródki przydomowe. Chociaż znam z opowiadań mojego Ojca całkiem nietypowy przypadek, kiedy to łódź postanowiono zbudować na strychu domu. Dom ten jeszcze istnieje i stoi przy ulicy Mennica (dziś znajduje się tam Muzeum na Wyspie Młyńskiej). Budowniczym tej łodzi był Alfons Tomaszewski zwany żartobliwie przez kolegów „Achu”. Łódź zbudowano, ale okazało się, że trzeba wołać Straż Pożarną, aby przy pomocy drabin i lin „wodować” ją na podwórzu. Takie to dziwne historie wiązały się z budową łodzi. W tamtych latach użytkowano silniki różnych marek m.in.: SACHS o pojemności 100 cm 3, WARTY. Silniki niemieckie: „KONIG” o pojemności 175 cm 3 – i to właśnie te silniki w czasie II Wojny Światowej były montowane przez Niemców w Bydgoskiej Fabryce „Kauczuk”. Wytwórnia tych silników mieściła się w Królewcu. Opuszczając Bydgoszcz, w 1945 roku, Niemcy pozostawili swój dorobek. Oczywiście nie były to silniki w pełni sprawne. Najczęściej były to elementy do montażu. I tak do „Kauczuku” zgłaszali się amatorzy pływania motorówkami i kupowali „na wagę” złom aluminiowy, z którego po oczyszczeniu i dopasowaniu różnych części mieli własnego „KONIGA”. Z tej właśnie fabryki „Kauczuk” wywodzą się również motorowodniacy, dziś już starsi panowie: Leszek Sierek, Albin Bartkowiak i Stanisław Krajczewski. Z dzisiejszego punktu widzenia, kilkanaście w ten sposób pozyskanych silników to nic takiego, ale w tamtych czasach to było ogromne wydarzenie. Był to pierwszy, tak masowy start na szlaki wodne. Pływano również na silnikach własnej konstrukcji. Przykładem może być silnik Leona Staniszewskiego - „LESTAN”. Na tym silniku Staniszewski pływał kilka lat i był z niego bardzo dumny.                                                                                                                                                                                                                        Lata 50-te i 60-te to rejsy po rzece Brdzie do Brdyujścia. Były też długie, ciekawe rejsy: na Pojezierze Warmińskie, zwane wówczas Małymi Mazurami, Pojezierze Brodnickie, jez. Bachotek, Partęczyny, Zbiczno. Bardzo często pływano do Kruszwicy na jez. Gopło. Odbywały się coroczne zakończenia sezonu na Wiśle w okolicach miejscowości Ostromecko. W roku 1960 Klub staje się członkiem Polskiego Związku Motorowodnego w Warszawie. W Bydgoszczy powstaje Delegatura Związku, na czele którego staje inż. Henryk Niesobski, już wtedy znany konstruktor silników „NIESOB” ŁT 125, ŁT 250. W tym samym roku Klub organizuje pierwszy kurs motorowodny na stopień żeglarza – mechanika, sternika motorowodnego III klasy i sternika motorowodnego II klasy. Kurs kończy 73 słuchaczy. Patenty zostają wydane z datą 3 maja 1960 roku. Na zaproszenie P.Z.M.W. w Warszawie, Klub bierze udział w corocznych zakończeniach sezonu w Płocku. Na tą imprezę pływamy rok w rok, w składzie 11 łodzi. 1 stycznia 1966 roku, po ośmiu latach dzierżawy, Klub odkupuje hangar na Wyspie Młyńskiej przy ulicy Mennica 2. Pieniądze na jego wykupienie pochodzą z dobrowolnych składek członków Klubu. Pod koniec lat 60-tych coraz częściej pływamy na jez. Gopło do Kruszwicy, gdzie działa sekcja motorowodna przy Kujawskich Zakładach Tłuszczowych. Odwiedzamy Kwidzyn – Korzeniewo nad Wisłą, pływamy do Chełmna, Świecia, Torunia, Solca Kujawskiego.Koniec roku 1967 to początek prezesury Jerzego Offmańskiego. Od roku 1969 z inicjatywy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oddziału Bydgoskiego i Delegatury P.Z.M.W. w Bydgoszczy, a dokładnie ze strony redaktora Tadeusza Vogla i inżyniera Henryka Niesobskiego, zorganizowano I Rejs Dziennikarzy i Motorowodniaków. Prowadził on do Kruszwicy. Imprezę tą kontynuowano przez 5 lat, zawsze zmieniając kierunek rajdu.

Następne Rejsy Dziennikarzy i Motorowodniaków były organizowane pod hasłem: „1000 km wodami Polski”. Współorganizatorem tych wspaniałych rajdów, oprócz wymienionego już oczywiście Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Oddziału Bydgoskiego, naszego Klubu, były redakcje bydgoskich gazet: IKP, Dziennika Wieczornego, Gazety Pomorskiej, a nawet Przeglądu Sportowego. Należy tu wspomnieć nazwiska tych dziennikarzy motorowodniaków, którzy relacjonowali każdy rejs w gazecie, a byli to: Bracia Drozdowscy, redaktor Jakubowski i oczywiście redaktor Tadeusz Vogel. W tych pięciu rejsach, łodzie naszego Klubu wraz z dziennikarzami, odwiedziły: Szczecin, Poznań, Gdańsk, Ostródę – Iławę, Włocławek i Płock.

Uczestnicy rejsu dziennikarzy i motorowodniaków

Lata 70-te.

W latach 70-tych modne stało się organizowanie zakończenia sezonu motorowodnego na przystani Klubu „Budowlanych” w Toruniu. Muszę tu nadmienić, że lata 70-te zaowocowały generalną wymianą silników przy łodziach. Skończyła się era poniemieckich „KONIGÓW”, poznańskich „WART” i bydgoskich „NIESOBÓW”. I tak wkraczamy w erę silników produkcji ZSRR. Kto tylko mógł „kombinował” z prywatnego importu - Wichry, Moskwy, Wietieroki i Neptuny. Pod koniec lat 70-tych mieliśmy przy swoich łodziach (nie wszystkich) silniki samochodowe: „Syrena”, „Wartburg”, „Fiat”, nastał czas pędników strugowodnych. Pływało już coraz więcej łodzi z laminatu poliestrowo-szklanego i były to już łodzie kabinowe. Mazury i Warmia, Mikołajki, Giżycko, Węgorzewo, Iława i Ostróda-tam wszędzie można było spotkać banderę naszego Klubu. Ale najważniejszym rejsem pod względem odległości, trudności trasy i zabezpieczenia logistycznego była wyprawa, 12 jednostkami do Krakowa. Był to rok 1978. Takiego wyczynu, na taka odległość i tyloma jednostkami już nigdy nie powtórzyliśmy. Od roku 1979 zaczęliśmy brać udział w „Rajdzie Westerplatte”, organizowanym przez P.Z.M.W. i N.W. w Warszawie. Trasa każdego takiego rajdu miała swą metę w Gdańsku, na Westerplatte. I oczywiście za każdym razem, z ramienia naszego Klubu, brało w nim udział co najmniej 10 jednostek. Byliśmy jednym z najliczniejszych w Polsce klubów motorowodnych, biorących udział w tych rajdach. Z tych wypraw wracaliśmy zawsze z pucharami i nagrodami. Wielokrotnie zdobyliśmy mistrzostwo i v-ce mistrzostwo Polski w Rajdach Turystycznych. Rok 1978 to początek prezesury Leszka Bolta, najbardziej kompetentnego i wytrwałego prezesa Klubu. Jeszcze wtedy nie wiedział przez jakie „burzliwe” wody będzie musiał nas przeprowadzić.

Lata 80-te.

Rejs na mazury-Wilkasy

Lata 80-te, a zwłaszcza rok 1980 to rok dużych zmian w kraju. I dla nas motorowodniaków nadszedł czas zmian. Nad Klubem zawisła groźba likwidacji. Utraciliśmy swoją przystań na Wyspie Młyńskiej, tę samą, o którą walczył Henryk Krajczewski w latach 50-tych. Po 23 latach wiecznej harówki rzeszy członków Klubu, przepracowaniu wielu godzin w ramach prac społecznych, zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia tego terenu.

Nasz hangar dla łodzi i nasza siedziba miała ulec rozebraniu. Hangar przetrwał 48 lat służąc zawsze wodniakom. Po wielu perypetiach i wielu prośbach w różnych wydziałach Urzędu Miejskiego w Bydgoszczy, otrzymaliśmy inny teren na przyszłą przystań. Teren mieścił się w Brdyujściu na Torze Regatowym przy ulicy Witebskiej. Musieliśmy zacząć budować Klub od początku. Naszym marzeniem było przeniesienie hangaru z ulicy Mennica i zrekonstruowanie go w całości na nowym miejscu. Niestety nie udało się. Hangar nie nadawał się do ponownego postawienia go na nowej przystani. Wtedy wydawało nam się, że to już koniec. Na budowę nowego hangaru nie było nas stać. No, ale od czego ma się prezesa…To on, nasz prezes, Leszek Bolt, wybrany w wolnych i demokratycznych wyborach, wpadł na pomysł pływającego hangaru. Jak pomyślał tak zrobił. Wymyślił sobie, że może pozyskać wycofaną z eksploatacji barkę holowaną i zaadoptować ją na nową siedzibę Klubu i hangar dla naszych łodzi. Po wielu, wielu godzinach pracy członków Klubu i wydatnej pomocy Żeglugi Bydgoskiej, barka została zacumowana na Torze Regatowym w Brdyujściu. I musicie wiedzieć, że służy nam już 25 lat. Jak mi wiadomo, jest to jedyna taka barka, którą udało się ocalić od modnego tak dziś złomowania. ELLA  – Ż 6004, bo pod taka nazwą i numerem była w rejestrach żeglugowych, skończyła w tym roku 76 lat. Trochę niedomaga, łamie ją we wręgach, ale to pewnie reumatyzm od wiecznego stania w wodzie przez tyle lat. „Ella” pochodzi z Gdańska, zbudowana ze stali, o poszyciu nitowanym. Ogólnie ma bardzo smukłą budowę Lc=57 m, Bc=8 m. Burty czarne z niebieskim paskiem, nadbudówki białe oraz posiada bardzo ładną sterówkę. No i jeszcze taki mały szczególik-waży „jedyne” 160 ton. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie napisać Wam paru słów o „starszej pani Elli”.

Jednym słowem „Ella” to moje przysłowiowe oczko w głowie, no i oczywiście właściwy wybór prezesa Bolta. Lata 80-te to lata dalekich wypraw i rejsów. Bierzemy udział w kolejnych „Rajdach Westerplatte”. Łodzie naszych członków biorą udział w kolejnych „Rejsach Mazury” organizowanych przez komisję turystyki P.Z.M.W. i N.W. Wracamy na stare trasy pętli Wielkopolski. Po raz kolejny odwiedzamy ciepłe jez. Ślesińskie: Pątnowskie i Morzysławskie. Mamy tam wspaniałych kumpli wodniaków z Poznania. Płyniemy całą naszą grupą na rz. Noteć, Wartę i Odrę. Odwiedzamy i odkrywamy ponownie miejscowości nad tymi rzekami, które przecież odwiedziliśmy bardzo dawno temu, płynąc Rejsem Dziennikarzy i Motorowodniaków. Miejscowości bardzo ciekawe: Krzyż, Drezdenko, Gorzów Wielkopolski, Kostrzyn i oczywiście Siekierki nad Odrą. W tych rejsach klubowych płyną prawie wszystkie łodzie z naszej przystani. Jest nas coraz więcej, powiększają się szeregi członków Klubu, a co ważne, są to członkowie z własnymi łodziami-prawdziwi pasjonaci turystyki motorowodnej. Powoli zaczyna brakować miejsca na łodzie w ładowniach. Przy burtach barki cumuje teraz 20 łodzi motorowych. Pływamy nie tylko w grupach rajdowych, wielu naszych członków posiadających łodzie poza przystanią, pływa indywidualnie po jeziorach Mazurskich, Warmińskich i Zalewie Koronowskim. Przez cały ten czas lat 80-tych skrobiemy-malujemy, skrobiemy-malujemy…upiększamy naszą przystań. Budujemy nowe łodzie, w szczególności łodzie kabinowe. Większość członków klubu „przechodzi” na silniki wbudowane z napędem strugowodnym.                                                                                                                         Rok 1987 to jubileusz 30-lecia istnienia i działalności Klubu „Mors”. Uroczystość jubileuszowa odbywa się z wielka pompą na terenie przystani. Licznie przybywają zaproszeni goście, również z Urzędu Miasta, Oddziału Miejskiego PTTK, WOPR-u, Inspektoratu Żeglugi oraz P.Z.M.W. i N.W. Są też oczywiście nagrody i wyróżnienia. Opisując historię Klubu posługuję się stwierdzeniem członkowie Klubu-jest to rodzaj męski, ale to nie znaczy, że w naszych szeregach nie było i nie ma kobiet. Nic bardziej mylnego…Pływaliśmy i pływamy z żonami, narzeczonymi. Jest jedna taka kobieta, o której należy wspomnieć. Nasza Klubowa koleżanka Pani Eugenia Sokołowska (z patentem starszego sternika motorowodnego), znana w światku motorowodnym Bydgoszczy, Warszawy i nie tylko. Popularną Panią WIESIE omijały zawsze wszelakie mielizny i wiry Wiślane, a my mogliśmy być zawsze pewni, że na mecie każdego etapu rajdu czeka na nas z gorącą herbatą (dla bardziej zmęczonych był oczywiście rum). Muszę jeszcze wspomnieć, że była naszym Klubowym „ministrem finansów” najdłużej nam panującym. W kasie klubowej były zawsze pieniądze-jak to robiła, nie wiem do dziś. Tak to w wielkim skrócie opisałem „tłuste” lata 80-te naszego Klubu. Jak mówi stare porzekadło, po „tłustych” latach muszą przyjść lata „chude”. I tak też się stało. W latach 90-tych wielu członków zawiesiło swoja działalność w Klubie, inni po prostu z niego odeszli, jeszcze inni poszukali sobie innego hobby. Jednym słowem, szeregi Klubu przerzedziły się. W Klubie nie działają już członkowie z I pokolenia założycieli Klubu. Ster przejęło II pokolenie-czas na młodych!  Choć już nie jesteśmy tak liczną grupą jak kiedyś to dalej pływamy.   Poznajemy nowe miejsca i odwiedzamy stare. No i oczywiście nie zapominamy o naszej „Elli”.         

Bo przecież jest jeszcze taki Klub, jest taka przystań, jest taka barka…


Autor: Mariusz Krajczewski

Podobne artykuły


16
komentarze: 111 | wyświetlenia: 1789
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 473
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 728
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1297
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1135
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 728
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 829
10
komentarze: 298 | wyświetlenia: 806
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 573
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 538
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 505
10
komentarze: 10 | wyświetlenia: 472
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 393
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 533
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska