Login lub e-mail Hasło   

Tajemnicze miejsca na ziemi. Cretto di Burri, Sycylia.

Tajemniczych miejsc jest na świecie wiele. Odwiedzamy je głównie dlatego, ponieważ wydają się ciekawe, ponieważ setki ludzi odwiedziło je przed nami i ponieważ większość...
Wyświetlenia: 295 Zamieszczono 16/10/2016

Tajemniczych miejsc jest na świecie wiele. Odwiedzamy je głównie dlatego, ponieważ wydają się ciekawe, ponieważ setki ludzi odwiedziło je przed nami i ponieważ większość z nas na własnej skórze pragnie się przekonać, czy rzeczywiście są tak wyjątkowe. Jeżeli przy okazji są to miejsca związane z mrożącą krew w żyłach legendą lub, co ciekawsze, są nawiedzone przez duchy, w głębi duszy mamy nadzieję, że może to akurat nam uda się doświadczyć czegoś niezwykłego. Nieziemskiego, magicznego... Każdy zapewne ma na to swoje własne określenie. Innymi słowy, w takich miejscach po prostu musi się coś wydarzyć. Zazwyczaj jedziemy do nich odpowiednio przygotowani. Oglądamy zdjęcia, czytamy komentarze, aż w końcu pełni nadziei ruszamy w drogę, by zobaczyć i usłyszeć to, czego nikt inny przed nami nie doświadczył.

Ale co jeśli na takie miejsce natrafimy przypadkowo? I czy w ogóle można natrafić przypadkowo na coś tak teoretycznie niezwykłego? Odpowiedź brzmi: Można. Zdecydowanie można. Szczególnie wtedy, kiedy w takim miejscu nie widać żywej duszy. Kiedy znajduje się w znacznej izolacji, a w przewodnikach turystycznych nie ma o nim słowa. Wtedy rzeczywiście można z wrażenia stracić panowanie nad kierownicą i wylądować w jakimś dole lub, w najlepszym przypadku, zrobić kilka zygzaków i jakimś cudem utrzymać się na właściwym pasie ruchu.     

Czegoś takiego można doświadczyć na przykład tam. Na Sycylii. A dokładniej na odcinku przecinającym rezerwat Grotta di Santa Nimfa pomiędzy miastami Gibellina Nuova i Salaparuta. Nie spodziewając się natrafić na nic, co poniekąd mogłoby wydawać się szczególne, w pewnym momencie naszym oczom ukazuje się to: (patrz link pod tekstem).

Na początku zupełnie nie wiadomo, o co chodzi. Takie widoki nie są czymś typowym. Ani w tej, ani w żadnej innej części Sycylii. Im dystans między samochodem a tym „czymś” staje się mniejszy, tym więcej szczegółów dostrzegamy i tym mniej wiemy, z czym mamy do czynienia. Naszym oczom ukazują się potężne bloki z cementu, wysokie mniej więcej na metr sześćdziesiąt, oddzielone od siebie dwu-trzymetrowymi odcinkami również z cementu, a wszystko to pokrywa teren o powierzchni około ośmiu tysięcy metrów kwadratowych. Trochę dziwne, prawda?

Co więcej, znajdujemy się na wzniesieniu. Całą strukturę oglądamy z góry, z dołu, z boku i ze środka. A wygląda to tak: (patrz link pod tesktem)

I co? I dalej nie wiemy, o co chodzi. Bo co to może być? Fundamenty? Jeżeli tak, to czego? Przypadkowe bloki cementowe zostawione tutaj z bliżej nieokreślonych powodów? Ciężko powiedzieć. Nie pozostaje nam nic innego, jak zaczepić idącego wzdłuż drogi pastuszka i zapytać, co to takiego jest. Każe iść ze sobą. Na szczyt. Więc idziemy.

Pomimo że już raz się na nim znaleźliśmy, dopiero teraz dostrzegamy dużą, brązową tablicę, na której jak wół widnieje napis „IL CRETTO”. A pod spodem kolejny napis „di Albero Burri”. Na dole tablicy jest też data. Zobaczcie sami: (patrz link pod tekstem)

Tablica ta nie wyjaśnia jednak wiele. Il cretto znaczy szczelina. Na blokach z cementu szczelin jest od groma. Na wąskich, cementowych odcinkach również. Tylko czy to o tych szczelinach mowa?

I wtedy z pomocą przychodzi pastuszek: - To jedno z trzech miejsc, które ucierpiało podczas trzęsienia ziemi. Tego z `68. Tutaj pękła ziemia i wytworzyła się szczelina, która pochłonęła to, co było w jej zasięgu. A to, co na patrzycie, to miasto Gibellina Vecchia.

Miasto? Jakim cudem bloki z cementu można nazwać miastem? Ale i tego dowiadujemy się szybko. Trzęsienie z 1968 roku zniszczyło kompletnie trzy miasta położone w Dolinie Belice: Poggioreale (poprzedni post: Miasto-widmo), Salaparuta i Gibellina Vecchia. A to, na co patrzyliśmy, to nic innego, jak pozostałości właśnie po Gibellina Vecchia.

- Miasto zalano cementem – tłumaczył pastuszek. – Po tym, jak usunięto z niego zwłoki i wszystko, co się dało, burmistrz miasta zdecydował się je odbudować dwadzieścia kilometrów dalej. Na miejscu starego kazał z kolei zrobić coś, co przypominałoby wszystkim o tym, co miało tu miejsce i o ludziach, którzy tu zginęli. I wtedy przybył Alberto Burri, decydując się na zalanie miasta cementem. A miało to dwa cele. Pierwszy i najważniejszy, aby trzęsienie ziemi i straty, jakie spowodowało, nigdy nie zostało zapomniane. I drugi, aby przykryć pozostały na ziemi gruz, którego pozbycie się było wówczas zbyt kosztowne. Zadanie zostało wykonane.

Zostało. Trzeba przyznać, że zostało. Pomimo że niewielu z nas wie o istnieniu czegoś takiego jak Cretto di Burri. Pewnie niejeden raz przejeżdżający w oddali turyści spoglądali na usiane cementowymi blokami wzgórze, zadawali sobie pytanie, co to takiego jest, a potem poprawiali słomkowy kapelusz i myśląc już tylko o słońcu i owocach morza, na wciśniętym gazie pędzili w kierunku pękających w szwach plaż San Vito lo Capo.

 Zdjęcia można obejrzeć tu: http://www.isabelfuentesguerra.com/blog/tajemnicze-miejsca-na-ziemi-cretto-di-burri-sycylia

Podobne artykuły


12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 173
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1144
11
komentarze: 132 | wyświetlenia: 789
10
komentarze: 11 | wyświetlenia: 190
10
komentarze: 4 | wyświetlenia: 423
10
komentarze: 12 | wyświetlenia: 1441
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 276
9
komentarze: 59 | wyświetlenia: 1458
9
komentarze: 3 | wyświetlenia: 316
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1001
9
komentarze: 26 | wyświetlenia: 208
8
komentarze: 1 | wyświetlenia: 205
8
komentarze: 1 | wyświetlenia: 232
8
komentarze: 3 | wyświetlenia: 185
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska