Login lub e-mail Hasło   

Dzienniki Aarona Johnsonna

...
Wyświetlenia: 1.057 Zamieszczono 22/10/2016

Aaron wrzucił trzeci bieg i przyspieszył. 
Chciał jak najszybciej uciec z miasta, wyrwać się spod jego narkotycznego, uzależniającego wpływu. 

Obraz po bokach zamazywał się, mieszał, transformował w ferie barw i kształtów. 
Miejscowość za miejscowością, zieleń lasu, krzyk słońca, pustka, wreszcie pustka. 
Nie patrzył na mapę bo i tak nie wiedział dokąd zmierza. 
Miał dość.
Kierował się ku zapomnieniu, może wreszcie na końcu tej drogi, przypomni sobie ...
 
 
Stracił poczucie czasu. 
Nie wiedział ile już jechał na rezerwie. Słońce powoli zniżało się ku widnokręgowi. 
Wokół tylko pola i cienka droga którą przemierzał. Zacisnął mocniej dłonie na kierownicy. 
Nie licząc pastylek, nie jadł nic od dwóch dni i chciało mu się rzygać. 
Zbłąkany czarny kot ledwo zdążył uciec spod jego kół.
Nasypał na dłoń garść pigułek, rzucił neurotyczne spojrzenie w lusterko i popił whisky. 
Krzyknął i zatrąbił, śmiejąc się histerycznie. 
I tak nikt nie mógł go zobaczyć.
 
 
Aaron, synku .. głos matki. Aaron, kochanie ... głos żony. 
Aaron Ty skurwy ... Mój własny głos.
Obudził się, słysząc miarowe cykanie pobocznych świateł. Powoli podniósł głowę znad kierownicy. 
Musiał zjechać na pobocze, choć nie pamiętał tego. 
Księżyc wisiał już wysoko na niebie.
Było bardzo zimno i panowała praktycznie zerowa widoczność przez gęstą, wszechobecną mgłę.
Otworzył drzwiczki i natychmiastowo zwymiotował. Długo zwracał nagromadzony w środku żal.
Kazali mu się nim żywić przez wiele lat. To było normalne według nich, według normalnych.
Gdy skończył, usiadł ciężko na ziemi, opierając się o karoserię. Wygrzebał z kieszeni paczkę fajek i zapalił.
Dym mieszał się z mgłą, jakby w parodii miłości, chwilowego braku rozróżnienia co jest czym. 
Pragnienia fizycznego zaspokojenia, pomylonego z chęcią spokoju na zawsze.
 
Co za kurwa, pierdolony bezsens - rzucił w pustkę. 
Chciał wstać, lecz nagle uświadomił sobie jak bardzo jest osłabiony. 
Wysypał z pojemniczka pigułki i wgapił się w nie tępo.
Wsypał je z powrotem. Uruchomił radio i po chwilowym bełkocie prezentera ledwo słyszalnej stacji, wrzucił w odtwarzacz płytę Molly Nilsson. 
Napełnił bak. Zawsze bywał przygotowany na najgorsze. 
Taki już był.
 
 
Gdy zajechał na podniszczoną stację było już po ósmej rano. 
Wygwizdów. Brakowało tylko kręgów w zbożu.
Kupił jednego z tych obleśnych hot-dogów sprzedawanych na miejscu, zapas whisky, gazetkę xx i chrupki. 
Zatankował do pełna, wdając się w pozbawioną sensu rozmowę z typem obsługującym kasę.
- Panie a gdzie to pan tak jedzie, nic tu nie ma przecie, - mimo wczesnej godziny koleś był wyraźnie na gazie.
- Miasto mi się znudziło, jadę przed siebie, więcej sosu proszę...świetnie - nachylił się ku niemu; jest tu coś w rodzaju apteki?
Typ spojrzał na niego bacznie, ociężale żując gumę. Wyglądał jak niedorozwinięty.
- Aaa ja wiem, panie, takie rzeczy to trzeba wiedzieć, kasę ma? 
- Ma, a co w recepcie? Typ zachichotał. 
- Same dobre rzeczy, pozwól pan na stronę. 
 
Kto powiedział że wsie są słabo zaopatrzone? - zastanawiał się jakiś czas potem, mknąc po wąskiej drodze ćmiąc grubego skręta. 
Zmrużył oczy, kobieca sylwetka wyraźnie machała do niego łapiąc stopa. Zatrzymał się, widać nadal miał dobre serce lub liczył na to że to prostytutka.
Dziewczyna wrzuciła ciężki plecak na tylne siedzenie, sama usadzając swoją zgrabną dupcię obok niego. 
Miała długie niebieskie włosy, srebrny krzyżyk na szyi, buddyjskie koło i czerwony półksieżyc... oraz niemiły, wręcz wredny wyraz twarzy. Oczu nie widział zza ciemnych okularów. 
- Witaj skarbie, Hanna jestem - zapiszczała pseudo seksownie, z wyraźnym zmęczeniem.
- No siema, dokąd droga? 
- Jak najdalej, uciekłam z domu. Nie mogła mieć więcej niż 15 lat.
Dawniej może spróbowałby ją przekonać do powrotu, może powiedziałby jej coś o tym jak jej rodzice muszą się martwić lub coś w stylu jednej z serialowych pogadanek o odpowiedzialności i stawianiu czoła przeciwnościom losu...ale teraz miał zwyczajnie gdzieś jej łzawą historię. 
Przypatrywała mu się bacznie, gdy tak jechali.
 
 - Nie jesteś żadnym zboczeńcem co?
- Tylko czasami, łypnął na nią - takich jak ty nie tykam.
- Czemu. 
- Przejadłem się. 
 
Podłączyła swoją mp3, z głośników wydobył się smętny głos Kurta Cobaina. 
- aach Kurt to był gość, rzekła rozmarzona po głębokim buchu, wyciągając się na skórzanym fotelu.
- Dlatego że strzelił sobie w głowę? (Sam nieraz wyobrażał sobie jak by to było ze sobą skończyć)
- Niee, dlatego że, był taki wrażliwy... I seksi! - dodała. 
- Kiepuj, kurwa do popielniczki..!
- Jasne, jasne, sorry. Przejeżdżali właśnie przez ciemny las, Hanna zachwycona przeglądała się wysokim cieniom sosen.
To prawie jak na tumblerze! - Ucieszyła się po czym zaraz posmutniała; teraz nie mam już internetu...
- I koleżanek? Zaczynała boleć go głowa.
- E tam, koleżanki zawsze się znajdą, wyciągnęła aparat i cyknęła mu zdjęcie - teraz mam czym się pochwalić hihi. Pod warunkiem że znajdziemy internet na tym zadupiu, popatrzyła smętnie zza szyby. 
Wyciągnęła z plecaka mapę i wreszcie ucichła. Zastanawiając się czy jej nie wyrzucić, wziął parę piguł. 
Napady agresji wciąż niestety mu się zdarzały.
 
- Czerkasy odległe za dwie godziny... - umilkła widząc wyraz jego twarzy. 
- No i dobrze, mam dość spania w samochodzie, przydałby się też prysznic - próbował się uśmiechnąć przez zaciśnięte zęby.
Kurt Cobain zaryczał agonalnie a pierwsze krople deszczu zabębniły o szybę.
- Co racja to racja, - pociągnęła nosem. 
 
 
Ciemne kontury miasta górowały ponuro nad szarym korowodem samochodów.
Lało. Zatrzymali się na bocznej uliczce tuż przed nie wyróżniającym się niczym hotelikiem i sprintem wbiegli do środka.
Kupił pokój z dwoma oddzielnym łóżkami ponieważ dziś postanowił nie być zboczeńcem, ku wyraźnej uldze na twarzy Hanny. A może był to zawód..?
Zachichotał, a ciepłe krople wody spływały po jego ciele. Gorąco rozpuszczało nagromadzone zmęczenie wielu dni. 
Zastanawiał się co dalej. Jego życie straciło jakąkolwiek stabilność i pozory nawet abstrakcyjnego sensu.
Ex - żona starała się pozbawić go niemal całego majątku, jedyne dziecko go nienawidziło, a stan psychiki pozostawiał wiele do życzenia. Na domiar złego za drzwiami czekała nastolatka która uciekła z domu, z pewnością nie będzie wyglądać to ładnie gdy znajdą ją ze starszym facetem. Żona z pewnością by to wykorzystała przeciw niemu.
Czy takie myśli to przejaw autoagresji? - Spojrzał w swoje zaparowane odbicie, nie mógł nic dojrzeć.
 
Zamówił chińszczyznę i czekał rozwalony, popijając whisky na starannie posłanym łóżku. 
Dziewczyna kąpała się już pół godziny. 
Przerzucał kanał po kanale, nie ważne jaki kraj, wszędzie to samo pierdolenie, skwitował. 
Wyszedł na balkonik i zapalił, wpatrując się w ciemną panoramę miasta. 
Zapowiadała się dziwna noc.
 
II
 
Tv podawało właśnie świeżutką jeszcze pachnącą krwią wiadomość o rzezi chrześcijan gdzieś w południowej Afryce.
Aaron zachichotał do drinka i otworzył kartonowy zestaw z ciepłym chińskim żarciem. 
Łypnął na drzwi od łazienki. Smarkula była albo bezczelna albo szalona.
 Albo Albo. Nic pośrodku. 
Dobiegała godzina odkąd tam weszła. Podrapał się po szczeciniastym podbródku - chyba się nie zabiła?
Wyobraził sobie jej nagie martwe ciało, czerwoną od krwi wodę i pożegnalny liścik..Mamo, Tato...
Oraz jego wyprowadzanego przez policję. 
Tytuł nagłówka  - "Zboczeniec uprowadził i zamordował nastolatkę"
Kurwa. Prawdopodobnie znów ponosiła go doprawiona alkoholem i prochami wyobraźnia, lecz ziarno paniki zostało zasiane. 
Podbiegł do drzwi i załomotał. Przypomniała mu się kultowa scena z "Klanu". 
 
- Hanna! Co z tobą! 
Cisza. 
Zaklął. Wyważę drzwi jeśli nie otworzysz! 
Plusk, jęk. 
- Żyję, żyję o co ci chodzi.. Odetchnął wkurwiony. 
- Nie jestem sponsorem twoich kąpieli dziewczynko...zastanowił się, - ani twoim sponsorem w szczególności, wyłaź!
 
Wyszła, pierwszy raz bez okularów przeciwsłonecznych. Miała głębokie niebieskie oczy. 
Pasowały jej do włosów. Ponadto była na haju tak że ledwo stała.
- Przepraszam, panie Johnsonn, moje godne pożałowanie zachowanie nie powtórzy się już więcej... - powiedziała, przybierając pozę skruszonej uczennicy. 
Spojrzał na nią z powątpiewaniem i machnął ręką. 
- Chinkę masz, zamówiłem. 
 
Godzinę później siedział na fotelu w ciemnym pokoju rozjaśnianym tylko błyskami z wyciszonego telewizora.
Telemarketer zachwalał właśnie magiczne właściwości oczyszczających plastrów do stóp. 
- Ciekawe czy jakby przykleić je na twarz, też byłyby czarne, zasępił się - lub na serce
Lód zagrzechotał o szklankę. Westchnął i wziął potężny łyk whisky. 
Dziewczyna spała na sąsiednim łóżku, pochrapując lekko. 
Musiała być wykończona
Wygląda na to że nie ucieknę od bycia ojcem. Zabrzmiało to dość pokrętnie w jego myślach i zdegustowany splunął na wyimaginowanego złego "siebie". 
Żona miała rację, powinienem już dawno udać się do specjalisty. Nie chciał jednak dać suce satysfakcji.
Co jeśli wyszłoby że na prawdę jest pierdolnięty? Czy szalony ojciec może zajmować się własnym dzieckiem? 
Czy może stanowi zagrożenie dla siebie i innych?
Przełączył kanał. 
Wojownicze żółwie ninja ratowały świat przed kolejnym zagrożeniem, wojna domowa w Polsce, Wyślij sms teraz...,  "Taniec z Pizdami", pornosy, pornosy, a nie to mtv...
Ziewnął, oczy zamykały mu się ze zmęczenia. 
 
Zastanawiał się czy nie ma halucynacji bowiem postać z tv łudząco przypominała mu jego żonę...
To była jego żona! Pogłośnił; leżała na łące, piękna i pachnąca, śmiejąc się perliście. 
Wokół niej biegał szczęśliwy biały pies merdając ogonem. 
Rozłożony na trawie koc, pokryty był przeróżnymi smakołykami. 
Świeciło słońce, - utopia. 
Żona wodziła dłonią po piersiach zalotnie. Nagle wpadł na nią pies. Zamiast zaszczekać, rzekł jednak:
- I co frajerze? Teraz ja ją rżnę! 
Wytężył wzrok, wpajając się w ekran telewizora - co do kur...? 
Żona rozmarzonym spojrzeniem wpatrywała się w kundla, zaczynając namiętnie głaskać go po futrze.
Pies zaśmiał się. 
- Oj Johnsonn, - pokręcił kudłatym łbem; mogłeś mieć to wszystko...A co masz? 
W oczach psa świecił najprawdziwszy obłęd
Wyszczerzył kły; - Gówno!
 
 
Johnsonn obudził się zlany potem. 
Na podłodze leżała rozbita szklanka a za oknem wschodził blady świt. 
Telewizor śnieżył więc jednym ruchem wyłączył ten irytujący sygnał. 
W ciszy jaka zapadła, z przepitego, ochrypłego gardła wydostało się tylko jedno ciche słowo.
 
- Jebać...
 
 
III
 
Hanna wzięła głęboki oddech pod miękką i ciepłą kołdrą. 
Gdy zorientowała się że już nie śni, przetarła niebieskie oczy i powoli wygrzebała się z pod grubej warstwy koców.
Miała na sobie tylko cienki podkoszulek i majteczki. 
Zastanowiła się czy Johnsonn patrzy, lecz nigdzie nie było go widać.
- Halo! 
Mieszkanie wyglądało na puste.
- Aaron? 
Zaniepokoiła się, nie mógł jej tak po prostu zostawić...a może mógł? 
Rzuciła się głucho na łóżko, zrezygnowana i z pustką w głowie.
 
Leżała tak chwilę bezmyślnie aż usłyszała odgłos zamykanych drzwi od balkoniku i zapach dymu który przez nie wleciał.
- Ładne majteczki - rzucił z uznaniem. Chodź, ubieraj się i idziemy coś zjeść, uczennico.
Wpiła w niego wzrok. 
- Mam coś na twarzy? - Zapytał. 
- Nie ale...
- Jak nie to się zbieraj - warknął. Gdy tak robił wyglądał jak szaleniec.
No ale co nowego.
.......
Siedzieli w obskurnej knajpce, prawdopodobnie pamiętającej jeszcze czasy Lenina. Był mały ruch, głównie starzy bywalcy i masoneria. 
Tradycyjne ukraińskie placki w bitej śmietanie - Johnsonn je uwielbiał. 
Hanna już mniej, patrzyła tylko z obrzydzeniem jak ósmy już placek znika w jego żołądku. Sama ledwo tknęła swoją sałatkę, chyba nawet lekko nią pogardzała.
Zamówiła więc kawę i zapaliła posępnie, patrząc na coś co można nazwać by nieudaną aborcją śniadania.
Przynajmniej do kawy dostała ciastko. Moczyła je teraz wolno w ciemnej toni, z satysfakcją patrząc jak nasiąknięte, łamiąc się, umiera.
 
- ...Aaron. - rzekła smutno.
Oblizywał właśnie palce, jego żołądek błagał o wypełnienie, miał dość trawienia siebie i własnych toksyn. Cieszył się, piał ze szczęścia, gratulował mu i życzył samych sukcesów..
- Aaron! 
Ocknął się i przyjrzał siedzącej naprzeciw niego dziewczynie jakby widział ją pierwszy raz w życiu.
-
- Nie chcę być niegrzeczna, jestem wdzięczna że mnie ze sobą zabrałeś i w ogóle...ale kim ty właściwie kurwa jesteś? Nic o tobie nie wiem i szczerze to trochę się ciebie... boję. Jej głos zdradzał dość duży niepokój.
Johnsonn podrapał się w oko. 
- Właściwie to nikim; odparł. Jestem kimś komu życie nie wyszło. Odpadkiem społecznym, potępieńcem, zdziwaczałym socjopatą oraz lekomanem. Uśmiechnął się. 
- a i w dodatku uciekłem od własnej rodziny...lub tego co z niej zostało.
Mówiąc to cały czas patrzył jej prosto w oczy, bez cienia wstydu, bez najmniejszej nawet emocji.
Zapadła krępująca cisza. Zapalił.
 
- Więc...
- Teraz twoja historia; przerwał jej. 
- To chyba fair. Zwiesiła głowę a włosy opadły jej kryjąc twarz w bezpiecznym cieniu. 
Milczała długą chwilę, jakby zbierając siły na wyznanie. Wyznanie przed nieznajomym.
- Mój ojciec próbował mnie zgwałcić.
 
Nie spodziewał się tego, zakładając...na pewno nie to. Może coś bardziej...innego.
- Dlatego uciekłaś; ni to stwierdził ni to zapytał. Pokiwała głową.
- Były też inne, sprawy... Podniosła wzrok. - Miałam dość takiego życia, życia w ciągłym strachu, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, moja miejscowość była mała, nie mówi się o takich sprawach głośno. 
Jej oczy miały pusty wyraz, suche. 
Wyciągnął do niej dłoń, milcząc. Ujęła ją.
- Nie chcę już tak żyć; w jej oczach odbijała się czysta determinacja. A może tylko rozpacz.
- I nie będziesz; powiedział stanowczo. - Jesteś wolna, twoje życie to twój wybór. Wybieraj więc. 
Musisz jedynie pamiętać, by nie potępiać się za to...
Jego słowa choć szczere brzmiały dla niego dziwnie, może dlatego że cedząc je, zatopiony był w przeszłości. 
 
Już miała coś odpowiedzieć gdy słowo przerwał dźwięk tłuczonej szyby i zasypały ich odłamki szkła. 
Upadli na ziemię, kryjąc się za stolikami. Osłaniając ją, spojrzał w kierunku eksplozji. 
Dwójka postaci stała skąpana w świetle, wzmocnionym jeszcze przez tysiące malutkich odbić. 
Szkło chrupało pod ich nogami gdy weszli, mierząc do przerażonych konsumentów z półautomatu. 
 
- Wyłaź Johnsonn. Albo dziewczyna zginie. 
Aaron spojrzał na nią. Najwyraźniej była w szoku. 
Przełknął ślinę.
- OK. Poddaję się. 
 
Wyszedł powoli, unosząc ręce. Większość stolików była poprzewracana, białe obrusy skropione krwią z pociętych twarzy wyglądały paskudnie. Przerażeni goście kulili się po kątach, nie wiedząc co się dzieje.
Napastnicy ubrani byli w proste czarne płaszcze, nie widział twarzy zza chust. 
Widział za to wycelowaną w niego broń.
Większy z nich uderzył go w brzuch. Stracił na chwilę oddech, zataczając się. Skrępowano mu dłonie i założono worek na głowę, brutalnie wyrzucając go na zewnątrz. 
Poczuł jeszcze krótko chłodny powiew wiatru na skórze, po czym wepchnięto go do samochodu. 
Odjechali z piskiem opon. 
 
- Żona tęskni, Johnsonn. 
 
 
 
...........................................................................................
https://www.youtube.com/watch?v=ES0QyLZZ9EQ

Podobne artykuły


24
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1549
16
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1052
15
komentarze: 9 | wyświetlenia: 872
15
komentarze: 17 | wyświetlenia: 1773
15
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1271
14
komentarze: 1 | wyświetlenia: 907
14
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1386
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 969
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 2475
13
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1202
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 903
13
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1041
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1075
13
komentarze: 14 | wyświetlenia: 969
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 709
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Ten niepodrabialny styl. Przyjemnie jest Cię czytać ponownie.

  liwa,  24/10/2016

witaj.... :) ?

  liwa,  24/10/2016

@liwa: Henear... :)

@liwa: ;D



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska