Login lub e-mail Hasło   

Dzienniki Aarona Johnsonna cz.2

Lovers
Wyświetlenia: 935 Zamieszczono 27/10/2016

Gdy odzyskał przytomność zdał sobie sprawę że klęczy. 

Nie wiedział jak długo jechali, szmata którą zakryli mu głowę nasączona była chloroformem. 
Bolała go głowa i nie wiedział gdzie jest, ręce wciąż miał skrępowane. 
Poruszył się. Cisza. 
 
Ktoś podwinął materiał, którym zakrytą miał twarz. Na wysokość ust.
Poczuł dotyk obcych warg wraz ze znajomym zapachem.
Tylko jedna osoba mogła pachnieć w ten sposób. 
Źle pojętą miłością. 
 
Oderwała się od niego, lekko gryząc go w wargę. 
- Brakowało mi tego. - wyszeptała. Jej ciepły oddech połaskotał go w ucho.
Nagłym ruchem zdjęła zasłonę z jego twarzy. 
 
- Nadal niewypowiedzianie piękna - rzekł gdy ujrzał jej postać. 
Nieziemsko seksowna i tak samo szalona. Dodał, uśmiechając się krzywo. 
 
- Myślisz? - Zapytała, poprawiając długie zadbane włosy. Opadały na jej biust jak płynne złoto. 
Spojrzała na niego bystro, lawendowym wzrokiem. 
- Nie dbasz o siebie, mężu...wyglądasz mizernie.
- To z tęsknoty za tobą. 
- Mmm, pokiwała śliczną główką - gówno prawda.
- Do rzeczy, żono - niemal wypluł to słowo. Coś ty kurwa narobiła? 
- Porwałam cię. Zdominowałam... - roześmiała się. 
 
Gdyby miał wolne ręce w jednej chwili udusiłby sukę na miejscu, już dawno powinien wziąć porcję tabletek.
- Rozwiąż mnie.
- Najpierw porozmawiamy. Jak mąż z żoną, jak normalna kochająca się rodzina...nie uważasz że umiejętność komunikacji to klucz udanych relacji? 
- Nie. Nie z tobą. 
Posmutniała. - Będę więc musiała cię zmusić. Moi dwaj przyjaciele w pomieszczeniu obok, wiedzą co to pragnienie kobiety... Ile znaczą marzenia, Aaron...!
- Dobra, czego chcesz.
- Byś wrócił. Byś mnie kochał. Nasze dziecko cię potrzebuje. 
- Ma 4 lata i mnie nienawidzi. Dzięki tobie.
- Nie - krzyknęła ze złością. Dzięki tobie! Jak mogłeś, jak mogłeś mnie zostawić...porzucić...- chodziła w kółko.
- Odbijało ci, dokładnie tak jak teraz.... - Spojrzał na jej twarz. - Gorzej.
- Przez ciebie! 
- Dziwisz się że uciekłem? Obwiniałaś mnie o wszystko. Nie jestem kurwa, bogiem, szalona kobieto! 
- Dla mnie jesteś... - rzuciła się na niego przewracając. Jesteś...;rzekła całując go. Pieprzonym...;wepchnęła mu język do ust. Dupkiem... ;Rozerwała koszulę na jego piersi. 
Nienawidzę cię... syknęła, przez zaciśnięte zęby. Pasek spadł na ziemię. 
 
Nie mógł jej nie chcieć. W tym był cały problem. To skomplikowane; zawsze wyrzucał to sobie coraz rzadziej pojawiając się w domu. Zawsze gdzie indziej, byle jak najdalej od upiornego zniewolenia.
Lecz równocześnie kochał ją, zawsze z nim była. Nie potrafił prawdziwie uciec. 
Miłość dwojga wariatów nigdy nie kończy się dobrze.  
Byli agresywni, zarówno w życiu jak i w łóżku. Niespełnione nadzieje, zawiedzione oczekiwania, nienawiść do tych samych rzeczy. Łączyło ich zbyt wiele by mogli się przeoczyć. 
Czasami jednak lepiej nie widzieć, zignorować, starać się zapomnieć, minąć się i udawać że to nie to. 
Bo to przecież niemożliwe...
 
Pot spływał z jego twarzy. Krzyczała. 
To wszystko przez miłość. - Powtarzał do siebie dzień po dniu. 
Nocą oglądał miasto zza szyb samochodu. Deszcz padał coraz częściej, sezon się zmieniał.
Pojawiło się dziecko. Nowa perspektywa. Nie chciana. Chciana. 
Nie można chcieć wszystkiego, tak? 
Co to jest wszystko...? 
- Wszystko to ty; jęczała. 
Nie. Tak. 
 - Bądź wolny... jak? 
Bądź ze mną.
 
Stoczyła się z niego, oddychając ciężko. 
Johnsonn gapił się w biały, tynkowany sufit. 
Dawno nie przeżył równie mocnego orgazmu. 
Jak to się dzieje - zastanawiał się, patrząc na jej zmierzwione włosy i zamknięte powieki. 
Że tracę kontrolę
Już dawno stracił czucie w związanych rękach.
Płakała. Zawsze potrafili czytać sobie nawzajem w głowach.
Małżeństwo...
Powiedz że mnie kochasz. 
To ty to powiedz.
 
I daj mi w końcu spokój.
 
- Lidka, kłopoty! - Jeden z zamaskowanych typów wpadł do środka pokoju.
Policja. 
Wstała, ubierając się szybko i sprawnie. Jego nie ubrała.
- Zabieramy się stąd, otwórz tylne drzwi i czekajcie na nas. 
 
Typ wybiegł a Johnsonn rozejrzał się. Miejsce w którym go przetrzymywali było najzwyklejszą rozpadającą się meliną. 
Słabe okna.
Zaczął podciągać spodnie jak niedorozwinięty. Pomogła mu z zimnym uśmiechem. 
Odwzajemnił go.
I z całej siły uderzył ją z główki w czoło. Zatoczyła się absurdalnie i upadła na kształtny tyłeczek. 
Uwielbiał jak siedziała spokojnie. 
Rozpędził się i wyskoczył przez okno. Z nagłym brzdękiem znalazł się dwa metry nad ziemią. 
 
To nie był dobry dzień dla szyb - pomyślał, pędząc na spotkanie z chodnikiem.
 
 
 
 
 
..........................................................................................
https://www.youtube.com/watch?v=CGXoKiNHl3c
 

Podobne artykuły


24
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1652
16
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1478
16
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1365
15
komentarze: 9 | wyświetlenia: 913
15
komentarze: 17 | wyświetlenia: 1865
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1014
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 570
14
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1149
14
komentarze: 1 | wyświetlenia: 941
13
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1067
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 2503
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 900
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1126
13
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1242
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  iwon-k-a,  30/10/2016

... w ostatniej chwili chodnik odwrócił się do niego plecami, bo nie umiał spojrzeć prosto w oczy roztrzaskującej się o niego twarzy. Tym razem to nie był sen, w którym spada się do momentu przebudzenia. Hej, Henear. A Ty? Tworzysz śpiąc czy się budząc? Czytając Ciebie, chciałabym mówić ciszą, taką między słowami, by nie wprowadzać niepotrzebnego zamętu:-) Więc już milczę... Gratuluję i pozdrawiam!

@iwon-k-a: Słodzisz mi strasznie, ale dziękuję. Pisząc, jedno oko mam zamknięte.
Pozdrawiam również :)

  iwon-k-a,  30/10/2016

@Henear: Oj, no co Ty??? Jeszcze nie czytałeś mnie słodzącej, he he;-) Ja nie z tych landrynkowo-cukierkowych;-) Lubię SIĘ wyrażać, po prostu. Czekam, aż któryś z Twoich tekstów tak mi się nie spodoba, że wreszcie dam ujście również swej goryczy, ha ha ha;-)

P.S. I pewnie nie uwierzysz, ale tak też myślałam o tym Twoim jednym oku...,ale o tym otwartym;-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska