Login lub e-mail Hasło   

Dzienniki Aarona Johnsonna cz.3

Zmrok zapada coraz szybciej.
Wyświetlenia: 519 Zamieszczono 31/10/2016

Zataczała się wychodząc, rozbite szkło pod jej butami chrzęściło nieprzyjemnie. 

Wokół ludzie. Krzyk, panika. Wozy policyjne. 
W dłoni ściskała klucz teraz mokry od potu, który wcisnął jej Aaron zanim go zabrali. 
Ręce jej drżały. Jakoś znalazła drogę do hotelu, nie zauważając wokół nikogo.
Recepcjonista spojrzał na nią dziwnie, minęło go więc szybko i wsiadła do windy. 
Dywan był miękki, sprzątaczka pchała wózek, zamykając drzwi za drzwiami. 
Ciemny korytarz wydawał odcinać się od zewnętrznego świata i jego chaosu.
Otworzyła drzwi, pusty pokój, opadła na łóżko. 
Zastanowiła się tylko jeszcze czemu ją to wszystko spotyka, po czym zasnęła.
 
Przyśnił jej się ojciec i bezradna matka. 
Błąkała się po zamokłych polach, przykuta nienawiścią do fałszywego domu. 
Ścigali ją, pragnęli jej. Stopniowo traciła nadzieję, złudzenia, nasiąkała goryczą, przeżerała ją wściekłość. 
Zaczęła się ranić. Bezwiednie. Z przyzwyczajenia. Myśląc że to zwyczajny stan. Dla niej. 
Bo przecież inni mieli inaczej. Kościół pachniał obłudą, nie było w nim boga. 
To tylko przebrania; mówiła sobie. Ksiądz czy Ojciec, mama czy tata. 
Wszyscy jej pragnęli. Nie mogła znieść tego więcej. 
Gdy skończyły się możliwe wytłumaczenia, uciekła. 
Budząc się z koszmaru.
 
Przetarła oczy. Zapadał zmierzch, pokój hotelowy tonął w półmroku. 
Przez chwilę nie wiedziała kim jej ani gdzie się znajduje. W domu? 
Nie miała domu. Machinalnie dotknęła zawieszonych na szyi medalików, czerwonego półksiężyca, buddyjskiego koła i srebrnego krzyżyka. 
Nosiła je by pamiętać o pustości ich znaczeń. 
Nie wiedziała czy wróci, powinien prawda? Wydawał się twardy, jednak co właściwie się mu przydarzyło?
Przy jego łóżku stała butelka whisky, rozebrała się i wzięła ją ze sobą.
Zmywała z siebie brud myśli. Przyjrzała się swojemu ciału w lustrze.
Zafarbowane włosy powoli wracały do swojej naturalnej brunatnej barwy.
Zauważyła siwe nitki i zaśmiała się. 
W jej oczach jawiła się nienawiść. 
- Wszystkiego najlepszego, Hanna. 
Zawsze pamiętam.
 
 
.
 
Johnsonn krwawił obficie, rozcięte czoło i policzek. Prawdopodobnie wybity bark i ogólne stłuczenia.
Nie ma to jak dobry seks. 
Szedł ledwo, powłócząc nogami. Udało mu się wyswobodzić ręce, nie chciał znów mieć ich złączonych więc jak najdalej oddalił się spod budynku w którym go przetrzymywano. 
Miał szczęście wybierając okno z drugiej strony. Przed meliną roiło się od glin. 
Niezauważony, zdołał się przemknąć. 
Kupił milczenie kierowcy taksówki więc ten nie pytał o nic. Godzina drogi. 
Przezornie jednak, wysiadł parę przecznic przed szpitalem. Pozszywali go jak tylko mogli. 
Obolały i zobojętniały wszedł do najbliższej spelunki, warknął na barmana i zaczął chlać. 
Lekarstwo na ból wewnętrzny. Panaceum.
 
Ocknął się gdy barman podkręcił głośność czarno białego telewizora. A może tylko pieprzyło mu się w oczach.
Zamrugał. W wiadomościach jak zwykle podawali tragedie jakie nawiedziły dziś ziemię, wtargnęły nieproszone w życie tak wielu ludzi. To mogło także przytrafić się tobie - zdawał się mówić pewny siebie śnieżnobiały uśmiech prezentera silącego się na profesjonalny pozbawiony sprzecznych emocji ton. 
- A teraz niecodzienna historia! W mieście Czerkasy doszło do porwania w biały dzień jednego z gości restauracji "Ćma". Napastnicy wybili szybę i uprowadzili białego, około czterdziestoletniego mężczyznę. Za samochodem sprawców wyruszył pościg, nieoznakowany wóz policyjny. Po namierzeniu miejsca pobytu uprowadzonego, policjanci wezwali wsparcie. Niestety nie udało się ująć poszukiwanych. Na miejscu nie znaleziono także porwanego mężczyzny. Poszukiwania trwają. 
Według relacji świadków, w restauracji towarzyszyła mu około dwudziestoletnia dziewczyna o niebieskich włosach. Policja prosi o pilny kontakt...
Johnsonn prychnął do siebie. - Dwudziestoletnia..! 
Zaraz jednak oprzytomniał. 
I zaklął tak szpetnie że całująca się obok para spojrzała na siebie z obrzydzeniem. 
 
Starając się nie zwracać na siebie uwagi, wyszedł z baru.
Zmierzchało, czuł swąd spalin na ulicy, nadchodziła pieprzona jesień. Neonowa zieleń krzyżu przykuła jego uwagę. Wszedł to apteki.
Nie ujęli jej, to znaczy że wciąż mnie szuka. 
Mam również prawdopodobnie na głowie policję, jeśli ktoś podał mój rysopis. 
Najkrótsza droga do mnie...
W pierwszej kolejności będą starali się znaleźć Hannę. 
 
Kupił zamiennik swoich prochów i utykając, starał się jak najszybciej dotrzeć do hotelu. 
Połknął garść pastylek, mógł właśnie być śledzony. Nie chciał by paranoje jakie zwykle miewał przybrały na sile. 
Groziło jej niebezpieczeństwo i to on był jego przyczyną. 
Przez cholerny łańcuch szaleństwa który spaja jak nienawiść.
W świecie w którym każdy jest chory, naucz się dbać o swoje własne zdrowie. Tego próbował nauczyć go kiedyś ojciec. 
Szkoda tylko że umarłeś tak wcześnie, staruszku.
 
Hanna patrzyła smutno na panoramę miasta, przewieszona przez barierkę balkoniku. 
Jej długie włosy rozwiewał wiatr. Jak sztandar samotności. 
Popiół z papierosa odrywał się od niespalonej jeszcze części i znikał w szarości tego przypadkowego miasta. 
Lekko wstawiona, patrzyła się nieprzytomnie jak przed odrapanym garażem, dwójka dresów rozbiera na części fiata 125, rechocząc przy tym głośno. 
Jeden z nich zauważył ją i spojrzał nań dziwnie. Kiwnął na drugiego i wskazał palcem, bynajmniej nie dyskretnie.
Hanna przestraszyła się. Nie mogli tu wejść. Więc...
Ktoś załomotał o drzwi. Papieros wypadł jej z dłoni. Potrąciła pustą już butelkę z whisky. 
Ostrożnie podeszła do drzwi. 
 
- Kto tam? 
- Hanna, to ja, Aaron, otwieraj.
Wypuściła powietrze i przekręciła zamek. 
- Co ty...? 
- Zbieramy się w trybie NOW - krzyknął. Bierz swoje graty i spadamy, masz dziesięć minut. 
Przerwał widząc jej twarz, była przerażona. Dotknął jej ramienia i spojrzał w oczy. 
- Bardzo cię przepraszam. 
 
Pół godziny później, oddaleni już sporo od miasta, przekraczali właśnie dozwoloną prędkość. 
Hanna wciśnięta w fotel, trzymała kurczowo pas. 
Aaron prowadził z wyrazem ekstremalnej determinacji na twarzy, co chwila patrzył w lusterko. 
Instynktownie sięgnęła ku swoim medalikom.Ich obecność zawsze ją uspokajała. 
Tym razem ich nie było, musiała je zostawić. 
Szyby były szczelnie zamknięte. 
 
 Nie wytrzymam tego dłużej; myślała. Podpięła swoją mp3 do radia.
Ręce jej latały. Udało jej się za trzecim razem. Popatrzyła na pigułki Johnsonna. 
A potem na niego samego. Nie chciała tak skończyć.
Z głośników wydobyło się "Everytime we touch" - Cascady. 
Spojrzeli po sobie dziwnie. 
Zarumieniła się i natychmiast przełączyła.
- Masz może "t.A.T.u"? Spytał.
- Co? 
- Nie ważne.
Spojrzał znów w lusterko. Pocił się obficie i chciało mu się rzygać. 
Nie mógł jednak się zatrzymać. Jego żona nie przebierała w środkach ponieważ nie była zwyczajną wariatką.
Zwykle zawsze dostawała to co chciała, jak przystało na córkę bossa mafii. 
Jednak nie od niego.
 
Przyspieszył.
 
 
 
 
 
 
.............................................................................................
https://www.youtube.com/watch?v=j3wiHwgbs5w

Podobne artykuły


24
komentarze: 11 | wyświetlenia: 452
22
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1608
20
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1022
17
komentarze: 15 | wyświetlenia: 551
16
komentarze: 21 | wyświetlenia: 903
16
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1025
16
komentarze: 36 | wyświetlenia: 618
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 638
15
komentarze: 1 | wyświetlenia: 368
15
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1002
15
komentarze: 21 | wyświetlenia: 453
15
komentarze: 92 | wyświetlenia: 816
15
komentarze: 8 | wyświetlenia: 448
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2016 grupa EIOBA. Wrocław, Polska